Dlaczego Jednomandatowe Okręgi Wyborcze? Dlaczego na wzór brytyjski? Dlaczego małe okręgi? Przypominamy i odpowiadamy na pytania. Artykuł opublikowany na portalu „Nowa Stepnica” i zmieleni.pl w 2012 roku.

Jaka demokracja? Różne modele

Jesteśmy młodymi ludźmi, studentami, dla których odzyskana w 1989 roku demokracja jest faktem. Cieszy nas, że jako wolne społeczeństwo wykonaliśmy w ciągu ostatnich kilkunastu lat całkiem niezłą robotę. Sukces, który odnieśliśmy jako kraj, z jednej strony otwiera przed nami wciąż nowe możliwości, z drugiej budzi coraz większe oczekiwania. Coraz częściej widać, że dalszy i szybszy rozwój wymaga reformy instytucjonalnej naszego państwa. Wymaga to przemyślenia koncepcji demokratycznego państwa.

Niezależnie czy uważamy państwo za środek do odniesienia wspólnej korzyści, czy jedynie za zło konieczne, trudno wyobrazić sobie świat bez państw. Podobnie demokracja jest uważana za najlepszy znany ustrój, mimo świadomości jej wad. Jak pisał James Madison, jeden z Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych:

…największa trudność [demokracji] leży w tym, że musisz wpierw dać rządowi możność kontroli nad rządzonymi, a potem dać mu możność kontrolowania samego siebie.

Ze względu na doświadczenie, które uczy, że do skutecznego nadzoru nad rządem nie wystarczy zależność od społeczeństwa, postulował on słynną zasadę kontroli i równowagi (ang. checks and balances): należy uniknąć sytuacji, w której rządzący połączą się przeciw rządzonym. Siłę tego zagrożenia potwierdziła obserwacja R.Michelsa, niemieckiego socjologa z początku XX w., zwana żelaznym prawem oligarchii, który zauważył, że każda większa organizacja, w tym państwo demokratyczne, ma skłonność do skupiania władzy w rękach wąskiej elity. Współcześnie w tym duchu wypowiadał się austriacko-brytyjski filozof sir Karl Popper, według którego kryterium jakości demokracji jest możliwość zmiany złej władzy w drodze wyborów, a więc realna odpowiedzialność rządzących przed rządzonymi. Ocenie społeczeństwa podlega tu przede wszystkim efektywność rządu, a więc zdolność do wprowadzenia w życie programu wyborczego; stąd podejście to nazywa się efektywnościowym.

Konkurencyjne ujęcie, czyli kryterium sprawiedliwości dystrybucyjnej, traktuje państwo jako pewien zbiór zasobów do wykorzystania oraz narzędzie wyrównywania różnic społecznych. Priorytetem nie jest więc tutaj połączenie stabilności i skuteczności rządu z jego efektywną kontrolą, a raczej proporcjonalny dostęp różnych grup społecznych do władzy i dóbr państwowych. Oczywiście dyskusyjne jest już to, czy i w jakiej sytuacji redystrybucja ma pozytywny wpływ na ogólny dobrobyt. Zauważmy też, że chociaż model ten w założeniu jest przeciwny ustrojowi oligarchicznemu, w praktyce prowadzi do rozrostu biurokracji i w konsekwencji zwiększenia władzy elit, która nie podlega demokratycznej kontroli. Wydaje się również, że ujęcie dystrybucyjne bardziej niż efektywnościowe wpisuje się w opisywane przez przedstawiciele tzw. austriackiej szkoły ekonomii negatywne zjawisko wzrostu stopy preferencji czasowej w demokracjach. Polega ono na zwiększonej skłonności do wykorzystywania istniejących dóbr kosztem inwestowania w przyszłe korzyści. Pomimo całej krytyki trzeba jednak przyznać, że nacisk na proporcjonalną reprezentację może mieć pozytywne znaczenie w państwach, gdzie w rozproszeniu żyją duże mniejszości.

 

 

Dlaczego ordynacja wyborcza jest tak ważna?

Dla współczesnych demokracji, jedną z najważniejszych wartości są tzw. rządy prawa. Rządy prawa, czyli koncepcja, która uznaje, że wszystkie organy państwa powinny postępować w ramach prawa stanowionego i nie mogą go łamać, są elementem gwarantującym stabilność państwa. Rządy prawa zakładają (…) ograniczenie zakresu prawodawstwa do tego rodzaju przepisów ogólnych, które są znane jako prawo formalne i wykluczają tworzenie prawa ze względu na konkretnych ludzi, lub zezwalającego komukolwiek na użycie państwowych środków przymusu dla takiego zróżnicowanego ich traktowania – pisał o koncepcji „rule of law” Fryderyk A. Hayek. Nie może być zatem tak, że prawo w państwie demokratycznym tworzone jest w sposób partykularny do danej sytuacji, a potem zmieniane w interesie rozmaitych sił politycznych. Nie inaczej jest w przypadku wszelkich ustaw, które konstytuują władzę, takich jak ordynacja wyborcza (czyli aktu normatywnego, który definiuje zasady wyboru przedstawicieli narodu).

W państwach demokratycznych władza sprawowana jest przez przedstawicieli wybranych poprzez suwerena, jakim jest lud. Obywatele godzą się na to, aby w wyniku ich wolnego wyboru o najważniejszych sprawach dotyczących państwa, a także ich samych, decydowali triumfatorzy ogólnonarodowej elekcji. Materia rządzenia państwem jest tak rozległa i bardzo skomplikowana, że oddanie jej w ręce kompetentnej grupy specjalistów wydaje się być racjonalną decyzją. Problem jednak pojawia się, gdy zadamy sobie pytanie w jaki sposób wyselekcjonować taką grupę specjalistów. W niemal wszystkich dziedzinach ludzkiego funkcjonowania istnieją pewne proceduralne ścieżki rozwoju (awansu, selekcji najlepszych). W szkole najlepszymi uczniami, są ci, którzy zdobywają najwyższe oceny. Wśród sportowców najwspanialsze laury, odbierają ci, którzy dzięki długim treningom i talentowi potrafili wspiąć się na szczyt. Podobnie rzecz wygląda w biznesie. Aby znaleźć dobrą, wymarzoną pracę, należy w pierwszej kolejności przejść niekiedy żmudną drogę procesu rekrutacyjnego. Następnie, aby piąć się w górę w firmowej hierarchii, należy spełniać określone warunki efektywności i wzrostu kompetencji. Wszystkie ścieżki oparte są na mniej lub bardziej formalnych zasadach, których zadaniem jest zagwarantowanie selekcji najlepszych. Na tej samej zasadzie powinno funkcjonować także prawo wyborcze. To przecież ono pozwala nam wybierać ludzi, którzy na okres kilku lat będą stanowić o przyszłości państwa. W przypadku wyborów do Sejmu, nasi wybrańcy decydować będą o prawie, które dotyczyć będzie wszystkich obywateli.

Od zasad wyborczych jakie zostaną przyjęte, zależeć będzie czy uda się zagwarantować wybór najbardziej kompetentnych przedstawicieli, którzy działać będą w interesie państwa (a nie w swoim). Zadaniem prawa wyborczego oprócz zdefiniowania ścisłych procedur umożliwiających elekcję, jest także ograniczenie wpływu na władzę ludzi niegodnych. Każde bowiem prawo, prócz litery (formalnych procedur) powinno mieć także ducha. Ducha praw dzięki, któremu można to prawo interpretować zgodnie ze zdrowym rozsądkiem i w interesie publicznym. Dlatego też ordynacja wyborcza ma olbrzymie znaczenie w każdym państwie demokratycznym. Nie jest to li tylko ustawa, która wprowadza pewne techniczne rozwiązania pozwalające rozstrzygać spory i wprowadzać rozwiązania. Ordynacja wyborcza to w istocie akt prawny, którego konstrukcja decyduje o tym, kto (i zarazem jak) sprawował będzie rządy. W państwie demokratycznym zatem, należy do jednej z najważniejszych ustaw.

Zgodnie z formułą rządów prawa, prawo decydujące o sposobie elekcji powinno być zatem stałe, proste i dotyczące wszystkich, którzy poddają się procedurze wyborczej, w takim samym stopniu. Komplikowanie procedur wyborczych, tworzenie matematycznych procedur przeliczania głosów na mandaty sprawia, że demokracja staje się mniej przejrzysta dla swojego suwerena, jakim jest lud, a stwarza możliwość wpływu na politykę osób, które wpływu na nią mieć nie powinny.

Obecnie w Polsce: PR

Od pierwszych w pełni wolnych wyborów w 1991 roku obowiązuje w Polsce tzw. ordynacja proporcjonalna, która zakłada – choć w praktyce nie spełnia – reprezentatywność, tj. odwzorowanie preferencji wyborców w parlamencie. W skrócie, ordynacja proporcjonalna opiera się na następujących zasadach:

  1. Polska podzielona jest na 41 dużych okręgów wielomandatowych; każdy okręg zamieszkuje średnio ok. 930 tysięcy osób.
  2. Z jednego okręgu wybieramy od 7 do 19 posłów.
  3. W podziale mandatów uczestniczą tylko komitety, które przekroczyły próg 5% lub 8% (koalicje) głosów w skali kraju. Z tego wymogu zwolnione są komitety mniejszości narodowych.
  4. Miejsca w Sejmie przydzielane są listom wyborczym komitetów w okręgach na podstawie przelicznika d’Hondta (od 1991 stosowaną także prostą i zmodyfikowaną metodę Sainte-Lague).
  5. Przypadające komitetowi mandaty uzyskują kandydaci, którzy otrzymali największą ilość głosów na liście wyborczej.
  6. Kandydowanie wymaga utworzenia komitetu wyborczego (przez partię lub 15 wyborców), który przedstawi listę co najmniej tylu kandydatów ilu posłów ma dany okręg.
  7. Niepartyjny komitet wyborczy wyborców musi uzyskać 1000 podpisów poparcia od osób uprawnionych do głosowania w celu rejestracji listy. Komitety partyjne są zwolnione z tego obowiązku.

Ogólnym założeniem ordynacji proporcjonalnej, wprowadzonej na szeroką skalę po raz pierwszy przez belgijskich socjalistów u progu XX w., jest proporcjonalna reprezentacja grup społecznych. Radykalni zwolennicy proporcjonalności oczekują, że udział mniejszości etnicznych lub płci w parlamencie będzie taki sam jak w ogóle społeczeństwa. W klasycznej wersji postulat proporcjonalności oznacza de facto możliwie wierne odwzorowanie poparcia udzielonego w wyborach partiom na mandaty poselskie, co wymaga możliwie jak największych okręgów wyborczych. PR generalnie sprzyja podziałom politycznym i reprezentowaniu interesów grupowych.

Właściwie jedynym sposobem aby zapobiec rozdrobnieniu parlamentu uniemożliwiającemu utworzenie rządu, jest wprowadzenie progu wyborczego, kosztem poważnego naruszenia zasady proporcjonalności. Nawet pomimo tego, w krajach gdzie obowiązuje PR rządy praktycznie zawsze są koalicyjne, a przez to słabe i bardziej podatne na korupcję niż rządy sprawowane każdorazowo przez jedną partię. Zastosowanie progu wyborczego w praktyce uniemożliwia sukces wyborczy kandydatom nie popieranym przez żadną partię, efektywnie ograniczając bierne prawo wyborcze.

System list wyborczych prowadzi do centralizacji partii i promocji działaczy słabszych, za to lojalnych. W sytuacji, gdy wybór do parlamentu zależy od partyjnych liderów, posłowie poczuwają się do odpowiedzialności przed nimi, a nie wyborcami. Dla tych ostatnich zaś mechanizm wyborów i przeliczania głosów na mandaty jest niezrozumiały i zniechęca do brania udziału w wyborach

 

Ordynacja na wzór brytyjski: JOW

Jednomandatowe Okręgi Wyborcze to najprostszy i najprawdopodobniej najlepszy sposób wybierania parlamentarzystów. JOW są z powodzeniem stosowane przez najważniejsze państwa Europy: Wielka Brytanię i Francję, najpotężniejsze mocarstwo świata – Stany Zjednoczone oraz najludniejszy kraj demokratyczny – Indie (a także Kanadę, Japonię oraz Australię). Ideę JOW można sformułować w oparciu o 5 prostych zasad, które w Polskich warunkach przybrałyby następującą postać:

  1. Polska podzielona na 460 niewielkich Jednomandatowych Okręgów Wyborczych; każdy okręg liczy ok. 83 tysięcy mieszkańców.

(ZASADA POSEŁ BLISKO WYBORCY)

  1. Z każdego okręgu wybieramy tylko jednego posła.

(ZASADA JEDEN OKRĘG JEDEN POSEŁ)

  1. Wybory w jednej turze: wygrywa ten, kto uzyskał najwięcej głosów; w bardzo rzadkim przypadku równej ilości głosów rozstrzyga losowanie.

(ZASADA PIERWSZY NA MECIE)

  1. Kandydować może każdy obywatel, który uzyskał np. 15 podpisów wyborców w okręgu.

(ZASADA OTWARTYCH MOŻLIWOŚCI)

  1. Kandydat wpłaca kaucję, np. 5 000 złotych, która jest zwracana, jeśli w wyborach uzyska więcej niż 5% głosów wyborców.

(ZASADA ODPOWIEDZIALNEGO STARTU)

 

Ordynacje oparte o zasadę większości wywodzące się z najstarszych tradycji demokratycznych, były stosowane m.in. w I Rzeczypospolitej. Klasyczny system Westminsterski oparty o Jednomandatowe Okręgi Wyborcze z jedną turą został uchwalony w Wielkiej Brytanii w 1884. Już sto lat wcześniej analogiczny model został przyjęty w wyborach do Kongresu Stanów Zjednoczonych. Zasadą JOW jest wybór skutecznego rządu oraz zasada odpowiedzialności parlamentarzysty przed wyborcami. Służy temu związanie posłów z okręgami o niewielkim rozmiarze, co pozwala na bezpośredni kontakt z mieszkańcami. Ponadto jednoturowe wybory w JOW sprzyjają, w myśl prawa Duvergera, powstaniu stabilnej dwubiegunowej sceny politycznej. Nie przeszkadza to wcale istnieniu i zdobywaniu mandatów przez inne partie polityczne, jak również kandydatów bezpartyjnych. Ponieważ kampania wyborcza w JOW toczy się w znacznym stopniu na poziomie lokalnym, partie polityczne nabierają charakteru obywatelskiego, zachowując jednak silne przywództwo. W krajach, gdzie obowiązują okręgi jednomandatowe ważnym elementem pracy posła – obok zadań legislacyjnych lub rządowych – są regularne konsultacje dla mieszkańców okręgu, gdyż pełni on niejako funkcję lokalnego rzecznika praw obywatelskich. Razem ze zrozumiałością zasad wyborczych stanowi to element zachęcający uczestnictwu obywateli w życiu politycznym.

 

Potrzeba zmian!

Zmiany ustrojowe w Polsce są potrzebne. Nie możemy już dłużej pozwolić sobie na życie od jednym obietnic wyborczych, przez kompletne rozczarowanie, do kolejnej porcji elekcyjnej demagogii. Nie chcemy już więcej tolerować świata polityki, który w przekazie medialnym karmi nas jednym, a realizuje drugi program.

Nie propagujemy żadnej utopii: jedyne co chcemy to przywrócić naszej demokracji obywatelskiej jej prawdziwe znaczenie i wyzwolić ją z partiokracji. Zdajemy sobie sprawę, że partie są niezbędnym elementem współczesnej demokracji i nie chodzi nam tutaj o ich eliminację z życia politycznego. Naszym celem jest jedynie wymuszenie zmian w partiach, by przestały działać jak grupy interesu, a zaczęły służyć dobru wspólnemu.

Wszelkie decyzje w kraju demokratycznym wymagają kompromisu zarówno w kwestii co jest najważniejsze do zrobienia, jak i metod realizacji postawionych zadań. Jest jasne, że ilość partii musi być zawsze mniejsza niż liczba możliwych poglądów spotykanych w społeczeństwie. Fundamentalnym problemem demokracji nie jest więc jak reprezentować rozmaite poglądy, ale w jaki sposób podejmować dobre decyzje i skutecznie wprowadzać je w życie. To jest nasz cel.

Ale uwaga! Demokracja oznacza rządy większości, więc niezależnie od tego jak dobry system wprowadzimy, niewiele możemy poradzić na głupotę większości wyborców (nas). Jedyne co możemy uczynić to zminimalizować szanse na to, by populistyczny ekstremizm, albo zwykły interesowny kit uzyskał klucze do władzy.

Biorąc pod uwagę powyższe założenia w realiach dzisiejszej Polski chcemy:

  • Wprowadzenia bezpośredniej odpowiedzialności posłów przed wyborcami. Mechanizm, który zakładał pozostawienie selekcji posłów aparatowi partyjnemu, nie sprawdził się, sprzyjając działaczom biernym, miernym, ale wiernym. Większą kontrolę należy przekazać w ręce obywateli i uczynić ją możliwie prostą.
  • Związania posła ze swoim małym okręgiem wyborczym. Tylko realny związek konkretnego posła ze swoim okręgiem i rzeczywista zależność jego przyszłości politycznej od jego mieszkańców umożliwia prawdziwą kontrolę społeczną. Przeniesienie części ciężaru kampanii wyborczej z poziomu kraju na poziom powiatu zwiększy również aktywność obywatelską.
  • Prostych czytelnych zasad ordynacji wyborczej. Poczucie wyborców, że ich działania mają bezpośrednie przełożenie na działania władzy i zrozumienie mechanizmów tych zależności jest warunkiem zaistnienia społecznej kontroli, a w dalszej perspektywie rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. W przeciwnym wypadku zwycięży zobojętnienie i populizm.
  • Realnej możliwości wymiany elit politycznych w wyniku wyborów. Od 1989 r. wyklarował się quasi-zamknięty system partyjny, w wyniku czego u władzy pozostaje wciąż ten sam krąg osób. Nowy model musi umożliwiać wymianę liderów gwarantując jednocześnie stabilność polityczną i nie narażać kraju na przejęcie władzy przez grupy o skrajnych poglądach.
  • Skutecznego rządu, który będzie zdolny realizować ambitny program wyborczy, zamiast targować się z koalicjantami, co sprzyja korupcji. Państwo powinno być na tyle silne, aby chronić interesy obywateli w kraju i na arenie międzynarodowej. Równocześnie musi podlegać ograniczeniom gwarantującym zachowanie wolności obywatelskich.

 

Dlaczego trzeba wprowadzić JOW

Jak zrealizować nasze postulaty? Jan Nowak-Jeziorański napisał:

Zacząłbym od reformy ordynacji wyborczej, a więc od wprowadzenia Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Usunęłoby to podstawową słabość obecnego systemu, jaką jest przerost partyjniactwa.

W jaki sposób JOW pomoże wyeliminować patologie życia politycznego?

Po pierwsze. JOW ukróci selekcję negatywną, która polega na forowaniu przez wodza partii działaczy biernych, miernych ale wiernych (BMW) . Nie będzie układanych przez aparaty partyjne list wyborczych, a więc zniknie podstawowa metoda egzekwowania lojalności. Co więcej, stosując JOW z jedną turą wyborów – czyli zasadę zwycięzca bierze wszystko – uruchomimy selekcję pozytywną

Po drugie. JOW przywróci odpowiedzialność osobistą posła przed wyborcami w jego okręgu. W tzw. ordynacji proporcjonalnej poseł najpierw zależy od szefa partii, który decyduje o listach wyborczych, a dopiero w dalszej kolejności od wyborcy. A od kogo polityk zależy, wobec tego jest lojalny. W małym jednomandatowym okręgu wyborczym poseł będzie podlegał nieustannej, skrupulatnej kontroli.

Po trzecie. JOW jest najprostszym demokratycznym sposobem wybierania przedstawicieli. Zasada największej ilości głosów jest zrozumiała dla każdego wyborcy. Z drugiej strony również posłowie nie mogą mieć złudzeń: warunkiem wyboru jest duże poparcie w okręgu, a nie „biorące” miejsce na liście wyborczej.

Po czwarte. JOW otworzy system polityczny umożliwiając wymianę elit. Wskutek obowiązywania tzw. ordynacji proporcjonalnej zmieniają się w Polsce rządy, ale u władzy pozostaje wciąż ten sam krąg ludzi. A przecież trudno zaprzeczyć, że władza zużywa… JOW oznacza wybory w małych okręgach, a więc daje szanse ludziom, którzy sprawdzili się lokalnie.

Po piąte. JOW sprzyjają powstaniu systemu dwupartyjnego (jest to tzw. prawo Duvergera), w którym większość głosów zdobywa jedna partia, która przejmuje pełną odpowiedzialność za rządy następnego dnia po wyborach. Druga partia pełni rolę silnej opozycji, dokładnie patrzącej na ręce konkurencji. Ponadto, ponieważ w JOW poseł zależy w znacznie większej mierze od obywateli w jego okręgu, w sytuacji nadużywania władzy przez rząd jest on bardziej skłonny do opowiedzenia się po stronie elektoratu niż ma to miejsce w ordynacji proporcjonalnej.

PR vs JOW – tabela porównawcza

Ordynacja proporcjonalna obowiązująca w Polsce

Jednomandatowe Okręgi Wyborcze z jedną turą i 460 posłami

Duże okręgi wyborcze41 okręgów średnio po ok. 930 tys. mieszkańców.

Małe okręgi wyborcze

460 okręgów po ok.. 83 tys. mieszkańców = powiat lub dzielnica miasta

Okręgi wielomandatoweZ jednego okręgu wybieramy od 7 do 19 posłów.

Jeden okręg – jeden mandat

Jeden poseł z każdego okręgu wyborczego. Bierze na siebie pełną odpowiedzialność za reprezentowanie społeczności okręgu

Głosowanie na listy partyjneMiejsca w Sejmie przydzielane są komitetom wyborczym na podstawie specjalnego przelicznika. Głos na osobę ustala tylko kolejność wewnątrz listy

Głosowanie na ludzi

Miejsce w Sejmie zależy tylko i wyłącznie od poparcia udzielonego konkretnej osobie

Skomplikowany i niezrozumiały system przydzielania mandatów. Różne metody przeliczania głosów (d’Hondta, Saint Lague, zmodyfikowana Saint Lague) przynoszą różne wyniki i bywają często zmieniane w celu dostosowania do potrzeb aktualnie rządzących.

Prosty i zrozumiały mechanizm wyboru

Posłem zostaje osoba, która uzyskała największe poparcie – „pierwszy na mecie”

Lokomotywy wyborcze i setki figurantów

Oddając głos, wyborca otrzymuje “książeczkę” z kilkuset nazwiskami kandydatów na różnych listach. Nie mając szans poznać ich – głosuje na pierwszych na liście lub lokomotywy wyborcze, które wciągają nikomu nieznanych działaczy do Sejmu

Czytelny wybór

Oddając głos, wyborca otrzymuje kartkę z kilkoma nazwiskami kandydatów, których zna i potrafi rozróżnić.

Ogromne koszty kampanii wyborczej

Kampania prowadzona dużym okręgu i przede wszystkim przez partię jako całość wymaga dostępu do bardzo drogich środków masowego przekazu. W 2007 r. sześć największych ugrupowań wydało ponad 120 mln zł, w tym 30% na spoty telewizyjne.

Kampania bezpośrednia = niższy koszt wyborów

W małym okręgu wyborczym koszt kampanii wyborczej pojedynczego kandydata jest stosunkowo niewielki, ponieważ opiera się ona na jego dotychczasowej działalności oraz bezpośrednim kontakcie z wyborcami.

Monopol aparatu partyjnego na zgłaszanie kandydatów

Obecność i miejsce kandydata na liście zależy od akceptacji przez kierownictwo partii. Ordynacja utrudnia zgłaszanie kandydatów niezależnych i faktycznie uniemożliwia im zdobycie mandatu poselskiego

Szansa dla kandydatów niezależnych

Kandydatów zgłaszają zarówno partie polityczne, jak i organizacje czy grupy obywateli nie należących do żadnej partii – nie trzeba mieć zgody kierownictwa partyjnego, aby kandydować. Np. w brytyjskiej Izbie Gmin jest z reguły kilka procent niezależnych.

Partie wodzowskie

Partie polityczne są strukturami słabymi lokalnie i mocno scentralizowanymi. O wszystkim decyduje wąskie grono kierownictwa partyjnego.

Partie obywatelskie – oddolne

Partie polityczne są organizacjami obywatelskimi o silnym zapleczu lokalnym.

Bierni, mierni, ale wierni – selekcja negatywna politykówLojalność wobec lidera partii staje się głównym kryterium zdobycia mocnej pozycji w partii i otrzymania dobrego miejsca na liście wyborczej.

Odpowiedzialność przed wyborcami

Tylko osoba, która sprawdziła się w swoim okręgu wyborczym może zrobić karierę w partii i w parlamencie

Formowanie rządu trwa długo

Według wyliczeń Pinto-Duschinsky’ego targi koalicyjne w państwach zachodnich stosujących PR trwały w sumie średnio ponad 3 lata na przestrzeni 50 lat po wojnie.

Rząd gotowy nazajutrz po wyborach

W systemie dwupartyjnym, który powstaje pod wpływem JOW z jedną turą, rząd jest gotowy na drugi dzień po wyborach i posiada opracowany plan rządzenia

Nieskuteczne i korupcjogenne rządy koalicyjne

Rządy sprawowane przez koalicje są mniej skuteczne, następuje także rozmycie odpowiedzialności. Ponadto badania wskazują na zwiększoną korupcję w takich systemach.

Skuteczny i odpowiedzialny rząd

Odpowiedzialność za rządy w danej kadencji bierze na siebie jedna partia.

 

Dlaczego nie ordynacja mieszana

Nie da się ukryć – polska scena polityczna jest w sprawie ordynacji podzielona. Mimo, że wyniki sondaży od lat mówią to samo: ¾ Polaków chciałoby wprowadzenia JOW (a przecież nikt nie prowadził w tej sprawie masowej akcji promocyjnej!) – w Sejmie brak większości zdecydowanej na taką zmianę. Nic dziwnego że pojawia się postulat wprowadzenia ordynacji mieszanej: część posłów wybierana byłaby w JOW, a część w głosowaniu proporcjonalnym na listy partyjne.

Zwolennicy takiego rozwiązania przekonują, że pozwoliłoby to połączyć zalety obu systemów: jest to jednak argument w stylu blondynki, która chciała zostać żoną Bernarda Shawa. Przede wszystkim co pozytywnego wniosłaby komponenta proporcjonalna? Polska jest państwem na tyle homogenicznym etnicznie i kulturowo, że nie grozi nam dyskryminacja mniejszości. Trudno również uwierzyć, że po przejściu na pełną ordynację JOW nastąpiła całkowita wymiana członków Sejmu, groźna dla stabilności państwa: można przypuszczać, że znaczna część obecnych posłów przeszłaby przez sito elekcji większościowej. Natomiast zachowując częściowo ordynację proporcjonalną można ograniczyć lub zniweczyć wiele zalet wprowadzenia JOW.

Przyjrzyjmy się typowej ordynacji mieszanej – do niemieckiego Bundestagu. W Niemczech połowa z przynajmniej 598 posłów jest wybierana bezpośrednio w JOW, a połowa z list partyjnych w krajach związkowych (landach). O całkowitej ilości miejsc w parlamencie decyduje stosunek głosów w części proporcjonalnej; w podziale uczestniczą tylko partie, które przekroczyły 5% lub uzyskały trzy mandaty bezpośrednie. W pierwszej kolejności miejsca deputowanych zajmują zwycięzcy z JOW, resztę dopełniają osoby z list wyborczych. Jeśli sama liczba zwycięzców z okręgów przekracza parytet (na poziomie landu), takie mandaty nadmiarowe nie są odbierane i Bundestag powiększa się.

W tak skonstruowanej ordynacji mieszanej rola JOW polega właściwie na możliwości wpłynięcia na to, kto będzie reprezentował partię w parlamencie. O tym jaki będzie podział mandatów, a więc kto będzie rządził krajem decyduje głosowanie proporcjonalne na listy partyjne. Co za tym idzie, kampania wyborcza odbywa się w skali kraju, w wielkich mass-mediach, podnosząc poziom wydatków i demagogii. Co więcej, pozwala to także zachować więcej władzy w rękach aparatu partyjnego kosztem wyborców: partia dalej może wystawiać osoby, których jedynym atutem jest lojalność, bowiem nawet jeśli poniesie klęskę w JOW, to „odzyska” swoje w części proporcjonalnej.

Sami Niemcy zaczynają dostrzegać wady swojej ordynacji, np. kilka lat temu z postulatem wprowadzenia czystego JOW wystąpił prezydent organizacji przemysłowców niemieckich, BDI, Michael Rogowski.

Istnieją również ordynację mieszaną w których wyniki w JOW oraz PR są od siebie kompletnie niezależne (np. w Rosji). Jest to z pewnością rozwiązanie lepsze i czytelniejsze, jednak tak naprawdę nie rozwiązuje to problemu. Tak długo, jak listy partyjne będą miały istotny wpływ na skład parlamentu, filozofia JOW zakładająca odpowiedzialność posła przed wyborcami, a nie liderem partii, oraz tworzenie skutecznego rządu nie zwycięży.

 

Okręgi wyborcze muszą być małe

W dyskusji na temat zmiany ordynacji wyborczej w Polsce pojawia się czasem postulat ograniczenia liczby posłów, np. do połowy. Argumentuje się, że obniży to koszty funkcjonowania Sejmu, tym bardziej, że do pracy nad ustawami i do debaty publicznej 230 posłów zupełnie wystarczy. Rzeczywiście, są to celne przesłanki w ramach optyki obecnego systemu partii wodzowskich. Na dobrą sprawę wystarczyłoby kilkudziesięciu posłów prowadzących prace legislacyjne (ustawy przecież i tak najczęściej pisze rząd i eksperci) oraz kilkunastu harcowników. W głosowaniu natomiast brali by udział sami liderzy, którzy dysponowaliby procentowym udziałem głosów…

Fundamentem demokracji przedstawicielskiej jest jednak coś zupełnie innego: zasada odpowiedzialności posła przed wyborcami. Jej realizacja wymaga żeby obywatele mieli bezpośrednią kontrolę nad swoim przedstawicielem. Jest to możliwe tylko w małym okręgu, gdzie działalności posła łatwiej się przyjrzeć i gdzie można go osobiście spotkać. Taki mały okręg staje się ośrodkiem budowania społeczeństwa obywatelskiego i skłania więcej osób do publicznego zaangażowania. Kluczem do zwycięstwa w kampanii wyborczej staje się bezpośrednie spotkanie z kandydata i jego współpracowników z mieszkańcami (kampania od drzwi do drzwi).

Aby mieć w Polsce małe okręgi wyborcze wystarczy zachować obecną liczbę 460 posłów. Obszar okręgu będzie w przybliżeniu odpowiadał jednemu powiatowi lub dzielnicy miasta, a rozmiar ok. 83 tys. mieszkańców (nieco mniej niż w Wielkiej Brytanii, gdzie średnio jest to ok. 90 tys. mieszkańców). Dzięki temu nawet niewielkie ośrodki będą miały swoich posłów w Sejmie.

 

Jedna czy dwie tury? Prawo Duvergera

Kwestia „jedna czy dwie tury” pojawia się czasem w dyskusji nad kształtem jednomandatowej ordynacji wyborczej. Wybory jednoturowe odbywają się m.in. w Wielkiej Brytanii, podczas gdy dwuturowe znane są z Francji, a także bezpośrednich wyborów prezydenta kraju oraz wójtów, burmistrzów i prezydentów miast w Polsce. Pierwsza opcja bywa nazywana metodą „pierwszy na mecie” (ang. First-Past-The-Post) co oznacza, że zwycięża kandydat o największej liczbie otrzymanych głosów. Wybory dwuturowe zwykle łączone są z wymogiem większości bezwzględnej: jeśli żaden z kandydatów nie przekroczy 50% głosów, dwóch najlepszych przechodzi do drugiej tury, w której któryś z nich na pewno zdobędzie ponad połowę poparcia1. Oprócz poparcia bezwzględnej większości wyborców, argumentem podnoszonym za wyborami dwuturowymi jest także mniejsze ryzyko oddania w I turze głosu zgodnie ze swoimi preferencjami zamiast głosowania „na mniejsze zło”.

Niestety ta psychologiczna pobudka ma także poważne negatywne skutki z punktu widzenia efektywnościowego modelu państwa, gdyż głosowanie taktyczne jest jednym z czynników sprzyjających powstaniu systemu dwupartyjnego. Zasadniczym jednak bodźcem do powstania sceny dwupartyjnej jest czysta arytmetyka. Wyobraźmy sobie okręg wyborczy w którym 80 tys. osób ma poglądy komunistyczne, a 100 tys. umiarkowane, z tym, że ostatni dzielą się na stronnictwo liberalne i konserwatywne. Jeśli poparcie obu ugrupowań umiarkowanych rozkłada się mniej więcej po równo, to o ile każde wystawi swojego kandydata, w wyborach w JOW z jedną turą – wygra komunista. Chcąc temu zapobiec partie konserwatywna i liberalna muszą zawiązać trwały sojusz przedwyborczy, który najprawdopodobniej obejmie cały kraj w celu podzielenia pomiędzy siebie okręgów, w których w szranki stanie albo konserwatysta albo liberał. Jeśli wystawią więc wspólnego kandydata w naszym przykładowym okręgu, pokona on komunistę. Jeżeli jednak nie zdecydują się na sojusz, wtedy wyborcy, świadomi zasad systemu, odwrócą się od słabszego ze stronnictw umiarkowanych, byleby tylko nie dopuścić do elekcji komunisty. Jest to tzw. prawo Duvergera, które mówi, że ordynacja JOW z jedną turą sprzyja powstaniu systemu dwupartyjnego. Oczywiście nie musi być to proces natychmiastowy, jednak np. doświadczenie Włoch, gdzie w 1994 r. pod naciskiem społecznym wprowadzono 75% JOW (obok 25% PR), potwierdza, że dochodzi do konsolidacji spektrum politycznego i stabilizacji rządów. Warto zauważyć, że w praktyce często pojawia się tzw. system dwóch i pół partii, w którym istnieje trzecia licząca się partia, przeważnie nie mająca jednak szans na udział w rządzie. Choć zdarza się to bardzo rzadko znane są przypadki kiedy takie ugrupowanie wyprzedziło słabszego z dawnych liderów (np. brytyjscy laburzyści zdystansowali partię liberalną).

W przeciwieństwie do JOW z jedną turą, model dwuturowy stanowi znacznie słabszy bodziec do trwałej konsolidacji stronnictw politycznych – jako, że zawsze można sprawdzić się w I turze, a w razie porażki wynegocjować przekazanie poparcia w II – i dlatego sprzyja raczej powstawaniu koalicji. Mogłoby się wydawać, że rządy koalicyjne są nawet bardziej zgodne z zasadą kontroli i równowagi, jednak doświadczenie jest zgoła inne. Badania wykazują, że rządy koalicyjne sprzyjają korupcji, następuje także rozmycie odpowiedzialności oraz spadek skuteczności.

Podsumowując, wybory w JOW z jedna turą wydają się korzystniejszym rozwiązaniem dla naszego kraju niż rozwiązanie z dwoma rundami głosowania, które i tak jest znacznie lepsze od obowiązującej ordynacji proporcjonalnej. Jeśli zaś chodzi o nieuzyskanie przez kandydata poparcia bezwzględnej większości wyborców w głosowaniu jednoturowym, to nie należy zapominać, że w jednomandatowym okręgu wyborczym poseł on w znacznie większym stopniu reprezentantem wszystkich mieszkańców niż w ordynacji proporcjonalnej. W końcu skąd może wiedzieć czyj głos zaważy o jego reelekcji?

 

Zarzuty wobec JOW – pytania i odpowiedzi

Czy nie będzie rozdrobnienia w parlamencie? Jak posłowie się dogadają?

Nie, zadziała bowiem mechanizm, zwany przez politologów prawem Duvergera.

Kandydaci będą się zrzeszać jeszcze przed wyborami – wymusza to fakt, iż w każdym okręgu wygrać może tylko jeden człowiek. Nie ma nadziei, że dostaniemy choć 5%, bierze się wszystko albo nic. Dlatego różne zbliżone poglądowo grupy muszą się dogadać („w tym okręgu wystawiamy razem kandydata z naszej partii, a w drugim z waszej”).

W efekcie doprowadza to do wytworzenia się dwubiegunowej sceny politycznej.

Czy obowiązująca w JOW zasada, że zwycięzca bierze wszystko nie jest niesprawiedliwa? Jeden kandydat otrzymuje 49,5%, drugi 50,5% i połowa okręgu nie ma reprezentanta…

Pytanie zakłada, że w wyborach chodzi o „sprawiedliwość”. Musimy zmienić nasz sposób myślenia – wybory służą do wyłonienia osób, które będą odpowiedzialne za rządy kraju i które będzie można jasno rozliczyć z tego, co robiły (w systemie proporcjonalnym, opartym na pozornej sprawiedliwości, odpowiedzialność się rozmywa i wciąż w parlamencie zasiadają ludzie, którzy wcześniej zaszkodzili rozwojowi kraju).

Silny przeciwnik, który w danym okręgu zdobył niewiele mniej głosów, mobilizuje wybranego posła do sprawnego działania i realizowania obietnic. Bo wystarczy, że 1% wyborców będzie z niego niezadowolona, a już w następnych wyborach wygra kontrkandydat.

Czy wprowadzenie JOW jest skierowane przeciw partiom?

Wprowadzenie JOW jest skierowane przeciw partyjniactwu, a nie partiom politycznym, bez których trudno wyobrazić sobie współczesną demokrację. Natomiast rzeczywiście obecne partie polityczne, chcąc funkcjonować w ramach ordynacji z JOW, będą musiały przejść mniejsze lub większe zmiany. Partie wodzowskie (zw. także leninowskimi), w których liczy się przede wszystkim dostęp do szefa, zostaną zastąpione partiami obywatelskimi, w których o pozycji działacza decyduje poparcie w okręgu wyborczym (do Sejmu, czy rady miasta lub gminy). Dlatego dobrzy politycy nie mają powodu obawiać się JOW.

Czy zniknięcie partii wodzowskich nie osłabi zdolności przywódczych liderów?

Wręcz przeciwnie. Czy wódz, który opiera się na gwardii przybocznej biernych, miernych, ale wiernych działaczy jest rzeczywiście silnym politykiem? Do tego zmuszony jest do zawierania koalicji rządowych, które jeszcze ograniczają zakres jego przywództwa. Wprowadzenie JOW oznacza, że na pozycję działacza w partii ogromny wpływ ma poparcie wyborcze w macierzystym okręgu. Osiągnąć sukces jako lider może tylko ten, kto samemu ciesząc się popularnością wśród wyborców, potrafi wykorzystać siłę swoich partyjnych kolegów. Dodatkowo, ponieważ w systemach dwupartyjnych przywódca stronnictwa jest w sposób naturalny kandydatem na premiera, zwycięstwo partii jest dla niego swoistym wotum zaufania.

Czy system dwupartyjny oznacza duopolizację sceny politycznej?

Nie, system dwupartyjny w JOW nie wyklucza istnienia innych partii politycznych poza dwoma głównymi tworzącymi parę rząd – opozycję. W rzeczywistości w parlamentach państw, w których obowiązuje JOW, praktycznie zawsze zasiadają posłowie mniejszych partii, które jednak przeważnie nie biorą udziału w rządzeniu. Spełniają one natomiast ważną rolę wytwarzając zdrową presję na największe stronnictwa. Często głosy oddane na mniejszą partię wyrażają rozczarowanie zarówno rządem jak i główną partią opozycji. Co więcej, co jakiś czas zdarza się, że któreś z mniejszych ugrupowań prześciga jedno z dwóch dużych.

Czy ludzie i tak nie głosują na szyldy partyjne?

Czym kieruję się głosując, to z pewnością ciekawe pytanie, które może zadać sobie każdy nas. A jak wygląda to w skali kraju? W świetle badań przeprowadzonych przez CBOS po wyborach samorządowych 2006 r.2 okazuje się, że w bezpośrednich wyborach prezydentów, wójtów i burmistrzów, które odbyły się w okręgach jednomandatowych, osoba kandydata miała decydujące znaczenie dla 83% wyborców. Szyld partyjny okazał się głównym czynnikiem dla zaledwie 6% badanych. Nawet w przypadku wyborów do sejmików wojewódzkich i rad powiatów, w których obowiązuje ordynacja proporcjonalna, dla ok. 60% głosujących przede wszystkim liczyła się osoba, a jedynie ok. 20% wskazała na decydującą rolę partii.

Np. zaledwie 6 z 84 (7%) zwycięzców wyborów prezydentów, burmistrzów i wójtów z 2006 r na Dolnym Śląsku startowało pod szyldem partyjnym.

Czy po wprowadzeniu JOW, Sejm zapełni się szemranymi biznesmenami i populistami?

Jeśli chodzi o tych drugich to możliwość wyboru populistów jest ryzykiem demokracji. Jednak to w ramach tzw. ordynacji proporcjonalnej możliwe jest wprowadzenie kilkudziesięciu posłów niejako na plecach jednego hałaśliwego polityka, na którym opiera się cała kampania wyborcza. W przypadku ordynacji z JOW, ze względu na lokalny charakter głosowania, oddziaływanie takiej „postaci” poza własnym okręgiem jest ograniczone.

Co zaś się tyczy podejrzanych biznesmenów, którzy mają w kieszeni cały okręg, to doświadczenie bezpośrednich wyborów prezydentów, burmistrzów i wójtów uczy, że jakość wybranych jednomandatowo przedstawicieli jest wysoka, a czarne owce zdarzają się bardzo rzadko. W takiej sytuacji powinny zresztą zadziałać mechanizmy państwa prawa, które będą miały się tym lepiej, im państwo mniej upartyjnione.

Czy JOW nie zwiększy korupcji?

Przeciwnicy wprowadzenia JOW argumentują czasem, że lokalni politycy będą uzależnieni od miejscowych biznesmenów, łożących na ich kampanie wyborcze. Tym samym JOW ma sprzyjać korupcji. Nie jest to prawda. Po pierwsze, doświadczenie ostatnich lat pokazuje, że to obecne partie wpadają w krąg interesów biznesmenów, często tych z najwyższej półki (tzw. oligarchów). (Oczywiście taniej jest kupić jeden okręg niż cały kraj, jeszcze mniej kosztuje jednak kupienie dobrego miejsca na liście wyborczej…).

Co ważniejsze jednak, badania porównawcze krajów o różnych systemach wyborczych wykazały, że to ordynacja proporcjonalna sprzyja korupcji3. Wg autorek pracy, pp. Kuznicovej i Rose-Ackerman, kluczową rolę odgrywa wielkość okręgu wyborczego: mały jednomandatowy okręg pozwala obywatelom lepiej nadzorować swojego posła. Również większa niezależność działaczy od kierownictwa partii powoduje, że są oni bardziej skłonni ujawniać afery w swojej partii.4 Inne badania wskazują na pozytywną korelację pomiędzy korupcją a rządami koalicyjnymi, praktycznie nieuniknionymi przy tzw. ordynacji proporcjonalnej.5

Czy JOW sprawdził się jeszcze gdzieś poza krajami anglosaskimi?

Co prawda ordynacja oparta o JOW bywa nazywana systemem Westminsterskim, jednak trudno jej początków szukać jedynie w Wielkiej Brytanii. Zasady wyboru przez głosowanie większościowe, jako najbardziej naturalne, są tak starsze niż sam parlamentaryzm. Były one stosowane m.in. w demokracji szlacheckiej I Rzeczpospolitej.6

We współczesnej Europie zachodniej zdecydowana większość najpotężniejszych krajów stosuje ordynację większościową z JOW: oprócz Wielkiej Brytanii (JOW z jedna turą: „zwycięzca bierze wszystko”), są to Francja (dwie tury), Niemcy (ordynacja mieszana większościowo-proporcjonalna), a do niedawna również Włochy. W tym ostatnim kraju na fali akcji społecznych w 1994 r. wprowadzono wybieranie ¾ posłów w JOW. Chociaż ponad 10 lat obowiązywania tego systemu przyniosło Włochom stabilizację i wzmocnienie pozycji międzynarodowej, w imię partykularnych interesów jednego z dwóch bloków przywrócona została ordynacja czysto proporcjonalna. Jak na ironię stronnictwo to i tak przegrało wybory. Najprawdopodobniej wkrótce JOW zostanie wprowadzony w Rumunii, której prezydent, przy szerokim poparci społecznym, ogłosił referendum w tej sprawie. Na tym tle to Polska z jej ordynacją proporcjonalną stanowi pewien ewenementem.

Czy zmiana ordynacji rozwiąże wszystkie problemy polityczne?

Oczywiście, że nie. Nikt tego nie oczekuje. Jednak trudno zaprzeczyć, że system wyborczy w istotny sposób wpływa na życie polityczną. Ważne, aby wpływ ten był pozytywny i aby odpowiadał na problemy stojące przed społeczeństwem tu i teraz. Obecnie obowiązująca tzw. ordynacja proporcjonalna nie sprawdza się sprzyjając patologiom takim jak partyjniactwo, korupcja, czy nieprzejrzystość mechanizmów rządzenia. Zarówno argumenty teoretyczne, jak i doświadczenie krajów, w których obowiązuje ordynacja większościowa z JOW wskazują, że może ona znacząco pomóc w rozwiązaniu tych problemów.

Polska, jako kraj ciągle „na dorobku” potrzebuje silnych i stabilnych rządów oraz wzmacniania więzi między elitami politycznymi a wyborcami. Również w tym zakresie JOW są rozwiązaniem sprawdzonym w świecie. Dlaczego więc nie dać sobie szansy? Nasz kraj wykonaj w ciągu ostatnich kilkunastu lat niesamowitą drogą. To nie tylko powód do dumy, ale też podstawa do coraz większych oczekiwań. JOW niczego nie załatwią, ale to ważny krok, który pomoże nam spełnić marzenia o nowoczesnym i uczciwym państwie.

Dzięki JOW znacznie więcej w naszym kraju będzie zależało od nas.

Czy JOW sprawdzi się w Polsce? Czy jednak polskie społeczeństwo „dojrzało” już do takiej zmiany? Czy sobie poradzi?

Przeciwnicy wprowadzenia JOW powtarzają czasem, że nikt nie udowodnił, że JOW sprawdzi się we współczesnej Polsce. Trudno odmówić im racji. Nie jest to jednak słabość postulatu JOW, a prosta konsekwencja faktu, że życie społeczno-polityczne nie daje się ująć w ramy równań matematycznych.

Niedojrzałość polskiego społeczeństwa to inny dość częsty argument przeciwników JOW. Co ciekawe, najczęściej podnoszony chyba przez polskich polityków, którzy w następnym zdaniu mówią o tym, że przecież oni zostali przez to społeczeństwo wybrani:-).

Ale wracając do meritum. Z „niedojrzałością” społeczeństwa jest trochę tak jak z nauką chodzenia małego dziecka. Jeśli nie pozwolimy mu próbować chodzić, nawet jak czasami miałoby się przewrócić, to nigdy chodzić się nie nauczy. Jeśli polskie społeczeństwo dalej będzie funkcjonować w obecnym, deprawującym systemie, to nie tylko, że nie będzie się uczyć demokracji, ale wręcz przeciwnie, będzie się do niej coraz bardziej zniechęcać.

Zresztą, czy naprawdę jesteśmy aż tak “niedojrzali”?

 

Ordynacje wyborcze na świecie

Niespełna dwieście krajów świata, w których przeprowadzane są wybory parlamentarne, niemal po równo dzieli się pod kątem stosowania ordynacji wyborczej większościowej lub proporcjonalnej. Jednomandatowe Okręgi Wyborcze są najczęściej spotykanym rozwiązaniem stosowanym w 71 państwach (37%). W 51 z nich wybory przebiegają w jednej turze, należą do nich m.in. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Kanada, Indie czy Etiopia. 20 krajów, na czele z Francją i Egiptem stosuje model z dwiema turami. Głosowanie większościowe odbywa się także m.in. w Australii i Singapurze. 65 państw (34%), wśród nich kraje południowoamerykańskie z Brazylią i Argentyną, a także Polska, Ukraina, Hiszpania i mniejsze kraje europejskie używa systemu proporcjonalnego z listami partyjnymi. W kolejnych 6 krajach stosowana jest ordynacja mieszana z decydującą komponentą proporcjonalną na wzór niemiecki (także Włochy i Nowa Zelandia). Wersję ordynacji mieszanej z niezależnymi od siebie częściami większościowymi i proporcjonalnymi posiadają m.in. Rosja, Japonia i Szwajcaria.

Na podstawie tak zróżnicowanych danych trudno od jednoznaczne wnioski, jednak pewne prawidłowości dają się zaobserwować. Np. w ramach skupiającej największe potęgi gospodarcze i Rosję grupy G8 w 4 państwach obowiązuje JOW, w 2 system mieszany równoległy, a jedynie w 2 mieszany z przewagą proporcjonalności. Również analiza zamożności najbardziej rozwiniętych krajów świata zrzeszonych w OECD wykazała, że te stosujące JOW są średnio o 10% bogatsze. Idzie to w parze z niższym poziomem korupcji niż obserwowany pod rządami ordynacji proporcjonalnej.

Z drugiej strony można zauważyć, że w (powoli odchodzącej w przeszłość) epoce końca historii i poprawności politycznej podejście dystrybutywne, a co za tym idzie rozwiązania proporcjonalne, stały się stosunkowo modne. Przykładem kraju, który wprowadził w tym okresie PR jest Nowa Zelandia. W innych krajach propozycje takich zmian nie zostały przyjęte przez społeczeństwa (Kanada) lub zostały zarzucone po nieudanej próbie (Francja w latach ’80). Nie sposób zapomnieć o Włoszech, gdzie w 1993 w wyniku długoletniej akcji obywatelskiej na szeroką skalę wprowadzono 75% JOW aby zerwać z panoszącą się partiokracją. Niestety, w kilkanaście lat później w imię partykularnych interesów uchwalono tam zupełnie kuriozalną ordynację mieszaną. Całkiem niedawno kolejnym krajem z JOW miała szansę zostać Rumunia, w której ruch społeczny popierany przez prezydenta zażądał takiej zmiany prawa wyborczego. Niestety wygranemu referendum zabrakło frekwencji (większość partii nawoływała do absencji przy urnach) by stało się prawomocne.

Czy sprawdzi się przysłowie „do trzech razy sztuka” i to w Polsce uda się na trwałe wprowadzić Jednomandatowe Okręgi Wyborcze i tym samym potwierdzić swoje aspiracje do odgrywania znaczącej roli w Europie i świecie? Zarówno założenia tego sposobu wybierania przedstawicieli jak i doświadczenie innych krajów pokazują, że może on być skutecznym środkiem na sprawniejsze rządy oraz przeciwdziałanie coraz mocniej doskwierającemu Europie zjawisku deficytu demokracji. Ale przede wszystkim odpowiedzią na Polskie bolączki.

 

Przykład jak sposób przeliczania głosów wpływa na ilość mandatów

Przyjrzyjmy się dokładniej wynikom głosowania w okręgu nr 3 (Wrocław) w wyborach do Sejmu RP 21 października 2007 r. Uzyskaną ilość głosów zawiera druga kolumna tabeli, a wyniki procentowe przedstawia główny wykres na rysunku. Partie, które w skali kraju nie przekroczyły progu 5% i nie uczestniczyły w podziale mandatów oznaczone są w tabeli kursywą. W zastosowanej metodzie d’Hondta wyniki dzieli się przez kolejne liczby naturalne: 1; 2; 3; 4; 5; 6; 7; 8; 9 itd. Pozycje biorące zostały pogrubione.

Okazuje się, że gdyby 14 wrocławskich mandatów podzielić wg matematycznej zasady proporcji (i zaokrąglania) PiS dostałby 4, PO 7, PSL i SLD po 1, a 1 mandat pozostałby nieobsadzony: 0,12 [0]; 0,17 [0]; 3,98 [4]; 7.45 [7]; 0,68 [1]; 0,16 [0]; 1,45 [1]. (Co ciekawe, gdyby procedura ta nie brała po uwagę komitetów, które znalazły się poniżej progu wyborczego, to wg zasady proporcji przyznane zostać powinno 15 mandatów…W rzeczywistości można pokazać, że stricte proporcjonalny podział mandatów nie jest możliwy.) Jak w takim razie zostałby przydzielony wakujący mandat? Gdyby zastosować metodę Sainte-Lague (dzielniki nieparzyste: 1, 3, 5 itd.) bez progu przypadłby on PO. W przypadku zmodyfikowanej metody Sainte-Lague (1,4; 3; 5 itd.) oraz metody d’Hondta, stosowanej w ostatnich wyborach, dzieje się jednak coś dziwnego: swojego posła traci najsłabsze PSL. O ile w pierwszym przypadku trafia on do średniaka (LiD) to w drugim wzmacnia największego (PO). Warto zauważyć, że do takich przetasowań dochodzi w sytuacji, gdy żadna z partii, które w skali kraju znalazły się pod progiem nie uzyskała znaczącej ilości głosów w okręgu.

Chociaż różnica jednego posła na okręg może wydawać się błaha, to jednak w szczególnej sytuacji będzie prowadzić do zmiany układu sił pomiędzy koalicją a opozycją rzędu kilkudziesięciu głosów… Z drugiej strony, jeśli spojrzymy na poparcie udzielone osobom, które znajdują się na granicy dostania się do Sejmy, do oscyluje ono wokół 1% – z punktu widzenia relacji wyborca poseł jest to więc rzecz mało istotna. Zresztą, poza kandydatami-lokomotywami wyborczymi obydwu najmocniejszych partii, którzy uzyskali 38% i 13% głosujących, pozostali parlamentarzyści nie przekroczyli 4% głosów.

Oczywiście kwestia metody podziału mandatów, a więc reprezentatywności staje się jeszcze bardziej kontrowersyjna w momencie gdy komitety, które nie przeskoczyły progu wyborczego, cieszą w danym okręgu dużym poparciem. Taka sytuacja miała miejsce np. w wyborach do Sejmu z 23 września 2001 r. W okręgu nr 19 (Warszawa I) koalicyjny komitet AWSP oraz komitet UW uzyskały łącznie ponad 10% głosów, jednak ze względu na zbyt mały procent głosów w skali kraju i uczestniczyły w podziale miejsc w Sejmie. Zgodnie z zasadą proporcji listom tym przysługiwałoby po 1 pośle, podobnie jak m.in. SO. Ze względu na próg wyborczy oraz zmodyfikowaną metodą Sainte-Lague nie dostały jednak ani kawałka wyborczego tortu. W efekcie zamiast przedstawiciela UW (prof.B.Geremek, prawie 27 tys. głosów) oraz AWSP i SO (obydwaj po ok. 7 tys.) miejsca w Sejmie uzyskali przedstawiciele LPR (mec.J.Olszewski, ponad 13 tys.), SLD i PiS (tylko 736 głosów). Co ciekawe, gdyby obowiązywała metoda d’Hondta mandatu nie straciłby ten ostatni, ale najpopularniejszy z tej trójki mec.Olszewski – na rzecz kandydata zwycięskiego SLD z 3,5 krotnie mniejszym poparciem… Ta paradoksalna sytuacja, przyznajmy, stoi w całkowitej zgodności zgodzie z logiką list partyjnych.

 

O akcji

Dlaczego okręgi jednomandatowe?

Uważamy, że obowiązujący obecnie w Polsce system wyborczy w wyborach do Sejmu jest jedną z podstawowych wad ustrojowych i skutecznie uniemożliwa powstanie w naszym kraju społeczeństwa obywatelskiego. Powoduje także, że pojęcie ODPOWIEDZIALNOŚCI w polskiej polityce zostało zupełnie zapomniane. Czas to zmienić.

Akcja nie jest w żaden sposób związana z żadną z partii politycznych. Są wśród nas ludzie o zupełnie różnych poglądach – łączy nas tylko postulat zmiany systemu wyborczego.

  • Chcemy w Polsce ordynacji na wzór brytyjski.
  • Chcemy głosować na konkretnych ludzi, a nie na listy partyjne.
  • Chcemy, aby posłowie byli odpowiedzialni przed swoimi wyborcami.

Cel akcji:

Celem długoterminowym naszej akcji jest ogłoszenie referendum w sprawie zmiany systemu wyborczego i wprowadzenia 460 jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu RP.  Jednocześnie związane z tym będzie wywołanie szerokiej debaty publicznej na ten temat. Być może w jej wyniku politycy w Polsce przypomną sobie o własnych wyborcach i sami uchwalą zmianę ordynacji wyborczej :-)

Przypisy:

1. Co ciekawe, we Francji nie ma wymogu większości bezwzględnej: jeśli nikt nie zdobędzie ponad połowy głosów, do drugiej tury przechodzą wszyscy kandydaci, którzy uzyskali co najmniej 12,5% poparcie.

2. CBOS: w wyborach samorządowych ważna osoba, nie partia artykuł w portalu Money.pl (2007-01-18): http://www.money.pl/archiwum/wiadomosci_agencyjne/pap/artykul/cbos;w;wyborach;samorzadowych;wazna;osoba;nie;partia,53,0,216629.html

3 Autorki poddając analizie ordynacje proporcjonalną, biorą pod uwagę oddziaływanie otwartej i zamkniętej listy wyborczej. W kręgu ich zainteresowań jest odpowiedź na pytanie, w jaki sposób poddane analizie ordynacje wyborcze wypełniają dwie główne – dla demokracji – funkcje: (1) wykluczają (selekcjonują) aktorów politycznych, którzy nie zaspokajają preferencji wyborczych; (2) pozwalają ,,ukarać’’ (rozliczyć) polityków, którzy na to zasłużą. Zob. A. Z. Kamiński, Ustrojowe źródła renty politycznej – kryzys III RP, referat wygłoszony podczas konferencji naukowej Jak wybierać naszych reprezentantów do Sejmu? System wyborczy większościowy czy proporcjonalny? Kielce, 17 marca 2004 r., publikacja w druku, referat dostępny jest na www.radiofama.com.pl. Za R. Graczkowski, „Znaczenie jednomandatowych okręgów wyborczych dla zmiany standardów sprawowania funkcji publicznych” w: „Kierunki badawcze młodzieży akademickiej”, pod red. K. Jankowskiego, A. Bobryka, B. Steligowskiej, ss.215- 217

4. R. Graczkowski, „Znaczenie jednomandatowych okręgów wyborczych…”

5. A. Z. Kamiński, „Wybór ordynacji a przyszłość kraju”

6. tzw. sejmik elekcyjny – zob. hasło w Wikipedii (http://pl.wikipedia.org/wiki/Sejmik_elekcyjny)

Dyskusja - 1 komentarz
  1. Jan Sadowski

    10. Cze 2015,  godz. 23:43

    Genialna encyklopedia! Bardzo dziekuje i gratuluje.

    Odpowiedz

Skomentuj