/To nie jest droga na skróty

To nie jest droga na skróty

W artykule "Ryzykowna droga na skróty" ("Plus Minus" z 29 – 30 marca) dr Tadeusz Szawiel z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego zarzucił obywatelom, którzy apelują o zmianę ordynacji wyborczej i inne reformy w Polsce, pewnego rodzaju histerię i populizm. Ponieważ jestem właśnie obywatelem, który publicznie zaczął apelować za zmianami w Polsce, a równocześnie absolutnie nie mam skłonności do histerii ani populizmu, pozwalam sobie na poniższą odpowiedź.

 

Nie podlega dyskusji fakt, że przynajmniej od paru lat Polska straciła swój impet. Bezrobocie osiąga poziom grożący społecznym wybuchem, wykształceni ludzie ponownie zaczynają wyjeżdżać za granicę, a niemalże każdego dnia dowiadujemy się o nowym skandalu politycznym lub korupcyjnym. Tak zwana afera Rywina jest tylko jednym z przykładów, że w kraju dzieje się źle. Lista ideałów, o których realizację wystąpiło kiedyś 10 milionów Polaków, gdzieś się zgubiła. Na szczęście mamy ciągle wolność i – chociaż niedoskonałą – demokrację. Dlatego zwykli obywatele mogą apelować o zmiany i wyrażać swoje opinie. Jeszcze lepiej, że zabierają również głos intelektualiści i wybitni Polacy.

Większość z tych apelujących w 1989 poszła do domu, uznając, że zmiany się już dokonały i teraz, w normalnym państwie, można skupić się na pracy. Tak jednak nie jest. Wiele zmian wykonaliśmy w Polsce tylko połowicznie, a jeszcze innych nie dokonaliśmy wcale. Apelowanie i domaganie się zmian przez te właśnie środowiska nie jest żadną propozycją "ryzykownej drogi na skróty". To jest zupełnie zwykła droga, jaką Polska musi przejść, aby Polakom żyło się po prostu lepiej lub jak niektórzy mówią – normalniej.

Aby obalić komunizm, trzeba było zatrzymać zakłady pracy i pokazać, że to właśnie "klasa pracująca miast i wsi" ma dosyć czerwonej władzy. Dziś "rewolta" wyglądać by mogła inaczej, jako obywatele mamy bowiem dużo więcej sposobów działania niż wówczas. Przede wszystkim należy się zastanowić, co jest główną przyczyną tego, że skończyły się entuzjazm przełomu 1989 i duże tempo zmian z początku lat 90. Otóż pozwolę sobie postawić tezę, iż dzisiaj wolni obywatele wolnego kraju mają dużo więcej ograniczeń ze strony różnej maści urzędników i "działaczy" niż na początku III RP. Co więcej, urzędnicy i "działacze" mówią, że państwo to oni. A państwo, proszę państwa, to my.

Polski system polityczny jest niejasny. Nikt z nas nie wie, kto go reprezentuje w radzie gminy czy parlamencie. Jeśli my nie wiemy, kto nas reprezentuje, to skąd ma wiedzieć radny czy poseł, w czyim imieniu sprawuje władzę. W jednomandatowym systemie wyborczym, nawet jeśli w moim okręgu, mój kandydat nie wygrywa wyborów, to wiem, kto był jego konkurentem i teraz reprezentuje wolę większości mieszkańców z mojej okolicy. Sprzyja to przejrzystości życia politycznego i ogranicza korupcję. Poza tym, wszystkie kraje, do których najchętniej jeździmy pracować (Stany Zjednoczone, Kanada, Wielka Brytania, Australia, Francja…), mają jednomandatowe okręgi wyborcze. Dlaczego więc w Polsce nie ma być takiego jasnego systemu wyborczego?

Stanowiska kierownicze w administracji państwowej obsadzane są z klucza partyjnego, a nie kompetencyjnego. Nieprawdą jest, że wszyscy urzędnicy są źli. Jest bardzo dużo doskonale przygotowanych ludzi, z których potencjału nie korzystamy. Polska musi mieć taki system, który promuje najlepszych, a nie najwierniejszych. Dlaczego nie możemy wprowadzić rzeczywistych otwartych konkursów na stanowiska w administracji państwowej i spółkach skarbu państwa?

Kasa państwowa nie jest zasobna, a Polska ma absolutny rekord świata, jeśli chodzi o liczbę przedstawicieli wybieranych w wyborach – jeden radny na ok. 760 Polaków. Monachium, miasto z 1,5 milionem mieszkańców, ma 80 radnych. Warszawa – 399! W Polsce mamy 460 posłów i 100 senatorów. W USA – 435 kongresmanów i 100 senatorów. W Polsce mamy trzy rządy – Kancelarię Prezydenta, Kancelarię Premiera i Radę Ministrów. Mamy blisko stu ministrów i wiceministrów, sekretarzy i podsekretarzy stanu, trzy razy więcej niż tak biurokratyczna Francja. Tylu "kapitanów" tylko przeszkadza w sterowaniu. Po co nam taki wielki aparat władzy?

Kto jak kto, ale w Polsce powinniśmy wiedzieć, że obywatel jest dużo lepszym gospodarzem niż urzędnik. Przeprowadźmy szybko reprywatyzację. Nie tylko, żeby być spokojnym, że również owoców naszej pracy ktoś kiedyś nie zabierze, ale dlatego, iż tak będzie dla nas korzystniej (nawet jeśli osobiście nic nie dostaniemy). Jedynymi, którzy stracą, będą urzędnicy i różnej maści działacze, którzy żyją na państwowym, gminnym lub społecznym majątku. Czy w Polsce nie było reprywatyzacji, bo rzeczywiście nie ma majątku?

Problemem milczącej większości w Polsce jest nieumiejętność zorganizowania się tak, jak kiedyś zorganizowało się 10 milionów w "Solidarności".

Coś się może jednak zaczyna zmieniać. Jeszcze nieśmiało, ale coraz więcej obywateli, niezainteresowanych partyjną walką o stołki w urzędach i radach nadzorczych, zaczyna zabierać głos. I bynajmniej nie jest to wyraz histerii ani populizmu czy też innej słabości. Nie proponują żadnych dróg na skróty, ale jedynie, okrutnie rzeczowe dla tzw. elit politycznych, rozwiązania systemowe. Polscy intelektualiści oraz ruch obywatelski zwolenników jednomandatowych okręgów wyborczych (www.jow.pl) apelują o zmianę ordynacji wyborczej. Część polskich mediów podjęła walkę o reformę polskiego systemu podatkowego. Grupa obywateli z Wielkopolski wystąpiła z "Inicjatywą IV RP" (www.republika.pl/czwartarp), gdzie nie chodzi o wiarę w magię liczb, ale chęć dokonania w Polsce koniecznych zmian. Hasło "IV RP" jest tylko pewną przenośnią, aby pokazać, że potrzebne są rzeczywiste zmiany u samych podstaw systemu.

W obliczu wejścia do Unii Europejskiej, aktywność obywateli jest jeszcze ważniejsza. Sam fakt bycia w Unii nie rozwiąże naszych problemów. To jest jedynie szansa, którą będziemy musieli wykorzystać. Irlandia jest doskonałym przykładem, że można. Państwo powinno być zarządzane tak jak dobry koncern. Jasne procedury, jasna odpowiedzialność, jasne obowiązki i dobór najlepszych dają przeważnie dobre wyniki. Czy nam się to podoba, czy nie, państwa i narody też ze sobą konkurują. Od paru lat znowu zaczęliśmy tę konkurencję przegrywać.

Zacznijmy razem domagać się Polski dla obywateli. Piszmy pisma. Zbierajmy podpisy. Nieustannie wywierajmy nacisk na władzę. Apelujmy. Promujmy ludzi, którzy chcą jednomandatowych okręgów wyborczych, prostego systemu podatkowego, redukcji liczebności radnych, reprywatyzacji i aby kompetencje były podstawowym kryterium wyboru kadr. Zacznijmy korzystać z naszych praw

About Bartłomiej Michałowski