Spec od PR pewnie pochwaliłby za kreatywność tytułu i przyciągnięcie zainteresowania, na tym jednak koniec pierdół i przejdziemy do konkretów.

1. Polska. Liczba mieszkańców – 38.5 miliona.

2. W wyborach parlamentarnych w 2011 roku liczba wyborców uprawnionych do oddania głosu: 30 milionów 762 tysiące.

3. Głosów ważnych – 14 milionów 369 tysięcy.

4. Głosów na partię zwycięską – 5 milionów 629 tysięcy.

5. W tym samym 2011 roku zatrudnionych w sektorze publicznym – ok 3,5 mln.

3,5 mln to mniej więcej
jeden1

6. Strukturę zatrudnienia tych osób i w miarę rzetelny spis osób z dostępem do przysłowiowego „koryta” państwowych pieniędzy przedstawił swego czasu portal ekonomia.rp.pl

7. Ich stanowiska, wysokość zarobków, możliwość awansu – wszystkie te rzeczy są uzależnione od decyzji politycznych, podejmowanych przez rządzącą partię. Doliczając do tego 3,5 miliona, także ludzi zatrudnionych przez zaprzyjaźnione media i zaprzyjaźnione prywatne biznesy, czyli przysłowiowych „kolegów królika” – otrzymujemy ilościową strukturę przysłowiowego „układu”. I nie używamy w tym momencie tego słowa z nacechowaniem pejoratywnym! Dlaczego? Tam gdzie występują zależności używa się słowa układ, tak jak mówimy o układzie okresowym pierwiastków.

Większość z tych 5 milionów 629 tysięcy osób, które zagłosowało na partię zwycięską to zwykli ludzie. Część z nich pewnie powie, że wcale nie odczuwają lepszych warunków życia niż ci pozostali. Powiedzą, że sami też żyją w tej dżungli podatków i fotoradarów, pracując sobie w urzędzie gminy, szkole, kopalni, czy ośrodku zdrowia. Chcą mieć święty spokój, więc głosują na partię, która „podpisuje im czeki”. Często robią to mając świadomość, że na ich miejsce czekają znajomi „tego wicekierownika, co to kiedyś coś znaczył, a teraz nie bo jest z innej opcji, ale jak źle wiatr zawieje to może wrócić”. Co jest dalej chyba nie musimy wyjaśniać…

8. Kto więc ma w ręce ster tego głosu wyborczego społeczności o liczbie wystarczającej do objęcia władzy w kraju?
Kto ma ster do administracji, mediów, sądownictwa, skarbu, organów bezpieczeństwa?

Liczba członków zwycięskiej partii w lipcu 2013 to 42 tysiące 636, partia zajmująca drugie miejsce w listopadzie 2012 miała ich 21 tysięcy 766. Wszystkie partie sejmowe razem wzięte mają ich poniżej 100 tysięcy.

Podane powyżej liczby obrazują nasz system wyborczy, nawet przy założeniu że za rok szala się obróci i partie zamienią się miejscami to nie ma powodów by podejrzewać, że któraś z powyższych liczb drastycznie się zmieni. Pamiętajmy jeszcze o tzw. wydmuszkach i innych martwych duszach, od członkostwa do aktywności jest przecież daleka droga.

9. Według Konstytucji Naród polski sprawuje władzę w sposób bezpośredni – obecny system wyborczy jest niezgodny z Konstytucją.

Wyborca nie może dokonać wyboru osoby, którą chciałby powołać na swojego bezpośredniego przedstawiciela. Zamiast tego pośrednio w swojej łaskawości i według własnego widzimisię, jeden z 5 liderów partii politycznych wybiera dla wyborcy kilkanaście nazwisk tworząc listę wyborczą. Nazwiska dobiera spośród sobie jedynie oddanych panów kierowników i wicekierowników, weteranów „koryta” (ciekawostka – ponad połowa obecnych posłów przebywa w sejmie nieprzerwanie od ’89 roku).

Te 3,5 miliona urzędników i podobna im liczba urzędniczego gabinetu cieni czekającego na zwolnienie się miejsca dostaje, tak jak pozostali wyborcy listę ludzi, spośród których skreślamy jedno nazwisko nie mając nawet pewności, że ten głos nie przypadnie komuś kogo „jeden z pięciu” umieścił najwyżej na liście zaufanych i oddanych mu ludzi lub ludzi mających odpowiednio duże wpływy pozwalające na wysokie „biorące” miejsce.

10. Taki mamy klimat, taki mamy system. Zresztą ten sam, który Stany Zjednoczone wprowadziły w Iraku czy Afganistanie by łatwiej im było te kraje kontrolować.

Wystarczy 5 panów, pewnie też jakieś 100 tysięcy członków, siatka medialno-biznesowa i jakoś to leci.
Tymczasem same Stany Zjednoczone mają zupełnie inny system wyborczy, podobny mają Australia, Anglia, Francja, Japonia.

11. Przeciwnicy Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, bo do nich zmierzam często w dyskusji kończą ją jednym stwierdzeniem, że wyborcy są niedojrzali do takiego systemu, że ich trzeba prowadzić za rączkę podając im przygotowane listy wyborcze. Że systemu nie trzeba zmieniać, że wystarczy że się zmieni opcja, że tym razem Pan wicekierownik w urzędzie gminy będzie pracował lepiej niż ten obecny. Oj tak, zagłosuj na naszą listę to na pewno będzie lepiej. I tak sobie już 25 rządzą nami na zmianę w tym swoim zamkniętym, uzgodnionym i zaprojektowanym podczas rozmów w Magdalence „układzie”.

Poczytajcie o JOW-ach, dyskutujcie o nich, przede wszystkim dyskutujcie, poznajcie co o tym sądzicie Wy nawzajem, bo to, co media i główne partie chcą byście myśleli już pewnie wiecie.

Zmiana systemu jest możliwa i wcale nie musi się wiązać z jakimś krwawym armageddonem wbrew temu, co wieszczą przestraszone media i zwolennicy obecnego, betonowego systemu proporcjonalnego.

Źródło: HIT!!! Rafalala, WOŚP, Lemański, Podsłuchy, #Tencza, Mama Madzi, Adolf – UJAWNIAMY 111!, sierpień 2014

Dyskusja - 3 Komentarzy
  1. Logika Zwykła

    13. Wrz 2014,  godz. 08:40

    Przy obecnym systemie – przykładowo w 2011 roku Warszawie – wyborca mógł poprzeć jednego spośród 261 kandydatów. Podczas ostatnich wyborów europarlamentarnych wyborcy mogli – faktycznie wpłynąć na wybór trzech spośród pięciu europosłów.

    Przy systemie jednomandatowym wyborca będzie mógł poprzeć jednego spośród dwóch kandydatów. W 95% okręgów wybór ten będzie czysto teoretyczny. W praktyce w okręgach z większością centroprawicową posła mianować będzie kierownictwo partii centroprawicowej, natomiast w okręgach z większością centrolewicową posła mianować będzie kierownictwo partii centrolewicowej.

    Wbrew tezie autora artykułu, JOW oznacza pozbawienie wyborców możliwości realnego wpływu na na skład Sejmu.

    Odpowiedz

    • Grzegorz Osowski

      14. Wrz 2014,  godz. 23:06

      W ordynacji JOW wyborca ma głos którego siła jest ilorazem tegoż 1 głosu i ilości wyborców z danego okręgu wyborczego. Jest to logiczne i jest to sprawiedliwe!
      ,,Zwykłej Logice” taka siła pojedynczego głosu wydaje się najwyraźniej za mała skoro pisze ,,Podczas ostatnich wyborów europarlamentarnych wyborcy mogli – faktycznie wpłynąć na wybór trzech spośród pięciu europosłów.”
      NIESTETY ,,Zwykła Logika” nie wyjaśnia konkretnie którzy wyborcy faktycznie mieli tak przemożny wpływ na wynik ,,wyborów”. Ordynacja proporcjonalna (stosowana także w wyborach do europarlamentu) dzieli wyborców na tych RÓWNYCH i na tych RÓWNIEJSZYCH czyli tych którzy akurat przypadkiem układali (wybierali) listy kandydatów . Podejrzewam że możliwości jakie stwarza ordynacja ,,proporcjonalna” dla RÓWNIEJSZYCH niesłychanie fascynują ,,Zwykłą Logikę”, ale mnie to zupełnie nie kręci.

      Odpowiedz

      • Logika Zwykła

        15. Wrz 2014,  godz. 23:22

        Przy okręgach jednomandatowych głos pojedynczego wyborcy nie ma żadnego znaczenia bez względu na to, czy się go przemnoży przez cokolwiek czy nie przemnoży. System jednomandatowy wymusza bowiem podział sceny politycznej na partię centrolewicową i centroprawicową. Kierownictwa tych dwóch partii w 95% okręgów wyborczych wyznaczają zwycięskiego posła. Tylko w marginalnej liczbie okręgów z równowagą poparcia odbywają się faktycznie wybory. Przy czym konkurują kandydaci o niejasnych poglądach z rzadka ujawnianych jako coś zbliżonego do centrum społecznego. Rzekomo zbliżonych albowiem kandydat nie może powiedzieć tego co myśli – musi mówić to, co mu wskazują badania społeczne.

        Oczywiście nikt kto ma jakiekolwiek poglądy nie może sobie czegoś takiego życzyć. Znacznie lepszym niż JOW rozwiązaniem jest obecna ordynacja, która umożliwia wybór kandydata o poglądach sprecyzowanych.

        Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.