Takie oto motto życiowe po wielokroć formułował Profesor Jerzy Przystawa: psim obowiązkiem inteligencji jest myślenie, i publikowanie swych przemyśleń. Myślenie co zrobić, aby było lepiej.

Chciał i umiał ludzi zobowiązywać. Swą ciekawością ich myśli. Zadbaniem o ich potrzeby. Z kurtuazją, niekiedy nawet przesadną. Zawsze w poczuciu pewnej misji, jej wagi i powagi. Zdawał się przy tym nie mieć wątpliwości, jak się zachować, co robić. Nie czekał na okazje, swoim przekonaniem co trzeba atakował rozmówców. Ale na ogół nie wprost. Rysował alternatywne pseudo-logiczne scenariusze postępowania, zmuszając rozmówcę do własnego wyboru.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
prof. Jerzy Przystawa (29.04.1939 – 3.11.2012)

W 1971 roku spotkaliśmy się w Międzynarodowym Centrum Fizyki Teoretycznej w Trieście, zamieszkaliśmy też razem u wspaniałej pani Angeli Maganii przy via Tigor 9. (Angela była Słowenką, robiła znakomite pizze na grubym spodzie drożdżowym i niezapomnianą leguminę na grzanym winie z kurzym żółtkiem). Treścią stażów naukowych dla młodego pokolenia była oczywiście fizyka – dyskusje, seminaria, wykłady i rozmowy o nich. Wkrótce okazało się, że Jerzy ma też inny zamysł – poznanie ludzi i związanie ich ze sobą na płaszczyźnie edukacji politycznej lub organizacji nauki. Coraz uroczyście zapraszał obiecujących naukowców, zwłaszcza Włochów i Amerykanów, na wspólny lunch, podczas którego zmuszał rozmówców do oceny bieżących zdarzeń politycznych. Co ciekawe, rozmówcy cenili jego dociekliwość w tych sprawach, jakże odległych od badań fizyki teoretycznej. Szło za tym często zaproszenie takich rozmówców do udziału w Zimowych Szkołach Fizyki Teoretycznej w Jaszowcu, którymi miał zasłynąć Uniwersytet Wrocławski.

W pierwszych latach 90., po transformacji ustrojowej pierwotna euforia nadziei Polaków powoli gasła – spadkobiercy PRL-u trzymali się mocno w polityce i coraz mocniej w słabnącej gospodarce, afery i korupcja narastały, królowali ci, którzy potrafili ukraść pierwszy milion. Dlaczego tak jest, mimo że są w Sejmie i Rządzie ludzie nowi, o rodowodzie solidarnościowym? – myślało się z niepokojem. W 1992 roku Jerzy zaprosił nas do Wrocławia na tajemniczą konferencję. Dowiedzieliśmy się wtedy, że nowi polityce odmawiają rzetelnej analizy afery FOZZ oznaczającej straty budżetu państwa idące w miliardy złotych, że się tego tematu panicznie boją. Potrzebny jest uczciwy sposób wyboru odważnych posłów – stwierdził Jerzy Przystawa – inny niż wybory list partyjnych. Tak oto w Polsce pojawiła się idea ordynacji brytyjskiej – wyboru posłów w jednomandatowych okręgach wyborczych. Tak powstał Ruch Obywatelski na rzecz JOW.

Znaliśmy się więc od ponad 40 lat, współpracowaliśmy w Ruchu JOW od 1992 r. We wrześniu 2010 r. Jerzy przyjął propozycje pracy w NCBJ w Świerku. Pracowaliśmy w sąsiednich pokojach, 201 i 202, w tzw. Budynku Fizyki.

Około południa zwykle coś piliśmy – on herbatę, ja kawę. Nie chciał ciastek, częstowaliśmy się nawzajem gorzką czekoladą wyłuskiwaną z granatowych opakowań. Rozmawialiśmy o przeszłości, teraźniejszości i oczywiście o przyszłości. Polskie skandale polityczne traktował z ironią, jako coś naturalnego – system wyborów partyjnych po prostu musi generować korupcję. System wyborów jednomandatowych wyłoni inną elitę władzy, uczciwsza, odpowiedzialną, związaną z wyborcami. W okresie I Solidarności i internowania w stanie wojennym poznał wielu wybitnych działaczy, i był rozczarowany widząc później, jak system partii wodzowskich (leninowskich, jak pisał) wciąga ich i oddala od ludzi, których wcześniej uczciwie i z sercem reprezentowali. Teraz niejeden nawet nie spojrzy – mówił – mijając w wielkiej limuzynie, jako poseł czy redaktor.

Mówiłem mu – wielu z nich znasz z okresu wspólnej walki, masz dobre pióro, pamięć, zmysł sarkazmu, wykorzystaj, opisz po swojemu. Kiwał głową – są teraz pilniejsze sprawy. Jedna afera niepokoiła go jednak szczególnie i pisał o niej parokrotnie – fałsz i zamęt stworzony i następnie spetryfikowany wokół okoliczności śmierci ks. Jerzego Popiełuszki.

