/Równość na jeden dzień

Równość na jeden dzień

Nie psujcie państwa! – woła wielkim głosem prof. Marek Safjan, prezes Trybunału Konstytucyjnego. Kto psuje państwo? Jarosław Kaczyński buntuje się przeciwko werdyktowi TK, który właśnie zakwestionował nowelizację ustawy o adwokaturze, naruszającej ustalone od wieków przywileje korporacyjne. Jak można kwestionować orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego – superwładzy, posiadającej uprawnienie konstytucyjne wydawania ostatecznych wyroków, jakich nikt już nie ma prawa podważać? 

        Od kilku dni toczy się w mediach burzliwa dyskusja na temat równości; czy to możliwe, żeby w demokratycznym państwie prawa, za jakie oficjalnie uchodzi Polska, byli równi i równiejsi? Codziennie przywołuje się zdania z Folwarku Zwierzęcego Orwella, bo nagle się okazuje, że w Polsce nie ma zagwarantowanej konstytucyjnie równości obywateli, a równość tę łamie ustawa o adwokaturze, bo zamyka, praktycznie, drzwi tej profesji przed kandydatami spoza środowiska.

        Psucie państwa to historyczne słowa prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, jakie wypowiedział podpisując uchwaloną w kwietniu 2001 roku nowelizację ordynacji wyborczej do Sejmu, zmieniającej tzw. metodę d'Hondta na metodę Sainte-Lague. Było to jednak zepsucie tylko chwilowe, bo zaraz po wyborach w 2002 roku, nowy Sejm szybko wrócił do starej, dzięki czemu mamy dzisiaj całkiem niepopsuty Sejm z PiS-em i Jarosławem Kaczyńskim na czele.

        Groźba psucia państwa jest dzisiaj znacznie mniejsza, gdyż dzięki wprowadzonej nowej konstytucji orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego nie ma jak podważyć. W tym sensie konstytucja Kwaśniewskiego jest znacznie lepsza od tej, którą w 1982 roku nowelizował generał Jaruzelski, wprowadzając do życia publicznego najważniejszego strażnika i gwaranta demokracji, jakim jest Trybunał Konstytucyjny. Tyle tylko, że komuniści, dodali jeszcze mechanizm zabezpieczający przed wpadkami; a nuż Trybunał Konstytucyjny wydałby jakiś werdykt psujący państwo? Konstytucja Jaruzelskiego przewidywała, iż orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego mogło być uchylone przez Sejm większością 2/3 głosów. I wszystko było świetnie, jak długo mieliśmy Sejm, którego decyzje były w pełni przewidywalne i można było na nim polegać.

        Kiedy na czele państwa stanął Aleksander Kwaśniewski Sejm był już znacznie mniej przewidywalny, niż w latach stanu wojennego. Oczywiste jest, że znacznie bardziej przewidywalne są decyzje wąskich gremiów, szczególnie jeśli się zadba, żeby ich skład był odpowiedni. Stąd w konstytucji Kwaśniewskiego decyzje Trybunału Konstytucyjnego są ostateczne i niepodważalne.

        Co do tego, że skład Trybunału Konstytucyjnego jest odpowiedni nie może być wątpliwości. Wystarczy obejrzeć sylwetki jego kolejnych prezesów, od znakomitego profesora Alfonsa Klatkowskiego – wieloletniego posła, członka Rady Państwa itd., itp., poprzez Mieczysława Tyczkę, Andrzeja Zolla, po obecnego prezesa prof. Marka Safjana. Wszyscy oni mają na swoim koncie błyskotliwą karierę naukową w czasach jak najbardziej przewidywalnych. Profesor Marek Safjan, to wręcz przewidywalność dziedziczna – bo jest synem autora scenariusza wielkiego dzieła kinematografii polskiej Stawki większej niż życie, wybitnego literata Zbigniewa Safjana, szefa zespołu pisarzy partyjnych przy KC PZPR, szefa Komisji Wychowania Patriotycznego PRON, a już całkiem niedawno redaktora naczelnego "Dos Jidische Wort".

        Wojna Jarosława Kaczyńskiego z dzieckiem stanu wojennego, jakim jest Trybunał Konstytucyjny budziłaby moją sympatię, gdyby nie podejrzany przedmiot sporu. Jeśli Prawo i Sprawiedliwość rzeczywiście ma zamiar walczyć o respektowanie konstytucyjnej zasady równości w życiu publicznym, to byłbym za tym, żeby tę walkę zacząć od samych podstaw naszego ustroju; gdzie, i czy w ogóle, można w Polsce mówić dzisiaj o respektowaniu tego fundamentalnego wymogu demokracji? Moim zdaniem w Polsce konstytucyjna równość obywateli respektowana jest tylko, średnio, jednego dnia na cztery lata: w dniu głosowania! Tylko wtedy, kiedy idziemy głosować, rzeczywiście, wszyscy jesteśmy równi: każdy ma tylko jeden głos, obojętnie biskup czy szewc, profesor czy bezrolny analfabeta, Jarosław Kaczyński czy Marek Safjan, a nawet niżej podpisany.

        Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela, uchwalona jeszcze w 1789 roku, w art. VI głosi:
Wszyscy obywatele są równi w obliczu prawa, wszyscy w równej mierze mają dostęp do wszystkich dostojeństw, stanowisk i urzędów publicznych, wedle swego uzdolnienia i bez żadnych innych preferencji, prócz ich osobistych zasług i zdolności.
Zapisy Konstytucji RP z 1997 roku głoszą to samo:
Art.32.1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.
2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.
Art.96.2. Wybory do Sejmu są powszechne, równe, bezpośrednie i odbywają się w głosowaniu tajnym.
To samo, niemal słowo w słowo, gwarantowała nam Konstytucja PRL z 22 lipca 1952 roku, na straży której, 30 lat później, generał Jaruzelski postawił Trybunał Konstytucyjny:
Art.69: Obywatele PRL… mają równe prawa we wszystkich dziedzinach życia państwowego, politycznego, gospodarczego, społecznego i kulturalnego.
Art. 80. Wybory do Sejmu są powszechne, równe, bezpośrednie i odbywają się w głosowaniu tajnym.

        W PRL, tak jak w III RP, co cztery lata odbywały się wybory do Sejmu. Czy ktoś z nas pamięta, żeby jakiś wybitny profesor prawa, choćby tylko spośród najjaśniejszych gwiazd prawniczego firmamentu, jak Safjan, Zoll, Tyszka, Kaflowski, Gebethner, Winczorek – a gwiazd tych naprawdę nie brakuje – zakwestionował ustawową realizację równości wyborów do Sejmu?

        Tamte wybory odbywały się, de facto, w dwóch turach: w pierwszej turze zbierali się sekretarze partyjni i ustalali listę kandydatów, w drugiej turze poddani ich władzy obywatele mieli prawo pójść i oddać głos.

        Na czym polega zmiana?

        Wybory do Sejmu odbywają się w dwóch turach: w pierwszej turze zbierają się sekretarze partyjni i ustalają listy kandydatów. W drugiej turze ich poddani mają prawo pójść i oddać głos. Różnica polega na tym, że pomimo iż członków partii jest co najmniej 10 razy mniej, to co najmniej 10 razy więcej jest sekretarzy i więcej partii. 

        Jak dzisiaj widzimy, tych partii jest za dużo. Mamy pat polityczny, bo dla wszystkich partii nie starcza stanowisk, posad i apanaży. Poszukuje się więc sposobu, aby temu zaradzić. Jednym ze sposobów miał być tzw. próg wyborczy, drugim ustawa o finansowaniu partii politycznych, żeby już nikt, spoza uprzywilejowanego grona kilku partii nie miał możliwości włączenia się do tych zawodów. Intensywnie poszukiwane są dalsze i lepsze sposoby. Ostatnią z propozycji był projekt ordynacji wyborczej PiS. Nasi władcy marzą o dwupartyjnym systemie politycznym! Jak skonstruować taką ordynację wyborczą, żeby tylko te dwie partie mogły uczestniczyć w podziale łupów? Przecież dwie partie, to znacznie więcej niż jedna, czy ktoś może mieć wątpliwości?

        Dwupartyjny system polityczny mamy w takich krajach, jak Wielka Brytania czy USA. Tam jednak, zdaniem Lecha Kaczyńskiego, nie ma demokracji. Dlaczego? Bo wybory odbywają się W JEDNEJ TURZE i to tylko W DRUGIEJ! Nie ma w ogóle PIERWSZEJ TURY, w której sekretarze partyjni ustalają, kto w ogóle może być posłem! Czy tak ma wyglądać demokracja? Czy tak ma być realizowana zasada równości? Never! Lech Kaczyński zapewnił, że gdyby Sejm miał wprowadzać takie pomysły, to na ich drodze stanie prezydenckie VETO!

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych