/O Polakach i Brytyjczykach

O Polakach i Brytyjczykach

Dziennik "Metro" z 24 maja 2007 r. przytacza wyniki najnowszego badania CBOS, które dobitnie pokazują, jakiej reprezentatywności sprzyja obecna ordynacja wyborcza. Zamiast bawić się w fałszywe konflikty i fałszywe lojalności ekipa Jarosława Kaczyńskiego mogłaby się wreszcie zastanowić, dlaczego mimo rządu fachowców (poza paroma wyjątkami) ma aktualnie poparcie zaledwie 27% Polaków, a 44% jest przeciwnych, natomiast frekwencja na wyborach parlamentarnych w III Rzeczypospolitej nigdy nie przekroczyła 50%. Wygląda na to, że oni są tacy naiwni i oderwani od społeczeństwa polskiego, że nie widzą, iż JOW popierają już miliony Polaków, a nasz ruch to tylko wierzchołek góry lodowej i nie jedyne źródło informacji na ten temat zachodnich systemów wyborczych.   

        Masowa emigracja do Wielkiej Brytanii zupełnie, bowiem odmieniła sytuację naszego ruchu i nie są to tylko skutki negatywne (po prostu wielu aktywnych działaczy wyjechało tam za chlebem). Wygląda też na to, że PiS błądzi teraz bardziej od Tuska w 2005 roku, który być może w znacznym stopniu, dlatego nie wygrał wyborów, że nie wyszedł do uczestników III Marszu na Warszawę. O tym się jednak nie dyskutuje w TVP, no bo i po co? Znamy motto z Małego Księcia: To co najważniejsze jest niewidoczne dla oczu

        Czy oni naprawdę myślą, że ta ponad milionowa emigracja w Wielkiej Brytanii lub Polacy we Francji czy USA nie rozumieją istoty JOW?! Przecież dla tych ludzi i ich rodzin w kraju staje się właśnie jasne, że POWINNIŚMY WPRODZADZIĆ RÓWNIEŻ W POLSCE wybór posłów personalny, a nie partyjny, najlepiej w 100%, bo tylko tak wymusimy pełną odpowiedzialność przed wyborcami i oddamy państwo w ręce obywateli. Co do wyrwanego z księżyca argumentu Stokłosa, to warto chyba przypomnieć, że w rządzie i w Sejmie zasiadają teraz ludzie z wyrokami na kontach, a przez PO i ludzi myślących tak, jak poseł Palikot, PiS nie mógł nawet zrobić porządku z Ostrowską i wyegzekwować zasadę równości wobec prawa. Można by jeszcze pójść dalej (nie tylko w słowach, ale i w czynach) i wprowadzić znaczące ograniczenie immunitetu oraz zakaz pełnienia funkcji publicznych przez osoby skazane prawomocnym wyrokiem sądowym. Poza tym istnieje przecież np. w Kanadzie możliwość odwołania posła przez elektorat w jednomandatowym okręgu wyborczym, o czym mówił prof. Andrzej Czachor na konferencji o ordynacji wyborczej 16 – 17 kwietnia2007 r. na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Politycy PiS wolą nie jeździć na takie konferencje, a my musimy słuchać takich Palikotów. Rozrabiajcie chłopaki dalej!

