Jest rzeczą stwierdzoną wielokrotnie w badaniach socjologicznych, że my, Polacy, cechujemy się zaniżoną samooceną, albowiem nawet w ocenie społeczeństw najbardziej nam niechętnych wypadamy lepiej, niż kiedy oceniamy sami siebie. Bo, my, Polacy, to tak zawsze… niczego nie potrafimy zrobić porządnie… nigdy nie potrafimy się zorganizować… gdzie dwóch Polaków tam trzy partie, nigdy, zawsze… – to jest stały ton utyskiwania polskich inteligentów na swoją nację.

Ten kompleks niepełnowartościowości jest w cudowny sposób sprzężony z pogardą i lekceważeniem innych, w szczególności naszych sąsiadów, a już specjalnie tych ze wschodu i południa – Ukraińców, Białorusinów czy Rumunów. Nie wymieniam tu Rosjan, których też z reguły uważamy za gorszy gatunek, ale oni przynajmniej stanowią siłę i zagrożenie, więc to wymusza nieco inne traktowanie, które przejawia się przede wszystkim w alergicznych i chorobliwych reakcjach na każdą oznakę rzeczywistej, czy wydumanej agresji ze strony rosyjskich polityków i ich środków przekazu.

W przypadku Ukraińców czy Rumunów to lekceważenie występuje na ogół w postaci czystej, niezaburzonej lękami. Potwierdza to moje osobiste doświadczenie publicystyczne: jest pewna grupa ludzi, niewielka co prawda, ale która czytuje moje teksty, pomimo ich monotematyczności i monotonii, i świadomości tego, że ja potrafię pisać tylko o jednym. Okazuje się, że kiedy w tym pisaniu o jednym pojawia się rozwinięty wątek Ukrainy czy Rumunii – jak chociażby w odniesieniu do niezwykłych wydarzeń rumuńskich ostatniego roku – wtedy liczba czytelników i komentatorów moich tekstów spada natychmiast niemal dziesięciokrotnie! Rumunia?, Ukraina? A co tam może być ciekawego, dla nas, nosicieli tysiącletniej kultury, zwycięzców spod Wiednia i Grunwaldu, narodu, który wydał Kopernika, Marię Skłodowską-Curie, a wreszcie Jana Pawła II? Parę miesięcy temu rozmawiałem z pewnym wybitnym politykiem i rzecznikiem, człowiekiem skądinąd wykształconym, znającym języki i zwyczaje dyplomatyczne, którego chciałem zainteresować tym, co się dzieje w Rumunii. Okazało się, że zdaniem tego męża stanu, tylko to, co się dzieje na Zachodzie jest warte polskiego zainteresowania i tylko stamtąd można czerpać wzory i przykłady…

Upadek komunizmu i rozpad Związku Sowieckiego otworzył przed naszymi narodami szansę na inne życie i perspektywę budowy praworządnych, wolnych i demokratycznych społeczeństw. Niestety, komuniści nie upowszechniali wiedzy o tym, ani jak się żyje w takich społeczeństwach, ani jak się je buduje. Urządziliśmy więc nasze państwa na łapu-capu, głównie pod światłymi instrukcjami byłych oficerów frontu ideologicznego, licznie zapełniających nasze akademickie instytucje nauk społecznych, politycznych i ustrojowych. Tak się bowiem jakoś złożyło, że pomimo wszystkich przekształceń i transformacji, pozostali oni, w większości, na swoich stanowiskach akademickich, nadal kształcą nowe kadry i nadal stanowią zasadniczy trzon eksperckiego zaplecza ustrojowego. Nic więc dziwnego, że kształty ustrojowe państw prosowieckiego obozu (z wyjątkiem NRD) podobne są do siebie jak kubek do kubka i wszystkie nasze społeczeństwa zmagają się z tymi samymi plagami.

Wg hiszpańskiego filozofa polityki, Jose Ortegi y Gasseta, najważniejszym rozstrzygnięciem ustrojowym w demokracji jest procedura wyborcza. Na tym przykładzie widać wyraźnie jak zafunkcjonowały szkoły marksizmu-leninizmu: we wszystkich naszych krajach jako zasadę wyborczą przyjęto socjalistyczną zasadę sprawiedliwości społecznej, a więc tzw. proporcjonalności wyborów. Wprowadzenie tej zasady natychmiast doprowadziło do absurdalnego upartyjnienia naszych państw i, oczywiście, uprzywilejowania spadkobierców byłego ustroju. Od tej pory, we wszystkich naszych krajach, trwa nieustanna walka partii politycznych ze społeczeństwem: spadkobiercy partii komunistycznych walczą o utrzymanie swojej uprzywilejowanej pozycji, a partyjne nowotwory – tworzone na obraz i podobieństwo leninowskiego wzoru – starają się jak najwięcej dla siebie wyrwać, by się bezpiecznie i na trwałe urządzić. Niezorganizowane, zatomizowane, pozbawione środków masowej komunikacji społeczeństwa – bronią się jak mogą .

Kluczem jest, oczywiście, klucz wyborczy i dlatego coraz więcej obywateli we wszystkich naszych krajach opowiada się za złamaniem partyjnego monopolu, za odebraniem partyjnym bonzom przywileju mianowania kandydatów do parlamentów i decydowania w ten sposób o ich kształcie. Wszędzie podnoszą się głosy domagające się zmiany tego klucza i wprowadzenia zasady jednomandatowych okręgów wyborczych, na wzór Anglii, Ameryki, Kanady czy chociażby Francji.

Najdalej w tej walce posunęli się Rumuni, dzięki zdecydowanej postawie ich prezydenta, Traiana Basescu, gdzie w listopadzie ubiegłego roku odbyło się referendum ogólnonarodowe. Ponad 80% uczestniczących w referendum opowiedziało się za wprowadzeniem zasady JOW w wyborach do Parlamentu. Niestety, na skutek machinacji partyjnych koterii, wykorzystujących swoją władzę w mediach publicznych, frekwencja nie przekroczyła 50% i referendum nie zostało uznane za ważne.

W Polsce, badania opinii publicznej wykazują stałe poparcie większości obywateli dla wyborów do Sejmu w jednomandatowych okręgach wyborczych. W opublikowanym w kwietniu tego roku raporcie CBOS czytamy:

Jedynie co szósty Polak (16%) opowiada się za utrzymaniem dotychczasowego, czyli proporcjonalnego systemu wybierania posłów. Dwie piąte badanych (40%) optuje za wprowadzeniem w wyborach do parlamentu ordynacji większościowej z okręgami jednomandatowymi, a co jedenasty (9%) uznaje za najlepszy system mieszany.

Pomimo takiej postawy obywateli, pomimo szumnych obietnic Premiera i Platformy Obywatelskiej, sprawa reformy systemu wyborczego nadal nie jest w stanie przedostać się do środków masowej komunikacji i nadal nie toczy się w tej sprawie żadna publiczna debata.

Na Ukrainie, w dniach 15 – 30 kwietnia 2008, badanie opinii publicznej w tej samej sprawie przeprowadził Kijowski Instytut Administracji Państwowej im. Gorszenina. Według ankieterów 51,8% badanych uważa, że wybory w systemie większościowym najwłaściwiej odzwierciedlają interesy wyborców w wyborach do Rady Najwyższej, a 55,2% jest zdania, że byłby to najlepszy sposób wyboru w wyborach samorządowych. Tylko 18,3% Ukraińców poparłoby mieszany system wyborczy, a za proporcjonalnym systemem opowiada się 16,9% ankietowanych. Zdaniem dyrektora Instytutu Gorszenina, socjologa Kosti Bondarenko uzyskane dane pokazują przede wszystkim, że naród chciałby mieć do czynienia nie z kolektywnymi "sługami społeczeństwa" i z kolektywnymi dysponentami władzy, lecz indywidualnymi, odpowiedzialnymi, osobami. Ukraińcy, w swojej znaczącej większości, dążą do takiego systemu sprawowania władzy, w którym widzieliby konkretnych swoich delegatów, do których mogliby zwracać się ze swoimi problemami i otrzymywać od nich rzeczywiste sprawozdania z ich pracy i działalności.

Widzimy, że sytuacja w Polsce jest bliźniaczo podobna do sytuacji w Rumunii i na Ukrainie. Warto pamiętać, że w żadnym z tych krajów żadne ośrodki akademickie ani instytucje publiczne nie popierają idei jednomandatowych okręgów wyborczych, a media publiczne ani nie popularyzują innego sposobu wyborów, ani nawet o nim nie informują. Wyniki badań opinii publicznej wskazują zatem, że we wszystkich naszych krajach postępuje alienacja klasy politycznej, która pozostaje głucha na to, co myślą obywatele. Będzie więc postępował proces delegitymizacji tej klasy, która wszędzie przedstawia siebie jako klasę, której władza należy się z tytułu powszechnego, demokratycznego wyboru.

Jak długo ten proces będzie trwał, a politycy będą ostentacyjnie lekceważyli swoich wyborców? Trudno być prorokiem, ale warto przypomnieć sytuację z 1989 roku: Benoit i Hayden, politolodzy irlandzcy obserwujący okrągłostołowe harce, relacjonują, że generałowie i sekretarze byli przekonani, że w terenie sytuacja jest opanowana i całkiem niezła. Taka ocena zachęciła ich, aby wysunąć propozycję większościowych wyborów do Senatu!

Zapraszam na IV Marsz na Warszawę o Jednomandatowe Okręgi Wyborcze , Warszawa, Plac Zamkowy, 11 października 2008, godzina 11.00.

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.