/JOW czyni różnicę

JOW czyni różnicę

Portal prawica.net opublikował artykuł „Negatywne zjawiska w Wielkiej Brytanii a JOW”. O ile jak mantrę jowosceptyczni powtarzają, że uważamy zmianę ordynacji za „lek na całe zło”, o tyle tym razem to autor widzi w naszym postulacie uniwersalną gwarancję degrengolady.

Za pretekst do krytyki autorowi posłużyły bóle i gorączki Wielkiej Brytanii oraz Stanów Zjednoczonych. Autor koncentruje się na wybranych trzech aspektach rzeczywistości, jednak pozytywne strony bycia obywatelem któregoś z tych krajów przemilcza. A to przecież państwa, do których w ostatniej dekadzie wyjechało (uciekło?) z Polski, z różnych powodów, grubo ponad pół miliona osób. Autor krytykuje demokrację jako taką, winą za jej niedoskonałości obwiniając JOW-y. Dochodzi do wniosku, że ordynacja większościowa nie daje lepszych efektów niż ordynacja proporcjonalna. Nie ma racji.

Choćby dlatego, że nie słyszał o setkach tysięcy Anglików osiedlających się nad Wisłą. O Polakach nad Tamizą słyszy często. Zresztą nie tylko o Polakach. Również o Hiszpanach, Włochach…

Żadna ordynacja nie wyklucza tego, co autor opisuje w swoim tekście w kontekście JOW-ów, a mianowcie napływu obcokrajowców. Próba wykazania, że to właśnie przez system większościowy Londyn staje się bardziej multikulturowy niż można się było tego spodziewać, jest skazana na niepowodzenie. Proces asymilacji oraz polityka emigracyjna w USA, Zjednoczonym Królestwie czy Australii to osobne historie, znacznie różniące się od siebie.

Autor pokazuje również, że JOW-y nie chronią przed zadłużeniem. Jeśli Polska jest zadłużona, to USA i Wielka Brytania mając JOW być nie powinny. Inaczej żadna to alternatywa – daje do zrozumienia autor. Jedynym krajem na świecie bez długów była do niedawna Libia Kaddafiego. Wiemy co wydarzyło się potem, zatem nawet tam zastosowane i skuteczne przez pewien czas zabezpieczenia zawiodły. Domyślam się również, że autor nie postuluje wprowadzania tych mechanizmów systemowych w Polsce.

Poza tym dług długowi nie jest równy. Natura polskich wierzytelności jest inna. Choćby dlatego, że Polska jest dłużnikiem w znacznej mierze właśnie banków amerykańskich i brytyjskich. Za to Wielka Brytania i Ameryka nie są zadłużone w bankach polskich. Szukający różnicy autor powinien na to zwrócić uwagę. Dlaczego tak jest? Bo praktycznie nie ma już polskich banków!

W przypadku naszego kraju 66 proc. tej lukratywnej branży znajduje się w rękach kapitału obcego. Nie uczestniczymy zatem w tak świetnym biznesie, jak finansowanie długu Anglików czy Amerykanów. A biznes to znakomity. Kraje z JOW nie lubią pozbywać się swoich banków. W Australii zdarzyło się, że jeden z nich został częściowo sprzedany Szkotom – bądź co bądź niezbyt egzotycznemu kapitałowi.

Nacisk obywateli na parlamentarzystów okazał się jednak tak skuteczny, że natychmiast się z tego pomysłu wycofano. Polacy na posła naciskać skutecznie nie mogą, bo ci nie są odpowiedzialni bezpośrednio przed obywatelami. Jeżeli wódz partyjny zadecydował, że bank trzeba sprzedać – to oznacza to jednocześnie koniec dyskusji na ten temat w partii. Chyba, że komuś nie zależy na reelekcji. A zależy zazwyczaj wszystkim.

To niejedyna różnica. Kraje anglosaskie są co prawda zadłużone, ale w razie kryzysu ich możliwości obsługi długu, ich moce i atuty negocjacyjne sprawiają, że nasza sytuacja jest nieporównywalnie gorsza. Ich gospodarka rośnie, jest innowacyjna, opiera się w dużym stopniu o przemysł i generuje miejsca pracy – najbardziej konkretny element wzrostu i rozwoju. Przypadek? Kto oglądał House of Cards wie, jak likwidacja miejsc pracy wpływa na kongresmena danego regionu. W skrócie: nie daje mu spać i pozbawia szans na reelekcję. Frank Underwood musi go unicestwić, bo nie da się go tak, jak u nas, po prostu przenieść na „jedynkę” do innego miasta. Koniec kariery, czyli dla naszych polityków pojęcie abstrakcyjne. Taka różnica.

Ostatecznie gdyby to wszystko zawiodło oba wymieniane kraje mają jeszcze w obwodzie doskonale wyposażone i wyszkolone armie. Tak już kraje z JOW mają. Można porównywać rozbrojoną Polskę z gospodarką, taką a nie inną do USA i UK – tyle, że trzeba też widzieć te niesubtelne różnice.

Wiele przymiotów przypisywano JOW-om, autor jednak jako pierwszy przypisał im sprzyjanie kidnapingowi. Brytyjskie służby socjalne (wiele mówiący skrót SS – Social Services) przekraczają swoje kompetencje i bez wyraźnych powodów kradną polskie dzieci, by umieścić je w miejscowych rodzinach zastępczych, rozbijając w ten sposób polskie rodziny – czytamy.

Maks z Seksmisji krzyczał: – Nie odpowiadamy tylko za gradobicie, trzęsienie ziemi i koklusz! Ordynacja nie ma tu znaczenia, żadna nie gwarantuje tego, że zapobiegnie ingerencji państwa w rodzinę.

UK i USA są bogatsze od Polski z oczywistych historycznych powodów (nie chodzi bynajmniej o JOW) – pisze autor. I nie jest w stanie udowodnić, że to nie w dużej mierze właśnie dzięki JOW. Dajmy Anglosasom naszą ordynację. Wytłumaczmy im: u nas, gdy głosujesz na mężczyznę, głos może zostać policzony kobiecie. Chcesz kandydować? OK, ale tylko jako partyjny żołnierz, własne zdanie niemile widziane. A jak już będzie po wyborach, to partia mająca 7 proc. ma niewiele mniej do powiedzenia niż ta z 30 proc. poparcia. Niech wybierają swoje elity w taki sposób jak my – i zobaczymy, gdzie będą za 20 lat. Skoro nie ma żadnej różnicy, nie wiedzą co tracą?

About Artur Heliak

wrocławianin, absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego; jeden z liderów akcji zmieleni.pl, Koordynator ds. PR i Mediów Ruchu JOW; trzy lata spędził w Londynie, gdzie z bliska zapoznał się z tematyką polskiej emigracji i funkcjonowaniem państwa opartego o jednomandatowe okręgi wyborcze; publikował m.in. w tygodniku "Uważam Rze" oraz w "Rzeczpospolitej"