(komentarz wygłoszony na antenie Katolickiego Radia Rodzina Rozgłośni Archidiecezji Wrocławskiej, 92 FM, 5 pażdziernika 2004, godz. 9.00 i 21.30)
 
Kilka tygodni temu, jadąc przez Polskę, zatrzymałem się na obiad w niewielkiej karczmie. Akurat nadawano w telewizji sprawozdanie z obrad Sejmu, który jednogłośnie uchwalił zobowiązanie Polskiego Rządu do wystąpienia do Rządu Republiki Federalnej Niemiec w sprawie odszkodowań za straty wojenne, a zaraz potem wypowiedź premiera Marka Belki, który oświadczył, że bynajmniej nie ma zamiaru do tej uchwały się stosować. Słuchający tego gospodarz karczmy pokiwał głową i powiedział tylko: "rozpad państwa".
     Rozpad państwa polskiego i jego struktur widzi dzisiaj gołym okiem każdy, kto potrafi kojarzyć fakty i wyciągać wnioski z publicznie dostępnych i jawnych danych. Dostrzegają to nie tylko wytrawni obserwatorzy polityczni, politycy, politolodzy ale i całkiem w polityce nie kształceni prości ludzie, jak spotkany przeze mnie przydrożny restaurator.

     Przejawy tego rozpadu są rozliczne. Cóż to za rząd demokratycznego państwa, w którym premier dezawuuje jednomyślną uchwałę parlamentu? W normalnym państwie, premier, który się nie zgadza z wolą parlamentu, który go wybrał i namaścił, podaje się do dymisji. Marek Belka do dymisji się nie podaje, bo on jest tylko pół-premierem, tak jak jego rząd jest tylko pół-rządem, gdyż jedyną racją jego premierowania jest fakt, że stanowi on ostatnią belkę ratunku dla tego parlamentu. Jak pamiętamy gry sejmowe z początku lata, Sejm nie był w stanie znaleźć nikogo chętnego do objęcia tego zaszczytnego stanowiska i gdyby nie zgodzili się na Belkę, musieliby się rozwiązać i ogłosić nowe wybory. Ale jak tu się rozwiązywać, skoro czasy takie niepewne, tymczasem, jak nam donoszą, prawie wszyscy parlamentarzyści toną w długach, pobrali wysokie kredyty, które trzeba by spłacać, a z czego, jeśli zabraknie tej skromnej poselskiej pensyjki?
     Minister spraw zagranicznych, przypadkiem, w sprawie uchwały Sejmu, zgadza się ze swoim premierem, za to minister obrony narodowej właśnie ogłosił, że rząd ma zamiar wycofać nasze zbrojne hufce z Iraku. Zdziwił się niepomiernie tym oświadczeniem jego premier i twierdzi, że on o niczym takim nie wie, a minister spraw zagranicznych swojej wypowiedzi w tej ciekawej sprawie wcale z nim nie konsultował. Kim i czym rządzi więc premier, skoro nawet jego ministrowie "robią mu wbrew"?
     Ale to, co wygadują ministrowie i premierzy, mogłoby nas tak bardzo nie obchodzić, gdyby to państwo jakoś działało i wypełniało swoje funkcje. Tymczasem nie działa nic. Nie działa służba zdrowia, nie funkcjonują sądy, sloganowe państwo prawa stało się ewidentnym państwem bezprawia. Edukacyjne chuligaństwo, przejawiające się w nagłym wykreowaniu ok. 300 nowych uczelni wyższych, dumnie rozgłoszony rekordowy "wskaźnik scholaryzacji", fala 2 milionów studentów szkół wyższych, pokazuje coraz wyraźniej swoje prawdziwe oblicze: bylejakość kształcenia, produkcja wielotysięcznych rzesz absolwentów wyższych uczelni bez perspektywy pracy, a więc bez perspektyw życiowych. Przy wszystkich głośnych polowaniach na geniuszy, "polskich noblach", laurkach edukacyjnych, nagle się okazuje, że w niezależnych rankingach najlepsze polskie uniwersytety znalazły się zaledwie w piątej setce uniwersytetów na świecie!
     Afera Rywina i afera Orlenu ukazały cały bezmiar korupcji i mafijnych powiązań w klasie politycznej i jej związków ze światem przestępczym. Socjolog, prof. Andrzej Zybertowicz, w artykule opublikowanym właśnie w gazecie "Fakt", zatytułowanym "Układ zasadniczy", opisuje właściwości i charakterystyki tego "układu", którego najbardziej istotnymi elementami składowymi są -jak je nazywa – AntyRozwojowe Grupy Interesu – w skrócie ARGI. Za innym socjologiem, Krasnodębskim, powtarza tezę o tym, jak w czasie jawnej transformacji ustrojowej ostatnich 15 lat, dokonywała się niejawna transformacja układu elit komunistycznych i dokooptowanych przez nie segmentów dawnej opozycji demokratycznej, "prywatyzacja komunistycznego państwa policyjnego".
     Ten układ zasadniczy dzisiaj się rozsypuje, prokuratorzy sypią prokuratorów, sędziowie sędziów, ministrowie ministrów i premierów. To sypanie się wzajemne nie przynosi oczyszczenia, nie powoduje indywidualnych wielkich strat, kruk krukowi oka nie wykole. Proces FOZZ – jądra transformacji ustrojowej, matki wszystkich afer – zmierza do swego haniebnego końca, do przedawnienia, rabusie Polski nie pójdą do więzień, nie nastąpi konfiskata zagrabionych majątków. Ale ta zanikająca solidarność ARGI, nie poprawia naszej sytuacji, nie prowadzi do rozwoju państwa, do budowy jego funkcjonalnych struktur. Albowiem, w czasie tych 15 lat rozpadu pokomunistycznego państwa nie wytworzyły się siły, zdolne powstrzymać rozpad i zbudować nowe państwo. W upartyjnionym do absurdu państwie nie powstały partie polityczne zdolne do konstruktywnej pracy państwowej, posiadające wizję państwa polskiego i wolę jego budowy.
     Zasadniczą przyczyną tego stanu rzeczy, może najważniejszą, jest fatalny, zły, niszczący, antyrozwojowy system wyborczy. System ten wprowadzono po to właśnie, żeby zabezpieczyć "miękkie lądowanie" spadkobiercom PZPR, jedynej prawdziwej partii politycznej działającej w Polsce. Ten system swoje zadanie spełnił. Partyjny system wyborczy pozwala na skuteczny udział w grze wyborczej tylko tym partiom, które posiadają odpowiednie środki materialne, dużo pieniędzy. Tymi środkami, tymi pieniędzmi, dysponowały tylko struktury komunistyczne. Orodki konieczne do udziału w takim konkursie uczciwą drogą są nie do zdobycia. Dlatego nowe partie zmuszone zostały do poszukiwania tych środków na drodze pokrętnej i nieuczciwej, a to oznaczało konieczność wejścia w "układ zasadniczy" z AntyRozwojowymi Grupami Interesu. I w tym miejscu ten "circulus vitiosus" – to przeklęte błędne koło się zamknęło.
     To przeklęte koło mógłby przerwać jakiś nowy Zamach Majowy, jakiś nowy Piłsudski, silną ręką. Ale dzisiaj nie istnieje klimat odpowiedni dla takich scenariuszy. Oficjalna dyktatura, oficjalne rządy silnej ręki dzisiaj, w tej części Europy i Owiata nie wchodzą w grę.
     Jedyną drogą wyjścia, jaka nam pozostaje i jaka wciąż jeszcze jest możliwa, to niezwłoczna zmiana systemu wyborczego i wprowadzenia JOW. Tylko tą drogą możemy naprawdę rozerwać "układ zasadniczy", rozbić AntyRozwojowe Grupy Interesu i zacząć mozolnie budować swoje państwo. Muszą to w końcu zrozumieć liderzy partii politycznych aspirujący do miana polskich patriotów i poświęcić swoje egoistyczne, partyjne interesy dla interesu nadrzędnego, jakim jest żywotny interes państwa polskiego.
     Jeśli tego nie zrobimy, co nam pozostaje? Do czego może doprowadzić taki niepowstrzymany rozkład państwa i jego struktur? Myślę, że odpowiedź jest dość oczywista. Powinno nam dać do myślenia, że dzisiaj na czele krytyki rozpadającego się państwa polskiego stoi niemiecka, wydawana po polsku, gazeta "Fakt", czy wydawany, przez tego samego wydawcę, "Newsweek Polska". To stara teza, że Polacy rządzić się nie potrafią, że nie są zdolni do samodzielnego bytu państwowego, że bez patronatu naszych wypróbowanych przyjaciół zginiemy z brudu i biedy. Nim oni nas uratują od tych nieszczęść musimy podjąć wysiłek i uratować się sami. Jednomandatowe okręgi wyborcze to sposób prosty, cywilizowany, łagodny, pokojowy i skuteczny.

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.