/Zreformować savoir vivre!

Zreformować savoir vivre!

Wspólnota Samorządowa Województwa Mazowieckiego zorganizowała we wtorek, 17 listopada 2009, konferencję – Seminarium Samorządowe w warszawskim Pałacu Kultury i Nauki. W rozesłanej informacji napisano:

Tematem spotkania będzie kwestia związana ze zmianą ordynacji wyborczej do Sejmu i samorządu terytorialnego. Wśród zaproszonych gości są: Pan poseł Maciej Płażyński, Pan poseł Czesław Mroczek, Pan poseł Bogusław Kowalski oraz Pan poseł Janusz Piechociński. JOW – Jednomandatowe Okręgi Wyborcze – czy jest szansa na wprowadzenie takiego rozwiązania do naszego systemu wyborczego? Czy jest miejsce na powszechne wybory radnych w okręgach jednomandatowych, odbywających się w jednej turze, bez progów wyborczych i bez przywilejów dla ogólnopolskich komitetów wyborczych oraz wprowadzenia bezpośrednich wyborów starosty powiatu i marszałka województwa.

Ozdobne, sporządzone ładną grafiką plakaty (zob.www.wswm.org.pl) przygotowywano długo, odbywały się bowiem "negocjacje" z tzw. posłami, gdyż Organizatorzy chcieli zapewnić obecność przedstawicieli Najwyższej Władzy RP. Kiedy już wszystko uzgodniono jak należy, rozesłano informację i zaproszenia po Polsce. Z plakatów dowiedzieć się można było, że p. Maciej Płażyński to poseł niezrzeszony, a towarzyszyć mu będą posłowie PO, PiS i PSL. Zaproszenie dotarło także do Wrocławia, wobec czego zdecydowałem się na uciążliwą całodobową wyprawę do Stolicy. Nie mam prawa narzekać, ponieważ na Sali zauważyłem samorządowców, burmistrzów i starostów z jeszcze bardziej odległych stron Polski. Spotkanie miało być krótkie, ale przeprowadzone sprawnie i treściwie, tak żeby wszystko zmieściło się w niecałych dwu godzinach.

Na stole prezydialnym Organizatorzy rozstawili tabliczki z nazwiskami JO Posłów, aby nie musieli szukać miejsca na Sali, tylko od razu kierowali się tam, gdzie ich zdaniem zawsze powinno być dla nich miejsce. Takie się utarły w Polsce zasady politycznego savoir vivre, że jeśli JO Poseł, to, oczywiście, za stołem prezydialnym, a głosu należy udzielać mu zawsze w pierwszej kolejności.

Niestety, niestety, ta elegancja w traktowaniu posłów nie na wiele się przydaje. Kiedy minęło pierwsze pół godziny oczekiwania, niektórzy z nas, którzy, z różnych względów nie charakteryzują się anielską cierpliwością, opuścili zgromadzenie. Po kolejnych 30 minutach pojawić się raczył "poseł niezrzeszony" – posłowie "zrzeszeni" pokazali nam wszystkim środkowy palec i wbrew swoim zapewnieniom i uzgodnieniom, najłaskawiej olali samorządowców i ich seminarium. Akurat media doniosły, że jakiś piłkarz europejski za pokazanie środkowego palca została ukarany wysoką grzywną. Tzw. posłom RP, naturalnie, żadna grzywna za nic nie grozi: mają immunitet.

We wszystkich publikowanych rankingach popularności i uznania, jakim się cieszą w Polsce różne grupy zawodowe i społeczne, politycy i posłowie, nieodmiennie i od lat, plasują się na samym dole. Pomimo tego organizatorzy wszelkich publicznych spotkań i debat, na których spodziewana lub oczekiwana jest obecność jakiegoś "posła" zawsze starają się go/ich uhonorować, sadzać na pierwszym miejscu, udzielać głosu w pierwszej kolejność. Oni tymczasem przychodzą tylko wtedy, gdy nadaje im się jakiś nowy tytuł honorowy albo inna nagrodę. Poza tym, stale i wszędzie, pokazują nam środkowy palec.

Uważam, że po 20 latach tego savoir vivre – pora z tym skończyć. Pokażmy – my, im – gest Kozakiewicza! Zerwijmy z tą kiepską tradycją: nie tylko nie sadzajmy ich na żadnych honorowych miejscach i nie udzielajmy głosu, ale w ogóle nie zapraszajmy ich gdziekolwiek, ignorujmy i bojkotujmy! Zostawmy to towarzystwo samemu sobie. Oni nie mają nam nic do powiedzenia. A słuchać nie potrafią.