W starym kawale Żyd, który chciał kupić szynkę, mówi do sprzedawcy z naciskiem: Poproszę TEN kawałek łososia. Szynki jako wieprzowiny jak wiadomo pobożnemu Żydowi jeść nie wolno, Mojżesz zakazał, ale łosoś to całkiem co innego.

Ten stary żydowski szmonces przychodzi mi na myśl ilekroć słyszę, jak Jarosław Kaczyński zachwala IV Rzeczpospolitą jako formację różną od Rzeczypospolitej nr III. Nie bardzo jednak wiem, a jakoś nikt nie pyta, czym istotnym oprócz faktu, że premierem jest Jarosław Kaczyński, a nie powiedzmy Marek Belka, ta kolejna Rzeczpospolita miałaby się różnić od poprzedniej. Oczywiście pewne różnice – trzeba to wyraźnie powiedzieć – są. Wynikają one z osobistego stylu Kaczyńskiego, jego tzw. priorytetów. Kaczyński mówi o walce z korupcją i zwalcza ją, ale głównie tam, gdzie zarzut korupcji da się przypisać jego politycznym przeciwnikom i użyć do wyeliminowania ich z politycznej sceny. Korupcja na dole, w sądach rejonowych i okręgowych, w prokuraturach jakby mniej mu przeszkadza. Prawdę powiedziawszy jakoś nie dostrzegam szerokiej, schodzącej w dół fali zmian, które miałyby świadczyć, że podcinane są korzenie zła na dole. No, ale zostawmy to! Może przywódca PiS nie może zająć się wszystkim od razu.

Numeracje poszczególnych Republik spopularyzowali Francuzi. Obecna – V Republika, która bierze swój początek od reform ustrojowych generała de Gaullea przeprowadzonych w 1958 r., różni się wszak INSTYTUCJONALNIE od swojej poprzedniczki – IV Republiki. De Gaulle zaproszony przez Francuzów do objęcia władzy zgodził się jedynie pod kilkoma warunkami. Po pierwsze wprowadził system prezydencki, po drugie zmienił ordynację wyborczą do parlamentu. Zlikwidował głosowanie na listy partyjne i wprowadził francuską odmianę JOW. Z miejsca we Francji nastąpiła stabilizacja polityczna, skończyły się upadki gabinetów, targi partyjne itp.

Kaczyński budując (rzekomo) IV RP, nie dokonał żadnej zmiany instytucjonalnej. Różnice polegają na innym stylu i innych celach, jakie sobie stawia rządząca ekipa. To jednak za mało, żeby mówić o kolejnej edycji ustrojowej Rzeczypospolitej. Każda bowiem ekipa wnosi do polityki swój osobny styl i swoje własne priorytety. Jeśli jednak instytucje ciągle pozostają te same, mamy ciągle tę samą edycje Republiki. W naszym przypadku – III RP. Wg niego największym grzechem III RP jest korporacjonizm, czyli dobieranie ludzi do funkcji publicznych, przez tych, którzy już daną działalnością się zajmują. Prawnicy dbają, żeby tylko ich dzieci dostały aplikacje itd.

Jednak sam Kaczyński konserwuje najbardziej widoczną i najbardziej wpływową korporację – polityków.

Najbardziej wpływową i blokująca rozwój kraju jest bowiem korporacja, którą czasem określa się pojęciem: Klasa polityczna. Złożona z obecnych liderów partii, ich najbliższego otoczenia, znajomych, przyjaciół, krewnych i znajomych królika, korporacja polityków dba o to, żeby nikt nie zagroził jej interesom. Na straży interesów korporacji stoi art. 96 konstytucji, a raczej jego interpretacja mówiąca o tym, że wybory są proporcjonalne czyli partyjne. Obywatele mogą dostać się do Sejmu tylko kandydując z list partyjnych, a o tym, kogo na nich umieścić, decydują szefowie korporacji – partii. Koło się zamyka.

Jest to najbardziej niemoralny i korupcjogenny system, jaki można sobie pomyśleć. Jednak korporacja tak uzależniła od siebie konstytucjonalistów, dziennikarzy, media, że nikt nie ośmieli się tego systemu skrytykować.

Kaczyński zaś jako znany zwolennik ordynacji proporcjonalnej, nie jest taką krytyką zainteresowany. W widoczny sposób przeszkadzają mu tylko te korporacje, którymi sam nie kieruje.

Jarosław Kaczyński – wbrew hasłu propagandowemu IV RP – ciągle jest premierem III RP. Ba, nic nie robi, żeby rzeczywiście nastąpiła zasadnicza zmiana, powtarza tylko TEN kawałek łososia.

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.