/Kości zostały rzucone!

Kości zostały rzucone!

(komentarz wygłoszony na antenie Katolickiego Radia Rodzina Rozgłośni Archidiecezji Wrocławskiej, 92 FM, 21 grudnia 2004, godz. 9.00 i 21.30)
 
"Iacta alea est!" – Rzuciła je Platforma Obywatelska ogłaszając w minioną sobotę (18 grudnia 2004), że zebrała już 700 tysięcy podpisów pod obywatelskim wnioskiem o referendum, w którym na pierwszym miejscu wymienia się wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu. Liderzy PO oświadczyli też, że już 6 stycznia przekażą zebrane podpisy Marszałkowi Sejmu. Fakt ten oznacza, że gra o JOW weszła w nową fazę. Stało się to, o co od lat zabiegał Ruch Obywatelski na rzecz JOW: wymagana przez Konstytucję ilość podpisów, umożliwiająca złożenie wniosku obywatelskiego, została zebrana i Sejm będzie musiał się tą sprawą zająć. To, oczywiście, nie oznacza, że widzimy już datę wprowadzenia takiej ordynacji wyborczej, ani nawet datę referendum. Twórcy Konstytucji III RP zadbali bowiem o to, żeby Naród, do którego według jej zapisów (art.4.1) należy "władza zwierzchnia", nie miał prawa do referendum inaczej, niż za łaskawą zgodą tych, którzy przyznali sobie uprawnienia władcze. Referendum może być przeprowadzone tylko i wyłącznie za zgodą parlamentu, obojętnie czy obywatele zbiorą 700 tysięcy podpisów czy 7 milionów. Więcej w tej sprawie mają do powiedzenia ci, których wszystkie badania opinii publicznej stawiają na samym dole drabiny szacunku i poważania społecznego: posłowie na Sejm. Nawet w Rosji Putina, którą się Polakom przedstawia jako antytezę demokracji, obywatele mają konstytucyjne prawo do referendum, jeżeli tylko zbiorą odpowiednią liczbę podpisów. Takiego prawa nie mają jednak obywatele Rzeczypospolitej, którą nasi zawodowi demokraci starają się przedstawić Rosji, Ukrainie, Białorusi i komu tylko, jako wzór do naśladowania. 

     Pomimo tego złożenie w Sejmie obywatelskiego wniosku o referendum w sprawie JOW będzie wydarzeniem doniosłym i oznaczającym rzeczywiście nową fazę. Albowiem za wnioskiem nie stoją tylko podpisy owych 700 tysięcy. Nasi partyjni okupanci wiedzą doskonale, że za tym wnioskiem stoją także podpisy jakie w ciągu swoich starań zebrał Ruch JOW, ale przede wszystkim wiedzą, że wszystkie badania opinii publicznej wykazują ponad 70% poparcie tej propozycji ustrojowej. Pod koniec poprzedniej kadencji posłowie Antoni Macierewicz i Adam Wędrychowicz złożyli do laski marszałkowskiej jowowski projekt ordynacji wyborczej, ale do jego dyskusji i głosowania nie dopuścił wówczas "stojący na straży Konstytucji" marszałek Maciej Płażyński. Dzisiaj już tak łatwo nie pójdzie z podpisami zgromadzonymi przez Platformę.
     Oczywiście, zabiorą się teraz za rozmydlanie tego wniosku, za manipulację i wszelkie możliwe przekłamania i oszustwa. Zaraz po konferencji, na której PO ogłosiła o zebraniu podpisów, w informacjach telewizyjnych nie tylko, że postulatu zmiany ordynacji wyborczej nie wymieniono na pierwszym miejscu, ale w ogóle nie pojawiły się słowa "jednomandatowe okręgi wyborcze", a tylko tajemnicza "ordynacja większościowa". Wczorajsza "Rzeczpospolita", która jest ponoć sojusznikiem w batalii o JOW, informację umieściła na dalekiej stronie pod wiele mówiącym tytułem "PO już wie, jak układać listy wyborcze". Dużo ważniejszą była informacja, o tym, że niejaka pani Niezabitowska domaga się od sądów procesu lustracyjnego lub urodziny Księdza Prymasa, któremu, oczywiście wszyscy życzymy zdrowia i pomyślności, ale wolno wątpić, czy Jego Eminencja zgodziłby się z taką hierarchią ważności wydarzeń. 
     Powstaje pytanie, o co chodzi Platformie i czy rzeczywiście zmierza do tej koniecznej i niezbędnej reformy Rzeczypospolitej? Wg informacji dziennikarskich, na sobotnim zjeździe, podjęto uchwałę, która upoważnia szefa PO, Donalda Tuska, do osobistego decydowania o tym, kto będzie kandydował do Sejmu z list PO. Jak wyjaśnia inny lider PO, Jan Rokita, chodzi o to, żeby do Sejmu nie dostawali się "polityczni cwaniacy", bo, jego zdaniem "cwaniacy" ulokowali się przede wszystkim w tzw. terenie, daleko od Warszawy, tam gdzie wzrok liderów nie sięga i gdyby oni tego osobiście nie kontrolowali to do Sejmu wchodziłaby niewyobrażalna hołota. Jest to bardzo ciekawa sytuacja, ponieważ główny sens Ruchu JOW i żądania zmiany ordynacji wyborczej sprowadza się do tego, żeby właśnie uniemożliwić partyjnym bonzom wpisywania na listy wyborcze kogo chcą, bo dość już mamy 15 lat skutków ich dalekowzroczności i talentu do wyznaczania właściwych ludzi. Jednomandatowe okręgi wyborcze są właśnie programem "decentralizacji" tych decyzji, oddania możliwości kandydowania bez aprobaty tego czy innego "lidera". Praktyka polityczna, jaką demonstrują i uprawiają liderzy Platformy, najdalsza jest od głoszonych haseł i zmierza jakby w przeciwnym kierunku, niż by na to wskazywały zebrane przez nich podpisy w sprawie referendum o JOW.
     Pomimo, że Platforma nie wykazuje żadnego zainteresowania Ruchem na rzecz JOW, musimy zrobić wszystko, żeby do tego referendum rzeczywiście doprowadzić. Stoi jednak przed nami niełatwe zadanie, niedopuszczenia do kolejnego wymanewrowania i oszukania społeczeństwa pod płaszczykiem JOW. Wszystko to jest możliwe, gdyż można wprowadzić takie zapisy ustawowe, które w praktyce uniemożliwią właściwe spożytkowanie zmiany. Można bowiem, odpowiednimi zapisami, skutecznie uniemożliwić kandydowanie obywatelom w takich wyborach. Dla przykładu: w Rosji, gdzie ordynacja przewiduje wybór połowy posłów w JOW, od kandydatów wymaga się kaucji wynoszącej 900 tysięcy rubli, a więc ok. 30 tysięcy dolarów. Nawet w Polsce kaucja tego rodzaju zostawiłaby możliwość kandydowania jedynie ludziom spod znaku Żagla i Kuny. Były już też propozycje wprowadzenia progu wyborczego: żeby tylko kandydaci tych partii, które przekroczą w wyborach próg 5% mogli uzyskiwać mandaty. Taki zapis przekreślałby w ogóle sens wprowadzenia JOW. Podobną rolę odgrywa wielkość okręgu wyborczego: im większy okręg wyborczy, tym więcej pieniędzy potrzeba na skuteczna kampanię. Dlatego jesteśmy przeciwni proponowanej przez PO redukcji liczby posłów do 230. 
   W czterech pytaniach referendalnych PO nie mówi się nic o tym, czy wybory mają być, jak w USA, w jednej turze, czy jak we Francji, w dwóch turach. Jednakże sprawę tę wyjaśnia broszura kolportowana przy tej okazji: PO chce wyborów w dwóch turach. Takie rozwiązanie znacznie umniejszyłoby zalety JOW. Wybory w dwóch turach są niedobre nie tylko dlatego, że druga tura kosztuje tyle samo co pierwsza i nie ma potrzeby wydawania tych pieniędzy. Są one niedobre przede wszystkim dlatego, że druga tura otwiera drogę do manipulacji i machinacji partyjnych, które zniekształcają wolę wyborców zademonstrowaną w pierwszej turze, otwiera drogę do tych wszystkich porozumień za plecami społeczeństwa, jakich mamy już wyżej uszu.
     Będzie teraz czas i okazja, aby o tych sprawach dyskutować, żebyśmy, jeśli do tego referendum dojdzie, rozumieli i wiedzieli za czym się opowiadamy.
     Jeśli słuchać tego, co mówią liderzy Platformy, to nie zmierzają oni do przeprowadzenia referendum jeszcze w tej kadencji parlamentarnej, jedni mówią o roku 2006, inni o przeprowadzeniu referendum razem z wyborami prezydenckim, a więc w następnej kadencji. Takie stanowisko każe ponownie poddawać w wątpliwość intencje liderów tej partii. Pamiętamy przecież kampanię wyborczą AWS: też mieli w programie JOW! Kiedy jednak znaleźli się w Sejmie, natychmiast o tym postulacie ustrojowym zapomnieli, do tego stopnia, że nawet w powiatach wprowadzili wybory na listy partyjne!
     Wszystko to być może, ale nic co ma jakąś wartość nie przychodzi łatwo. Niedawno pewna pani profesor wypisywała w "Gazecie Wyborczej", że jednomandatowe okręgi wyborcze to postulat utopijny. Jednakże teraz wykonany został wielki krok naprzód i ta utopia znacznie się do nas przybliżyła. To bardzo dobra wiadomość na Boże Narodzenie i nadchodzący Nowy Rok. Trzeba nam tylko jeszcze trochę popracować, żeby ta utopia stała się faktem. Czego sobie i wszystkim moim Rodakom z całego serca życzę.

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych