W bardzo interesującej, choć pozbawionej syntetycznych wniosków, debacie ankietowej krakowskich "Arcanów" Czy media pożarły politykę? ("Arcana", lipiec, sierpień 2009), znalazł się cytat amerykańskiego dziennikarza telewizyjnego Billa Moyersa, który oceniając rolę amerykańskich mediów masowych w wojnie Georga W. Busha przeciw Iranowi stwierdził – Niestety w dużym stopniu Czwarta Władza przekształciła się w Piątą Kolumnę demokratycznego państwa. W III Rzeczypospolitej Czwarta Władza jest w zasadniczym stopniu Piątą Kolumną polskiej demokracji i to od jej początków. A decyduje o tym system polityczny z jego ułomnością polskiej demokracji i jej znaczącą fasadowością w zoligarchizowanym "miękkim" państwie polskim, której politycznym reproduktorem jest partyjna ordynacja wyborcza do Sejmu. Co gorsza ta antydemokratyczna mediokracja, w postaci samodzielnej roli politycznej oligopolu koncernów medialnych, uzyskała niekontrolowany społecznie wpływ również na cały system społeczny.

Polski system medialny został ukształtowany zasadniczo w latach 1989 – 1991/1995, w warunkach ogólnej dominacji grup, środowisk i zbiorowości, transformującej się klasy posttotalitarnej biurokracji komunistycznej oraz grup i zbiorowości żyjących z nimi w symbiozie społecznej. Był kształtowany w ścisłym związku z tworzącym się nowym systemem politycznym dla zapewnienia hegemonii, a przynajmniej dominacji interesów i aspiracji tych grup i zbiorowości. W efekcie jak to ujęła Teresa Bohwic: W Polsce nie ma mediów wolnych od umocowań czy zobowiązań politycznych. Pisma i telewizja "dostały" w tej czy innej formie (…) dzieci osób budujących Polską Ludową (wypowiedź T. Bohwic w ankiecie "Arcanów", "Arcana", lipiec, sierpień 2009). Nowy system polityczny z kluczowym rozwiązaniem ordynacji proporcjonalnej, wzmocnionej progami wyborczymi, a ostatecznie sposobem finansowania partii politycznych, dał polskiemu systemowi medialnemu samodzielną i niezależną władzę polityczną, a z medialnych koncernów i ich właścicieli uczynił samodzielne podmioty polityczne, zdolne do określania i modelowania sceny politycznej w sposób antydemokratyczny. W sytuacji zaś silnej fasadowości i ułomności demokracji polskiej demokracji politycznej "miękkiego" państwa III Rzeczypospolitej, uczynił z koncernów medialnych silnie oligarchiczny układ władzy panowania politycznego.

O rdzeniu systemu medialnego i jego stricte politycznej roli stanowią koncerny prywatnych mediów masowych oraz państwowy koncern telewizji i radia, który nie odgrywa wszakże samodzielnej roli politycznej, acz tylko rolę pochodną ze względu na swoją bezpośrednią zależność od układu sił na scenie politycznej. O tym rdzeniu stanowią multimedialne koncerny; "Agora" z codziennymi gazetami "Gazetą Wyborczą" i bezpłatnym "Metro" oraz radiostacją "TOK FM"; ITI z telewizją TVN i telewizyjnymi kanałami tematycznymi TVN 24 i TVN CNBC Biznes i największym polskim portalem internetowym Onet.pl; grupa Polsat z telewizją "Polsat", "TV4", "Superstacją" i TV News; nieformalny koncern multimedialny zakonu redemptorystów polskich spersonifikowaną osobą księdza Tadeusza Rydzyka z gazetą "Nasz Dziennik", telewizją "Trwam" i radiostacją "Radio Maryja" oraz sieć koncernów prasowych wydających najważniejsze opiniotwórczo krajowe tytuły prasowe jak "Dziennik. Gazeta Prawna", "Rzeczpospolita", "Wprost", "Polityka" i "Gość Niedzielny" oraz koncerny będące właścicielami radiostacji o największej słuchalności jak "RMF FM".

O sile politycznego oddziaływania decyduje przede wszystkim masowość odbioru. Można wręcz powiedzieć, iż kluczowe prywatne koncerny medialne takie, jak "Agora", ITI i grupa Polsat wraz z politycznie i partyjnie umocowaną telewizją publiczną, stanowią wręcz część systemu politycznego ze względu na współtworzenie sceny politycznej. Innymi słowy bez tych koncernów polska scena polityczna wyglądałaby zasadniczo inaczej. Z kolei koncern redemptorystów ma charakter istotnie antysystemowy politycznie. Efektem tej sytuacji jest zwalczenie się mediów nie ze względu na rynkową konkurencję ekonomiczną, ale wpływy i oddziaływania polityczne, czego wynikiem jest bezwzględne zwalczanie od kilkunastu lat koncernu księdza T. Rydzyka przez koncern ITI, Polsat i "Agorę", a równocześnie brak nawet rywalizacji choćby pomiędzy koncernem ITI, a grupą Polsat. Zwalczanie mediów uznawanych za zagrażające panującym siłom politycznym było i nadal jest elementem praktyki politycznej zoligarchizowanego państwa polskiego, by wspomnieć trwające od lat próby likwidacji prawnej i finansowej  wydawcy "Gazety Polskiej". Wszystkie pisma tzw. prawicowe – pisze T. Bohwic – czyli spoza układu postkomunistycznego przeżywały próby rozłamu w redakcji lub w spółce, często skuteczne (wypowiedź T. Bohwic, 2009).

Gazety i czasopisma odgrywają natomiast kluczową rolę w kształtowaniu opinii publicznej w Polsce nie przez swoją masowość, lecz tzw. opiniotwórczość, czyli tworzenie i interpretowanie obrazów życia społecznego – od politycznego po kulturowe. Te obrazy i ich interpretacja są podstawą komunikacji masowej tworzącej opinię publiczną, głównie za pośrednictwem mediów elektronicznych – od telewizji po portale internetowe. Aby pismo żyło – pisze T. Bohwic aby stało się znaczące, musi być cytowane w innych mediach (wypowiedź T. Bohwic, 2009). Każdy program najważniejszych kanałów telewizyjnych zaczyna się od prasowych newsów, a kończy wieczorem na przeglądzie kilku najważniejszych tytułów prasowych. Do najbardziej opiniotwórczych i najczęściej cytowanych oraz komentowanych tytułów ogólnopolskich należy nade wszystko "Gazeta Wyborcza", "Rzeczpospolita" i "Dziennik Polska Europa Świat", choć największą poczytność ma tabloidalny "Fakt" a dużą również tabloidalny "Superekspres". Ważną rolę opiniotwórczą mają również tygodniki, wśród których największą poczytność ma "Polityka", a za nią katolicki "Gość Niedzielny", "Newsweek Polska" i "Wprost". Tyle, że do tekstów katolickiego "Gościa Niedzielnego", nie wspominając o "Naszym Dzienniku", media elektroniczne nigdy się nie odwołują, a dziennikarze tych gazet nie są zapraszani do audycji telewizyjnych i radiowych, w przeciwieństwie do pozostałych wymienionych dzienników i tygodników. Nie bez znaczenia wydaje się również fakt znaczącego udziału w polskiej antydemokratycznej mediokracji niemieckiego kapitału medialnego skoncentrowanego głownie w dziennikach regionalnych.

Ta samodzielna rola polityczna silnie oligarchicznej sieci mediów masowych oraz polityczne podporządkowanie mediów publicznych umożliwia co najmniej znaczące dla polskiego życia politycznego manipulowanie opinią publiczną. Dlatego właśnie w warunkach ułomnej i silnie fasadowej demokracji polskiej mamy do czynienia z mediokracją, jako władzą polityczną mediów. Ta mediokracja dodatkowo wzmacnia fasadowość naszej demokracji, gdyż główne węzły sieci mediokratycznej na czele z koncernem medialnym "Agora", są poza wszelką demokratyczną kontrolą społeczną i polityczną, tworząc znacząco antydemokratyczną praktykę polityczną.

Zjawisko silnej antydemokratycznej mediokracji w postaci władzy politycznej koncernów multimedialnych, dysponujących kluczowymi mediami masowymi o krajowym i regionalnym zasięgu, umożliwia silną i długofalową manipulację polską opinią publiczną. Manipulacje opinią publiczną i antydemokratyczne praktyki są stałym zjawiskiem w polskich mediach masowych to od faktów i ocen, po używany język. Ta manipulacja ze znaczącymi elementami ukrytej cenzury, ograniczającej i wykluczającej istotne dla demokracji obszary życia publicznego, w tym szczególnie politycznego i aktorów tego życia, jest trwałym choć podlegającym ewolucji zjawiskiem polskiego życia politycznego. Doszło do sytuacji, gdy prywatne koncerny medialne dzięki swej samodzielnej roli w systemie politycznym i bezpośrednim wpływie na władze w państwie polskim uzyskały samodzielny wpływ na cały system społeczny. Jak podsumował we wspomnianej debacie kosmopolityczną ideologię "Gazety Wyborczej" Krzysztof Kłopotowski: (…) "Wyborcza" to samodzielny ośrodek władzy, który próbuje stworzyć nowego Polaka (wypowiedź K. Kłopotowskiego, 2009). Autor poszedł dalej stawiając hipotezę o realizacji w "Gazecie" ewolucyjnej strategii judaizmu (jak wyżej).

Analizowane relacje między systemem politycznym i medialnym oraz występowania równoczesnego zjawiska antydemokratycznej mediokracji i ułomnej demokracji politycznej stworzyło specyfikę polskiego środowiska dziennikarskiego. Środowisko dziennikarzy kluczowych mediów masowych charakteryzuje się przyjmowaniem ról polityków i autorytetów publicznych, a czasem wręcz moralnych, określanych mianem autorytetów medialnych, przy ich słabym i powierzchownym przygotowaniu merytorycznym. Powstała dość wąska grupa wylansowanych medialnie dziennikarzy kreowanych na autorytety społeczne, co wydaje się być celowym zabiegiem manipulatorskim. Ich dobór nie był i nie jest przypadkowy. Są dobierani tylko spośród tych, którzy prezentują poglądy afirmujące czy wręcz apologetyzujące istniejący system, a przy tym sprawni manipulatorsko i pozbawieni skrupułów etycznych. Są z powodów pozamerytorycznych lansowani na gwiazdy dziennikarskie, którym powierza się autorskie programy publicystyczne w godzinach najlepszej i dobrej oglądalności i które zaprasza się do studia na debaty lub do roli ekspertów, mimo ich jawnej tendencyjności i manipulatorstwa oraz braku zawodowych skrupułów moralnych.

Zasadniczym powodem ułomności polskiej demokracji i antydemokratycznej mediokracji jest system polityczny, którego konstytutywnym i decydującym o jego treści rozwiązaniem jest partyjna ordynacja wyborcza oparta na wielkich i wielomandatowych okręgach wyborczych, gdzie głosuje się na listy partyjne, a nie na osoby jak w ordynacjach większościowych typu brytyjskiego. Media masowe bowiem dzięki polskiej ordynacji wyborczej mają znaczący wpływ na wyniki wyborów do Sejmu oraz odgrywają kluczową rolę w ocenie i kontrolowaniu działalności posłów, czego pobawieni są bezpośrednio sami wyborcy. Głosowanie na listy partyjne, a więc partie powoduje bowiem, iż to publiczne wizerunki partii tworzone w skali kraju rozstrzygają o wynikach wyborów, a w ich tworzeniu kluczową rolą odgrywają właśnie wizerunki medialne partii i ich liderów. W istocie medialne wizerunki partii politycznych w Polsce są podstawą decyzji wyborców w wyborach do Sejmu. Równocześnie wielki dystans społeczny i przestrzenny, jaki wytwarza polska ordynacja między posłem a wyborcą, powoduje, iż tylko media masowe mogą kontrolować i za pośrednictwem wyborców pociągać do politycznej odpowiedzialności samych posłów czy partyjnych polityków, znacząco wpływając na ich los polityczny.

Pierwszym i bezpośrednim skutkiem polskiej ordynacji wyborczej jest marginalizacja roli i znaczenia w życiu politycznym Polski przede wszystkim procesów komunikowania opartych na przekazach bezpośrednich, zarówno interpersonalnych, jak i grupowych oraz międzygrupowych i międzyinstytucjonalnych. Tak istotna, w decyzjach politycznych w systemie politycznym choćby Wielkiej Brytanii, wiedza dyskretna i nieupubliczniana o kandydatach na polityków i samych politykach funkcjonująca lokalnie, w polskim systemie politycznym odgrywa zasadniczo znikomą rolę. Odgrywa ona rolę jedynie w wyborach samorządowych wójtów, burmistrzów i prezydentów, gdzie obowiązuje ordynacja większościowa. Marginalizacja znaczenia komunikacji bezpośredniej w polskiej polityce wynika równorzędnie z wielkości okręgów wyborczych. Kilkusettysięczny okręg wyborczy wyklucza skuteczność posługiwania się w komunikacji z wyborcami kanałami opartymi na przekazie bezpośrednim, co jest możliwe, a nawet oczywiste w okręgach brytyjskich liczących 62 tys. wyborców, a czego dowodem jest zdominowany kontaktami bezpośrednimi sposób komunikowania się z wyborcami w systemie brytyjskim. Stąd również kluczowa rola wielkich pieniędzy wyborczych, często niewiadomego pochodzenia, bez których nie sposób dotrzeć do kilkuset tysięcy wyborców w okręgu wyborczym. Polska ordynacja wyborcza wymusza wielkoskalową kampanię wyborczą z użyciem setek tysięcy ulotek i plakatów oraz dziesiątków i setek billboardów. Wymusza bowiem komunikowanie masowe, oparte w ostateczności na mediach masowych.

Drugim bezpośrednim skutkiem ordynacji jest silna redukcja znaczenia komunikacji pośredniej na poziomie lokalnym, a więc lokalnych mediów, od prasy, radia i telewizji po media telepatyczne. Wynika to z faktu, iż treści informacyjne przekazów na poziomie lokalnym są mało istotne jeśli chodzi o prezentowanie partii i ugrupowań politycznych oraz ich liderów, gdyż te są związane z centralnym poziomem życia politycznego, uzupełnianej mediami regionalnymi o zasięgu wielomandatowych okręgów wyborczych. Media lokalne mają znaczenie zasadniczo li tylko jako rezonatory czy też "pudła rezonansowe" krajowych i regionalnych mediów masowych.

Trzecim wreszcie skutkiem ordynacji proporcjonalnej w Polsce jest praktyczna wyłączność krajowych mediów masowych w procesach komunikacji politycznej i ich monopolistyczna rola w życiu politycznym Polski. Monopolistyczna rola krajowych mediów masowych jest wzajemnie sprzężonym wynikiem wielkości okręgów wyborczych oraz partyjnego kryterium dokonywania wyborów i ocen polityków. Partyjne kryterium wyborów i ocen oznacza bowiem nieustanne odwoływanie się do centralnie płynących masowych informacji o działaniach partii, a faktycznie jej liderów i kierownictwa, i to na forum ogólnopaństwowym. To ogólnokrajowe mass media tworzą obrazy i wizerunki partii, które ocenia wyborca i które są kluczowe dla oceny poczynań samych partii politycznych. Stąd też płynie olbrzymia władza mediów masowych w polskim systemie politycznym, które w tej ordynacji mają wyłączność na publiczną kontrolę partii i posłów również w trakcie kadencji. Wybory zaś stają się głosowaniem nade wszystko na medialne wizerunki partii.

Czwartym skutkiem tej ordynacji jest przewaga komunikowania perswazyjnego nad komunikowaniem informacyjnym, co jest bezpośrednim skutkiem marginalizacji znaczenia komunikacji bezpośredniej, przy potęgowaniu roli masowej komunikacji pośredniej.

I choć mediatyzacja polityki i polityczna rola mediów masowych jako ośrodka władzy jest tendencją ogólnoświatową, to polska ordynacja wyborcza stała się w kontekście układu sił społecznych i politycznych transformacji ustrojowej przełomu lat 80. i 90. zasadniczym czynnikiem, który umożliwił odgrywanie krajowym mediom masowym samodzielnej roli politycznej o antydemokratycznym charakterze. Przede wszystkim ta ordynacja poprzez działanie systemu politycznego zasadniczo wzmacnia mediatyzację polityki polskiej w relacji choćby do brytyjskiej. Ale przede wszystkim krajowe media masowe w Polsce mogą dzięki proporcjonalnej ordynacji wyborczej być samodzielną siłą polityczną i istotnie wpływać na kształt polskiej sceny politycznej i przebieg procesów życia politycznego jako samodzielny i pozapartyjny podmiot polityki. Klasycznym przykładem jest niespotykana w krajach demokratycznych samodzielna rola polityczna "Gazety Wyborczej" w kreowaniu polskiej sceny politycznej czy też rola w samodzielnym modelowaniu tej sceny przez koncern ITI z telewizją TVN na czele, jak również samodzielna rola polityczna koncernu księdza T. Rydzyka.

Czwartą i pośrednią już konsekwencją jest stała walka między partiami politycznymi o władzę w publicznych mediach masowych czyli telewizji i radiu. Ta stała walka toczy się w warunkach nawet konstytucyjnie osadzonej poza Sejmem instytucji nadzorującej publiczne radio i telewizję, jaką jest Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. A przypomnę, że w brytyjskim państwowym koncernie medialnym BBC, przedstawianym jako wzór obiektywizmu i niezależności od politycznych i partyjnych wpływów, rada zarządzająca jest powoływana przez ministra kultury aktualnego rządu. Ta tocząca się od 20 lat bezwzględna walka polityczna między partiami zasiadającymi w Sejmie jest wynikiem właśnie samodzielnej roli mediów masowych w kształtowaniu życia politycznego w Polsce i kluczowego ich znaczenia dla sukcesów i porażek wyborczych polskich partii politycznych.

I czyż można się dziwić, że antydemokratyczny oligopol mediów masowych milczy od 20 lat jak zaklęty o istotnych powodach tej sytuacji, a pojęcia "manipulacja medialna", "ukryta cenzura medialna", "antydemokratyczna mediokracja", "ułomna demokracja" czy wreszcie "większościowa ordynacja wyborcza" nigdy tam nie goszczą?

Dąbrowa Górnicza, 2 grudnia 2009

*Tekst dla "Nowy Kurier. Polish-Canadian Independent Courier"

Skomentuj