Już w sobotę, 11 października z Placu Zamkowego w Warszawie wyruszą tzw. WoJOWnicy. Będzie to pokaźna liczba osób, która ma zamiar protestować. Jednak trzeba zwrócić uwagę, że ten protest nie będzie taki sam jak wszystkie inne. Nie będą na nim wznoszone postulaty podwyżek płac, obniżenia wieku emerytalnego etc. Tam spotkają się ludzie, którzy nie przyjadą, by żądać czegokolwiek stricte dla siebie i swoich prywatnych korzyści. Tam spotkają się działacze, którzy często poświęcając własne środki i czas walcząc o demokrację.

Po raz czwarty ruszy marsz o jednomandatowe okręgi wyborcze – najważniejszy i najbardziej potrzebny dzisiaj postulat.

Czy chodzi jedynie o zwykłą procedurę wyborczą, kosmetyczną poprawę już istniejącej demokracji?

Uczestniczyłem w konferencji organizowanej przez Towarzystwo Biblioteki Słuchaczów Prawa, największej organizacji studenckiej na wydziale prawa UJ. Tam w swoim wystąpieniu postawiłem tezę: W POLSCE NIE MA PRAWDZIWEJ DEMOKRACJI. Moje wystąpienie wywołało poruszenie, wielu zarzucało mi szerzenie herezji, jednak na drugi dzień usłyszałem od głównego organizatora: Marek, po przemyśleniu tego co mówiłeś, doszedłem do wniosku, że masz rację. Twoje wystąpienie przejdzie do historii naszych konferencji i na pewno na długo cię zapamiętamy. Cóż się stało? Otóż przełamałem w ich mentalności zamknięte koło myślenia, mantrę, którą ich profesorzy wmawiali im na co dzień. Otworzyłem oczy na prawdę, którą jest fakt, że nasza demokracja jest fasadowa. Jest to pogląd wyrażany również przez wiele autorytetów i specjalistów.

Prawdziwa demokracja

Prawdziwa demokracja to wola większości z poszanowaniem praw mniejszości – tak przeczytamy w większości książek. W nich też dowiemy się, że jej fundamentem są wolne wybory i wolność słowa. Cóż to za demokracja, jeżeli wolne wybory polegają wyłącznie na zatwierdzeniu pewnego z góry narzuconego przez partie katalogu osób? Cóż to za wolność, skoro jako kandydat niezależny nie mam szans na bycie wybranym? Czyja wola jest respektowana, kiedy Polak otrzymuję listę z ustaloną kolejnością, która sugestywnie, z góry wskazuje kandydatów. Wola narodu czy prezesa partii?

Nie możemy mówić o demokracji, kiedy nagminnie kandydat z mniejszą ilością głosów otrzymuje mandat a ten z większą nie.

Suwerenność narodu

W encyklopedii politologii pod red. prof. M. Żmigowskiego możemy przeczytać, że podstawowym miernikiem tego, czy naród jest suwerenny jest udzielana mu możliwość wyboru swych przedstawicieli.

W takim razie skoro podstawą suwerenności narodu są wybory, zatem w Polsce możemy mówić o ograniczeniu suwerenności również w dziedzinie praw ustrojowych.

Lech Wałęsa niedawno powiedział na KUL, że walka o wolność prowadziła przez wiele niefortunnych kompromisów. Tak Panie Prezydencie i przez te kompromisy dzisiaj nie możemy wybierać, jedynie dajemy głos. Wybór należy do zamkniętych koterii, elit partii.

Skutki wady systemu

Ordynacja proporcjonalna generuje niestabilne koalicyjne rządy, i przerzuca potencjał członków partii z pracy na rzecz obywateli na pracę na rzecz zamkniętych partii a głównie jej lidera. Uczy posłów bezmyślności. Bo ten głosuje zgodnie z linią partii, nie może kierować się swoją wolą czy sumieniem. Właściwie najlepiej, gdy będzie bierną, mierną lecz wierną marionetką. Nasuwa się hasło rodem z Orwella bezmyślność jest prawomyślnością. Każdy, kto nie podda się woli prezesa wylatuje, tracąc wszelką szansę na reelekcję. Partie muszą być wodzowskie, prezes staje się jej głową i ciałem, jej myślą i sumieniem. Partia staje się tak ułomna, jak ułomny jest jej lider. Wszyscy, którzy się wyróżniają, są lepsi od duce, są na wszelki wypadek usuwani.

Na ciekawe skutki chorej ordynacji zwrócił uwagę były prezes Stowarzyszenia JOW Janusz Sanocki w swojej prelekcji na Międzynarodowej Konferencji Jakiej ordynacji wyborczej potrzebuje Rzeczpospolita? w kwietniu 2007 r. na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Zauważył, że tworzenie list partyjnych generuje sytuacje, w której kandydatów na miejsca tzw. niebiorące często wpycha się na siłę. Ludzie ci z góry wiedzą, że nie zostaną wybrani, że przegrają, a przegrywać nikt nie lubi, ale godzą się na to ze względu na perspektywę późniejszych intratnych propozycji. Partie muszą mieć dużo kandydatów, by ci nazbierali na jej listę głosy, jednak muszą im też zapewnić rekompensatę za publiczną kompromitację w postaci przegranych wyborów. To powoduje rozrost biurokracji i powiększa rzeszę niekompetentnych urzędników.

JOW a wiara

Jako studentowi KUL-u nie wypada mi nie poruszyć tego tematu. Jeżeli zakładamy, że postępowanie człowieka i rozwój świata, dziejów, powinien odbywać się zgodnie z Bożym planem, z wolą Bożą, należy zauważyć, że najlepiej Boża wola realizowana jest w demokracji. Jan Paweł II napisał w Tryptyku Rzymskim: Kim że jest On, niewypowiedziany, samoistne istnienie, jedyny stwórca wszystkiego, a zarazem komunia osób. Zatem, jeżeli Bóg, który jest Miłością, jest zarazem Komunią osób, to najlepszym wymiernikiem Jego woli jest wola tej właśnie komunii, czyli większości społeczności.

Demokracja

Najbardziej demokratycznym systemem wyborczym jest JOW. Spełnia on oba kryteria. Wyraża wole większości, bo właśnie kandydat z największą ilością głosów wygrywa, a jednocześnie szanuje prawa mniejszości, ze względu na to, że okręgi są małe. Zwycięski kandydat może reprezentować społeczność lokalną, w której większość stanowi mniejszość etniczną w całym społeczeństwie. W Brytyjskiej Izbie Gmin jest kilkanaście partii, mimo że jedna, zwycięska ma zdecydowaną większość, nie przeszkadza to by każda z liczących się mniejszości miała swój głoś w parlamencie. Jest to idealne połączenie woli większości z poszanowaniem praw mniejszości.

JOW a wolność słowa

Nawet na tle postulatów wolności słowa nasz Kraj wygląda słabo. Zbyt wiele jest w naszym życiu publicznym tematów tabu, zbyt wiele gloryfikacji miernoty i zajmowania się rzeczami mało ważnymi. Kiedy rzecz tyczy się spraw mało istotnych media potrafią mówić o nich dniami, przegadywać to, o czym można powiedzieć w kilku słowach. Często robią problem społeczny z błahej sprawy. Natomiast kiedy chodzi o JOW media milczą jak zaklęte. Nie chodzi o to, że słowo JOW jest przez nich zupełnie nieużywane, ale nie przypominam sobie rzetelnej debaty na ten temat, przedstawienia chociaż podstawowych założeń JOW i zmian jakie przyniosą. O trzech Marszach na Warszawę też nikt nie mówił. Wyjątek stanowią tu lokalne media, te z chęcią zajmują się tym tematem. To świadczy, że bossowie medialni nie kierują się dobrem obywateli tylko dbają o własne interesy. JOW spowoduje przerzucenie akcentów z Warszawy do społeczności lokalnych, Warszawka na tym straci, a giganci medialny przestaną się u polityków tak bardzo liczyć. W systemie proporcjonalnym to media dyktują, kto uzyska ich zainteresowanie, one kreują często zakrzywiony obraz polityków. Gloryfikują marnych, niszczą dobrych i nietuzinkowych. A my nie możemy przekonać się, jaki naprawdę jest ten a ten poseł, bo okręg liczy ok. 1 mln mieszkańców. Dlatego nasze wybory są podejmowane na zasadzie: kto jest fajny a kto nie, bo sika po krzakach, vide: "Fakt" – najbardziej poczytliwy dziennik. Media zamiast rzetelnie informować o wszystkim, co ważne kreują i stają się gwarantem patologicznego partyjnego systemu. Nijako go legalizują. A że robią to z uwagi na własne partykularne interesy wydaje się to tym bardziej obrzydliwe.

Wniosek jest taki, że do zmiany ustrojowej i wprowadzenia JOW potrzebna jest siła. Nie możemy liczyć na polityków i na media od nich uzależnione. Możemy liczyć jedynie na siebie i własny wysiłek. Potrzeba, by do Warszawy 11 października zjechali się ci, którzy nie patrzą na swe prywatne korzyści, potrafią myśleć przyszłościowo i patrzeć na Polskę jako na dobro wspólne. JOW nie jest lekarstwem na wszystkie nasze bolączki, ale może stanowić dobry początek dla odnowy naszej Drogiej Ojczyzny. Polska powstanie na pewno, jest to tylko kwestia czasu, jednak by ten czas przybliżyć warto poświęcić jeden dzień i wykrzyczeć w Warszawie nie skargi na niskie płace, nie bolączki osobiste, nie narzekania, wykrzyczeć receptę na odnowę naszej polityki, życia publicznego, wykrzyczeć, że Polacy żądają Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.

Każdy rok, każde wybory proporcjonalne są ze stratą dla Polaków, najwyższy czas przełamać ustrojowy impas. Udział w marszu traktuje jako swój obowiązek, wyraz troski o byt mojej Ojczyzny. Jako zobowiązanie wobec moich przodków, którzy potrafili poświęcić swe życie za jej wolność i moich przyszłych dzieci, które, chciałbym, by żyły w wolnej i bogatej Ojczyźnie.

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.