Wraz z pojawieniem się nowego ugrupowania politycznego – Polska Razem – mamy do czynienia z kolejnym propozycjami zmiany prawa wyborczego do Sejmu RP. W całości propozycje te są trudne do przyjęcia.

Jednym z powodów jest m.in. to, że zawierają rozwiązania wyraźnie kolidujące ze sobą. Z jednej strony Polska Razem opowiada się za elekcją Sejmu RP w wyborach większościowych, przeprowadzanych w okręgach jednomandatowych. Jest to z pewnością rozwiązanie służące pogłębieniu demokracji i wzmocnieniu społeczeństwa obywatelskiego w Polsce. Z drugiej jednak strony – ugrupowanie to wysuwa propozycję tzw. głosowania rodzinnego. Ogólnie zakłada ona możliwość oddawania głosu przez rodziców w zastępstwie ich nieletnich dzieci. Pomysł ten nie mieści się w standardach demokratycznych procedur wyborczych – jest bowiem niezgodny z zasadą równości wyborów, o czym dalej. W tym stanie rzeczy pomiędzy obu propozycjami wysuwanymi przez Polskę Razem występuje sprzeczność.

Przede wszystkim jednak wskazać trzeba, że głosowanie rodzinne jest propozycją niedemokratyczną. Godzi w sam fundament demokracji. Porządek demokratyczny bazuje bowiem dzisiaj na zasadzie równości ludzi. Znajduje ona też wyraz w prawie wyborczym. O jego demokratyczności rozstrzyga właśnie to, że oparte jest ono na zasadzie formalnej równości głosów, w myśl której każdy wyborca dysponuje w okręgu wyborczym taką samą ilością głosów. Propozycja tzw. głosowania rodzinnego idzie faktycznie w kierunku przekreślenia zasady równości wyborów, gdyż proponuje zainstalowanie zasady jej przeciwstawnej, znanej w dziejach prawa wyborczego jako zasada wielokrotności (pluralności) głosów. W myśl propozycji Polski Razem, rodzice głosujący za dzieci mieliby bowiem do dyspozycji nie tylko swoje własne głosy, ale też głosy (czy ułamki głosów) swoich dzieci. W konsekwencji jednak wyborcy podzieleni zostaliby na tych, którzy mają zróżnicowaną ilość głosów – w zależności od tego, czy mają czy też nie mają dzieci (lub podopiecznych). Taki podział gremium wyborczego z kolei oznaczałby właśnie unieważnienie zasady równości wyborów i uczyniłby same wybory niedemokratycznymi.

Postulat tzw. głosowania rodzinnego nie jest też pomysłem nowatorskim (rewolucyjnym) czy racjonalnym. Rozwiązania prawne, przewidujące nadanie wyborcom różnej ilości głosów, w zależności od różnych kryteriów – w tym od sytuacji rodzinnej – znane były już w XIX wieku właśnie pod nazwą zasady wielokrotności głosów (lub głosu pluralnego). Praktykowano ją też w XIX wieku w niektórych państwach europejskich, np. w Belgii czy Szwecji. Rozwiązanie to obliczone było na uwzględnienie zróżnicowania społecznego i ograniczenie egalitarnego wymiaru prawa wyborczego. Rezygnowano jednak z niego w miarę demokratyzowania się systemów politycznych. Na ziemiach polskich na przełomie XIX i XX wieku pomysł głosu pluralnego wysuwali m.in. polscy konserwatyści i chrześcijańscy demokraci. Jednak nie upierali się przy tym koncepcie. Nie mówiąc już o tym, że przez myśl by im nie przeszło, aby oprzeć wielokrotność głosów wyłącznie na kryterium posiadania dzieci – bo przywiązywali wagę do kondycji umysłowej, moralnej, materialnej czy też zasług dla społeczeństwa. W perspektywie historycznej tzw. głosowanie rodzinne wydaje się być propozycją archaiczną. I to raczej w podwójnym sensie: po pierwsze odwołuje się do rozwiązań już porzuconych, a po drugie – w jest wyraźnie gorszym wariantem głosu pluralnego, w stosunku do projektów wysuwanych przed laty.

Trudno też byłyby zgodzić się z twierdzeniem, że tzw. głosowanie rodzinne byłoby dobre dla Polski. Nowe ugrupowanie – Polska Razem – słusznie twierdzi, że trzeba poprowadzić taką politykę rodzinną, by wzmocnić naród polski. Podaje też wiele wartościowych rozwiązań odpowiedniej polityki rodzinnej. Nie ma więc potrzeby, by w jej ramach lokować niedemokratyczny pomysł w postaci tzw. głosowania rodzinnego. Już sama jego ogólna propozycja może tylko skomplikować polski system wyborczy. A wręcz prawdziwe zamieszanie wśród Polaków wywołać mogą zawarte w niej rozwiązania szczegółowe, sugerujące możliwość dzielenia głosu. Polska Razem postuluje bowiem, aby rodzice mogli głosować za dzieci do ukończenia przez nie trzynastego roku życia; później następowałaby stopniowa i swoista emancypacja wyborcza dziecka: 14-latek dysponowałby 20 proc. swojego głosu, 15-latek – 40 proc., 16-latek – 60 proc., a 17-latek – 80 proc. Potrzebujemy oczywiście zmiany systemu wyborczego w Polsce, ale zdecydowanie w kierunku uproszczenia go i uczynienia prawa wyborczego zrozumiałym dla każdego Polaka. W tym właśnie kierunku zmierza pomysł oparcia wyborów sejmowych na okręgach jednomandatowych.

Pomysł Polski Razem jest też kontrowersyjny i w związku z tym może wyznaczyć nowe – i zupełnie niepotrzebne – pole podziału wśród Polaków. Jeżeli dodatkowe głosy miałyby być przyznane rodzicom, to prawdopodobne jest, że o dodatkowe głosy wyborcze mogą zacząć dobijać się polscy profesorowie, wybitni przedsiębiorcy, aktorzy, pisarze itp. I słusznie będą pokazywali, że nie tylko dzietność, ale przymioty umysłu, osiągnięcia w życiu zawodowym i publicznym też powinny być honorowane w prawie wyborczym. Propozycja tzw. głosowania rodzinnego może być więc kolejną kwestią dzielącą Polaków. W tej optyce inaczej już wygląda sprawa wprowadzenia większościowego systemu wyborczego z okręgami jednomandatowymi. W ostatnich badaniach opinii publicznej postulat ten poparło ponad 70% Polaków, co wydaje się wskazywać, że może on sprzyjać integrowaniu się Polaków. Wokół tej sprawy – podobnie jak wokół kwestii polityki rodzinnej, czy wzmocnienia przedsiębiorczości polskiej – można z powodzeniem budować konsens narodowy.

Propozycja tzw. głosowania rodzinnego prawdopodobnie oparta została na kalkulacji zakładającej, że wysunięcie tak oryginalnych rozwiązań wyzwoli wzrost zainteresowania mediów nowym ugrupowaniem politycznym. Takiego efektu jednak nie widać. W tej sytuacji pozostaje mieć nadzieję, że nowe ugrupowanie polityczne – zanim upubliczni swój program polityczny – porzuci ten niezbyt fortunny pomysł. Wyeksponowanie postulatu wprowadzenia większościowego systemu wyborczego realizowanego w jednomandatowych okręgach wyborczych może być – w świetle powyższej wskazanego wysokiego poparcia opinii publicznej w Polsce – wystarczające do przysporzenia nowemu ugrupowaniu autentycznych sojuszników.

About Zdzisław Ilski

doktor habilitowany nauk społecznych w dyscyplinie nauk o polityce, nauczyciel akademicki, współpracownik Ruchu na rzecz JOW od 1999 r.

Dyskusja - 1 komentarz
  1. Jerzy Gieysztor

    04. Lut 2014,  godz. 13:05

    Wcześniejszym przejawem niejednoznaczności założyciela „Polski razem” była deklaracja poparcia postulatu JOW, dopuszczająca jednocześnie system mieszany. Teraz Pan Zdzisław Ilski wskazał kolejną niejednoznaczność postawy Jarosława Gowina. Ponieważ nie można być jednocześnie zwolennikiem ordynacji większościowej i uprzywilejowania części wyborców, bez względu na to, jaki miałby być powód tego uprzywilejowania. Nie wdając się w ocenę, która z tych niejednoznaczności jest większa, godzi się wyrazić zdziwienie brakiem rozsądku polityka z Krakowa, gdyż, jak słusznie zauważa Pan Zdzisław pomysł głosowania rodzinnego podzieli Polaków. I można do tego dodać przypuszczenie, że „Polska razem” nic na tym nie zyska. A wśród niezorientowanych nie zyska także postulat JOW. A skoro przedmiotem rozważania jest niejednoznaczność, to w kontekście wskazanych zaszłości, równie niejednoznaczna może być aktualność starego przysłowia, które mówi, że „lepiej z mądrym przegrać, niż z głupim wygrać”.

    Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.