Po przybyciu do Świerka, latem 2010, bez przerwy pracował. Pisał artykuły do prasy, repliki blogowe, listy do polityków. Telefonował do osób znaczących, do Honorowych Patronów Ruchu JOW. Przygotowywał przemówienia na kolejne Konferencje Ruchu JOW, jeździł po Polsce z wykładami. Co kilka tygodni przychodził pocztą do Świerka egzemplarz pisma Polonii Kanadyjskiej z Jego politycznym komentarzem.

Gdy w Rumunii pojawił się projekt wyborów jednomandatowych, grupa warszawska Ruchu JOW poszła z wyrazami poparcia pod Ambasadę Rumunii. Jurek zareagował głębiej – pojechał do Rumunii, aby rozpoznać sprawę z bliska.

Z pewnym zaskoczeniem przyjął fakt, że jego popularyzacyjne wykłady z fizyki dla humanistów, jeszcze we Wrocławiu, spotkały się z szerokim i żywym zainteresowaniem. Już w Świerku kompletował te materiały, składając je w książkę Odkryj Smak Fizyki. Później, komentując napastliwą recenzję jednego z profesorów i gorące do niej repliki, mówił z żartobliwym ubolewaniem: Taka już moja dola, za co się wezmę, to kończy się awanturą.

W ostatnich dwóch latach spotykaliśmy też się wielokrotnie w starym domu przy ul. IX Poprzecznej w Aninie, którego krzaczaste otoczenie Jerzy przez wiele tygodni pracowicie karczował i wygładzał. Nigdy nie opowiadał dowcipów. Lubił jednak wieczorami, po dniu pracy, zasiąść do dyskusji nad szklanką czerwonego włoskiego wina nalewanego z 5-litrowego gąsiorka. Z przyjaciółmi, woJOWnikami, politycznymi uczniami, z dr Krystyną Chmieleńską, z córką Agnieszką i synem Czesławem z dziećmi, ze współmieszkańcem Maciejem Tarko.

Ostatnio, od końca 2011 roku, posępniał. O swej chorobie mówił niechętnie. Podobnie odnosił się do porad dietetycznych swoich przyjaciół. Ale gdzieś na przełomie czerwca i lipca 2012 stanął przede mną, siedzącym za biurkiem w pokoju 201. Z dąsem niechęci mówił o siedliskach raka w organizmie, o zarejestrowanych przerzutach, o chemii i innych kuracjach, których próbował. Przedstawiałem mu dobrodusznie swą wiedzę o rewelacjach leczenia klasztornego – dieta, brokuły, brukselka. Pokiwał głową i poszedł. Później zrozumiałem, że to była propozycja pożegnania. Której nie sprostałem, której nie podjąłem. Może dla tego, że sam słabowałem w owe dni.

Przez ostatnie dni w Świerku, we wrześniu 2012 – odmawiał rozmów. Skupiony na swych myślach, odpowiadał co najwyżej zdawkowo. W poniedziałek 8 października nie przyszedł do pracy. Gdy doń zadzwoniłem, chcąc się umówić na wtorek, odparł z rozbawieniem – ależ ja jestem teraz we Wrocławiu, w szpitalu.

To była ostatnia chwila rozbawienia między nami. Późniejsze rozmowy przez telefon przyjmował zniechęcony, głosem coraz bardziej zmęczonym, chrapliwym. A ja wciąż telefonowałem w oczekiwaniu, że znowu nastąpi przełom, że Jerzy Przystawa powróci do swej wybornej jakości i życiowej weny.

Nie wrócił. Mówiłem Mu w kilka dni potem, już nad trumną: Dulce, decorum est pro partia mori…

About Andrzej Czachor

fizyk, prof. dr hab. w NCFJ w Świerku, publicysta; od 1995 roku uczestnik Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Dyskusja - 1 komentarz
  1. maciek

    06. Paź 2013,  godz. 12:40

    Profesora Przystawę zapamiętałem jako niezwykle wrażliwego i czułego człowieka. Oddanego Ruchowi JOW i sprawom wolności i jedności Narodu Polskiego.
    „Jurek” bo takim go zapamiętałem, w rozmowach wieczornych po pracy przy porządkowaniu ogrodu przy lampce czerwonego wina siadaliśmy na werandzie i rozmawialiśmy na różne tematy. Jurek nigdy nie mówił o sobie o chorobie która zżerała jego organizm, wszystko czym żył co trzymało Go w formie to troska o rodzinę i jej poświęcał dużą część swojej energii.
    JOWy to treść życia prof. Jerzego Przystawy, to jego posłannictwo dla dobra Narodu Polskiego. Spychanego przez elity partyjne w niebyt, w nędzę polityczną i ekonomiczną.

    Wyrażę swoją opinię o naszych przywódcach.
    Pracując w wielu krajach miałem możliwość oglądania i słuchania komentarzy w telewizji i radiu dotyczących naszych polityków. WSTYD MI BYŁO tak naprawdę wstyd, że jestem polakiem.
    Maciek.

    Odpowiedz

Skomentuj