Kiedy w 2006 r., w trakcie kampanii samorządowej zdarzyło mi się podróżować po kraju na każdym kroku widziałem reklamowe bilbordy PiS, na których Jarosław Kaczyński zachwalał miejscowym wyborcom w Limanowej, Zabrzu, Myślenicach – a to jakiegoś Kłośkiewicza, a to Wasiaka, a gdzie indziej Jujczaka. Takich godnych zaufania kandydatów do samorządu z ramienia PiS było w całym kraju kilkadziesiąt tysięcy i za wszystkich własną twarzą ręczył człowiek, który właśnie wygrał wybory i który zaręczał, że wybuduje nam wolną od korupcji IV Rzeczpospolitą.

Nie minęło więcej jak dwa lata i okazało się, że z tym zaufaniem bywa różnie. Swoje stanowisko stracił Sikorski – minister sprawiedliwości, Dorn wisiał na włosku, zrezygnował z posady ministra spaw wewnętrznych, z wiceszefa PiS poleciał Paweł Zalewski, wicepremier Lepper – wartościowy koalicjant znalazł się w kręgu podejrzeń i w godzinę go nie było. W końcu z fotela ministra spraw wewnętrznych w spektakularny sposób wystrzelił Janusz Kaczmarek – jako źródło przecieku, uniemożliwiającego złapanie na gorącym uczynku samego Leppera.

Za Kaczmarkiem polecieli szef policji i CBŚ. W nocy policja w ich mieszkaniach przeprowadziła rewizje. Słowem atmosfera jak w czasach wielkiej czystki za Stalina, brakuje tylko pokazowych procesów, wyrywania paznokci i obozów na Syberii, z których się nie wraca.

Przy czym – nikt nie może stwierdzić, że Kaczyński nie ma racji. Z informacji przytoczonych w prasie wynika, że Kaczmarek mógł rzeczywiście stanowić źródło przecieku. W przeddzień akcji w ministerstwie rolnictwa spotkał się z Krauzem i posłem Samoobrony. Potem Lepper został ostrzeżony. Być może Kaczmarek to po prostu zwykły zdrajca. Po co spotykał się z Krauzem, w jakim celu wcześniej przyjmował w swoim gabinecie Kulczyka?

No, ale skoro Kaczmarek to zdrajca, to w jaki sposób Kaczyński powierzył mu jedną z najbardziej wpływowych i ważnych funkcji? Ten sam Kaczyński, który ma w swoim ręku służby specjalne, Macierewicza, Wassermana, archiwa IPN, który kazał kandydatom do PiS wypełniać kilkunastostronicowe ankiety i który publicznie zapewniał, że PiS to po prostu sama patriotyczna śmietanka Narodu Polskiego. I ten sam Kaczynski, który swoim poparciem napchał do samorządów w całym kraju cała masę Kłośkiewiczów i Wasiaków. Jaka jest wartość tych ludzi? Zapewne różna. Ale skoro sam wódz nie był w stanie dopatrzyć się prawdziwej wartości Zalewskiego, Kaczmarka, Sikorskiego i innych ze swojego otoczenia – to jak z perspektywy Warszawy mógł dojrzeć prawdziwą wartość ludzi, za których ręczył mieszkańcom Limanowej, Zabrza czy Nysy? Jarosław Kaczyński zwalniając ludzi ze swojego otoczenia pokazuje swoją konsekwencję. Ale pokazuje też, że jego rekomendacje udzielane kandydatom na posłów i radnych były kompletnie pozbawione wartości. Kaczyński rekomendując różnych kandydatów jako tych, którzy przywrócą Polsce prawo i sprawiedliwość postępował, zatem jak człowiek kompletnie nieodpowiedzialny. Dlaczego to czynił? Dlaczego tak oszukiwał? Bo taki był jego partyjny interes – wprowadzić jak najwięcej kandydatów PiS do sejmu i samorządów. Teraz w sprawie Kaczmarka i innych Kaczyński mówi: Nie jestem w stanie ręczyć za nikogo, nawet za najbliższe otoczenie. W tej sytuacji premier – zanim poda się do dymisji i sam trafi przed prokuratora powinien solennie i głośno przeprosić Polaków za wszystkie te wyborcze kłamstwa. Nie muszę dodawać, że kłamstwa te wynikają wprost z partyjnej ordynacji wyborczej i że Kaczyński akurat nie różni się tu od innych partyjnych kłamców, zachwalających nam po całej Polsce ludzi, których nigdy nie widzieli na oczy.

Jednak tylko Jarosław Kaczyński stara się pokazać jako człowiek konsekwentny. Skoro tak, to w świetle tego, co zrobił w kolejnych kampaniach wyborczych – rekomendując społeczeństwu ludzi nieodpowiednich – powinien natychmiast nas wszystkich przeprosić. No i oczywiście zmienić ordynację wyborczą, żeby więcej nie musiał się tak wygłupiać.

Skomentuj