Na portalu http://wiadomosci.ngo.pl/, w artykule JOW nas nie zbawi zabrał głos prof. Zbigniew Pełczyński, który sam siebie przedstawia, jako autorytet najwyższej miary: Przez 40 lat wykładałem politologię na Uniwersytecie Oxfordzkim: zalety i wady systemów wyborczych były jednym z zasadniczych tematów, który moi studenci podejmowali w esejach. Poza wszystkim, znam Wielką Brytanię, w której obowiązuje system jednomandatowych okręgów wyborczych, od podszewki. Mieszkam tu od 60 lat, a od 50 jestem wyborcą.

        Systemy wyborcze, jak samochody, nigdy nie są po prostu złe albo dobre, podobnie samochód, który jeśli jedzie, może być tylko lepszy lub gorszy w porównaniu z innymi. W Polsce doświadczyliśmy już zastosowania (mówimy tylko o wyborach do Sejmu!) 5 różnych ordynacji wyborczych, które wszystkie nazwano proporcjonalnymi. Na Ukrainie natomiast zastosowano ostatnio ordynację proporcjonalną, która całkowicie się od nich wszystkich różni: jest tylko jeden okręg wyborczy, a kandydatów zgłaszać mogą wyłącznie zarejestrowane na pół roku wcześniej partie polityczne. W PRL był większościowy system wyborczy, ale wyborców proszono, żeby głosowali bez skreśleń, a w Korei Północnej są jednomandatowe okręgi wyborcze, z tym drobnym warunkiem, że kandydatów zgłaszać może tylko jedna jedyna partia. W Rosji też były JOW (w połowie), ale warunkiem kandydowania było zapłacenie 30 tysięcy dolarów kaucji. Oczywiście system brytyjski, który nie podoba się prof. Pełczyńskiemu, jest zupełnie od nich wszystkich inny. Dlatego, jeśli dyskusja ma mieć jakikolwiek sens, to musi to być dyskusja porównawcza: lepszy czy gorszy – w odniesieniu do konkretnych aspektów różnych systemów wyborczych.

        Prof. Pełczyński wychodzi na przeciw tym oczekiwaniom i formułuje cztery cele, jakie, jego zdaniem, realizować powinien system wyborczy:

  1. Promować sprawiedliwą reprezentację wyborców w okręgach lub na poziomie kraju
  2. Pozwalać wyborcom kontrolować wybranych przedstawicieli
  3. Promować zdolnych, uczciwych kandydatów do władz
  4. Zapewniać stabilność rządzenia (w systemach parlamentarno-gabinetowych).

        Zbigniew Pełczyński krytykuje system JOW funkcjonujący w USA czy UK, twierdząc, że nie realizuje on w sposób zadowalający wszystkich tych czterech wymogów. Z jakiegoś jednak powodu nawet nie próbuje tej swojej miarki przystawić do systemu wyborczego w Polsce, żeby nam odpowiedzieć na pytanie: dlaczego to, co mamy w Polsce bardziej mu odpowiada?

        Zamiast takiej analizy porównawczej, z wysokości swego autorytetu, poucza nas, że w polskiej sytuacji JOW w czystej postaci przyniósłby więcej strat niż korzyści. I tu wymienia pięć najważniejszych strat. Zajmijmy się nimi po kolei:

        Po pierwsze, mógłby całkowicie zniszczyć system partyjny – w teorii każdy kandydat mógłby reprezentować tylko siebie i swój program.

        W teorii? W jakiej teorii? W teorii Zbigniewa Pełczyńskiego? Bo do tej pory znaliśmy teorię nazywaną prawem Duvergera, wg której system JOW w jednej turze, jak w UK czy USA, prowadzi do systemu dwupartyjnego? Tak mówi teoria, a praktyka, przede wszystkim w UK, gdzie Pełczyński spędził 60 lat, w pełni to potwierdza. Może Pełczyński dojeżdżał do Oxfordu tylko na wykłady, z jakiegoś innego kraju, w którym praktyka wykazała coś innego? Co to za kraj?

        Po drugie (to są słowa Pełczyńskiego), jak przy systemie JOW mogłaby wyłonić się stabilna koalicja rządowa? Jak wyborcy mogliby pociągnąć rząd do odpowiedzialności za skutki rządzenia?

        Biedaczek ten profesor Pełczyński, 50 lat brał udział w wyborach w Wielkiej Brytanii i nie zainteresował się tym, jak oni to robią? Jakim cudem powstaje tam stabilna koalicja rządowa? I żaden z jego studentów nie wyjaśnił mu tego w żadnym eseju? Ile lat trzeba żyć w Wielkiej Brytanii, żeby to zrozumieć?

        Po trzecie: niesprawiedliwość reprezentacji mogłaby być monstrualna: na przykład, w każdym okręgu wygrywa kandydat, który zdobył o jeden głos więcej niż drugi w kolejności kandydat. Przy, powiedzmy, pięciu kandydatach może on lub ona reprezentować nie więcej niż 20 procent wyborców.

        Ten argument monstrualnej niesprawiedliwości sam w sobie powinien nas rzucić na kolana. Ale w obecnym Sejmie zasiada 297 posłów, a więc prawie 2/3 całej Izby, którzy uzyskali mniej niż 1% głosów wyborców w ich okręgach wyborczych, a więc na których głosował co najwyżej 1 na 100 uprawnionych do głosowania. I podobnie dzieje się w każdych wyborach parlamentarnych w Polsce. W proporcjonalnych wyborach do UE w roku 2004, na okręg nr 2 kujawsko-pomorski przypadł jeden mandat. Mandatu tego nie uzyskała Anna Sobecka z LPR, którą poparło 36 609 wyborców, lecz Antoni Zwiefka z PO, który dostał 10 tysięcy głosów mniej! Wszystkie te wyniki nie są zdaniem prof. Pełczyńskiego, przejawem monstrualnej niesprawiedliwości, natomiast monstrualna niesprawiedliwość pojawia się dopiero wtedy, gdy jakiś kandydat w JOW wygra z przewagą jednego głosu nad swoim rywalem! Zaiste, na zdrowy rozum tego nie pojmiemy, więc musi tu chodzić o jakąś niesprawiedliwość monstrualną wyższego rzędu, którą odczuwać mogą tylko wyższego rzędu ludzie, od których aż się roi w dzisiejszej polskiej klasie politycznej i na jej intelektualnym zapleczu.

        Po czwarte – pisze profesor – co przeszkodzi wyborcom głosować według własnego widzimisię, osobistych sympatii, lokalnych lub nawet osobistych potrzeb lub problemów? Nie mają żadnej gwarancji, że ich poseł będzie w stanie spełnić ich oczekiwania.

        Jak te oczekiwania i obietnice spełniają wyłonieni w wyborach proporcjonalnych posłowie na Sejm RP wie w Polsce każde dziecko. Może i profesor Pełczyński też by to wiedział, gdyby trochę mniej obcował z liderami, a więcej z wyborcami.

        Po piąte, konkluduje Pełczynski: rezultatem wprowadzenia JOW byłby jeszcze większy chaos polityczny niż istniejący obecnie.

        Z proroctwami dyskusja jest bez sensu, bo prorok dlatego jest prorokiem, że widzi dalej i jaśniej niż normalni śmiertelnicy. Profesor Pełczyński przedstawia nam się jednak jako uczony i ekspert, a zatem mamy prawo oczekiwać, że pokaże nam jak taka wizja wynika z nauki i eksperckiego doświadczenia? Tak się bowiem składa, że na temat tego jak funkcjonuje JOW istnieje masa danych i warto byłoby wiedzieć gdzie, w jakim kraju i w jakich warunkach JOW na wzór brytyjski doprowadziły do chaosu politycznego? Wydaje się, że taki system wyborczy z reguły stabilizuje i porządkuje sytuację polityczną i ułatwia rządzenie krajem.

        Kiedy staram się zrozumieć stanowisko prof. Pełczyńskiego w sprawie propozycji wprowadzenia w Polsce brytyjskiego systemu wyborczego, przychodzą mi na myśl słowa Stanisława Cata-Mackiewicza. W kapitalnym pamflecie (paszkwilu?) na Anglię i Anglików zatytułowanym Londyniszcze, napisał, że każdy Polak z każdym rokiem Anglików coraz bardziej nienawidzi. A ja moich rodaków wyprzedziłem o sześć lat. Cat-Mackiewicz wiedział co pisze, bo spędził na Wyspach 18 lat. Mnie los tak źle nie potraktował: tylko jeden rok przepracowałem na jednym z brytyjskich uniwersytetów, ale i tak doskonale rozumiem sentymenty Cata-Mackiewicza. Wyobrażam więc sobie, jak się musi czuć prof. Zbigniew Pełczyński, który został zmuszony do życia w Anglii przez całe 60 lat! Rozumiem, że emocjonalnie jest gotów odrzucić natychmiast wszystko co brytyjskie. Trzeba go więc pocieszyć, że wybory w jednomandatowych okręgach wyborczych to procedura wyborcza starsza niż Zjednoczone Królestwo, nie jest to wymysł brytyjski i nawet Polacy mogą sobie pozwolić na podejście do tego tematu sine ira et studio.

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.