We wrześniu 2000 r. podczas nyskich prawyborów prezydenckich jako burmistrz Nysy zostałem zapytany przez kancelarię ówczesnego Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, czy przyjmę zaproszenie na śniadanie z Prezydentem. Oczywiście przyjąłem, a nawet ofiarowałem Prezydentowi Kwaśniewskiemu, w imieniu wszystkich Nysan, obraz znanego artysty. Prezydent RP bowiem, reprezentuje Rzeczpospolitą, jest przedstawicielem nas wszystkich. Można go osobiście nie lubić, można prywatnie mieć o nim złe zdanie, można go krytykować, ale nie wolno pod żadnym pozorem znieważać czy wręcz obrzucać epitetami. To bowiem tak, jakby obrzucić obelgami nas wszystkich, którzy z tym państwem się utożsamiają.

Prezydent Kwaśniewski nie był moim bohaterem. Okazałem mu jednak należny szacunek jako gospodarz Nysy, bo reprezentował Rzeczpospolitą – Nasze Niepodległe Państwo.

Prezydent Lech Kaczyński zapewne nie jest ideałem. Został jednak wybrany w powszechnych, wolnych wyborach. Werdykt wyborczy był jednoznaczny – to właśnie on został reprezentantem Rzeczpospolitej.

Czy Lech Kaczyński dobrze służy Polsce jako prezydent? W mojej ocenie (przy wszystkich zastrzeżeniach – patrz stosunek do JOW) nie najgorzej. Kaczyński jest niewątpliwie patriotą, odważnie definiuje polską polityką zagraniczną jako politykę państwa niepodległego. Nie widzę też, żeby wywoływał jakieś skandale. Kaczyński nie zataczał się po pijanemu na oficjalnych uroczystościach, nie bełkotał po pijaku do ukraińskich studentów itp., itd.

Reasumując – uważam, że Prezydent RP Lech Kaczyński – przy wszystkich osobistych ułomnościach, których nikt nikomu wręcz wypominać nie powinien, jest dobrym Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej.

Tymczasem od początku Prezydent RP Lech Kaczyński jest obrzucany wyzwiskami przez niejakiego Palikota – posła. Palikot został parlamentarzystą, z jednego tylko powodu. Miał dużo pieniędzy, sfinansował Tuskowi wydanie książki i w nagrodę lider PO wpisał go na pierwsze miejsce listy wyborczej PO w Lublinie. Tak u nas powstają reprezentanci narodu, bo jak wiadomo właściwością partyjnego systemu wyborczego jest to, że jeśli partia jest na fali, to z pierwszego miejsca wejdzie nawet ktoś, kto ma tyle rozumu i przyzwoitości co plastikowy kutas.

Tu od razu uprzedźmy oburzonych czytelników, że pisząc kutas mam na myśli staropolskie ozdoby w postaci jedwabnych frędzelków zwisających u szlacheckich pasów. O nich to Adam Mickiewicz pisał w Panu Tadeuszu:

Woźny pas mu odwiązał, pas słucki, pas lity,
Przy którym świecą gęste kutasy jak kity
.

W czasach Pana Tadusza nie było plastików, ale dziś swobodnie możemy sobie wyobrazić plastikowego kutasa zawieszonego u pasa – dajmy na to Palikota – posła.

Miałem okazję posłuchać wystąpienia Palikota na konferencji nt. ordynacji wyborczej na KUL, w kwietniu 2007 r. Był to jeden stek bzdur, które świadczyć mogły, że ich autor ma właśnie tyle rozumu, co jego ulubiona plastikowa zabawka. Czytałem bowiem gdzieś, że plastikowy kutas jest ulubionym atrybutem Palikota – dlatego odwołuję się do tego porównania.

Teraz Palikot poseł wyzwał Prezydenta RP od chamów. Potwierdza to moją wcześniejszą diagnozę.

Jak więc to możliwe, że tego rodzaju plastikowy kutas staje się reprezentantem Narodu w Sejmie RP? To „zasługa” partyjnej ordynacji wyborczej, która tego rodzaju zerom umożliwia publiczne zaistnienie. Dla równowagi powiem, że w Sejmie RP aż roi się od plastiku. Każda partia tak PO, jak i PiS, dysponują bowiem tylko jako tako wyedukowaną czołówką, natomiast masy poselskie, to czysty bezmyślny plastik, któremu trzeba instrukcjami tłuc do łbów, co mają myśleć i mówić. Plastikowy kutas z Lublina nie jest bynajmniej wyjątkiem.

Jedyną metodą, żeby to tałatajstwo wymieść z Sejmu RP jest wybór posłów w Jednomandatowych Okręgach Wyborczych wg modelu brytyjskiego. Inaczej zawsze będziemy skazani na żenujące rządy plastikowych bohaterów niekoniecznie z poematu Adama Mickiewicza.

Skomentuj