        Mamy 460 posłów, 100 senatorów, prezydenta z całą kancelarią i totalny bałagan prawny – nikt nie umie napisać ustawy, w której nie byłoby błędów – skarży się czytelnik "Metra". Różnice między Polską a Wielką Brytanią oddają też ulotki strajkujących właśnie lekarzy. Przytoczę jeden z najbardziej wymownych cytatów, z życzeniami dla premiera Kaczyńskiego, aby udało mu się zbudować tanie państwo i lepszy ustrój, bo sama lustracja, choćby poszło na to najwięcej publicznych pieniędzy, państwa nie naprawi, to raczej zło konieczne. Natomiast zmiana ordynacji na JOW na wzór brytyjski nie wymaga żadnych dodatkowych pieniędzy, znamy przecież hasło Poseł z każdego powiatu (ściślej: w największych miastach trzeba by jeszcze utworzyć dodatkowe okręgi jednomandatowe stosownie do liczby ludności i o tym należy pomyśleć już, a nie tuż przed wyborami). JOW to reforma administracyjna praktycznie za friko, drastyczna redukcja kosztów kampanii wyborczych, walka z korupcją polityczną, ograniczenie wpływu lobbystów i naprawa państwa, jakiej nie zastąpi nawet powołane za miliony Centralne Biuro Antykorupcyjne. Czy to niewystarczające powody, aby zabrała się za to poważnie, a nie niepoważnie, rządząca partia o wdzięcznej nazwie Prawo i Sprawiedliwość? A Leppera się nie bójcie – on też nam JOW obiecywał, w kronice Ruchu jest nawet zapisane, że w 1995 roku przyjęto to za główny postulat programowy Samoobrony. I co? I pstro! Obiecanki cacanki, panie Lepper – Andrzej Lepper zdradza ludzi i własny program. I co, macie haka na niego? Nie trzeba nawet szukać w IPN, bo inaczej chyba do PiS nie przemówię. My mamy na niego sposób.

        Tymczasem Rodacy już widzą, jak wygląda organizacja państwa w o wiele bogatszej od nas Wielkiej Brytanii i porównują ją z organizacją państwa odwróconego tyłem do obywatela – III RP, która trwa: Liczba służbowych samochodów używanych w administracji publicznej w Polsce wynosi 50 tysięcy i dorównuje niemal ilości lekarzy zawodowo czynnych (87 tysięcy). W Wielkiej Brytanii, gdzie wskaźnik ilości lekarzy jest podobny do Polski, samochodem służbowym dysponuje tylko premier, minister spraw wewnętrznych i ds. Irlandii Północnej, a inni wysocy urzędnicy tylko wtedy, kiedy mają przy sobie ważne dokumenty państwowe. No, bo po co Anglikom samochody służbowe w malutkich okręgach wyborczych?! Brytyjscy parlamentarzyści nawet nie odczuli potrzeby przyznania sobie tylu przywilejów (nawet by im się to nie opłacało, bo wyborcy by ich zgnoili), a administracja państwowa i samorząd mogą przecież dobrze pracować i służyć obywatelom bez nadmiaru limuzyn. Może właśnie główny sekret bogactwa Brytyjczyków tkwi w dobrym systemie wyborczym, który nie pozwala trwonić publicznych pieniędzy, a zamiast na limuzyny czy niezasłużone odprawy dla marnych ministrów i prezesów spółek przeznacza je np. na miejsca pracy dla najuboższych czy podwyżki dla lekarzy?

        Myślę, że działa to na zasadzie sprzężenia zwrotnego, ale czy niektórzy prawnicy oklepani na pamięć w sakramentalnych regułkach o reprezentatywności i proporcjonalności będą to w stanie zrozumieć, tak jak prof. Czachor, który jest fizykiem czy prof. Jerzy Przystawa? Wciąż mam wątpliwości. Tylko bowiem tacy prawnicy mogli dać sobie wmówić proporcjonalność jako taki termin prawniczy, że może istnieć kilka systemów wyborczych, przydzielających mandaty według matematycznych sztuczek od przypadku do upadku, co prowadzi do takich śmiesznych sytuacji: słabych, sezonowych partii i posłów zmieniających barwy partyjne nawet po 7 razy! Tymczasem mogłoby się wydawać, że to właśnie prawnicy, a nie fizycy, powinni rozumieć, że niejednoznaczne prawo to złe prawo, a zwłaszcza, gdy chodzi o prawo konstytucyjne. Dlatego nie szanuję takich prawników i wcale nie zamierzam ich oszczędzać w następnych artykułach. W Wielkiej Brytanii takie machinacje by nie przeszły, w Polsce niestety tak.

About Krzysztof Kowalczyk

uczestnik Ruchu JOW od 2007 r.; wiceprezes okręgu lubelskiego Stowarzyszenia na rzecz Nowej Konstytucji Kukiz'15
754 wyświetlen