Apel otwarty do Prezydenta RP Andrzeja Dudy

Apel otwarty do Prezydenta RP Andrzeja Dudy o włączenie się w proces wyłaniania ponadpartyjnego kandydata na prezydenta Polski

Panie Prezydencie,

zbliżające się wybory prezydenckie w 2025 roku, będą kluczowe dla przyszłości Polski. Rozstrzygną bowiem o możliwości prowadzenia przez rząd i parlament globalistycznej polityki cywilizacji śmierci i ograniczania suwerenności polskiego państwa na rzecz Berlina i Brukseli.

Obecny głęboki kryzys polityczny państwa III Rzeczpospolitej, z ostentacyjnym łamaniem Konstytucji i prawa przez rząd w roli głównej, odsłonił w pełni istotę jego ustroju politycznego, jako faktycznego ustroju partyjnej oligarchii wyborczej. Ustroju, w którym pełnię władzy politycznej w państwie przejęły wodzowskie oligarchie partyjne, niekontrolowalne i nieodpowiedzialne przed własnym społeczeństwem. Ustroju, w którym obywateli pozbawiono biernego prawa wyborczego, uniemożliwiając im kandydowanie do Sejmu, a z kandydowania do Senatu czyniąc fikcję. Ustroju, w którym czynne prawo wyborcze jest fasadową demokracją, gdyż wyborcy mogą wybierać tylko spośród kandydatów już wybranych przez partyjne oligarchie.

Decyduje o tym proporcjonalna ordynacja wyborcza do Sejmu, z głosowaniem na partyjne listy wyborcze. To ta proporcjonalna ordynacja wyborcza decyduje o tym, że polscy posłowie, a w konsekwencji polscy politycy, nie są bezpośrednio zależni od polskich wyborców, a w konsekwencji od polskiego społeczeństwa. Są bowiem bezpośrednio zależni od tych, którzy umieszczają ich nazwiska i ich kolejność na partyjnych listach wyborczych, czyli od partyjnych oligarchii politycznych. I to jest źródłem patologii władzy politycznej w Polsce od ponad już 30 lat. Patologii nieustannej reprodukcji układu sił politycznych z początku lat 90. XX wieku, czego dosłownymi symbolami personalnymi są dziś Donald Tusk i Jarosław Kaczyński. Patologii negatywnej selekcji polskich polityków z ich miałkością ideową, niekompetencją merytoryczną, aż po kompradorskość i serwilizm, a obecnie już coraz liczniejszymi przypadkami braku elementarnej kultury osobistej.

Panie Prezydencie,

w tym oligarchicznym ustroju politycznym również wyłanianie kandydatów na prezydenta oraz sama wyborcza kampania prezydencka będzie zasadniczo oparta na oligopolu politycznym, a w istocie duopolu oligarchii partyjnej Donalda Tuska i oligarchii partyjnej Jarosława Kaczyńskiego. To one wybiorą kandydatów i one sfinansują z publicznych budżetowych pieniędzy kampanie prezydenckie oraz zapewnią poprzez swoje i sprzyjające im media propagandowe nagłośnienie kandydatów. W tym oligarchicznym ustroju nie ma bowiem możliwości szerokich konsultacji demokratycznych dla wyłonienia najlepszych kandydatów i nie ma możliwości demokratycznych prawyborów. Tak jak nie ma możliwości porównywalnych szans finansowych i medialnych.

Zasadniczym zaś problemem dla polskich sił demokratycznych, niepodległościowych i patriotycznych jest zmonopolizowanie opcji pronarodowej przez oligarchię partyjną J. Kaczyńskiego. Negatywne zaś przywództwo partyjne J. Kaczyńskiego, z jego osobistymi ułomnościami politycznymi, przesądzi o wystawieniu stricte partyjnego kandydata, i to pewnie jeszcze bez misji politycznej i wizji przyszłości Polski. I nie będzie miał on szans na wygraną w II turze wyborów. A to oznacza wysokie prawdopodobieństwo wygranej przez opcję globalistyczną i kompradorską, z wszystkimi tego konsekwencjami dla przyszłości Polski.

Panie Prezydencie,

w tej sytuacji politycznej jest Pan, jako Prezydent RP, jedynym ośrodkiem władzy politycznej, który ma możliwość przełamania tej krytycznej sytuacji. Jest Pan Prezydent jedynym ośrodkiem władzy niepodlegającej nadzorowi i podporządkowaniu partyjnej oligarchii politycznej w Polsce. Ma Pan, jako Prezydent wybrany w demokratycznych wyborach powszechnych, najsilniejszy mandat społeczny wśród polskich polityków, a tak naprawdę jedyny mandat demokratyczny. Daje to Panu, Panie Prezydencie, polityczne prawo i możliwość kluczowego udziału w wyłonieniu ponadpartyjnego kandydata na prezydenta Polski. Kandydata, który mógłby reprezentować pełnię polskich sił patriotycznych i niepodległościowych, a nade wszystko demokratycznych.

