/Gdzie jest dzisiaj Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk?

Gdzie jest dzisiaj Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk?

(komentarz wygłoszony na antenie Katolickiego Radia Rodzina Rozgłośni Archidiecezji Wrocławskiej, 92 FM, 15 stycznia 2004, godz. 10.00 i 21.30)
 
Podczas 3 dnia 66 sesji Sejmu IV Kadencji, w dniu 9 stycznia b.r., poseł Prawa i Sprawiedliwości Ludwik Dorn zreferował najnowszy poselski projekt ordynacji wyborczej do Sejmu i Senatu RP. Polski parlament ma już zapewnione miejsce w Księdze Rekordów Guinessa, bo w żadnym innym kraju nie dokonywano tak często zmian ordynacji wyborczej do najważniejszej władzy, jaką niewątpliwie jest stanowiący prawo Sejm. Przypomnijmy bowiem, że chociaż to jest dopiero 14 lat demokratycznej formuły państwa, mamy Sejm IV Kadencji i tyle samo było ordynacji wyborczych do Sejmu. Nie ulega wątpliwości, że kolejny sejm zostanie wyłoniony według jeszcze innego prawa wyborczego, bo powszechna krytyka dotychczasowego sposobu wyłaniania posłów, zmusi naszą elitę do poszukania nowych przepisów. Nie tylko przecież Ruch na rzecz JOW domaga się pilnej reformy prawa wyborczego, ale konieczność reformy dostrzegają różne partie polityczne i politycy wszystkich ugrupowań. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że skoro Polska i Polacy chodzą wciąż jeszcze do przedszkola czy szkółki demokracji – twierdzą, że my się przecież dopiero demokracji uczymy – a 14 lat prób i błędów nie przyniosło zadowalającego rezultatu, to pójdą wreszcie po rozum do głowy i spróbują zaadaptować jakieś rozwiązanie, które jest z sensem stosowane gdzie indziej! Nic podobnego. Nasi geniusze polityczni, samorodne talenty wyrosłe pomiędzy Odrą i Bugiem, zdecydowani są demokrację wymyślać od nowa. Niemcy już dawno ukuli obraźliwe określenie na polskie talenty gospodarcze i w świecie funkcjonuje już nazwa "Polnische Wirtschaft" – gospodarka po polsku – teraz zapewne dojdzie jeszcze równie pochlebne "Polnische Politik" albo "Polnische Demokratie" – a więc polityka i demokracja po polsku. W rzeczy samej, pomysł ordynacji wyborczej autorstwa posła Dorna, jest pomysłem wielce oryginalnym i nigdzie na świecie jeszcze nie zastosowanym. Przewiduje nową i oryginalną wersję jednomandatowych okręgów wyborczych: pierwszy raz będziemy bowiem mieli okręgi jednomandatowe, w których zwycięscy kandydaci mogą nie zdobyć poselskich mandatów! Do tej pory wszędzie, gdzie były stosowane okręgi jednomandatowe, bez względu na to czy były to ordynacje wyborcze, w których 100% mandatów rozdzielano w okręgach jednomandatowych, jak w Wielkiej Brytanii i Kanadzie, czy tylko w części, jak np. w Niemczech czy w Rosji, zwycięzca jednomandatowego konkursu "brał wszystko" (w Ameryce ten system nazywają "winner takes all" – zwycięzca bierze wszystko), bo taki jest właśnie sens jednomandatowego okręgu wyborczego. W Polsce jednak, gdyby doszło do uchwalenia projektu Dorna, tak by nie było. Poselski projekt PiS-u, przewiduje okręgi jednomandatowe z pięcio- i ośmioprocentowym progiem, a więc mandaty uzyskiwaliby jedynie kandydaci tych partii, które przekroczyły, w skali całego kraju, 5% głosów poparcia, podczas gdy w przypadku kandydatów koalicji partyjnych konieczne byłoby przekroczenie 8%. Jest więc projekt PiS-u projektem ordynacji par excellence partyjnym, projektem, który całkowicie rozmija się z obywatelskimi oczekiwaniami. Jak wykazują wszystkie sondaże opinii publicznej ponad 70% Polaków ma dość głosowania na partie polityczne, Polacy chcą głosować na znanych sobie ludzi. Taki stan oczekiwań społecznych nie robi jednak większego wrażenia na politykach ani z lewa, ani z prawa i, tak jak poseł Dorn i jego partyjni koledzy, uważają, że Polska, w wyniku nieobliczalnego kaprysu dziejów, została im oddana w pacht i mogą sobie w niej poczynać jak im się podoba. Nie ulega więc wątpliwości, że projekt Dorna wychodzi na przeciw życzeniom wszystkich partyjnych baronów, którzy niczego innego nie oczekują jak tylko, żeby mieli dożywotnie prawo pokazywania palcem, kto zostanie posłem i z jakiego okręgu.

     Długiemu, obszernemu wystąpieniu posła Dorna, aczkolwiek słuchało go na sali sejmowej nie więcej niż kilkanaście osób, towarzyszyła wielogodzinna dyskusja. Znaleźli się posłowie, jak poseł Gabriela Masłowska czy poseł Gabriel Janowski, którzy poddali tę propozycję surowej krytyce, zwracając uwagę właśnie na ten fakt, że gdy Polacy domagają się ograniczenia partiokracji, to projekt PiS-u ją pogłębia, oraz że jednomandatowe okręgi wyborcze, jakie proponuje Dorn, nie mają wiele wspólnego z tym, czemu hołdują Amerykanie, Anglicy i co od lat postuluje Ruch na rzecz JOW. Poseł Dorn im odpowiadał, że ograniczenia wpływu partii na życie publiczne mogą chcieć tylko ci, którzy się swoich partii wstydzą. Ani on, ani inni posłowie "Prawa i Sprawiedliwości" swojej partii wstydzić się nie potrzebują, wobec tego jest rzeczą słuszną, żeby możliwości tej partii i jej wpływy były większe a nie mniejsze, i temu właśnie służyć ma przedłożony projekt. Jednomandatowy okręg wyborczy, w którym zwycięzca nie zdobywa mandatu, to jest wyższa, partyjna jakość okręgu jednomandatowego, która powoduje, że poseł przestaje być – jak w kiepskich demokracjach anglosaskich – reprezentantem jakiegoś zaścianka, jakimś "posłem z jakiegoś powiatu", ale staje się, zgodnie z Konstytucją RP, "reprezentantem całego Narodu". To nie szkodzi, że jego kandydatury nie popierają wyborcy, "naród" to nie są wyborcy. Co to takiego jest ten "naród", który będzie reprezentował taki poseł? Tego już poseł Dorn, przez grzeczność, nie wyjaśniał.
     Jest rzeczą znamienną i ciekawą, że tej wielogodzinnej debacie poselskiej najmniejszej uwagi nie poświęciły stacje telewizyjne ani prasa. Nie wiem, jak z rozgłośniami radiowymi, bo nie miałem możliwości sprawdzić. Wiem na pewno, że ani jeden z dzienników telewizyjnych, zarówno wszystkich programów publicznych, jak i prywatnych, żadna TVN czy Polsat, nie zająknął się nawet na ten temat. Przejrzałem wszystkie gazety o zasięgu ogólnopolskim, od "Naszego Dziennika", poprzez "Gazetę Wyborcza", "Rzeczpospolitą", "Fakt" po "Trybunę": tej fundamentalnej dla państwa polskiego sprawie żadna z nich nie poświęciła ani jednego zdania. Krótko mówiąc, wszystkie media zachowały się tak, jakby w Polsce w dalszym ciągu obowiązywała najściślejsza cenzura, pomimo, że komunistyczny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk dawno już został zlikwidowany. Mamy więc w Polsce fantastyczną sytuację: urzędu cenzury nie ma, ale cenzura funkcjonuje jak za najlepszych stalinowskich czasów!
     Jak można zrozumieć ten zdumiewający fakt? Czego tak panicznie boją się redaktorzy naczelni tych wszystkich wspaniałych dzienników prasowych i telewizyjnych? Przecież projekt ordynacji wyborczej zgłoszony przez "Prawo i Sprawiedliwość" to projekt bezpieczny, na widok którego każdy partyjny niedźwiedź może tylko pomrukiwać z ukontentowania?
     Myślę, że powód jest prosty. Za dużo w tym projekcie, tak jak i w tej długiej dyskusji sejmowej, gadania o jednomandatowych okręgach wyborczych. Może się przecież tak zdarzyć, że nawet uczęszczający do przedszkola demokracji Polacy zaczną w końcu się zastanawiać: co też to takiego są te okręgi jednomandatowe i do czego służą? Mogą zacząć się zastanawiać, jak te okręgi funkcjonują w innych krajach? Takie rozważania i dyskusje do niczego dobrego doprowadzić nie mogą. Ludzie mogliby zakwestionować nie tylko kwalifikacje posła Dorna i rzetelność z jaką "reprezentuje naród", ale w ogóle podważyć legalność i prawomocność Sejmu i władz, które on kształtuje. Lepiej siedźmy cicho, licho nie śpi.

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych