W najnowszym tygodniku „Do Rzeczy”, z 7 marca 2016, ukazał się wywiad Łukasza Zboralskiego z minister edukacji Anną Zalewską, o tytule – „Szkoła ma też wychowywać patriotów”. Pani minister, która jak sądzić po wypowiedziach jest byłą nauczycielką języka polskiego, przedstawia w nim swoją ocenę poziomu kształcenia naszych dzieci i młodzieży oraz propozycje poprawy sytuacji. I niestety jest to kolejny dowód, iż partia PiS przyszła do władzy bez programu również w dziedzinie edukacji, a to co się wydarzy na tym polu, będzie autorskim wydaniem koncepcji pani A. Zalewskiej.

Pani minister stwierdza, iż przez sto pierwszych dni udało się jej ekipie zdiagnozować aż 200 problemów edukacji, w tym tak „ogromnych problemów”, jak „problem uczelni, które muszą tworzyć roczniki zerowe, by przygotować ludzi do studiowania”. Wydawałoby się, że dalej powinno już być tylko „trzęsienie ziemi” na temat głębokości zapaści edukacyjnej, przez którą znacząca część młodych ludzi, którzy zdali maturę, nie jest w stanie ze względu na braki w wykształceniu studiować na I roku studiów. Studiów już i o tak mocno obniżonym przez ostatnie 25 lat poziomie.

Może przypomnę też, że matury zdają już młodzi ludzie z lekkim upośledzeniem umysłowym. Że w pierwszych klasach szkoły średniej trzeba najpierw uzupełniać głębokie pogimnazjalne braki z matematyki nade wszystko, aby w ogóle móc cokolwiek dalej robić, a o katastrofalnym stanie wychowania gimnazjalnego, z przekleństwami i obrażaniem nauczycieli, nie wspominając. Że nawet w wyższych klasach techników dość często zdarzają się uczniowie nieznający kolejności działań matematycznych. Że w klasach szkół średnich odsetek młodzieży z przeróżnymi „dys” – zaburzeniami sięga i 50%. I że nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością psychofizyczną, tylko lipą poświadczaną przez psychologów, aby wymusić obniżenie wymagań i tak zbliżonych do poziomu zadania matematycznego typu „pomaluj drwala”. Że po prostu mamy zapaść edukacyjną. Ale i wychowawczą, gdyż nauczycieli pozbawiono podstawowych instrumentów wychowawczych, a część z nich w obawie o pracę po prostu boi się uczniów i ich rodziców. I dlatego boi się dyscyplinować uczniów w jakikolwiek już sposób.

Pani minister nie wyciąga też żadnych istotnych wniosków nawet z własnych słów, iż: „Dzisiaj niestety w liceum prawie każde dziecko, które myśli o poważnych studiach, nie przygotuje się do nich odpowiednio, jeśli nie będzie brało korepetycji”. To cóż to jest, jak nie zapaść publicznej edukacji ogólnokształcącej? A o edukacji zawodowej pani minister już nie wspomina, bo jak rozumiem nic na ten temat nie wie. Ale ja coś wiem i twierdzę, że taka sama zapaść jest w publicznej edukacji zawodowej na poziomie średnim, jeżeli nie gorsza.

No, dobrze. Może po prostu pani minister nie chciała nazywać rzeczy po imieniu. Co więc proponuje, by przynajmniej zacząć rozwiązywać choćby „te ogromne problemy” edukacji, o tych dużych i średnich już nie wspominając? Po pierwsze podniesienie kompetencji z języka polskiego i historii. Podpisuję się. Po drugie doskonalenie nauczycieli. W czym, w kolejności działań matematycznych? W podstawowej wiedzy, którą mają opanowaną na poziomie studiów wyższych? Czy ja zwariowałem i naiwnie myślałem, że zapaść edukacyjna wynika ze strukturalnie niskich wymagań edukacyjnych ale i wychowawczych stawianych uczniom? A pani minister diagnozuje, że to de facto na ogół nauczyciele niewiele umieją i trzeba ich doskonalić i to z powrotnym wysłaniem na uczelnie wyższe! Ale tam! Pani minister twierdzi, że należy zaprzestać przez kilka lat kształcenia nowych nauczycieli, bo jest „nadpodaż nauczycieli”. Młodzi mogliby zagrozić już uczącym, nawet tym uczącym byle jako. Obrona status quo własnego zawodu nade wszystko. Tak jak przez ostatnie kilkanaście już lat, odkąd to zacząłem śledzić.

Na szczęście dla wywiadu, bo nie dla edukacji, prowadzący go dziennikarz wiedział o wiele więcej o przyczynach zapaści edukacyjnej niż pani minister i zadał jej kilka kluczowych pytań. Zapytał m.in. o absurdalny system awansu nauczycieli i ich wynagradzania. Niewtajemniczonych poinformuję, że latami trwające procedury awansowe z nauczyciela kontraktowego, przez nauczyciela mianowanego, do nauczyciela dyplomowanego, nie mają nic a nic wspólnego z ich jakością nauczania i wychowywania. Przypomnę, że nauczyciele dyplomowani to „święte krowy”, których jakość pracy nie podlega żadnej ocenie. Że przeprowadzane kilka lat temu ogólnopolskie badanie stwierdziły, iż im wyższy odsetek nauczycieli dyplomowanych, tym gorsze wyniki zewnętrznej zdawalności egzaminów. I co odpowiada pani minister? Zacytuję, bo to nie do uwierzenia: „Po pierwsze, musimy wymyślić jeszcze jeden stopień awansu. Chcemy wprowadzić stopień nauczyciela specjalisty, który będzie musiał zrobić doktorat ze swojej dziedziny. Jeśli mówimy o innowacjach i chcemy na to położyć nacisk, to przygotowanie do tego musi zaczynać się w szkole”. Niewiarygodne, ale prawdziwe.

I kolejne celne pytanie dziennikarza, po groteskowych wynurzeniach pani minister na temat „partnerstwa organu prowadzącego i nadzoru pedagogicznego”, czytaj samorządu terytorialnego i kuratoriów, „jak zrobić to, żeby dyrektorami zostawały bardziej odpowiednie osoby?”. Niewtajemniczonym wyjaśniam, że pakiet kontrolny w konkursach na dyrektorów szkół mają samorządy terytorialne. I odpowiedź pani minister, też tylko do zacytowania, bo streszczenie byłoby niewiarygodne: „Trzeba też przyjrzeć się konkursowi na dyrektora szkoły. Czy aby na pewno konkurs jest tak zaplanowany, z takim rozkładem liczby głosów, że pozwala wybrać najlepszą osobę, a nie koleżankę czy kolegę uległą wobec organu prowadzącego?”.

Otóż stałą praktyką wyborów dyrektorów szkół wszystkich szczebli przez samorządowe „organa prowadzące”, jest skorumpowany politycznymi układami lokalnej władzy samorządowej wybór „krewnych i znajomych królika” („Jakiego królika? – spytał mnie kilka lat temu student na III roku dziennikarstwa wyższej szkoły „Wykształcenie Sobie Kup”, czy jakoś tak). W mieście, w którym mieszkam, ogłoszono właśnie konkurs na dyrektora zespołu szkół. I choć termin zgłoszeń upływa z końcem marca, już znam nazwisko zwycięzcy, a nawet jednego z jego zastępców. I taka jest rzeczywistość, której pani minister chce się „przyjrzeć”.

I mógłbym ironicznie życzyć sukcesów, tylko że to mój kraj i moje państwo. I mnie to boli, że zaprzepaszczane są bezpowrotnie szanse naszej młodzieży na porządną edukację i porządne wychowanie publiczne i na rozwój potencjału twórczego młodych Polaków, służących swą kreatywnością własnej ojczyźnie.

Dlaczego tego nie ma? Gdyż jakość intelektualna, etyczna i osobowościowa elit partyjnych w Sejmie na to nie pozwala. A nie pozwala, gdyż nie można ich zasadniczo wymienić od ćwierćwiecza, dzięki ordynacji proporcjonalnej. Więcej: PiS przez 8 lat grzał ławy opozycji, pobierał ciężkie miliony z budżetu państwa i nie ruszył palcem, żeby przygotować program wyjścia z zapaści edukacyjnej. Zresztą pewnie o niej nie wie, bo w Polsce politycy wiedzę o rzeczywistości czerpią głównie z mediów. Czy PO byłoby w tej roli lepsze? Pewnie jeszcze dużo gorsze, po tym, co pokazywało. Ale czy to coś zmienia w zapaści edukacyjnej?

Może to zmienić tylko wymiana całej klasy politycznej i podporządkowanie nowych elit partyjnych bezpośrednio samym wyborcom, dzięki odbyciu w Polsce pierwszych wolnych wyborów do Sejmu. Bez przeprowadzenia pierwszych w pełni wolnych wyborów do Sejmu, opartych na 460 jednomandatowych okręgach wyborczych, z jedną turą głosowania, z pełną swobodą kandydowania wszystkich uprawnionych obywateli i z jawnością liczenia głosów, nie rozpoczniemy pozytywnej selekcji elit politycznych, a więc nie zlikwidujemy zapaści edukacyjnej.

7 marca 2016

PS żeby nie narazić się na zarzut o łatwości wyłącznie krytykowania, przypomnę swoje podstawowe tezy z „Projektu strategii programowej wolnych Polaków” z września ubiegłego roku:

Wysoka jakość wychowania, edukacji, kształcenia i nauki
– Podniesienie poziomu wymagań edukacyjnych i wychowawczych na wszystkich szczeblach oświaty.
– Likwidacja gimnazjów i centralizacja szkolnictwa ponadpodstawowego poprzez podporządkowanie go wojewodom i kuratoriom wojewódzkim.
– Reorientacja szkolnictwa zawodowego na praktyczne kształcenie, z szeroko rozbudowanymi praktykami zawodowymi uczniów w przedsiębiorstwach, firmach, warsztatach i instytucjach.
– Reorganizacja państwowego szkolnictwa wyższego dla dostosowania kształcenia do potrzeb rozwoju innowacyjnej gospodarki i ścisłej współpracy sektora nauki z przedsiębiorstwami, firmami i instytucjami.

About Wojciech Błasiak

ekonomista i socjolog, dr nauk społecznych, niezależny naukowiec i publicysta, działacz Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW

Dyskusja - 2 Komentarzy
  1. Grzegorz Ocio

    09. Mar 2016,  godz. 09:11

    Witam, wywiedzenie korelacji słabej jakości kształcenia i zaniżania wymogów matury w stosunku do gimnazjów ( i postulat ich likwidacji) jest nie prawdą . Gimnazja test wstępny i końcowy pokazują właściwy wzrost wiedzy ( nie zależne od poziomu własnego uczniów) oraz w rankingi miedzynarodwowe tzw. czytanie z rozumienie i zdolności matematyczne lokują Nas w czołówce. Czy sa słabsze i gimznazja gdzie nie ma wzrostu poziomu wyksztlcenia tak są i trzeba je doskonalić szczególnie kadrę a nie proponowac co chwilę nową rewolucję . Po co licea powtarzajac materiał z gimnazjum ? Polecam na ted com ideę inwestycje we wspomaganie samokształcenia i kształcenia nauczyciela jaki czynią wszystkie kraje z prawdziwą zapascią edukacyjną ( o co upominanie się Naszym pedagom polecam)

    Odpowiedz

  2. Bacz

    09. Mar 2016,  godz. 09:06

    Aby edukacja dobrze działala trzeba aby byla ona zależna więcej od konsumentów, od rynku, a mniej od władzy. Oczywiście, wybory mafiokratyczne prowadzą do mafizmu czyli do wyzysku i gnębienia przez klasę wyższą podpiętą do budżetu klasy niższej czyli tych nie podczepionych. Aby mafizm się cofał ustępując wolnemu rynkowi wybory mafiokratyczne należy zastąpić wyborami demokratycznymi.

    Odpowiedz

Skomentuj