Źródło: http://www.tygodniksolidarnosc.com/2008/7/3_kto.html

"Tygodniik Solidarność" nr 7 (1012) z 15 lutego 2008
autor: Łukasz Perzyna

PO i PiS, jak wynika z sondaży, łącznie cieszą się poparciem prawie czterech piątych elektoratu, chociaż ani PiS nie dokończyło zapowiadanej budowy Polski solidarnej, ani Platforma nie realizuje obietnic cudu gospodarczego i podwyżek dla budżetówki. Liczne grupy wyborców pozbawione są politycznej reprezentacji.

Działacze NZS szykują Wiosnę Studentów – wielką akcję happeningów i koncertów. Zachęcą do odnowienia polskiej polityki.
Studenci nie chcą wyjeżdżać do Wielkiej Brytanii, tylko tutaj zmieniać i budować swoją Drogą Ojczyznę. Przenieść do Polski rozwiązania brytyjskie, które się sprawdziły – deklarują inicjatorzy.
– Ordynacja większościowa obowiązuje w Wielkiej Brytanii od 1884 r. W niewielkich okręgach jednomandatowych, które obejmują 80 tys. osób, posła się zna. Często to nasz sąsiad. Odpowiedzialny przed wyborcami, liczy się z potrzebami sąsiadów. Jeśli zawiedzie, można go odwołać w referendum. Nie ma kłopotów z wyłonieniem rządu – rekomenduje Marek Kobylarski z NZS. Ubolewa, że u nas wybory naprawdę odbywają się w dwóch turach: pierwszej w aparacie partyjnym, ustalającym miejsca na listach, drugiej przy urnach, gdzie wyborcy pozostaje postawić krzyżyk przy pierwszym z listy kandydatów.
– Rządy koalicyjne wymuszają kompromisy na zasadzie: my chcemy tak, wy inaczej, więc nie robimy nic – zauważa działacz NZS.
– W systemie koalicyjnym różnice między temperamentami liderów szkodzą ciągłości polityki państwa. Koalicyjny charakter rządów sprawia, że państwo nie reaguje właściwie na wyzwania i zagrożenia, gdy potrzeba szybkich decyzji – zgadza się Janusz Kowalski, lider ruchu społecznego Stop korupcji.
O odnowie polskiej polityki myślą różne pokolenia. Także bohaterowie Solidarności z lat 80. – Gdy spotykamy się w kręgu dawnego Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, koledzy są zgodni, że musi powstać coś pośredniego między PiS a PO. Spokojniejszy ruch, który będzie przywiązywał wagę do zasad i reguł, a nie tylko do medialnego i marketingowego funkcjonowania – powtarza Mieczysław Gil, bohater nowohuckiej Solidarności.
– Znajdujemy się w poważnej zapaści ideowej – ocenia. – Na etyce Solidarności, opisywanej przed laty przez księdza Józefa Tischnera wciąż można budować jakiś ruch.

Wskazówka i wahadło

Wskazówka obiegła już całą tarczę politycznego zegara, skoro w sejmie zasiadają wyłącznie ugrupowania, które rządzą (PO i PSL) lub sprawowały władzę w przeszłości (PiS, ale także LiD, gdy tę formację uznać – co potwierdza skład personalny – za kontynuatorkę SLD). Politykę cechuje tendencja do dwubiegunowości i zamykania się. Świadczy o tym zamiar wprowadzenia w przyszłorocznym głosowaniu do Parlamentu Europejskiego – zamiast podziału na 13 okręgów wyborczych – zasady, że cały kraj stanowi jeden okręg.
– Najbliższe wybory do europarlamentu zostaną tak naprawdę odwołane, a w ich miejsce zostaną wprowadzone zapisy – ubolewa konsultant polityczny Eryk Mistewicz. – Politycy ustawią się karnie w kolejkach do partyjnych liderów, ustalających kolejność na liście ogólnopolskiej. Kto najpiękniej zaśpiewa, znajdzie się w europarlamencie. Nie będzie zabiegania o ludzi, spotkań z wyborcami w miastach i miasteczkach. Wybory okażą się najdroższym sondażem – przestrzega konsultant.
– Rozumiem potrzebę wprowadzenia do europarlamentu osób myślących kategoriami całej Polski, a nie regionu. Taka decyzja konserwuje jednak przede wszystkim obecny podział sceny politycznej – nie ma wątpliwości Janusz Kowalski z ruchu Stop korupcji+.
System państwowych subwencji i dotacji, który uchwalili politycy, powołujący się na potrzebę stabilizowania sceny publicznej konserwuje układ sił. Partie utrzymywane są przez podatnika, co miało zapobiec korupcyjnym pokusom.
Od pierwszych w pełni demokratycznych wyborów w 1991 r. żadnej formacji nie udało się sprawować władzy przez dwie kadencje. Zgodnie z logiką wahadła po kolejnych wyborach poprzedni zwycięzca oddawał władzę. Partie pozostają bardziej machinami wyborczymi niż administracyjnymi, łatwiej wykreować im sztaby wyborcze niż trusty mózgów. W kolejnych kampaniach chwytliwe okazuje się hasło stanowczej zmiany, któremu PiS zawdzięcza zwycięstwo z 2005 r., Platforma – z 2007.
Potrzebę nowej jakości pokazują wyniki sondaży, nisko lokujących zawodowych polityków w hierarchii prestiżu. Polacy niezmiennie od lat wymieniają profesję polityka jako jeden z najmniej upragnionych zawodów dla własnego dziecka.

Partia z komputera
Każda niemal wypowiedź polityków, którzy nie mieszczą się w dwubiegunowym schemacie podziału na koalicję i opozycję – jak Kazimierz Marcinkiewicz czy Jan Rokita – odbierana jest przez pryzmat szans powołania buforowej trzeciej siły między PiS a PO. Staje się ona – na wzór potwora z Loch Ness – medialnym mitem, jak kiedyś partia prezydencka Aleksandra Kwaśniewskiego. Na spekulacjach niewiele zyskuje elektorat, więcej – marketing szkoły dla polityków w Krakowie oraz honoraria ghost-writerów, spisujących wywiady-rzeki.
Sprawcy obu rozłamów w PiS – grupy Marka Jurka oraz Kazimierza M. Ujazdowskiego – przekonali do swoich koncepcji politycznych więcej dziennikarzy niż posłów. Punktem odniesienia dla nich stał się bardziej system przekonań – fundamentalistycznych lub konserwatywnych – niż docelowa grupa elektoratu. Politycy zaniedbali działania, od których zaczynają pracę producenci proszku do prania – dostosowanie oferty do konkretnego targetu. Inicjatywy ugrzęzły w formie stowarzyszeniowo-klubowej. Podobnie jak lewica Leszka Millera, powołana na złość Wojciechowi Olejniczakowi, który nie chciał kanclerza na listach wyborczych LiD.
Mitycznych partii, którym łatwiej media znajdują przywódców niż socjologowie wyborców, jest dużo więcej: wśród nich formacja Tadeusza Rydzyka, do której przymierzano różnych polityków od Zygmunta Wrzodaka poprzez Antoniego Macierewicza po Dariusza Grabowskiego. Nic jednak nie potwierdza, aby ojciec dyrektor przestał lokować nadzieje w PiS. Inna wirtualna formacja to lewica z ludzką twarzą, którą mieliby stworzyć z części LiD zwolennicy Marka Borowskiego z dawnymi politykami Unii Wolności. Na swoją szansę czeka także Paweł Piskorski oraz drugi w wyborach prezydenckich w 2000 r. Andrzej Olechowski. Wobec odejścia Platformy od podatku liniowego pojawia się miejsce na ideową partię liberalną, które wypełnić może Janusz Korwin-Mikke pod szyldem UPR lub nowym.

Wyborcy… bez przydziału
Istotniejsze od szukania zatrudnień dla polityków bez przydziału wydaje się wskazanie segmentów elektoratu, których interesy nie są reprezentowane w tym sejmie. Swoją partię mają przedsiębiorcy – to PO. Z chwilą zwycięstwa wyborczego Platforma porzuciła sferę budżetową oraz liczący na stanowczą zmianę młody elektorat. Świadczy o tym niedotrzymanie obietnic podwyżek dla sfery budżetowej i zarzucenie koncepcji wyborów jednomandatowych. Chłopi i pracownicy wiejskiej biurokracji mogą liczyć na PSL, emeryci milicyjni i wojskowi na LiD. Z kolei PiS, które pół roku temu zdecydowało się dla mirażu samodzielnych rządów na wybory przed terminem, zamiast kontynuować projekt "Polski solidarnej" – reprezentuje dziś bardziej segment skrzywdzonych i poniżonych (target Radia Maryja) niż interesy pracownicze.
Sześć lat temu rozmawiałem dla "Tygodnika Solidarność" z socjologami i ekonomistami – od Ryszarda Bugaja po Dariusza Grabowskiego – o polskiej wersji partii pracy. Przez ten czas nie ukształtowała się formacja, reprezentująca pracowników najemnych. Retoryką socjaldemokratyczną posługuje się SLD, które za rządów Millera ujawniło oligarchiczny charakter. Brak w polityce skutecznego powiązania reprezentacji interesów pracowniczych ze społeczną nauką Kościoła i właściwym dużej części pokolenia JP2 przywiązaniem do wartości i tradycji. Partia pracy nie powstała, ale – jeśli użyć języka kampanii komercyjnych – nikt inny nie obsłużył targetu, do którego mogłaby się odwołać.
Właśnie salariat wraz ze środowiskami porzuconymi przez Platformę – jak masowo głosująca po raz pierwszy młodzież – wydaje się grupą docelową trzeciej siły. Kto ten elektorat przekona, może nawet wygrać wybory.
Nowa jakość narodzić się może z wyborów jednomandatowych – ale decyzja ich wprowadzenia równałaby się mało prawdopodobnej abdykacji klasy politycznej z części przywilejów – lub z kolejnego buntu przy urnach. Wskazówka obiegła całą tarczę, ale zegar wciąż bije. Zaś w finale pokazać się może – jak w trakcie przydługiego poselskiego wystąpienia z mównicy – napis: Czas minął. Dziś polityka sprawia wrażenie spetryfikowanej, ale przypomnieć można 2001 r., gdy wyborcy – po raz pierwszy w historii europejskiej demokracji – nie wpuścili do sejmu obu ugrupowań rządzących. Lub Włochy z lat 90., gdy największe partie jak na komendę zmieniały nazwy (z chadecji i socjaldemokratów na poetyckie Drzewo Oliwne czy kibicowskie Forza Italia), by uciec od swojego negatywnego wizerunku

Partie sprywatyzowane
rozmowa z posłem MACIEJEM PŁAŻYŃSKIM, marszałkiem sejmu w latach 1997-2001

Czy to nie jest tak, że scena polityczna się zamyka, podtrzymywana przez system subwencji i dotacji? Z perspektywy klasy politycznej: żyć, nie umierać… Gorzej z perspektywy wyborcy.
– Z perspektywy wyborcy i z perspektywy Polski wygląda to źle. Na scenie politycznej potrzebna jest stabilizacja, ale też zapewnienie pewnej rywalizacji. System obecny nie zachęca do uczestnictwa, nie sprzyja mu. Obok dotacji dla partii, za dużej i wydawanej na marketing polityczny, a nie jakieś zaplecze intelektualne, obok ordynacji, która zdecydowanie preferuje szyldy ogólnokrajowe, jeszcze nie ma demokracji wewnątrz partii. Mamy partie, można powiedzieć sprywatyzowane, w rękach kilku osób, bardzo wąskiego grona. I cała reszta – nie do dyskusji, rywalizacji nawet, tylko do podnoszenia ręki, naciskania przycisku. Ludzi powinniśmy zachęcać do polityki, dawać im szansę udziału w rywalizacji. Okręgi jednomandatowe to postulat, cieszący się popularnością. Wydaje się jednak, że mamy kolejną kadencję, która nie dokona żadnego przełomu. Każdy może się tłumaczyć: PiS, że nigdy nie był tego zwolennikiem, Platforma, że nie ma szans, aby to przeprowadzić, bo PSL się nie zgadza.

– NZS zapowiada Wiosnę Studentów. Jesienią młodzi po raz pierwszy masowo zagłosowali. Czy można mówić o nacisku społecznym w sytuacji, gdy parlament parę lat potrwa?

– Oby ten nacisk był. Przy całym zamknięciu tego układu politycznego, partyjnego – liderzy partyjni są czuli na sondaże. Polityka się zrobiła wręcz sondażowa. Nacisk opinii publicznej wpływa na sondaże. Młode pokolenie jest jak najbardziej właściwe, by domagać się zmiany: raz, że powinno szukać miejsca dla siebie, dwa, że to oni powinni chcieć się buntować przeciw stabilizacji, zamykającej im szanse. Dlatego jeśli są w stanie wiosną ruszyć z taką akcją, to chętnie pomogę…

– Gdy mowa o nowych bytach, patrzy się na polityków, którzy pełnili funkcje. Ale można spojrzeć z perspektywy elektoratów – jak pracownicy najemni. Polski salariat nie jest reprezentowany…
– Zgadzam się, albo jest reprezentowany słabo. Kiedyś takie ambicje miała AWS. Zmieniła Polskę, ale poniosła klęskę polityczną. Z kolei PiS zahaczało o różne względy socjalne, bardziej w hasłach niż faktycznie realizowanym programie. W związku z tym brakuje takiej partii – pewnie jeśli chodzi o dziedzictwo Solidarności, to można by ją nazwać partią chadecką z silnym programem społecznym i zakorzenieniem po stronie prawej. Jak czegoś brakuje, to mam nadzieję, że kiedyś będzie czas na to, żeby powstało. Warto patrzeć na nowe pomysły polityczne nie przez pryzmat nie zagospodarowanych polityków, chociaż dobre nazwiska zawsze są potrzebne…

– …tylko wyborców.

– Bo to ważniejsze. Jeśli potrafimy połączyć młodych ludzi, którzy zagłosowali na Platformę, ale dlatego, że nie lubili PiS, a nie dlatego, że Platforma jest ich ideowym wyborem – oraz elektorat pracowników najemnych, który kiedyś był związany z Solidarnością, bardzo duży i słabo reprezentowany – to odwoływać się do tych grup warto. Warto, żeby taka reprezentacja polityczna powstała.

– Jeśli komuś się to uda połączyć, wygra wybory?
– Wydaje mi się, że to jest właśnie ta przeważająca część Polaków, która obecnie nie ma takiej reprezentacji, jakiej by oczekiwała. PiS w tym dwuleciu raczej zwracało się ku przeszłości, a ci ludzie, o których mówimy, chcą raczej patrzeć do przodu.

– Zaś PO do przyszłości tak pięknej, że nierealnej?

– Poza tym w pomysłach wprawdzie chowanych, ale jednak zbyt liberalnych. To nie pomysł na solidarną politykę społeczną. Bo o tym właściwie mówimy. W Polsce widać jej bardzo dużą potrzebę. Nie ma co mówić, że PiS to zużył…

– …rządzili tylko dwa lata.
– A jest potrzebny poważny program dla ludzi pracy najemnej. Potrzeba reprezentacji politycznej tej grupy wydaje się niewątpliwa.

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.