Na stronie prawica.net wywiązała się ciekawa dyskusja z forumowiczem o nicku „Wojciech K” pod artykułem Piotra Wołejko pt. „Brytyjskie hamletyzowanie”, która ukazuje mechanizm działania JOW w Wielkiej Brytanii. Wojciech K. (WK) mieszka w UK i jest członkiem Partii Konserwatywnej. Oto ona:
(WK) – Bez obrazy, ale nie ma Pan (Piotr Wołejko – przyp. mój) zielonego pojęcia o brytyjskiej polityce. Cameron nie dostał czego chciał i wcale nie chciał referendum. Wręcz odwrotnie, stawał na głowie, żeby do referendum nie dopuścić. Zarządził je jedynie wobec rebelii własnej partii, która jest w dużej mierze eurosceptyczna.
(Eowina) – Cameron ma inną ideologię niż jego partia?
(WK) – Nie do końca rozumie Pani chyba słowo „ideologia”. Pro lub eurosceptycyzm nie jest częścią ideologii. Jedyna 100% prounijna partia to Liberal Democrats, którzy teraz mało się liczą. Jeśli chodzi o eurosceptycyzm to David Cameron ma zdanie inne niż duża część jego partii.
(Eowina) – I co z tego wynika? Bo nie wiem jak eurosceptycyzm Camerona czy jego partii ma się do tego, co on robi. To jak to jest, Torysi są pro czy antyunijni. To Cameron robi wbrew swojej partii, czy zgodnie z tym, co partia głosi?
(WK) – Pomyliła Pani epoki.”Partia” nic nie głosi. Po prostu Torysi (jak i Laborzyści) są w tej kwestii podzieleni.
(Eowina) – Partia ma swoich reprezentantów w Parlamencie i oni kreują politykę państwową. Czy oni są podzieleni? Ciekawe rzeczy w tym brytyjskim parlamencie.
(HeS) – Czemu politycy robią to, czego nie chcą? To chyba dowód, że JOW-y w GB działają, skoro politycy muszą robić to, czego nie chcą. Pewnie „doły partyjne” (czytaj wyborcy) cisną na polityków partii w tej kwestii, a oni dalej na Camerona.
(WK) – Poniekąd tak jest. W tym przypadku JOW zadziałały.Co ciekawe bardzo eurosceptyczne stanowisko zajmuje też duża część opozycji (Labour Party).
(Eowina) – Proszę nie oceniać działań Camerona wg. polskich doświadczeń.
1. Nie wydaje się, aby było powszechnie wiadomo, co chce Cameron, w odróżnieniu od jego partii.
2. Każda partia ma sztab, który opracowuje strategię działania i nie wypuszcza informacji, że będzie bunt przeciwko liderowi. To są jakieś bajki.
(WK) – Mieszkam w Wielkiej Brytanii. Jestem członkiem Tory Party i oceniam Camerona według doświadczeń brytyjskich. Cameron miał już dwie rebelie. Widzi Pani w systemie JOW lider partii ma mniejszą władzę niż w systemie proporcjonalnym. Nastroje w partii nie są tajemnicą i nie jest tajemnicą, którzy ministrowie rządu Camerona będą głosować za wyjściem z EU. Cameron nie miał wyjścia tylko pozwolić im jawnie o tym mówić.
(Eowina) – Jak Pan to mierzy?
(WK) – Tego nie mierzy się skalą jak na termometrze. Po prostu kandydatów na posłów wybierają lokalne organizacje partyjne i lider partii nie za bardzo może w to ingerować, stąd lider partii musi bardziej liczyć się ze zdaniem posłów, nawet jeśli mają inne zdanie niż on. Taki np. Jeremy Corbyn, lider Labour Party głosował inaczej niż jego własna partia ponad 400 razy. Jeśli poseł jest popularny w swoim okręgu to lider po prostu musi się z tym liczyć.
(Eowina) – Cameron używa referendum jako szantażu w UE w celu zmiany warunków dla Brytanii na bardziej korzystne. Idea referendum wynikła w momencie, kiedy partia Nigela Farage odniosła znaczący sukces.
(WK) – Partia Faraga wprowadziła jednego posła. To taki sukces?
(Skanderbeg) – Ale nowomowa. Nacjonalistyczna UKIP? Eurosceptycyzm? A może uniosceptycyzm? Gdyby Cameron chciał naprawdę referendum i słuchał swoich dołów, to by już dawno je ogłosił. A on tylko przesuwał w czasie, zyskując dużo czasu. I wywalcza ustępstwa wobec swojego państwa. Akurat rebelia w partii mu nie groziła. To jednak zwycięzca po rządach Partii Pracy. Takich się tak łatwo nie zmienia. Ale chce po prostu osłabić prawicową konkurencję, poza tym część torysów to uniosceptycy, ale część.
(WK) – Cameron nie uzyskuje żadnych ustępstw. To co dostał to jakieś śmieszne namiastki. Co do referendum, to data nie jest taka prosta, bo w maju są wybory regionalne w Szkocji, a każde wybory kosztują czas, pieniądze i energię. Referendum będzie prawdopodobnie w lipcu.
11 lutego 2016
- Demokracja walcząca jako anachroniczna następczyni socjalistycznej poprzedniczki - 15 stycznia 2025
- Poseł z każdego powiatu’24 - 29 października 2024
- Demokracja węgierska vs. demokracja brukselska - 14 października 2024
- Kodeks dobrej praktyki w sprawach wyborczych - 23 września 2024
- Ja Wyborca, My Wyborcy – koment - 9 września 2024
- Polsko-białoruskie powinowactwo wyborcze? - 2 sierpnia 2024
- O „demokracji” słów kilka (komentarze Blogera StanW) - 8 stycznia 2024
- Projekt Programu Odzyskania Polski – vox ex parte - 6 listopada 2023
- Awersja ustawodawcy do orzecznika „wolne” - 27 października 2023
- Przekręt założycielski III RP - 22 października 2023
Bardzo ciekawa wymiana zdań.
Niestety większość polskich obywateli ma funkcję Kiepskich siedzących przed telewizorem w którym pokazują im atrapy jakiś udawanych partii politycznych. Obojętne czy to Kalisz z 3 członkami, czy Kukiz z 40 członkami, czy Nowoczesna z 500-ma członkami czy PiS czy Po z 5-10 tys członkami czy nawet PSL z kilkadziesiąt tysiącami członkami. W mediach wygląda wszystko wsio równo.
Fakty są takie, że ogromna większość Polaków jeszcze w życiu nie widziała normalnej partii politycznej, normalnej debaty i walki politycznej na serio zarówno wewnątrz partii jak i między partiami. W telewizji widzi tylko inscenizacje i namiastki. I jeszcze nigdy tak naprawdę Sejmu w wolnych wyborach nie wybierała.
Stąd takie dyskusje jak ślepego z głuchym, gdy ktoś liźnie głębiej życia na zachodzie.
W Średniowieczy władza pochodziła od Boga. W demokracji władza pochodzi z Narodu. W PRL-u bis w Polsce władza pochodzi z telewizora. I tylko w telewizorze istnieje i działa.