/Starczy tych okrągłych stołów!

Starczy tych okrągłych stołów!

(komentarz wygłoszony na antenie Katolickiego Radia Rodzina Rozgłośni Archidiecezji Wrocławskiej, 92 FM, 7 grudnia 2004, godz. 9.00 i 21.30)
 
Środki masowego przekazu w Polsce donoszą codziennie o działaniach ukraińskiego okrągłego stołu, który ma wprowadzić Wiktora Juszczenkę na fotel prezydenta państwa. Nie wątpię, że operacja ta okaże się skuteczna, ponieważ mebel jest importowany z Polski i jego instalację przeprowadzają nie byle jacy stolarze: Aleksander Kwaśniewski, Stanisław Ciosek, Lech Kaczyński, Józef Oleksy i wielu innych. Niedźwiedzie i całuski, jakie wymieniają między sobą prezydent – jeszcze nie całkiem kompletny elekt – i jego polscy przyjaciele, pozwalają nam przypuszczać, że ta elekcja została już, w jakiejś tamtejszej Magdalence, uzgodniona. Wskazywałoby na to również i stanowisko prezydenta Kuczmy, który nawet sugeruje Janukowyczowi, żeby nie brał udziału w powtórce II tury wyborów, bo po co mają być jakieś kłopoty? Niektórzy z nas jeszcze pamiętają, jak w Polsce, kiedy po raz pierwszy wybierano prezydenta Wolnej i Niepodległej, był tylko jeden kandydat, a i to miał trudności z wygraniem wyborów i gdyby nie szachrajstwa naszych autorytetów moralnych, to było więcej niż prawdopodobne, że nasz mąż opatrznościowy, generał Wojciech Jaruzelski, mandatu by nie uzyskał i byłaby plama i blamaż przed światem.

     Ze spokojem patrzę więc na rozwój sytuacji i powstawanie prawdziwie Wolnej Ukrainy. Warto jednak naszym ukraińskim braciom przypomnieć, że jak się powiedziało A, to potem trzeba powiedzieć B, i że okrągły stół nigdy się tak po prostu nie kończy i nie rozbiera, a ludzie rozmiłowani w stolarstwie nie przechodzą do innych zawodów, lecz z zapałem pracę swoją kontynuują. Przypomnijmy główne etapy tego majstrowania w Polsce.
     W dyskretnych rozmowach w Magdalence, nasi bohaterowie "Solidarności" i tzw. opozycji demokratycznej, ustalili z komunistami jak ma wyglądać podział władzy pomiędzy sygnatariuszami Okrągłego Stołu. Te ustalenia, mogły się jednak nie spodobać mało wyrobionemu społeczeństwu, które raczej nie darzyło sekretarzy komunistycznej partii wielką sympatią, nawet ukochanego Generała Jaruzelskiego, i trzeba było coś zrobić, żeby nie pojawiły się kłopoty. W tym celu przeprowadzono tzw. zabieg rejestracyjny z "Solidarnością". Zamiast po prostu przywrócić Związek do legalnego życia, bo miał statut, struktury i wybrane władze – nakazano ponowne zapisy do "Solidarności", a jako warunek zażądano akceptacji ludzi, których Lech Wałęsa i jego akolici, w międzyczasie postawili na czele struktur związkowych, negując jednocześnie mandaty związkowe sprzed wprowadzenia stanu wojennego. Dokonano więc rzeczywistej czystki w Związku, której celem było usunięcie i wyeliminowanie ludzi, którzy mogliby kwestionować mądrość Lecha Wałęsy i jego magdalenkowej ekipy. Zmieniono też, na wszelki wypadek, statut "Solidarności", aby uniemożliwić jakiekolwiek zorganizowane protesty.
     Tych zabiegów było jednak za mało i koniecznym okazał się krok trzeci, jakim były historyczne wybory 4 czerwca 1989. Lech Wałęsa palcem wskazał, kto ma zostać posłem ze strony Solidarności, sfotografował się z każdym z kandydatów i wszyscy oni, w 100% (no, z jednym wyjątkiem!) zdobyli mandaty poselskie i senatorskie. Generał Jaruzelski fotografować się nie musiał, bo wszyscy i bez zdjęcia wiedzieli, którzy kandydaci są jego. (Tak im się ten sukces spodobał, że zgodnie uznali, iż ideałem wolnych wyborów jest wskazywanie palcem kandydatów i stąd, najprawdopodobniej, wzięła się idea list partyjnych, która funkcjonuje do dzisiaj).
     Niestety, zaszedł wtedy mały incydent, o którym dzisiaj nikt nie pamięta, a i wtedy nie był specjalnie nagłaśniany, choć było to wydarzenie bez precedensu w krajach demokratycznych i zaszła konieczność zmiany ordynacji wyborczej w trakcie wyborów, co jest raczej światowym ewenementem. No, ale wtedy wszystko było bez precedensu i może dlatego, baczni i czujni obserwatorzy zagraniczni, oraz politycy państw i mocarstw nie podnieśli krzyku, że gwałci się demokrację, nie robili z tego powodu problemu i nie było żadnych protestów. Chodzi mi tu o tzw. listę krajową, którą wyborcy odrzucili, skreślając nazwiska kandydatów jednym pociągnięciem ołówka czy długopisu, skreślając wszystkich bez wyjątku. Skreślali emocjonalnie, cała listę na krzyż, nie dbając o staranność. Wynikiem takiego emocjonalnego skreślania było to, że ta kreska nie wszędzie została dociągnięta do końca, wobec czego "ocalały" dwa nazwiska, które znalazły się na końcu sporządzonej alfabetycznie listy: w lewej kolumnie nazwisko prof. Kozakiewicza, a w prawej prof. Zielińskiego. Było to bardzo przykre wydarzenie i postawiło "stolarzy" w głupiej sytuacji: oni się umówili co do podziału miejsc i wybory miały tylko to zaklepać, a tu masz ci babo placek, niedojrzałe społeczeństwo dało im pstryczka w nos i powiedziało dobitnie, że nie chce komunistów, ani dobrych ani złych, ani europejskich, ani zaściankowych, że ma ich po prostu dość i tam, gdzie tylko może, taką postawę okazuje.
     Nasi zawołani demokraci, którzy teraz z takim zapałem uczą Ukraińców demokracji i państwa prawa, tę dobitnie wyrażoną wolę obywateli zignorowali. Zmienili szybko ordynację i pozwolili komunistom wystawić drugą listę, dla której nie było już potrzebne 50% poparcie. Te dwa nazwiska, które w emocji nie zostały do końca wykreślone, uznali za wspaniały sukces – prof. Kozakiewicz został więc marszałkiem nowego Sejmu, a p. Zieliński, o ile dobrze pamiętam, Rzecznikiem Praw Obywatelskich. Co do innych, zgodnie z moralnością prof. Geremka, który natychmiast oświadczył, że "pacta sunt servanda" – skoro się umówiliśmy, że ta lista ma przejść, to etyka demokratyczna wymaga, żeby przeszła- zgodzono się na zmianę ordynacji w trakcie wyborów i wprowadzono poprawioną listę krajową, już nie patrząc na procenty głosów .W ten sposób, władza sygnatariuszy okrągłego stołu została, od strony politycznej, osadzona jak należy.
     Tymczasem w cieniu tych spektakularnych procesów szły procesy początkowo mniej spektakularne, ale kto wie czy nie bardziej doniosłe. Genialny Leszek Balcerowicz dokonywał właśnie swojej "terapii szokowej", której najważniejszym elementem było zamrożenie kursu dolara i wprowadzenie jego wewnętrznej wymienialności, w warunkach inflacji, która dochodziła nawet do 1000% rocznie w skali roku. To epokowe posunięcie natychmiast uruchomiło gigantyczne procesy spekulacyjne, które szybko wygenerowały klasę bogaczy, których dziennikarze Gabryel i Zieleniewski, w swojej książce, "Piąta władza, czyli kto naprawdę rządzi Polską?" nazwali "imperatorami III RP". Tzw. afera FOZZ, to swoiste jądro tego niesamowitego procesu transferowania pieniędzy publicznych do niepublicznych kieszeni.
     Wszystkie te zabiegi nadzwyczajnie się udały, a sygnatariusze okrągłego stołu, z marginalnymi zupełnie wyjątkami, mają się świetnie, a nawet jeszcze lepiej.
     Ale oto jesteśmy świadkami, że coś w tej doskonałej harmonii zaczyna się sypać i psuć. Nie wiadomo, czy to jest zmęczenie materiału po 15 latach, czy jakieś przyczyny zewnętrzne, ale coś jest nie tak. Komisje śledcze do sprawy Rywina i do sprawy Orlenu ujawniły i ujawniają związki "sygnatariuszy" ze światem przestępczego biznesu i obywatele nagle słyszą w telewizorach i czytają w gazetach to, co do tej pory tylko po kątach szeptali, albo o których pisali jacyś ludzie niewiarygodni, gdzieś na jakichś marginesach, jak nie przymierzając autorzy książki "Via bank i FOZZ".
     Spora część opinii publicznej pasjonuje się przesłuchaniami przez Sejmową Komisją Śledczą, analizując kłamstwa i wykręty wysokich urzędników państwowych i skumplowanych z nimi gangsterów biznesowych. Ujawniane fakty, jak np. słynna już fundacja "Bezpieczna Służba", dają okazję do długich rozmów i analiz. Trudno jednak mieć nadzieję, że z tego wszystkiego coś bardziej konkretnego wyniknie. Z afery Rywina, poza kompromitacją samego bohatera i uszczerbku na honorze Adama Michnika, a także pewną wiedzą ogólną o mechanizmach funkcjonowania państwa, wynikło nie wiele. Teraz też, nawet jak Komisja ustali, że dr Jan Kulczyk jadąc do Wiednia na spotkanie z Ałganowem nie wiedział, że jedzie na spotkanie z Ałganowem, też nic z tego nie wyniknie. Wczoraj, do autorytetów moralnych potępiających Komisję za krzywdę wyrządzoną prof. Widackiemu, dołączyli byli ministrowie spraw wewnętrznych, z bezpieczniackim arbitrem elegantiarum, Krzysztofem Kozłowskim i oświadczyli, że Komisja nie przedstawiła dowodów, iż działająca w MSW fundacja, założona przez "Baraninę", była organizacją przestępczą. Co z tego, że sam Baranina był gangsterem i mordercą, jego fundacja nikogo nie mordowała, tylko chroniła, więc nie ma żadnych podstaw, żeby się czepiać prof. Widackiego.
     Okrągły Stół okazał się być spadochronem, pozwalającym ubecko-sekretarskiej strukturze łagodnie wylądować na murawie III Rzeczypospolitej. Tej murawy nie wyczyszczą komisje śledcze, na zapleczu których stoi ta sama struktura, ze zgangrenowanym wymiarem sprawiedliwości, i z tymi samymi "służbami specjalnymi", których żadne weryfikacje nie były w stanie przez 15 lat zweryfikować. Nie pomoże nam w tym zastąpienie jednego stolarza okrągłego stołu przez innego w najbliższych wyborach prezydenckich, tak jak Ukrainie nie pomoże wymiana Kuczmy na Janukewycza czy Juszczenkę. Pomóc może tylko wprowadzenie JOW, które wreszcie pozwolą Polakom na wybory bez wskazywania palcem przez tych lub innych sygnatariuszy Okrągłego Stołu. 15 lat rządów stolarzy powinno nam wystarczyć.

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych