/Niedziela nr 22 z 05.06.05

Niedziela nr 22 z 05.06.05

 Czas na Jednomandatowe Okręgi Wyborcze

Odpowiedzialność a system wyborczy

Praktykowana w Polsce ordynacja wyborcza tylko partiom pozwala zgłaszać kandydatów na posłów. Zatem i kandydaci, i spośród nich wybierani posłowie zależni są od partii. A skoro zależni, to i odpowiedzialni przed partią, a nie przed wyborcami. Głosowanie wyborców może tylko skorygować partyjny wybór posłów, dokonany już w momencie umieszczania nazwisk kandydatów na odpowiednich miejscach list wyborczych. Układanie tych list rodzi korupcję, a partyjni liderzy mądrzejszych od siebie na nich nie umieszczają. Selekcja jest negatywna, co widać i słychać! Świadomie można wybrać partię i jej listę, ale nie posła spośród kilkuset nieznanych kandydatów. Więc głosuje się na pierwszych z listy. Z łaski tej ordynacji, zwodniczo nazwanej proporcjonalną, mandaty dostają nieraz zdobywcy tysiąca głosów, a przepadają kandydaci z dużym poparciem. Oszukani wyborcy nie chcą głosować i gardzą Sejmem. Koalicje się kłócą. Państwo słabnie. Czas wprowadzić swobodę kandydowania i jednomandatowe okręgi wyborcze (JOW), wymuszające osobistą odpowiedzialność posłów przed wyborcami. Taka ordynacja wyborcza jest zrozumiała i uczciwe są jej zasady:

1. Polska podzielona na 460 okręgów wyborczych, o jednakowej liczbie ok. 82 tys. mieszkańców, co odpowiada ok. 60 tys. wyborców. W każdym z tych okręgów wybiera się tylko jednego posła.

2. Kandydować może każdy niekarany obywatel, który skończył 21 lat, zgłoszony przez kilkunastu wyborców z okręgu.

Każda partia może zgłosić tylko jednego kandydata w jednym okręgu. Do głosowania służy jedna lista kandydatów danego okręgu. Kandydat wpłaca niewielką kaucję, np. 5 tys. zł. Jeśli uzyska w wyborach np. 5% głosów poparcia, wtedy pieniądze mu się zwraca. Kaucja zniechęca do kandydowania osoby niepoważne.

3. Posłem zostaje ten kandydat, który zdobył najwięcej głosów (bez żadnych niezrozumiałych przeliczników), a przy równej ilości głosów rozstrzyga losowanie.

Przed zgłoszeniem kandydata na listę każda partia lub komitet wyborczy, poszukując osoby o największych szansach na wygraną, musi dokonać prawyborów (sondować opinię wyborców) albo pozyskać osobę już wcześniej przez nich poważaną. Tym samym partia uzależnia się od wyborców. Poprzeczka osobistych wymagań idzie w górę, bo kampania wyborcza to otwarta rywalizacja kandydatów partyjnych i niezależnych. Mały okręg (powiat lub dzielnica) to niskie koszty osobistego zaprezentowania się wyborcom. Można osobiście do nich dotrzeć. O sukcesie decyduje aktywność kandydatów. Ona znacznie wyrównuje szanse biednych i bogatych kandydatów. Reguły gry wyborczej sprzyjają jawności i redukują znaczenie zakulisowych gier (nieodłącznych przy ordynacji partyjnej). Zatem taka sytuacja sprzyja pozytywnej selekcji. Na liście do głosowania w JOW jest zwykle kilka nazwisk (kolejność bez znaczenia). Kampania wyborcza dłuższa niż dotychczas (np. w W. Brytanii pół roku), żeby kandydaci zaprezentowali się wyborcom, a wyborcy mogli ich poznać i ocenić. Wyborca widzi znaczenie swojego głosu, swoją odpowiedzialność za dokonany wybór i współodpowiedzialność za dobro wspólne. Wyborcy mogą odwołać posła, który zawiódł.

Wybieranie w okręgu tylko jednego posła wymusza powstawanie porozumień środowisk o zbliżonych poglądach w celu zwiększenia szans wspólnego kandydata. Takie porozumienia są dla wyborców czytelne, bo powstają przed wyborami i ułatwiają im orientację. Także przed wyborami powstają międzyokręgowe porozumienia komitetów wyborczych o zbliżonej opcji politycznej. One dają początek partiom obywatelskim. (Po wprowadzeniu JOW we Włoszech, do czego przyczynił się obywatelski ruch „Magioritario", w luźnym tłumaczeniu: „Większościowość" – w trakcie pierwszej kampanii, przed wyborami 1994 r., rozpadły się wszystkie dotychczasowe, scentralizowane partie polityczne, a powstały partie nowe). Oba rodzaje tych porozumień tworzą nowe obywatelskie więzi – dotychczas nieznane. A 460 okręgów wyborczych (11 razy więcej niż dotychczas, gdy mamy 41 okręgów wielomandatowych) to tyleż ośrodków, w których te obywatelskie więzi dają zaczyn społeczeństwa obywatelskiego.

Poseł wybrany w okręgu jednomandatowym – nie wiedząc, kto na niego głosował i nie chcąc stracić poparcia, które dało mu wygraną – musi być otwarty na każdego wyborcę przez całą kadencję. Takie uzależnienie wymusza odpowiedzialność posła przed wyborcami. A poparcie posłów wygrywających w otwartym konkursie – wygrywającej partii daje mandat do rządzenia.

Z JOW korzystają od dawna: Wielka Brytania, Francja, USA, Kanada, Australia, Indie – łącznie ponad 60 państw. Po II wojnie światowej ordynację tzw. proporcjonalną narzucono pokonanym Niemcom, Włochom i Japonii. Włosi i Japończycy ją odrzucili, wprowadzając JOW. Ale po 1989 r. to samo „proporcjonalne szczęście" przydzielono wszystkim narodom, które wyszły z komunizmu. Po 15 latach jego doświadczania, 60-75% Polaków chce wybierać ludzi, zamiast głosować na partie. Ale nie chcą tego widzieć beneficjenci partyjnych list wyborczych ani prowadzący telewizyjne dyskusje. W obawie przed rozbudzeniem społecznej świadomości nie dopuszczają obiektywnej informacji i publicznej dyskusji nad problemem ordynacji wyborczej. Jak ognia boją się prawdy, że chociaż nie ma rozwiązań idealnych, to warunkiem rozpoczęcia naprawy polskiego państwa są jednomandatowe okręgi wyborcze z równym dla wszystkich prawem do kandydowania.

Samo wprowadzenie JOW nie uzdrowi wszystkiego od razu. Ale wszystkie inne propozycje mogą tylko usuwać skutki zła, gdy pozostawiają jego fundamentalną przyczynę: tzw. proporcjonalną ordynację wyborczą.

Autor jest jednym z promotorów Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW (www.jow.pl), którego uczestnicy, przybywając z różnych stron w piątkowe południe 3 czerwca br., manifestują na warszawskim placu Zamkowym, a później pod Sejmem.

About Jerzy Gieysztor

mgr. inż. miernictwa elektronowego; jak wspomina Jerzy Gieysztor: "Ze wszystkiego się śmieje, ale jest uparty i nie ujawnia swoich poglądów" – użalał się przedstawiciel czerwonych, kiedy w roku 1977 przeciwstawiłem się władzy Uniwersytetu Wrocławskiego, gdzie pracowałem przez kilka dziesięcioleci; uczestnik Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW od 1998 r.