/Polska kontra Partie Polityczne – 6:1 w I rundzie

Polska kontra Partie Polityczne – 6:1 w I rundzie

Bezbronne, manipulowane, oszukiwane, ogłupiane sondażami i atakami mediów, ogołocone z elit społeczeństwo polskie, już w I rundzie wyborów samorządowych 2006, pokazało swoim partyjnym okupantom gest Kozakiewicza. Oczywiście niezależne media, jak zawsze, karmią nas papką, z której wynikać ma coś dokładnie przeciwnego, że owszem, partie polityczne – w szczególności te, które na to zasługują – wybory wszędzie, jak należy, wygrały i teraz już tylko pozostaje im sprawiedliwy i godny podział łupów. Pokazują nam nieustannie słupki, z których wynika to, czego rządzący sobie życzą, na dowód czego pokazują nam miny zadowolonych z siebie polityków, dla których teraz jedynym zmartwieniem jest jak się najlepiej ułożyć w koalicyjnych przetargach. Jednak z danych już opublikowanych przez Państwową Komisję Wyborczą wyłania się całkiem inny obraz. W najbardziej istotnej części samorządowego konkursu wyborczego, w zmaganiach o to, kto będzie naprawdę rządził polskimi gminami, a więc w wyborach wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, partie polityczne poniosły sromotną porażkę, jeszcze głębszą i poważniejszą niż w wyborach 2002 roku.  

        W I turze wyborów wybrano 1633 wójtów, burmistrzów i prezydentów. Na II turę oczekuje jeszcze 843 gminy, ponieważ żaden z kandydatów nie uzyskał więcej niż połowy ważnie oddanych głosów. Przyjrzyjmy się bliżej strukturze tych wyników.

        Otóż w I turze zaledwie 282 wybranych wójtów, burmistrzów i prezydentów miast wygrało wybory pod szyldem komitetów partii politycznych. 1351 już wybranych gospodarzy gmin wystąpiło jako kandydaci bezpartyjni.

        Do II tury wyborów w 515 gminach przeszli wyłącznie kandydaci bezpartyjni. Oznacza to, że co najmniej 1866 gmin będzie miało bezpartyjnych gospodarzy. Tylko w 47 gminach druga tura odbędzie się pomiędzy kandydatami zgłoszonymi przez partie polityczne. Partie polityczne będą zatem rządziły co najmniej w 282 + 47 = 329 gminach. 329 to zaledwie niecałe 15% z 2195 gmin, w których konkurs partie-niepartie został już rozstrzygnięty.

        Pozostało jeszcze 280 gmin, w których do II tury stanie po jednym kandydacie partyjnym i jednym bezpartyjnym. Z opublikowanych danych nie wynika, żeby w tych gminach przewagę mieli kandydaci partyjni. Ale nawet – co jest zupełnie nieprawdopodobne – gdyby we wszystkich tych gminach zwyciężyli przedstawiciele partii, to i tak liczba partyjnych wójtów, burmistrzów i prezydentów miast nie przekroczy 25%. Jest to więc wynik gorszy od tego, jaki te same partie uzyskały cztery lata temu. Nie pomogła nachalna i bezwstydna propaganda partyjna, nie pomogły billboardy z portretami wodzów rozwieszane na każdym kroku, nie pomogły otwarte studia, do których dopuszczani są tylko zaufani pracownicy frontu ideologicznego. W jedynym konkursie, w którym społeczeństwo miało jakie takie szanse, pokazało dobitnie swój stosunek do partyjnego państwa.

        Przeglądając wyniki tych wyborów zaskakuje bardzo wysoka liczba wybranych wójtów, burmistrzów i prezydentów, którzy uzyskali ogromną ilość głosów, ponad 70%, a często nawet i ponad 80%. Jest to ciekawe zjawisko i wymaga wyjaśnienia. Moim zdaniem świadczy o tym, że mieszkańcy łączą się dla obrony lokalnych liderów, którzy się na swoich stanowiskach sprawdzili, bo mają świadomość – albo podświadomość – że są oni jak gwoździe w partyjnych butach i że wodzowie tych partii wiele by dali, żeby te gwoździe jak najszybciej wyrwać.

        Bezpośrednie wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów miast stanowią dla nas wielki poligon, na którym Polacy przetestować mogą rolę i znaczenie wyborów powszechnych w jednomandatowych okręgach wyborczych. W ten sposób można się przekonać o fałszywości mitów rozpowszechnianych przez wrogów takiego systemu wyborczego.

        Jednym z tych mitów jest głoszony pogląd, że w JOW wygrać może byle kto, że wystarczy np. 10% głosów poparcia i mandat w kieszeni. Jarosław Kaczyński posługiwał się takim przykładem: zgłosi się 10 kandydatów, każdy dostanie po 10% głosów, jeden z nich o 1 głos więcej i bierze wszystko.

        Do wyborów wójtów etc. zgłosiło się 8227 kandydatów. To oznacza, że średnio na jeden mandat wypadło 3,32 kandydatów. A zatem, aby wygrać konieczne jest zdobycie minimum 30% głosów (gdyby wybory były w jednej turze, rzecz jasna).

        Te liczby warto porównać z liczbą kandydatów na jedno miejsce w wyborach do rad. Ogólna liczba stanowisk radnych wynosi aktualnie 46790. O te stanowiska ubiegało się 194387 kandydatów. Widać więc, że gdy w grę wchodzi odpowiedzialność to już tak wielu chętnych nie ma! Dowodzi tego także i to, że w niektórych gminach były spore kłopoty ze znalezieniem kandydatów na stanowiska wójtów, a jest nawet taka, w której kandydata nie znaleziono. Warto zadać sobie zapytanie: dlaczego żadna z partii politycznych nie zdecydowała się tam posłać swoich oficerów? Przecież tam można było wygrać praktycznie nic nie robiąc?

        Warto takie pytanie postawić i warto poszukać na nie odpowiedzi. Myślę, że znalezienie tej odpowiedzi pozwoli lepiej zrozumieć sens klęski, jaką partie polityczne w Polsce poniosły na tym kolejnym etapie walki ze swoim społeczeństwem.

        Warto też zapytać gdzie są te wszystkie Stokłosy, którymi cały czas straszy się dzieci i które jakoby mają wygrywać w jednomandatowych okręgach wyborczych? Gdzie są ci mafiosi i bogacze, którzy za piwo i parówki przekupują wyborców? Zwolennicy takich teorii powinni nam ich niezwłocznie zdemaskować. Mieli na to pełne cztery lata od wyborów w roku 2002 i jakoś nie specjalnie im się to udało. 

        I warto wreszcie poddać pod rozwagę czy naprawdę konieczna jest druga tura wyborcza? Ale do tego tematu wrócimy, gdy wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów miast zostaną zakończone.

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych