W telewizorni lament nad odejściem niepolitycznego prezesa, a w tygodniku "Polityka", który nadal stanowi podstawową karmę polskich inteligentów, jubileusz 50-lecia. Z tej okazji Redakcja zwróciła się do ok. 20 wybitnych intelektów politycznych z prośbą o wskazanie dzisiejszego polskiego problemu numer 1, spraw, które hamują rozwój, psują społeczną atmosferę albo stają się wyzwaniem, z którym Polakom przyjdzie się zmierzyć. Reprezentacja intelektów naprawdę znakomita, od Rafała Ziemkiewicza po Marka Borowskiego, a w środku giganci, tacy jak Adam Michnik, Jerzy Buzek, Lech Wałęsa czy Jego Ekscelencja X. Arcybiskup Alfons Nossol. Spektrum ideowe i polityczne tak szerokie, że szerszego już wręcz wyobrazić sobie nie można!

        Cóż więc formułują jako Polski Problem Numer Jeden (PPNJ) ci wielcy Polacy (i Polki)?

        Zacznijmy od tego, że niektórzy otwarcie wyznają, że nie mają pojęcia czym jest ten PPNJ. Nie wie tego sam Adam Michnik, nie wie Agnieszka Graf. Prof. Lena Kolarska-Bobińska twierdzi, że tym problemem jest brak zaufania; Aleksander Kwaśniewski upatruje PPNJ w braku wzajemnej życzliwości; X. Arcybiskup widzi go w braku miłosierdzia i miłości, a prof. Hanna Świda-Zięba w braku etosu odpowiedzialności społecznej; Tomasz Terlikowski namawia nas – śladem Jana Pawła II – abyśmy przestali się lękać; Lech Wałęsa zachęca, żebyśmy brali swoje sprawy w swoje ręce. Rafał Ziemkiewicz za PPNJ uważa polactwo; Andrzej Olechowski mówi o potrzebie szczerej i lojalnej współpracy; Jerzy Buzek chce, żebyśmy dobrze wykorzystali pieniądze unijne; Bronisław Komorowski nadzieję widzi w zakopaniu się w Europie po czubek głowy; Marek Borowski za PPNJ uważa brak więzi społecznych, słabe poczucie wspólnoty. Do tego tonu dostrajają się inni: Stefan Chwin, Jacek Dehnel, Jan Klata, Sławomir Sierakowski.

        Te wszystkie wypowiedzi – może z wyjątkiem Joanny Szczepkowskiej – mają wspólny mianownik: jest nim kiepska jakość polskiego społeczeństwa, nieufnego, nabzdyczonego (Klata), zawistnego (Kwaśniewski), leniwego (Olechowski), niedorosłego do prawdziwego europejskiego obywatelstwa. Widzi to wyraźnie Adam Michnik, pomimo tego, że kokieteryjnie deklaruje swoją niewiedzę: skunks nie wyzbędzie się natury skunksa. Posługuje się poetyckimi metaforami, cytuje wiersz Artura Międzyrzeckiego Oni, nie stawia kropki nad i, pozwala nam się samym domyślać, kto ma tę naturę skunksa. No, bo elity mamy znakomite, możemy się nimi chwalić przed całą Europą i nie tylko. Jedynie Rafał Ziemkiewicz ma odwagę rzucić nam w twarz: POLACTWO, mentalność pańszczyźniana! Inni są bardziej subtelni i delikatni. Tylko Joanna Szczepkowska potrafi się wznieść ponad poziom ogólnych dywagacji i sformułować konkretny program naprawy, definiując przy tym nasz PPNJ: Polacy potrzebują ojca! Potrzebny jest charyzmatyczny, zrównoważony, dojrzały emocjonalnie przywódca… człowiek ponad podziałami, który umie i wie więcej od przeciętnego obywatela… człowiek współczesny, a jednocześnie tak wielkiej kultury, że będzie się umiał śmiać z numerów kabaretowych na własny temat…

        August Comte, pionier nowoczesnej socjologii, sformułował taki model podziału ról społecznych: naród czuje potrzeby, publicyści je artykułują, politycy realizują. Z takiego punktu widzenia mam trudności z określeniem, do której z tych ról aspirują respondenci "Polityki"? Albowiem tylko wypowiedź Joanny Szczepkowskiej posiada charakter odpowiedzi konkretnej i wskazującej drogę, tylko jak znaleźć tego Ojca? Czy nie jest to, w gruncie rzeczy, odwołanie się do Opieki Boskiej, a więc, że Pan Bóg, jak tyle razy w przeszłości, zrobi kolejny cud i podaruje nam poszukiwanego Męża? A może słowa te należy rozumieć jako propozycję innego sposobu wyłaniania? Bo z Konstytucji wynika, że tym Ojcem może być tylko Pierwszy Obywatel, ale jak go znaleźć? Prezydenta wybierał nam już Areopag Mędrców – Sejm RP, ale wynik nie okazał się specjalnie zadowalający. Od tamtego czasu mamy wybory powszechne, ale i ten sposób nie zadowala. Przydałaby się jakaś dobra propozycja!

        Wielki filozof hiszpański, Jose Ortega y Gasset, napisał, że sprawą najważniejszą w demokracji jest procedura wyborcza. Kiedy ta procedura działa dobrze – demokracja funkcjonuje jak należy. Kiedy źle – wszystko się wali, choćby wszystko poza tym działało bez zarzutu. Joanna Szczepkowska jakby wychodzi naprzeciw tej myśli, ale – jak wolno sadzić – Ortega y Gassett nie wybory prezydentów miał na myśli.

        Ruch Obywatelski na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych od dawna głosi na wszelkich możliwych forach, że Polskim Problemem Numer jeden (PPJN!) jest fatalna, korupcjogenna, destabilizująca państwo i dezintegrującą scenę polityczną ordynacja wyborcza do Sejmu. Jej stosowanie frustruje obywateli, ale przede wszystkim stanowi mechanizm selekcji negatywnej, co znakomicie zauważają wybitni polityczni komentatorzy (także w "Polityce") obserwując pogarszanie się, z kadencji na kadencję, jakości Sejmu i całej klasy politycznej. Pomimo tego NIKT z respondentów ankiety 50-lecia, podobnie jak NIKT spośród plejady telewizyjnych i radiowych komentatorów politycznych, subtelnych analityków, problemu tego nie podnosi i sprawy tej nie wysuwa na czoło postulatów naprawy Rzeczypospolitej. Dlaczego?

        Byłoby rzeczą naturalną i zrozumiałą, gdyby wśród tych wszystkich mentorów politycznych istniały poważne różnice zdań na ten temat. Gdyby, powiedzmy, nawet większość widziała PPNJ w jakiejś innej sprawie czy sprawach. Jest jednak zdumiewające, że NIKT nie podnosi tego problemu, pomimo, że nie byłoby w tym niczego ani odkrywczego, ani zawstydzającego? Przecież taką rangę przypisują temu problemowi ludzie na salonach wymieniani nieledwie na kolanach: Jose Ortega y Gasset, Karl Popper, Jan Nowak-Jeziorański, Jerzy Giedroyc, Gustaw Herling-Grudziński? Mam przed sobą wywiad, jakiego parę lat temu udzielił inny wielki nauczyciel polskich polityków i politologów, Profesor Richard Pipes (http://www.jow.org.pl/pdf/biuletyn08.pdf ). Odpowiadając na pytanie Czy Polsce potrzebna jest radykalna zmiana systemu wyborczego? powiedział: Tak, powinno się go zmienić na system jednomandatowych okręgów wyborczych. To jest najlepsze rozwiązanie. Izrael jest namacalnym przykładem do czego prowadzą rządy proporcjonalne. W Knessecie jest aż 18 partii. A koalicje tworzone po wyborach są nietrwałe. Co za tym idzie rządy są niestabilne. System koalicji powyborczych jest bardzo niezdrowy dla demokracji…

        Można nie lubić prof. Pipesa, można nie wielbić Poppera, nie uważać za wielkiego Ortegi y Gasseta, ani Giedroyca, ani Nowaka-Jeziorańskiego. Nie sądzę jednak, żeby respondenci "Polityki" akurat do szeregów tych na nie należeli. Jakże więc to się dzieje, że nikomu nie przychodzi na myśl ten doniosły postulat? Nawet Bronisławowi Komorowskiemu, który dopiero parę tygodni temu podpisał się pod Deklaracją Programową Platformy Obywatelskiej, gdzie postulat jednomandatowych okręgów wyborczych znalazł się na samej górze, nie wspominając już o tym, że całkiem niedawno jego partia zebrała prawie milion podpisów obywatelskich pod żądaniem referendum powszechnego w tej sprawie?! A teraz nic, tylko zakopać się w Europie?

        Żyjemy w okresie demokracji pozorowanej, kiedy na łamach mediów publicznych prowadzi się pozorowane dyskusje na pozorne problemy. Dzisiaj jest to problem propagandy homoseksualizmu, wczoraj kwestia obsady stanowiska prezesa telewizji publicznej, przedwczoraj problem ilu agentów WSI miał prawo wykreślić Pan Prezydent, przedprzedwczoraj jakie i gdzie powinno być referendum w sprawie mało komu znanego miejsca na mapie. Nikt nie waży się powiedzieć głośno, co jest Polskim Problemem Numer Jeden!

        A tym problemem jest procedura negatywnej selekcji elit politycznych: ordynacja wyborcza do Sejmu. Rozwiązanie tego problemu nie jest trudne. Recepta jest wypisana i znana od wielu, wielu lat. O tej recepcie Polacy rozmawiają w domach, o tej recepcie wypowiadali się wybitni zagraniczni eksperci i mówili o niej wybitni Polacy. Jedyne miejsce, gdzie o tej recepcie mówić nie wolno jest polska telewizja publiczna. Sam ten fakt jest dowodem na to, że jest to publiczność w najlepszym razie umowna, pozorowana. A jak długo pozorowana jest publiczność telewizji państwowej, tak długo pozorowana jest i demokratyczność państwa, na którego usługach pozostaje.

 

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.