Od początku istnienia Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych (styczeń 1993) wysuwany jest argument: nie zawracajcie nam głowy okręgami jednomandatowymi, to nic nie da. Patrzcie na wybory do Senatu, tam są prawie jednomandatowe okręgi wyborcze i co z tego? Ci sami ludzie, ta sama polityka, te same partie. Nie zliczę spotkań, nie zliczę artykułów i komentarzy, w których ten argument był podnoszony.


Zarzut ten jest częściowo uzasadniony. Ustrojowe usytuowanie Senatu w konstrukcji Rzeczypospolitej jest bowiem takie, że ta Izba Wyższa posiada znaczenie marginalne, drugorzędne i jej działanie i skład nie wywołuje specjalnego zainteresowania wyborców. Najlepiej świadczy o tym frekwencja w wyborach uzupełniających, gdy z przyczyn losowych zwalnia się etat senatora. Ta frekwencja wszędzie była znikoma, wahająca się pomiędzy 3 a 6 procent. Jednak taki stosunek obywateli do Senatu nie bierze się z powietrza, jest on wynikiem negatywnej propagandy medialnej i wypowiedzi polityków wszystkich prawie partii. Kolejne partie zgłaszają postulat likwidacji Senatu, a Platforma Obywatelska nawet zobowiązała się do przeprowadzenia w tej sprawie referendum. Kształtuje się w ten sposób opinia, że fotel senatora jest niczym więcej jak wygodną synekurą, przyznawaną za takie czy inne zasługi partyjne. W tej sytuacji kogo może obchodzić sposób w jaki partie polityczne wybierają zasłużonych partyjniaków, aby ich tą synekurą obdzielić? I ta kompromitująca frekwencja w wyborach uzupełniających dokładnie pokazuje, że obywatele mają tę sprawę w… wielkim poważaniu. Jeśli komuś zależy na poważnym potraktowaniu wyborów do Senatu, to trzeba najpierw zmienić jego konstytucyjne usytuowanie i rolę.


Inaczej przedstawia się sprawa wyborów do Sejmu, albowiem centrum władzy w Polsce jest w Sejmie i wybory do Sejmu mają rozstrzygające znaczenie. Wybory te rozstrzygają przede wszystkim o strukturze partii politycznych i o partyjnym charakterze państwa, w którym partie polityczne zagarnęły media i wszystkie instrumenty władzy. Ruch Obywatelski na rzecz JOW od początku domaga się JOW w wyborach do Sejmu i tworzy nacisk społeczny, który do takiej zmiany ma doprowadzić. Stanowi to ogromne zagrożenie dla rządzącego establishmentu partyjnego, gdyż pierwszą konsekwencją wprowadzenie JOW w wyborach do Sejmu będzie zmiana charakteru, struktury i sposobu funkcjonowania partii politycznych. Nic więc dziwnego, że establishment broni się przed tą zmianą wszelkimi sposobami. Ma jednak problem: propozycja JOW nie tylko spotyka się ze spontaniczną i szeroką akceptacją społeczną, ale posiada dobrze znane i widoczne wzory, jakimi są główne państwa demokratyczne, z USA, Kanadą Wielką Brytanią czy Francją na czele, które taki system wyborczy u siebie stosują, niektóre już od kilkuset lat i nie można tego faktu ani ukryć, ani ośmieszyć byle jakimi argumentami.


Jak więc broni się, i jak ma się bronić, establishment polityczny, przed tym zagrożeniem?


Najpierw i przede wszystkim nakłada się kaganiec na wszelkie media publiczne, które mają milczeć na temat tej propozycji ustrojowej. Tego zakazu nie łamią spektakularne wydarzenia w innych krajach, jak historyczne referendum we Włoszech, referendum o JOW w Rumunii, referenda w Kanadzie itp. Nie informuje się o zjazdach, konferencjach, manifestacjach i happeningach organizowanych przez Ruch JOW. Kiedy Marsz JOW podchodzi pod Sejm, to do manifestantów nie wychodzi nie tylko Premier – który zapewnił, że nie spocznie dopóki nie wprowadzi JOW – ale ani jeden poseł czy senator tego ugrupowania, które ogłosiło postulat JOW na czele swoich programów wyborczych. Wydawnictwa i książki Ruchu nie znajdują drogi do hurtowni i księgarń.


Nacisk społeczny jednak trwa, miliony młodych Polaków wyjeżdżają za chlebem do krajów, w których wybiera się parlamenty w jednomandatowych okręgach wyborczych, ta strusia taktyka nie może się powieść na dłuższą metę. Establishment przechodzi więc na drugą linię obrony: ogłasza, że jest jak najbardziej za JOW i całym sercem, tylko… jeszcze za wcześnie. Jeszcze polska demokracja nie okrzepła, jeszcze nie dojrzała, społeczeństwo powinno się uzbroić w cierpliwość, nie od razu Kraków zbudowano, pomału, ewolucyjnie, małymi kroczkami do przodu. Bodajże pierwszy z taką argumentacją wyjechał Aleksander Kwaśniewski, który już jakichś 10 lat temu zaproponował nam JOW w wyborach do Senatu! Dlaczego nie do Sejmu? Bo społeczeństwo jeszcze do tego nie dojrzało!


Jak widać nawet do Senatu było o 10 lat za wcześnie, ale taktykę zasugerowaną przez Kwaśniewskiego przejęła i twórczo rozwinęła Platforma Obywatelska. Kiedy w marcu 2005 odbył się we Włocławku Zjazd Ruchu JOW, na którym rozpoczęto akcję tworzenia komitetów referendalnych i w krótkimi czasie takie komitety powstały w różnych regionach Polski – w czerwcu hasło referendum o JOW przejęła Platforma Obywatelska i na Konwencji w czerwcu 2005 we Wrocławiu rzuciła hasło "4 razy TAK". Nota bene jednym z tych "TAK" miała być likwidacja Senatu!


Dzisiaj Platforma przeforsowała, przy sprzeciwie całej opozycji, jednomandatowe okręgi wyborcze do Senatu w brytyjskim systemie FPTP, a więc wybory większością względną w jednej turze.


Aby ten krok ocenić trzeba się zapytać dlaczego i po co ta zmiana została zrobiona? Platforma ma bowiem bezwzględną większość w Senacie i ten stan posiadania raczej trudno będzie powiększyć, obawiać się należy, że raczej przeciwnie. Platforma nigdy nie głosiła programu JOW do Senatu, raczej, jak wiemy, domagała się likwidacji Senatu. Czym więc kierowali się politycy tego ugrupowania wprowadzając tak radykalną zmianę, przy zdecydowanym sprzeciwie opozycji?


No, cóż, intencje ludzkie zna tylko Pan Bóg, poza tym zawsze możliwe jest działanie mało przemyślane. Wydaje się jednak, że za tym krokiem kryje się prosta taktyka: (1) pokażemy ludziom, że bardzo nam zależy na JOW, co powinno przynieść konkretny zysk w nadchodzących szybko wyborach parlamentarnych, (2) skompromitujemy ideę JOW, bo ludzie zobaczą, że wybory w JOW niczego naprawdę nie zmieniają. Ci sami ludzie pozostają przy władzy i ten sam układ partyjny. To spowoduje zelżenie nacisku społecznego na wprowadzenie JOW do Sejmu. Oczywiście, jest pewne ryzyko, że jednak, tu i tam, dostaną się do Senatu ludzie, których byśmy w żadnym wypadku nie chcieli, ale ryzyko nie jest wielkie. Okręgi wyborcze są bardzo duże, bariera wysoka.


Te nadzieje nie są płonne, ponieważ bariera rzeczywiście jest wysoka, a społeczeństwo polskie jest obezwładnione, a pozbawione rzetelnych mediów, ma kłopoty z informacją i artykulacją. Jednak mleko się rozlało: sprawa JOW stała się tematem debaty publicznej, świadomość obywatelska wzrosła. Walka społeczeństwa z partiami politycznymi weszła w nową fazę.


Warszawa, 5 stycznia 2011

 

 

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Dyskusja - 10 Komentarzy
  1. Łukasz Bień

    15. Sty 2011,  godz. 17:42

    @Tadeusz Browarek
    Kodeks wyborczy formalnie wchodzi w życie po 6 miesiącach od opublikowania w Dzienniku Ustaw.

    Odpowiedz

  2. Tadeusz Browarek

    14. Sty 2011,  godz. 01:39

    @Jerzy Przystawa
    Jerzy Dziekuje Ci za piekny wiersz Mariana Hemara.

     

    @Pawel Kawarski
    Dziekuje Pawle za linka do wersji ostatecznej uchwalonej przez Sejm po poprawkach Senatu. Rozumiem ze wejdzie w zycie po opublikowaniu w Dziennku Ustaw.

     

    @Adam 2
    Genialne, Adamie 2, proste i skuteczne!

    Odpowiedz

  3. Adam 2

    11. Sty 2011,  godz. 22:02

    > Platforma nigdy nie głosiła programu JOW do Senatu,
    > raczej, jak wiemy, domagała się likwidacji Senatu.
    > Czym więc kierowali się politycy tego ugrupowania
    > wprowadzając tak radykalną zmianę, przy
    > zdecydowanym sprzeciwie opozycji?

    To elementarne drogi Watsonie.

    Platforma wprowadza JOW do senatu po to, zeby potem
    zlikwidowac senat. W ten sposob spelnione zostana dwie
    obietnice wyborcze – JOW-y i likwidacja senatu.

    Odpowiedz

  4. Paweł Kawarski

    11. Sty 2011,  godz. 00:27

    Panowie:

    Nieważne czy mówią dobrze czy źle, byle po nazwisku, czyli o JOW. Ostatni tydzień przyniósł więcej tekstów o JOW – innych autorów niż Pan Profesor Jerzy Przystawa – niż ostatnie pół roku – podaję linki (a przecież wiele mogłem przeoczyć). Chociażby z tego powodu oceniam najnowsze zmiany pozytywnie mimo wszystkich mankamentów jakie ma nowa ordynacja senacka. Głowy do góry!

    Pozdrawiam

    http://www.olgierd.bblog.pl/wpis,moc;pozytywnego;myslenia,47991.html#komentarze

    http://ryszardczarnecki.salon24.pl/266768,stoklosa-komorowski-pila#comment_3794945

    http://aromasze.salon24.pl/266559,owczy-ped-i-populistyczne-gusla-o-zmianie-ordynacji-wyborczej#comment_3794990

    http://krzysztofleski.salon24.pl/265629,kto-z-kim-dolki-kopie#comment_3782202

    http://krzysztofleski.salon24.pl/265249,sa-jowy-na-sile#comment_3780433

    http://jaroslawflis.salon24.pl/266795,sto-okregow-sto-pociech-setna-notka-na-salonie

    http://jaroslawflis.salon24.pl/264996,ordynacje-i-kalkulacje

    Odpowiedz

  5. knedzynski

    08. Sty 2011,  godz. 01:19

    @ Tomasz Rogowski, Jerzy Przystawa

    Bardzo podobały mi się Panów wpisy. Zgadzam się w całej rozciągłości.

    Odpowiedz

  6. Jerzy Przystawa

    07. Sty 2011,  godz. 11:44

    Tadeusz Rogowski,

    warto, aby Pański wpis przemyśleli wszyscy woJOWnicy, którzy od lat usiłują skierować naszą energię na boczny tor, przede wszystkim na ordynacje wyborczą do samorządów terytorialnych, a także do Senatu itp, uważają bowiem, ze na tych kierunkach łatwiej o sukces. I rzeczywiście: oto mamy JOW w wyborach do Senatu i JOW w wyborach do samorządów gminnych! Patrzcie, Drodzy WoJOWnicy: ani podpisów w tych sprawach nie nazbieraliśmy, ani specjalnych konferencji temu nie poświęciliśmy, ani haseł takich nie dźwigaliśmy na marszach. Ileż razy byliśmy oskarżani, ze lekceważymy potrzeby samorządowców, ze oni nie mogą nas popierać, bo my tylko Sejm, Sejm, Sejm!

    Pan ma rację: nikt nam żadnej zasługi za nic nie przyzna. Sukces ma zawsze wielu ojców, tylko porażka jest sierotą! Ale nasz Ruch nie powstał po to, żeby nam przypinano ordery i wypisywano nasze nazwiska złotymi literatami! To jest Ruch patriotyczny, a uczestników tego Ruchu motywuje staroświecka miłość Ojczyzny.

    A „Nikt z nas z Ojczyzną umów nie zawierał
    Z nikim Jej pacta nie wiążą conventa
    Jak mu żyć przyjdzie,jak będzie umierał,
    Czy go dostrzeże w tłumie, czy spamięta.

    Nie przyrzekała oszczędzać goryczy,
    Ani że słodkim karmić będzie chlebem,
    Ani że łzy, czy zasługi policzy
    I krzyk usłyszy pod odkrytym niebem..”

    Ten wiersz Mariana Hemara polecam wszystkim WoJOWnikom. Tym przede wszystkim, którzy już odeszli: Michałowi Falzmannowi, Alicji Starczewskiej – Byrskiej, Zbigniewowi Byrskiemu, Józefowi Telidze, Stanisławowi Helskiemu, Antoniemu Hedzie – Szaremu, Ałłie Laskowskiej, Adamowi Zeldze, Jankowi Krusińskiemu – Stańczykowi. Dzisiaj, na Cmentarzu Kiełczowskim żegnamy Wiesława Wodeckiego.

    Odpowiedz

  7. Jerzy Gieysztor

    06. Sty 2011,  godz. 19:09

    Zanim nadchodzące wydarzenia przyniosą odpowiedź na pytania postawione w tekście Jerzego Przystawy, na razie nie wiemy, czy nowa ordynacja wyborcza w wyborach senackich zapewnia swobodę kandydowania? – A jeżeli tak to, czy praktyka ich przeprowadzenia, tej swobody kandydowania w istotny sposób nie naruszy? – Bo wolne wybory to, przede wszystkim swoboda kandydowania, a jak jej nie ma, to okręgi jednomandatowe pozostaną tylko listkiem figowym przykrywającym anty obywatelskie działania władzy. A w ograniczaniu swobody kandydowania doświadczenia są raczej spore: Składa się na to np. możliwość wymagania monstrualnych ilości podpisów – znana powszechnie – oraz – lekceważone, ale bardzo ważne – takie układanie kalendarza wyborczego, które w połączeniu z nierównością praw dotyczących terminów wyborczych dla partyjnych i obywatelskich komitetów wyborczych, może dodatkowo ograniczac swobodę kandydowania bezpartyjnych kandydatów (vide mój komentarz z dnia 2010-12-30 23:05 dostępny pod linkiemhttp://www.jow.pl/blog/browarektadeusz/antypa-woz-drzymaly-czii.html). I dlatego konieczna jest obywatelska czujnośc. Ponadto, konstatację Autora o wysokiej barierze stawianej kandydatom startującym w jednomandatowych wyborach senackich warto uzupełnic informacją liczbową: Otóż – przy 100 miejscach mandatowych i ok. 38 mln. mieszkańców – jeden okręg senacki obejmie ok. 380 tyś mieszkańców. Zatem w porównaniu do liczebności 460 – ciu jednomandatowych okręgów sejmowych (38 mln. : 460 = 82,6 tyś), jeden okręg senacki będzie obejmował 4,6 raza więcej mieszkańców, niż postulowany przez Ruch JOW jednomandatowy okręg sejmowy. Wielki okręg wyborczy – pomimo, że jednomandatowy – oznacza jakościowo większą trudnośc w bezpośrednim docieraniu kandydatów do wyborców. I w praktyce ich wzajemną izolację, podobną do tej, jaką rodzi obecna ordynacja wielomandatowa w wyborach sejmowych. Zatem razem z Autorem można przypuszczac, że wiara w brak społecznej świadomości, rodząca nadzieję na skompromitowanie zasady JOW, odsuwające jej zastosowanie w wyborach sejmowych, oraz niewielkie znaczenie samego senatu, skłoniły beneficjentów partyjnego przywileju układania list wyborczych do eksperymentu z JOW w wyborach senackich.

    Czy ten eksperyment uda się w/w beneficjentom, czy też przeważy myślenie obywatelskie, zwłaszcza rozczarowanej do nich młodzieży ? – Oto jest następne, mobilizujące do uświadamiania i otwarte pytanie.

    Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.