/Szwindlum non celatur est

Szwindlum non celatur est

Znowu musimy ze zgorszeniem patrzeć na kolejny wybuch nieustającego, bo trwającego od początku Jej istnienia, kryzysu konstytucyjnego, targającego III Rzecząpospolitą. O co tym razem poszło? O miliardowe zyski spekulantów i upadek dziesiątek tysięcy dobrze funkcjonujących zakładów pracy, jak na początku lat dziewięćdziesiątych? O bezprawną i arbitralną wyprzedaż majątku państwowego za drobny procent rzeczywistej wartości? O zgliszcza gospodarcze Śląska powstałe po realizacji wymogu Komisji Europejskiej by Polska jako warunek akcesji do Unii, trzykrotnie zmniejszyła swą produkcję węgla i stali? O kilka milionów młodych, często dobrze wykształconych Polaków, którzy obecnie tułają się po Europie, żebrząc o najgorszą nawet pracę? Nie! Poszło o kilka nagrań z ukrytych kamer, które zarejestrowały rozmowy dwojga polityków. Wszak rozmowy tego rodzaju to w III RP rzecz normalna. Niewiele jak widać trzeba, by zachwiać systemem politycznym, który jest tak całkowicie pozbawiony stabilizujących mechanizmów obywatelskiej kontroli, jak system, na którym zbudowano III Rzeczpospolitą. 

        Politycy PO, którzy przegrali ostatnie wybory, organizują teraz happeningi przed Sejmem. Z trudem ukrywają, że chcą przejąć władzę siłą. Nic dziwnego, bo są wśród nich tacy, którym już raz podobna sztuka się udała. Było to w czerwcu 1992 roku. Śmiałbym się, gdyby im Ukraińcy odesłali trochę, otrzymanych niedawno w prezencie, pomarańczowych szalików, namiotów i śpiworów z sugestią, że mogą się teraz przydać w Warszawie.

        Z kolei politycy PiS, którzy aktualnie są przy władzy, chcą reformować system wyborczy, aby tego rodzaju kryzysom w przyszłości zapobiec. Ich pomysłom warto przyjrzeć się bliżej. Wszak to przecież oszukańczy system wyborczy III Rzeczypospolitej, który pozbawia obywateli nawet tak elementarnego prawa, jak prawo samodzielnego stawania do wyborów, jest główną przyczyną Jej nieszczęść. System wyborczy to fundament ustroju państwa. Rzeczywiście, trzeba ten system zmienić i zwrócić obywatelom należne im prawa. Inaczej zmienić się nie da niczego.

        Nie znamy szczegółów najnowszego pomysłu PiS, ale wypowiedzi kilku prominentów tej partii dają sporo do myślenia. Jacek Kurski w debacie na falach Radia Maryja przyznał, że obecny system wyborczy jest zły i zapowiedział, iż PiS zaproponuje mechanizm wyłaniania absolutnej większości, by było tak, jak w Wielkiej Brytanii, którą wszyscy dają nam za wzór. Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że Kurski ma na myśli brytyjski system jednomandatowy, który tak znakomicie chroni prawa i dobrobyt obywateli Zjednoczonego Królestwa. Jest dokładnie odwrotnie. PiS chce wzorować się na Włoszech, gdzie niecały rok temu odwrócono wielką reformę z 1993 roku i zmieniono wprowadzony wtedy system wyborczy, oparty w trzech czwartych na jednomandatowych okręgach i brytyjskim systemie głosowania. Ostatnie wybory z 9 – 10 kwietnia 2006 do obu izb włoskiego parlamentu oparte były w całości nie tylko na listach partyjnych, ale dodatkowo zwycięska partia otrzymała tak zwaną premię większościową, czyli dodatkowe mandaty zapewniające jej absolutną większość w obu izbach parlamentu.

        Jak ma się owa premia większościowa do woli wyborców wyrażonej w głosowaniu? Włosi określili ten trick bardzo dosadnie. Kilka gazet zaproponowało, by nowy system nazwać Truffarellum, od słowa truffa, które po włosku oznacza oszustwo. Trzeba przy tym wiedzieć, że we Włoszech do tradycji należy określanie systemów wyborczych zlatynizowanymi nazwami pochodzącymi od nazwisk ich twórców. I tak poprzedni system nosił nazwę Matarellum, od nazwiska jego głównego autora Sergia Matarellego, a ordynacja samorządowa, której twórcą jest Pinuccio Tatarella, nazywa się Tatarellum.

        Roberto Calderoli, do niedawna Minister do Spraw Reform odpowiedzialny za wprowadzenie w życie systemu premii większościowej, wprawił niedawno sporo osób w zdumienie wyrażając się o reformie językiem bliższym łacinie kuchennej niż makaronicznej. Występując w debacie telewizyjnej zapytany został przez prowadzącego, co myśli o nowym systemie. Ku powszechnemu zakłopotaniu, Calderoli odpowiedział: La nuova legge elettorale (…) è una porcata! – nowe prawo wyborcze to świństwo! Świństwo według Calderolego polega na tym, że ordynacja wyrządza szkodę krajowi, po to tylko, by zaszkodzić partii przeciwnej http://video.google.com/videoplay?docid=8532343123591937403

        Nie wiadomo, czy był to nagły atak szczerości, czy też Calderoli dał wyraz frustracji, iż wybory potoczyły się nie po myśli twórców nowej ordynacji. Premia większościowa przypadła bowiem koalicji L'Unione pod przywództwem Romano Prodiego, który dzięki temu niewielką przewagą wygrał wybory. Gdyby zastosowano poprzednią ordynację, wygrałby Sylvio Berlusconi ze swą koalicją o wdzięcznej nazwie Casa delle Libertà (Dom Swobód). Berlusconi, główny proponent i spiritus movens premii większościowej zaszkodził więc samemu sobie zamiast, tak jak chciał, Prodiemu.

        Marzącym o premii większościowej politykom PiS przypomnijmy, że jest na tę okoliczność bardzo celne polskie przysłowie: Kto pod kim dołki kopie, sam w nie wpada. Przypomnijmy im też, że hamując prawdziwą reformę prawa wyborczego, czyli taką, która odbierze liderom partyjnym prawo o decydowaniu, kto może się ubiegać o sejmowy mandat i odda to prawo obywatelom, kopią przede wszystkim dół Polsce.

        Ponieważ Polacy mają swoją własną tradycję używania makaronicznej łaciny, pozwolę sobie zadedykować reformatorom PiS następujące dictum: Szwindlum non celatur est' – szwindlu ukryć się nie da.

Southampton, 30 września 2006

413 wyświetlen