Propozycja, żeby Polacy wybierali swoich posłów w dokładnie taki sposób, w jaki od ponad 200 lat wybierają swoich przedstawicieli parlamentarnych Brytyjczycy, Kanadyjczycy, Amerykanie jest w Polsce trudna do skompromitowania, a to z tego prostego powodu, że cokolwiek byśmy myśleli o wrodzonej głupocie Polaków, to zwykli, prości obywatele tej upośledzonej nacji, nie są aż tak głupi, żeby uważać Anglików, Amerykanów czy Kanadyjczyków za durniejszych od siebie, a nawet, powiedziałbym, jest odwrotnie i w naszym narodzie, pomimo wszystkich najcięższych doświadczeń na odcinku przyjaźni i współpracy z tymi narodami, mają one u nas nieograniczony wprost kredyt zaufania i podziwu. Myślę, że tezy tej nie potrzebuję udowadniać, bo dla każdego, kto choć trochę zna mentalność moich rodaków, jest to oczywiste. Jak się wydaje na Wyspach Brytyjskich przebywa obecnie jakieś 2 do 3 milionów Polaków i ten wskaźnik migracyjny ciągle rośnie, pomimo wszystkich przeciwności, a nawet przeciwdziałań ze strony władz brytyjskich, które zdają już sobie sprawę z problemu, jaki sami sobie stworzyli. W różnych też miejscach nie jeden raz cytowałem wielkiego anglofoba, Stanisława Cat-Mackiewicza, który Anglików szczerze nienawidził, a mimo tego podziwiał ich z powodu mądrości, jakiej przejawem był dla niego fakt, że potrafili stworzyć dwupartyjną scenę polityczną. Każdy, kto choć trochę rozumie mechanizmy wyborcze, wie bardzo dobrze, że taki kształt sceny politycznej jest rezultatem ich systemu wyborczego.

Co w tej sytuacji robią politycy w Polsce, którzy rozumieją, że jednomandatowe okręgi wyborcze w systemie brytyjskim, to jest gilotyna, która całą tę pracowicie tworzoną scenę polityczną jest w stanie zlikwidować, a ich wszystkich wysłać na emerytury, które, aczkolwiek, naturalnie, w pełni zasłużone, to jednak mało pociągające?

Ano, korzystając z monopolu na środki masowego przekazu, dbają, żeby w tych mediach, które powinny być publiczne, a są czymś zupełnie innym – temat ten się nie pojawiał, żeby ludzie propagujący koncepcję tej zmiany nie mieli do nich dostępu, żeby ciemni Polacy nie dowiedzieli się, jak odbywają się wybory na Wyspach Brytyjskich i co z tego wynika?

Niestety, pomimo starannej blokady, wiedza o JOW jakoś się rozchodzi, a ludzie, którzy się o takim sposobie wyboru dowiadują, łatwo stają się jego zwolennikami.

Obrońcy status quo, nie dopuszczając do rzetelnej dyskusji, kłamiąc i matacząc, dezinformując obywateli, najczęściej przywołują argument Stokłosa, który, ich zdaniem, powinien zdyskredytować i skompromitować ideę JOW. Oto, wołają, co by się stało, gdyby pozwolić temu ciemnemu polskiemu motłochowi wybierać kogo chcą! Wybierali by samych stokłosów! Ci, za kiełbaski, piwo i parówki z musztardą, przekupiliby durny elektorat i wtedy – żegnaj Polsko! Ruska niewola, albo sam Pan Bóg nie wie, jakie straszne plagi by na nas spadły!

Argument ten z lubością forsują politycy i wynajęci żurnaliści i trafia on nawet do zdezorientowanej klasy intelektualistów, którzy zajęci swoimi intelektualnymi zajęciami, nigdy nie mają czasu, aby przemyśleć starannie skomplikowany problem wyborów.

W internetowym Salonie24, w którym pisuje chyba ok. 4 tysięcy inteligenckich blogerów, pojawił się nawet wierszyk (poemat!), którego autor powiela go na różnych blogach: Ja się boję tego losu, że to będzie sejm Stokłosów… i dalej w tym duchu, a sekundują mu inni myśliciele. Np. jeden z nich pisze: Przystawa nawet na ten temat nie próbuje podejmować polemiki. Oni (Przystawa, ma się rozumieć) nie rozumieją tego, że komuna nadal jest i rządzi Polską.

Tak się składa, że akurat ja na ten temat pisałem już wiele razy, ale ponieważ wrogowie JOW postarali się, żeby to pisanie było pisaniem wyłącznie w jakimś trzecim czy czwartym obiegu, więc zdaję sobie sprawę, że do moich adwersarzy to nigdy nie dotarło. Może też i z tego powodu, że ich, w gruncie rzeczy, wcale nie interesują moje argumenty i nawet tego co napiszę, na wszelki wypadek, nie czytają. No, ale co zrobić? Powiem więc jeszcze raz:

Henryk Stokłosa nie wygrał wyborów w ordynacji, jaką propaguje Ruch JOW, bo ordynacja wyborcza do Senatu różni się od ordynacji przez nas proponowanej niczym skwaśniały bigos od dobrego kotleta schabowego.

Po pierwsze, wybory do Senatu nigdy nie były jednomandatowe. Ja wiem, że różnica między okręgami jednomandatowymi, a dwu czy trzymandatowymi, wydaje się bagatelna, ale tak nie jest. Diabeł tkwi w szczegółach, a szczegóły są tutaj bardzo istotne.

Najprościej można to zrozumieć tak: gdyby wybory do Senatu RP w okręgu pilskim były jednomandatowe, to Henryk Stokłosa nigdy by senatorem nie został! To jest bardzo proste. W okręgu pilskim Lech Wałęsa wystawił był w 1989 roku dwóch kandydatów: Zdzisława Nowickiego i Piotra Baumgardta. Na Nowickiego głosowało 70 tysięcy, na Stokłosę 85, a na Baumgardta – nie pamiętam dokładnie, ale chyba ok. 60 tysięcy. Gdyby wybory były w JOW, OKP wystawiłby tylko jednego kandydata, albo Nowickiego albo Baumgardta, i oni, zamiast sobie w kampanii przeszkadzać, połączyliby swoje siły i zwolennicy Wałęsy przegłosowaliby Stokłosę.

Po drugie, Ruch JOW postuluje MAŁE okręgi wyborcze, gdzie wyborców jest ok. 60 tysięcy, a nie 600, jak w wyborach do Senatu. A to oznacza, że radykalnie maleje rola pieniędzy niezbędnych na przeprowadzenie skutecznej kampanii wyborczej, natomiast znacznie wzrasta dostępność i znajomość kandydatów, co jest conditio sine qua non racjonalnego wyboru. Maleje też rola i znaczenie wielkich środków masowego przekazu, a wzrasta rola osobistego kontaktu z kandydatami.

Po trzecie, w JOW wyborca będzie miał tylko jeden glos, a nie dwa, trzy czy cztery, jak to ma miejsce w wyborach do Senatu i z którymi to głosami miliony wyborców po prostu nie wiedzą co zrobić?

Po czwarte, wypada zwrócić uwagę na fakt, że przeciwników JOW strasznie martwi, że komunista Stokłosa dostał się do parlamentu, bo za kiełbaski i piwo kupił sobie głosy. No, musiało go to sporo kosztować, bo tyle piw i kiełbasek, to nie w kij dmuchał! Pomimo jednak, że jego bogactwo stale rosło, w końcu te piwa i parówki z musztardą nie wystarczały i już od dwóch kadencji nie ma go w Senacie. Ciekawe jest więc, że nie martwi ich to, że w polskim parlamencie, od czasów komuny, przez wszystkie siedem kadencji zasiadają posłowie, na których głosowało nawet dziesięć razy mniej wyborców niż na Stokłosę! W końcu Stokłosa czymś się dla wyborców zasłużył: postawił taką górę kiełbasek, a jeszcze dał pracę prawie 4 tysiącom ludzi i utrzymanie ich rodzinom! A czym zasłużył się np. poseł Stanisław Żelichowski z elbląskiego, który zasiada w Sejmie od komuny, a uzyskuje w wyborach poparcie w granicach jednego procenta (6437 głosów to 1,3% wyborców w okręgu 34)? Albo poseł Stanisław Zych z Zielonej Góry z 2,3% głosów poparcia? Albo poseł Janusz Zemke z Bydgoszczy lub Jerzy Szmajdziński z Legnicy, których poparło ok. 5% wyborców? Albo chociażby sam wielokrotny premier Waldemar Pawlak, którego w ostatnich wyborach poparło w Płockiem 24,5 tysiąca, a więc mniej niż 4% wyborców? Komu i czemu zawdzięczają swoją błyskotliwą karierę sejmową i swoją nieusuwalność z ław Sejmu RP – PRL?

Zaglądam na strony internetowe ich oświadczeń majątkowych, aby poszukać odpowiedzi, czy przypadkiem nie w ich majątkach jest uzasadnienie ich zabetonowania w Sejmie? Ależ skąd! Taki np. Waldemar Pawlak po prostu nie ma nic!! Nie ma żadnych oszczędności, ani w złotówkach ani w walutach, nie ma domu ani nawet mieszkania, jeździ jakąś mizerną skodą fabią, na którą może sobie pozwolić nawet profesor uniwersytetu. Ma tylko 27 hektarowe gospodarstwo, które przynosi mu dochód, ale cóż to za dochód?! Marne 20 tysięcy na rok! A i to nie wiadomo czy nie jest to przypadkiem skutkiem unijnych dopłat?

Oto zagadka dla przeciwników JOW: czemu zawdzięczają swoje sejmowe kariery ci fenomenalni ludzie? Nie mają forsy, więc nie przekupują. Jak się wydaje żaden z nich nie błyszczy specjalnie elokwencją i nie zniewala wyborców osobistym urokiem, cóż takiego dokonali, że zdobyli posadę, jak dotąd, na wszystkie kadencje Sejmu? Czy nie są to przypadki ciekawsze od nieszczęsnego Henryka Stokłosy, któremu jego bogactwo już i tak bokiem wyłazi?

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.