Panie Prezydencie,

dlatego zwracam się z apelem o włączenie się osobiste i instytucjonalne przez Pana, jako Prezydenta RP, w proces wyłaniania ponadpartyjnego kandydata na prezydenta Polski wszystkich sił i ośrodków demokratycznych, patriotycznych i niepodległościowych.

Z należnym szacunkiem,

Wojciech Błasiak
(ekonomista i socjolog, dr n. społecznych, niezależny naukowiec, uczestnik Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, krajowy koordynator Ruchu JOW w latach 1996-2006)

20 października 2024

Projekt Programu Odzyskania Polski – vox ex parte

(do artykułu blogera Wawel pod tym samym tytułem*)

1. Polska przynależy do cywilizacji łacińskiej, której istnienie powoli sobie uświadamiamy, chociaż bloger Krzysztof J. Wojtas dopowie, że do cywilizacji polskiej.

Ponadto, dzięki naszym post peerelowskim elitom jesteśmy elementem Unii Europejskiej, która podejmuje próby tworzenia jednolitego państwa sama będąc mieszanką państw zorganizowanych według różnych metod ustroju życia zbiorowego.
Ta próba stworzenia homogenicznego europejskiego imperium wiedzie ku stanowi acywilizacyjnemu (F. Koneczny), które nie wróży nic dobrego w przyszłości.
Bez opuszczenia tego, obcego cywilizacji łacińskiej, związku gospodarczo-politycznego każdy oddolny polski program naprawczy jest skazany na niepowodzenie.

2. Wielka Brytania – jako pierwsza – skutecznie poradziła sobie z wyjściem z UE poprzez operację zwaną Brexitem.
Hasłem przewodnim Brexitu (za Nigel Farage’em) była teza, że UE jest związkiem niedemokratycznym, co jest oczywiście prawdą.

3. Feliks Koneczny uważał Anglię za jedną z najmocniejszych twierdz cywilizacji łacińskiej, mimo działań protestantyzmu, zwłaszcza w jego odmianie kalwińskiej oraz poprzez pojęcia i metody kapitalistyczne. Anglia jest wybitnie łacińska, co się wyraża w niezależności i aktywności jej społeczeństwa, w jej praworządności, w jej duchu wolności.

4. Jeśli teza F. Konecznego, ujęta w ww. pkt.3 jest prawdziwa to nasuwa się pytanie, co jest takiego specjalnego u Wyspiarzy, że dali sobie radę z opuszczeniem UE?

5. Odpowiedź jest prosta dlatego tak niewidoczna.

Podmiotem w państwie Wielka Brytania jest obywatel, który w niewyobrażalnym dla Polaków demokratycznym mechanizmie wyborczym może kandydować do organu ustawodawczego, czyli do Izby Gmin. I to od niego – jako Suwerena – zależy los własnego państwa, w tym m.in. istnienie w strukturach UE.
Pozycja brytyjskiego Suwerena jest mocna, co potwierdziło referendum z 2011 roku w sprawie zmiany sposobu wyboru deputowanych do Izby Gmin. Dotyczyło ono zmiany sposobu głosowania w ramach ordynacji większościowej i również w jednomandatowych okręgach wyborczych z jedną turą głosowania, gdzie elekcję uzyskiwał kandydat z największą liczbą głosów (First Past The Post) na rzecz sposobu – bardziej skomplikowanego (kilka tur liczenia), a zatem mniej transparentnego dla wyborcy – zwanego AV (alternatywny głos). Wynik był czytelny: tak dla FPTP, nie dla AV.

6. Jak wygląda bierne prawo wyborcze w Wlk. Brytanii:
Każdy, czy to nominowany przez partię, czy niezależny tzw. independent, może stawać do wyborów do Izby Gmin pod 2 warunkami: musi zdobyć 10 podpisów oraz wpłacić depozyt 500 £, który przepada jeśli nie uzyska 5% głosów. Ponadto państwo nie finansuje partii.
Wnioskując z powyższego możemy uznać, że demokracja angielska jest jak wzorzec z Sevres wśród wszystkich odmian europejskich demokracji.

7. W przeciwieństwie do Brytyjczyków Polacy nadal – dokładnie jak w czasach PRL – nie są podmiotem prawa wyborczego tj. mają prawo czynne, ale nie mają biernego.
Ta wadliwa praktyka wyborcza jest sprzeczna m.in. z dokumentem Rady Europy tj. z Opinią no. 190/2002 pn. „Code of good practice in electoral matters”.
Polska jest członkiem Rady, a mimo to nie ma urzędowego tłumaczenia jego tekstu.
Opinia RE jest konsekwencją innych międzynarodowych dokumentów, jak np. Międzynarodowej Konwencji Praw Obywatelskich i Politycznych.

8. Kodeks wprowadził do obiegu pojęcie Europejskie Dziedzictwo Wyborcze (EDW).
EDW zostało zdefiniowane poprzez podanie pięciu zasad, które to dziedzictwo stanowi. Zasadami tymi są: powszechność, równość, wolność, tajność i bezpośredniość wyborów.
Autorzy dokumentu stwierdzają, iż demokracja jest nie do przyjęcia bez wyborów przeprowadzanych zgodnie z ww. zasadami.
Wobec powyższego treść artykułu 96.2 polskiej Konstytucji winna brzmieć:
„Wybory do Sejmu są powszechne, równe, bezpośrednie i wolne oraz odbywają się w głosowaniu tajnym”.

9. W świetle praktyki demokracji angielskiej (pkt.6) ordynacja proporcjonalna z d’Hondtem wygląda na igrzyska urządzane dla gminu i na jego koszt przez „grupę trzymających władzę” po 1989 roku, tak aby nic się nie zmieniło w stosunku do okresu peerelu na odcinku systemu wyborczego.
Co do zasady „proporcje” są destrukcyjne dla wspólnoty bowiem dotyczą wyłącznie proporcji między organizacjami zwanymi partiami a nie między kandydatami, którzy mogą, a nie muszą być nominowani przez partie.
W III RP partie zagwarantowały sobie prawnie monopol na proces wyboru posłów poprzez pozbawienie obywatela biernego prawa wyborczego.

10. W 2011 roku Węgry uchwaliły nową Konstytucję i wprowadziły do niej ordynację większościowo-proporcjonalną, z przewagą angielskiego JOW. Skutkiem tego węgierski naród ma gwarancję, że jest Suwerenem w swoim kraju.

11. Reasumując: warunkiem niezbędnym realizacji jakiegokolwiek narodowego sanacyjnego programu jest opuszczenie Unii Europejskiej. Z kolei działania nakierowane na to opuszczenie są uwarunkowane uprzednim upodmiotowieniem polskiego obywatela co do pełni praw wyborczych.

12. Roztropnym ruchem ku upodmiotowieniu obywatela byłaby droga węgierska, czyli pośrednia ku demokracji prawie wzorcowej jaką mają Anglicy. To oznacza zaadoptowanie węgierskiego mechanizmu wyborczego do polskich warunków.

13. Ponieważ tylko czynem można potwierdzić to, czy głoszona idea jest dobra czy nie dlatego – co do zasady popieram hasło Sz. Kolegi Wawela nt. przedstawionego Programu, nawet nie wgłębiając się w jego szczegóły.
Sugeruję jednak – na początek – ograniczenie tego Programu do jednego celu, który to cel jest zapisany w art.1 polskiej Konstytucji. Jego treść to: „Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli”. Uzasadnienie dla tego ograniczenia podaję w pkt. 16.

14. W kwestii organizacyjnej uważam, że „Program” skutecznie może realizować nie żaden Ruch a Partia, która ujmie ww. cel w swoim statucie. Bowiem Ruchy po śmierci założyciela same zamierają a Partie normalne – demokratyczne (nie wodzowskie) – już nie powinny.

15. Nadal jednak pozostają dwie niewiadome:
a/ czy i kiedy polski gmin, po swoim upodmiotowieniu będzie skłaniał się w większości ku opuszczeniu UE?
b/ czy Autorzy idei ewangelizacji Europy nadal będą upierać się przy swoim pomyśle kładąc kłody temu „opuszczeniu”? Sam byłem w owym czasie pod urokiem tej idei dając krzyżyk za przystąpieniem do UE, co dzisiaj wydaje mi się ruchem błędnym.

