O! Trzeba wielkiej odwagi by przeciwstawić się tyranii! A do przeciwstawienia się tyranii we własnej partii trzeba odwagi podwójnej, albo i potrójnej. Zaiste więc poseł Antoni Mężydło zasługuje by przejść do historii jako mężny obrońca zasad, wolności i demokracji. Jasno i otwarcie bowiem przeciwstawił się tyranii Kaczyńskiego i Ojca Dyrektora. Jak jaki Rejtan, albo nawet Katon.

Dziwnym wszakże trafem własna partia i jej związki z Radiem Maryja zaczęły posłowi Mężydle przeszkadzać tuż przed przyspieszonymi wyborami, kiedy ten tyran Kaczyński postanowił umieścić go na siódmym miejscu listy partyjnej, a nie jak 2 lata temu na miejscu pierwszym. Pierwsze miejsce zostało bowiem zapisane w tajnej klauzuli umowy prezesa PiS z Ojcem Dyrektorem dla posłanki Sobeckiej z kręgu Radia Maryja. Nie, czegoś takiego, takiego zaprzedania własnych ideałów przez macierzystą partię poseł Antoni Mężydło znieść nie mógł, tym bardziej, że Platforma Obywatelska (czyli Donald Tusk) zaproponowała, iż wpisze bezkompromisowego posła na swoją listę i to na miejsce pierwsze.

I tu, przed dokończeniem procesu beatyfikacyjnego posła Mężydły jako bezkompromisowego obrońcy demokracji, pojawiają się pytania, na które musimy znaleźć odpowiedzi. Choćby po to, żeby kolejni posłowie, liderzy partii, a także młodzież nasza mogli czerpać pełnymi garściami z dobrych przykładów obywatelskich i patriotycznych zachowań. Otóż np. czy gdyby poseł Mężydło miał nadal zagwarantowane pierwsze miejsce na liście PiS, to czy wówczas równie odważnie zaatakowałby Kaczyńskiego i odszedł z PiS? Albo czy gdyby Platforma dawała mu drugie miejsce, to czy też z tą partią byłoby mu po drodze? O siódme miejsce na liście PO już nawet nie pytamy.

Poza tym istotne jest pytanie: jaki wpływ na tę decyzję mają notowania danej partii. Czy gdyby, dajmy na to, notowania PO wynosiły nie 30% a 7%, to czy wówczas Antoni Mężydło tak ochoczo dokonywałby przejścia? Czy też znosiłby nadal tyranię Kaczyńskiego, odchodzenie od głoszonych wcześniej zasad itd., itp.

A może – przechodzi nam po głowie straszliwa myśl – nie chodzi w ogóle o żadne tam zasady, programy itd. tylko o pierwsze miejsce na liście partii o dostatecznie wysokich notowaniach? Słowem: moje poglądy to pierwsze miejsce na liście! W takim ujęciu reprezentanci narodu okazywaliby się dobrze płatnymi figurantami, wynajętymi za poselską dietę, do odgrywania różnych przedstawień, podnoszenia ręki kiedy trzeba. Wynajmowałby ich lider partii, od którego zależy decyzja, na którym miejscu listy danego delikwenta ustawi, czyli jakie mu da szanse zdobycia poselskiego mandatu.

Oczywiście formalnie ordynacja wyborcza nie przyznaje mandatów według kolejności, ale wg zdobytych przez kandydata ilości głosów. Ale przecież wiadomo, że w okręgu, w którym przeciętnie jest prawie milion wyborców, na kilkudziesięciu listach jest całe mrowie kandydatów, wyborca nie ma szans na zorientowanie się, kto jest kim i w sumie ci z pierwszych miejsc dostają najwięcej głosów i zostają posłami. W ostatnich wyborach o 460 poselskich mandatów ubiegało się 10 658 kandydatów, startujących z 594 list okręgowych. Wszyscy, którzy kandydowali z 1 miejsca list PO i PIS uzyskali mandaty. Co by było, gdyby lider partii umieścił ich na miejscu np. siódmym – pokazuje nam reakcja posła Mężydły. Ich szanse w takim wypadku maleją do zera.

Być może więc Antoni Mężydło nie zasługuje na pomnik obrońcy demokracji jako że intencje jego decyzji są zgoła mało szlachetne, ale z drugiej strony jego postępek obnaża absurd polskiego systemu wyborczego, w którym o tym, kto zostaje posłem decydują w istocie nie wyborcy, a partyjny lider rozdający miejsca swoim faworytom.

A wybory? No, cóż właśnie na naszych oczach dokonują się wybory. Właściwie należałoby zaoszczędzić pieniądze, przeprowadzić wiarygodny sondaż i niech tam Kaczyński, Tusk i Olejniczak poobsadzają na poselskich fotelach, kogo uważają – bo przecież do tego się ten cały cyrk sprowadza.

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.