16. Uzasadnienie do pkt. 11.
Rządząca w Wlk. Brytanii Partia Konserwatywna ma w swoim 17-stronicowym statucie tylko jednozdaniowy zapis na temat swojego celu, o treści:
„2. Its purpose is to sustain and promote within the Nation the objects and values of the Conservative Party”.
Bowiem im ogólniej zdefiniowany cel w statucie tym szersza jego popularność wśród obywateli. Taktyczne szczegóły w realizacji tego celu zawiera się w bieżącej polityce partii – w formie programu na czas kadencji – na którą wpływ winni mieć wszyscy jej członkowie.

*/https://www.salon24.pl/u/wawel24/1331727,projekt-programu-odzyskania-polski

Rządowa pożyczka z Funduszu Odbudowy

Zadłużenie zagraniczne państwa to dług denominowany w walutach obcych. Zaciąganie długu za granicą ma sens jedynie w wypadku, gdy istnieje potrzeba wydatków państwa w takich właśnie walutach. Paradoksalnie są to jednak rzadkie przypadki. W zdecydowanej większości długi zagraniczne wynikają z potrzeb wydatków wewnętrznych państwa. Jest to jeden z największych absurdów ekonomicznych współczesnego świata.

Absurdalność ekonomiczna zadłużenia zagranicznego powodowanego wydatkami wewnętrznymi, wynika z faktu, iż zagraniczna waluta jest zbędna przy krajowych wydatkach. Rząd musi wymienić w banku centralnym zagraniczną walutę na krajową, którą dopiero może opłacać swoje wydatki. W tym opłacaniu zagraniczna waluta jest niepotrzebna. Wydatki są bowiem konieczne w walucie krajowej.

Cała więc operacja zagranicznej pożyczki na potrzeby krajowych wydatków jest absurdalna. Rząd powinien pożyczyć pieniądze w kraju w walucie krajowej, gdyż w takiej będzie pokrywał swoje wydatki. Najlepiej gdyby pożyczał w swoim banku centralnym. Tam gdzie wymienia zagraniczną pożyczkę na krajowe pieniądze. Zadłużenie państwa w krajowej walucie nie jest przy tym w niczym groźne ekonomicznie. Rząd może zawsze dodrukować własne pieniądze krajowe via swój bank centralny. Ale zagranicznej pożyczki już tak nie spłaci.

Pożyczone za granicą pieniądze trzeba jednak będzie zwrócić w walutach zagranicznych. Aby je posiadać, trzeba mieć nadwyżki w handlu zagranicznym, a szerzej w bilansie płatniczym państwa. Te waluty trzeba powiem uzyskiwać w wymianie handlowej, a szerzej płatniczej. I tu zaczyna się problem spłaty zagranicznego zadłużenia, by przypomnieć choćby długi zagraniczne Polski Ludowej epoki Edwarda Gierka.

Zadłużenie zagraniczne państw półperyferyjnych i peryferyjnych to kluczowy mechanizm ich podporządkowania, aż do całkowitej utraty suwerenności i okupacji ekonomicznej, jak w europejskim przypadku Grecji. Zagraniczna zależność finansowa w postaci trudnych lub niemożliwych do spłacenia długów jest we współczesnym świecie podstawowym środkiem wojny ekonomicznej. A celem tej wojny, tak jak i wszelkich wojen militarnych, jest ekonomiczna eksploatacja okupowanego terytorium. „Greccy pożyczkodawcy (MFW, EBC i Komisja Europejska, a w istocie Niemcy – WB) – opisywał przypadek takiej współczesnej wojny ekonomicznej w Europie amerykański ekonomista i historyk Michael Hudson – używają finansów jako nowego środka wojny. W Europie trwa wojna, ale nie jest to wojna militarna. Teraz używają finansów zamiast wojny, by powiedzieć, że mogą przejąć twój kraj. Mogą cię pozbawić pracy. Mogą cię kontrolować i nie muszą cię zabijać, mogą po prostu zmusić cię do emigracji, odbierając twoją emeryturę i zabierając wszystkie twoje pieniądze. Jest też grabież ziemi, tak jakby to była inwazja w celu przejęcia greckich portów, przejęcia greckich kolei i wszystkiego innego. To jest wojna”.

Zadłużenie zagraniczne państwa to wyjątkowo niebezpieczna zależność zwłaszcza w związku z nieprzewidywalnymi relacjami kursu waluty krajowej do walut obcych. Wahania kursów tworzą nieprzewidywalność wielkości zagranicznego zadłużenia, które stałe jest tylko nominalnie, zaś realnie w przeliczeniu na walutę krajową jest płynne. Szczególnie groźna jest występująca w sytuacji depresji i recesji gospodarczej na świecie tzw. deflacja długów. Jest to zjawisko polegające na realnym wzroście obciążenia spłatą odsetek i kapitałów nominalnie stałego długu w wypadku spowolnienia i spadku gospodarczego. Jest to sytuacja, gdy przyrost zadłużenia dzięki procentowi składanemu jest szybszy od przyrostu PKB, i to coraz szybszy, aż w końcu prowadzi do zwielokrotniania długu.

Rząd premiera Mateusza Morawickiego zaciąga właśnie w ramach Funduszu Odbudowy Unii Europejskiej dług zagraniczny w wysokości 34,2 mld ero, obok 23,9 mld euro z tytułu grantowej dotacji. Jak zaś wynika z projektu Krajowego Planu Odbudowy wydatki będą zasadniczo krajowe. Jest to więc absurd ekonomiczny. Ta pożyczka zagraniczna jest nie tylko zbędna, ale i szkodliwa gospodarczo dla Polski. Tym bardziej, że zadłużenie zagraniczne państwa to około 100 mld euro, przy blisko 293 mld euro podmiotów w całym kraju, a więc 60% PKB. To jest już długofalowo groźne. A jeszcze zobaczymy, co kryje się w rządowym Krajowym Planie Odbudowy. I w PiS-owskim Nowym Ładzie. Może być dużo groźniej.

Ta zagraniczna pożyczka rządu M. Morawickiego jest ekonomicznie absurdalna. I nie można tego zrzucić na szczególną głupotę ekonomiczną naszego premiera i jego rządu. Tę pożyczkę popiera bowiem de facto większość parlamentarnych partii politycznych. Jej negacja wśród części opozycji jest bowiem tylko efektem partyjnego amoku anty-PiSowskiego. Taki mamy powszechny stan wiedzy ekonomicznej wśród partyjnych grup parlamentarnych. To jest efekt ponad 30. lat negatywnej selekcji polskich polityków. To efekt proporcjonalnej ordynacji wyborczej do Sejmu. Myślę, że bez głębokiego wstrząsu ekonomicznego Polacy nie pójdą po rozum do głowy i nie zmienią tej ordynacji. Acz wstrząs może być już blisko.

1 maja 2021

Groteska z udziałem prezydenta i premiera Polski oraz z ponurymi wnioskami ogólnymi

Jak podała Polska Agencja Prasowa, 19 marca br. prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawicki uczestniczyli w obchodach „40. rocznicy bydgoskiego marca”. Prezydent i premier Polski uczcili „użycie siły wobec protestujących związkowców”. Chodzi o rocznicę prowokacji zorganizowanej 19 marca 1981 roku przez ówczesnego premiera PRL gen. Ludowego Wojska Polskiego Wojciecha Jaruzelskiego, w której funkcjonariusze komunistycznej Służby Bezpieczeństwa ciężko pobili w Bydgoszczy trzech działaczy „Solidarności” i „Solidarności Chłopskiej”. Była to celowa prowokacja, która miała być testem nastrojów społecznych, przed planowym wprowadzeniem stanu wojennego w kwietniu 1981 roku. Czyż czczenie politycznej prowokacji, przy całym szacunku dla pobitych, nie jest może połączeniem komizmu z tragizmem, zwanym popularnie groteską?

Prowokacja bydgoska premiera W. Jaruzelskiego

Od lutego 1981 roku komunistyczne władze Polski Ludowej rozpoczęły ostateczne przygotowania do wprowadzenia na wiosnę stanu wojennego w celu policyjno-wojskowego rozbicia ruchu „Solidarności”. 11 lutego nowym premierem rządu zostaje minister obrony narodowej, gen. LWP W. Jaruzelski, który występuje z apelem do społeczeństwa o „90 dni spokoju”. Niemal równocześnie z powołaniem gen. W. Jaruzelskiego na funkcję premiera, przeprowadzono pod jego kierownictwem „grę decyzyjną” wprowadzenia stanu wojennego z udziałem 45 wtajemniczonych generałów wojska i policji. Jednym z jej kluczowych ustaleń był wniosek, iż zniszczenie „Solidarności” będzie możliwe tylko przy jej pełnym zaskoczeniu. Na początku zaś lutego zapadła decyzja o przeprowadzeniu w Polsce wielkich ćwiczeń wojskowych Układu Warszawskiego z udziałem wojsk sowieckich „Sojuz 81”. 3 marca Jaruzelski przedstawił na Kremlu stan przygotowań do wprowadzenia stanu wojennego, a 16 marca rozpoczęły się wielkie manewry wojskowe. 27 marca premier Jaruzelski i I sekretarz KC partii komunistycznej Stanisław Kania podpisali podstawowe dokumenty, regulujące zasady i tryb wprowadzenia stanu wojennego, w tym dokument „Myśl przewodnia wprowadzenia stanu wojennego”.

Stan wojenny był planowany najpóźniej na kwiecień 1981 roku, a najprawdopodobniej na pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych czyli 19 kwietnia. Świadczy o tym nie tylko logika wydarzeń, ale nade wszystko listy osób do internowania z 13 grudnia 1981 roku. Znaleźli się na niej bowiem działacze , którzy opuścili Polskę najpóźniej w kwietniu, acz również działacze, którzy przestali po kwietniu pełnić swoje funkcje w związku.

W założeniach wprowadzenia stanu wojennego znalazła się teza, iż stan wojenny będzie można wprowadzić wtedy, gdy co najmniej 60% społeczeństwa nie poprze „Solidarności”. Testem sprawdzającym siłę „Solidarności” i jej poparcie społeczne przed planowanym wprowadzeniem stanu wojennego, była rządowa prowokacja w Bydgoszczy. Prowokację przeprowadzono 19 marca pod bezpośrednią kontrolą premiera Jaruzelskiego, który był na bieżąco informowany telefonicznie o jej przebiegu, i przy obecności na jej miejscu wicepremiera rządu Stanisława Macha.

Fala rewolucyjnej mobilizacji „Solidarności”

Prowokacja polegała na ciężkim i brutalnym pobiciu przez funkcjonariuszy SB regionalnych działaczy „Solidarności” i chłopskich związków zawodowych, zaproszonych oficjalnie na sesję wojewódzkiej rady narodowej w Bydgoszczy. Brutalność i bezczelność tej prowokacji wywołała natychmiast ogromną falę emocji oburzenia w całym kraju. Krajowa Komisja Porozumiewawcza „Solidarności”, jako naczelna władza związku, po bardzo ostrym i dramatycznym konflikcie z jej przewodniczącym Lechem Wałęsą, uchwaliła strajk ostrzegawczy na 27 marca, a strajk generalny na 31 marca. Powołano Krajowy Komitet Strajkowy, który otrzymał z ramienia KKP pełnię władzy w związku, jednak bez możliwości zmiany żądań strajkowych, a także odwołania samego strajku.

W ciągu tygodnia dokonał się proces niespotykanej wcześniej i później rewolucyjnej już mobilizacji politycznej ruchu związkowego „Solidarności”, i to przy pełnym i zdecydowanym poparciu większości oburzonego brutalnością prowokacji społeczeństwa. Powszechne przygotowania do powszechnego strajku generalnego w przedsiębiorstwach i kopalniach, prowadzone z pełną świadomością możliwości użycia siły przez komunistyczne władze, wyzwoliły mobilizację emocji buntu i determinacji, przy zredukowaniu emocji strachu. To zaś prowadziło do iście rewolucyjnej masowej aktywizacji ruchu. Przygotowywano się organizacyjnie do czynnej obrony przedsiębiorstw przed uderzeniem sił szturmowych milicji. Pokazem pełnej mobilizacji i sprawności organizacyjnej „Solidarności” był czterogodzinny strajk ostrzegawczy w dniu 27 marca. Wszystko to działo się przy pełnym i zdeterminowanym poparciu większości społeczeństwa.

W tej sytuacji władze komunistyczne, przygotowujące się do wprowadzenia stanu wojennego, nie tylko musiały uznać go za niemożliwy do przeprowadzenia w kwietniu, ale musiały się silnie obawiać powszechnego strajku generalnego i pełnej konfrontacji politycznej ze związkiem. I były żywotnie zainteresowane jego odwołaniem. Rezygnacja zaś z wprowadzenia stanu wojennego w kwietniu 1981 roku, była dowodem, iż władze komunistyczne ustępują jedynie przed siłą zorganizowanej i zmobilizowanej „Solidarności”. Tylko siła związku i masowy oraz aktywny opór strajkowy łącznie z możliwością użycia siły fizycznej, mógł go uratować przed policyjno-wojskowym rozbiciem stanem wojennym, a tym samym nie dopuścić do zaprzepaszczenia solidarnościowej rewolucji.

Doszło wszakże do niespodziewanego przez miliony członków związku rozstrzygnięcia. W wyniku pertraktacji pomiędzy przewodniczącym związku L. Wałęsą, z pominięciem wszakże Krajowego Komitetu Strajkowego, a wicepremierem Mieczysławem Rakowskim, w dniu poprzedzającym strajk generalny w godzinach wieczornych podpisano porozumienie i odwołano strajk bez spełnienia postulatów strajkowych KKP.

Sposób zawarcia tej „ugody warszawskiej”, jak ją potem często pogardliwie nazywano, był ze strony Wałęsy i części liderów „Solidarności” oraz ich doradców politycznych na czele z Bronisławem Geremkiem, faktycznym puczem związkowym. Zawieszono bowiem strajk i zrezygnowano z żądań strajkowych, bez zgody KKS, a przy fizycznym uniemożliwieniu zwołania KKP. Co gorsza doszło do faktycznego zaakceptowania przez KKP tego puczu, gdyż nie odwołano L. Wałęsy z funkcji przewodniczącego oraz nie rozwiązano zespołu doradców.

Zaprzepaszczona rewolucja „Solidarności”

„Ugoda warszawska” odsłoniła w pełni główną słabość solidarnościowego ruchu robotniczego, jaką było negatywne przywództwo, wsparte negatywnym doradztwem. Było to przywództwo negatywne, gdyż liderzy związkowi na czele z Wałęsą, nie tylko nie byli w stanie sformułować strategicznej wizji i wyartykułować misję związku oraz jej przewodzić, ale nie byli też w stanie wziąć na siebie odpowiedzialności za ruch związkowy, a ich poziom etyczny nie eliminował ich osobistych słabości w działalności związkowej.

A był to najważniejszy dla solidarnościowej rewolucji moment, w którym została zaprzepaszczona historyczna szansa jego sukcesu. Przeprowadzenie w dniu 31 marca 1981 roku bezterminowego strajku generalnego w formie okupacji tysięcy zakładów pracy przez kilka milionów ludzi, w tym w 200 największych przedsiębiorstwach przemysłowych i kopalniach, w których pracowało po kilka tysięcy robotników przygotowanych do czynnej obrony swoich zakładów, uniemożliwiało rozbicie strajku z użyciem sił policyjno-wojskowych. W przypadku przeprowadzenia nawet krótkotrwałego, kilkudniowego strajku, jego efektem byłoby unaocznienie i uprzytomnienie milionom ludzi skuteczności strajku generalnego i bezsilności władz dysponujących siłą policji i wojska. Miliony uczestników przekroczyłyby kolejne granicy swej podmiotowości, zmieniając swą potoczną świadomość i swe osobowości społeczne, rozbudowując emocje buntu i odwagi, a redukując emocje strachu i podległości.

Odwołanie strajku generalnego było jednak nie tylko zaprzepaszczeniem historycznej szansy uzyskania strategicznej przewagi siły politycznej w konflikcie z władzami komunistycznymi. To odwołanie załamało siłę polityczną ruchu do tego stopnia, że do końca swego istnienia już jej nie zdołał odbudować, a co ostatecznie stało się przesłanką do skutecznego wprowadzenia stanu wojennego w grudniu 1981 roku. Doszło bowiem do nagłego i masowego załamania wznoszącej się fali emocjonalnej mobilizacji. Nastąpiła gwałtowna i masowa demobilizacja emocjonalna ruchu, a w konsekwencji wielomiesięczna masowa dezaktywacja ruchu „Solidarności”.

Pokojowa rewolucja społeczna „Solidarności”, która była w swej treści demokratyczna, niepodległościowa i uspołeczniająca, została ostatecznie zaprzepaszczona. Odwołanie wprowadzenia stanu wojennego w kwietniu 1981 udowadnia, że zmobilizowany ruch robotniczy był w stanie, przy wykorzystaniu siły generalnego strajku okupacyjnego, skutecznie przeciwstawić się użyciu stanu wojennego przez władze komunistyczne. Równocześnie przez cały okres solidarnościowej rewolucji nigdy nie istniała realna groźba sowieckiej interwencji zbrojnej, co jest już dzisiaj wystarczająco udokumentowane. Ta rewolucja została zaprzepaszczona dzięki istnieniu negatywnego przywództwa i negatywnego doradztwa, co w pełni odsłoniły wydarzenia marca 1981 roku, a potwierdziły późniejsze miesiące.

Katastrofalny stan nauk społecznych

Można by nad groteskową sytuacją czczenia przez naszego prezydenta i premiera rocznicy prowokacji Jaruzelskiego, przejść do porządku dziennego, bo nie z taką skalą groteski politycznej mamy do czynienia współcześnie w Polsce. Ale nie można tego zrobić, gdyż jest to wierzchołek góry lodowej bardzo groźnego zjawiska w postaci katastrofalnego stanu nauk społecznych, acz i, jak przypuszczam, nauki polskiej w ogóle. To, że prezydent i premier uczestniczyli w grotesce, wynikało bowiem z faktu, iż obydwaj nie wiedzieli, czym była „prowokacja bydgoska” i na czym polegał jej historyczny kontekst. A nie wiedzieli, gdyż mimo upływu 40 lat, polskie nauki społeczne, od historii, przez socjologię, po politologię, by pominąć tu ekonomię, nie mają o tym pojęcia, podobnie jak czołowi polscy dziennikarze, publicyści, komentatorzy i medialni eksperci.

Polskie nauki społeczne nie mają o tym pojęcia, gdyż badania naukowe zarówno współczesnej historii, jak i współczesnej rzeczywistości społecznej i gospodarczej, są zdominowane koniunkturalizmem, poprawnością i powierzchownością. Są zdominowane łamaniem naczelnej zasady nauk społecznych sformułowanej przez wielkiego polskiego socjologa Stanisława Ossowskiego, iż podstawowym obowiązkiem pracownika naukowego jest brak lojalności w myśleniu. W domyśle – brak lojalności w myśleniu naukowo-badawczym wobec kogokolwiek i czegokolwiek.

Polskie nauki społeczne są zdominowane koniunkturalizmem, poprawnością i powierzchownością analiz, gdyż instytucjonalnie zorganizowana nauka w uczelniach wyższych, instytutach naukowo-badawczych, aż po Instytut Pamięci Naukowej, dochodzenia prawdy nie wymusza i nie wymaga. Jest się tam nagradzanym zawodowo za koniunkturalizm, poprawność i powierzchowność badań, a karanym zawodowo za bezkompromisowość, obiektywizm i dociekliwość badawczą. Jest jeszcze gorzej, gdyż ci bezkompromisowi, obiektywni i dociekliwi, od czasów komunistycznych czystek początku i końca lat 80. XX wieku, już tam zasadniczo nie pracują. A istniejące mechanizmy naboru i awansu w tym zawodzie tę sytuację reprodukują stale i na nowo. Nieliczne zaś wyjątki, potwierdzają tylko regułę.

Polskie społeczeństwo narodowe pozbawione własnej nauki czyli samowiedzy, poczynając od Wszechświata, a na swej własnej historii kończąc, jest niczym kolos o glinianej głowie. To uniemożliwia zasadniczą samoorientację w świecie, w którym się żyje. A groteskowe zachowania polskich przywódców politycznych, są tylko tego tragikomicznym, acz i dosadnym przejawem.

Nasz prezydent i premier są tu też ofiarami swej własnej polityki wobec nauki i szkolnictwa wyższego. Nie tylko, że nie zrobili nic, mając moc inicjatywy ustawodawczej i większość parlamentarną od 2015 roku, dla głębokiej reformy i uzdrowienia polskiej nauki, acz i studiów wyższych. Dopuścili wręcz do istotnego pogorszenia sytuacji, dzięki bezmyślnej reformie nauki byłego ministra Jarosława Gowina, której nie zablokowali, choć mogli.

Katastrofalny stan nauk społecznych, acz i szkolnictwa wyższego w ogóle, po raz kolejny potwierdza, iż stworzone negatywną selekcją, dzięki proporcjonalnej ordynacji wyborczej do Sejmu, partyjne grupy władzy politycznej, nie są zdolne do gruntownej naprawy czegokolwiek, acz do psucia i niszczenia zawsze i stale. Dotyczy to tak rządzącej koalicji, jak i jej opozycji. Tylko likwidacja obecnego ustroju partyjnej oligarchii wyborczej i wprowadzenie ordynacji opartej o możliwość swobodnego kandydowania wszystkich uprawnionych do tego obywateli, otworzy drogę pozytywnej selekcji polskich elit politycznych. I być może doczekamy się wtedy uzdrawiających polską naukę reform. Póki co, wnioski są ponure.

PS wszystkie tezy dotyczące okresu lat 1980-1981 są tezami naukowymi, których dowód przedstawiłem w swojej liczącej 646 stron monografii naukowej – Wojciech Błasiak „Zaprzepaszczona rewolucja. Robotnicza rewolucja społeczna Solidarności: podłoże, przyczyny, przebieg, skutki i konsekwencje (w trzech studiach)”, „Śląsk” Wydawnictwo Naukowe, Katowice 2018. Dodam, iż jej sponsorem nie była uczelnia wyższa czy instytut naukowo-badawczy, nie mówiąc o IPN, lecz nauczycielska pensja mojej żony, wspierana nieregularnie moimi dochodami jako dostawcy pizzy.

20 marca 2021