Media zachodnie zwracają uwagę na słaby mandat nowo wybranego Zgromadzenia Narodowego z powodu najniższej w historii V Republiki frekwencji w drugiej turze, która wyniosła zaledwie 43 procent. Uwzględniając bezprecedensową ilość głosów nieważnych, których było 10 procent, policzyć można, że w II turze posłów wybrało mniej niż 39 procent elektoratu. Jest to wyraźny sygnał, że duża część społeczeństwa jest do tego stopnia niezadowolona, iż wybory zbojkotowała. Dodatkowo, zwycięska partia La République En Marche! (REM) w pierwszej rundzie zdobyła zaledwie cztery mandaty. Oznacza to, że posłowie REM w pozostałych 304 okręgach, w których wygrali, czują na plecach oddech konkurencji, która depcze im mocno po piętach. W takiej sytuacji należy spodziewać się typowych dla systemów JOW zachowań zarówno rządu, jak i poszczególnych posłów: pokora wobec wyborców i wychodzenie ze skóry, żeby zrealizować obiecane reformy. W ordynacjach proporcjonalnych takie zachowania posłów praktycznie nie występują, bo wyborcy są zredukowani do przedmiotowej roli przyklepywaczy list ułożonych wcześniej przez aparatczyków partyjnych. Można więc wyborców w trakcie kadencji lekceważyć.

Tymczasem w Polsce, niektórzy niepoważni dziennikarze uderzają przy okazji francuskich wyborów w histeryczny ton, starając się atakować JOW-y. Jakub Majmurek, na KrytykaPolityczna.pl, tak tytułuje swój wywód: „Cała władza w ręce Macrona (dzięki JOW-om!)”. Cała władza? Nic przecież tak nie ogranicza władzy, jak perspektywa łatwego usunięcia każdego posła przez niezadowolone masy w następnych wyborach. Właśnie dzieki JOW-om! Poza tym w JOW-ach nie wybiera się „władzy’. Wybiera się ludzi do pracy, z których każdy będzie rozliczony przez wyborców indywidualnie po upływie kadencji i może być łatwo zastąpiony kimś innym.

Z kolei Michał Broniatowski w artykule „Francuzi potwierdzili pełnię władzy dla Macrona, ale większość została w domu”, na onet.pl, tak pisze:

„Francuzi zaczynają też krytykować jednomandatowy system wyborczy, który daje zwycięzcy ogromną przewagę – LRM wygrało w pierwszej rundzie, uzyskując tylko 32 procent głosów, ale na koniec ma ponad 60 procent mandatów”.

Po pierwsze żadnej krytyki swego systemu wyborczego „Francuzi” nie zaczynają, może poza jakimś marginesem. Jest to stwierdzenie gołosłowne. Po drugie partia REM nie wygrała w pierwszej turze. Zdobyła zaledwie cztery mandaty. Po trzecie REM zdobyła 53 procent mandatów uzyskując 43 procent głosów. Jakiż to jest argument przeciw JOW? Przecież na przykład w wyborach do Sejmu w 2015 r. partia PiS uzyskała 51 procent mandatów, mając poparcie jedynie 36 procent wyborców. To obecny rząd III RP może mówić o pełni władzy, a nie rząd Republiki Francuskiej, bo posłowie z list partyjnych mogą sobie pozwolić na lekceważenie wyborców. Los tych, którzy wejdą do Sejmu w kolejnych wyborach, będzie zależał od ich pozycji na liście, a nie od poparcia wyborców. A o pozycji na liście nie decydują wyborcy, tylko niejawne interesy wewnątrz grup lub kaprysy partyjnych aparatczyków.

Poza tym dla skutecznego funkcjonowania instytucji państwa procenty głosów oddawanych na poszczególne partie nie są istotne. Posłów nie mają przecież wybierać żadne partie, tylko naród, który jest suwerenem. Liczy się jakość posłów, ich cechy charakteru, skuteczność w działaniu, doświadczenie, umiejętność pracy na co dzień w zespołach ludzkich. Takich posłów nie wyłonią jakieś procenty, ułamki czy równania matematyczne d’Hondta, Sainte-Lague lub innych rachmistrzów. Dobrych posłów wybiorą tylko głosy czujących i myślących ludzi, zważone najprostszą ze wszystkich metod: kto dostał w danym okręgu tych głosów najwięcej, ten zostaje posłem.

Skąd ten strach przez JOW-ami u niektórych polskich publicystów? Czyżby czuli, że zmiany ustrojowe w Polsce są nieuchronne?

20 czerwca 2017

About Tomasz J. Kaźmierski

elektronik, nauczyciel akademicki, profesor Uniwersytetu Southampton w Wielkiej Brytanii, rektor Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie w Londynie; współpracownik Ruchu na rzecz JOW od 1994 r.; e-mail: polonus.uk@gmail.com

Dyskusja - 1 komentarz
  1. Grzegorz Osowski

    02. Lip 2017,  godz. 14:15

    Obawiam się że wyniki wyborów we Francji nie są zwycięstwem ordynacji JOW (demokracji) lecz jej porażką i zagrożeniem dla trwania obecnego ustroju wyborczego . Na ten fatalny wynik złożyło się połączenie wyborów prezydenta i parlamentu w bardzo bliskich terminach. Obydwa francuskie wybory ujawniły wielkie zmonopolizowanie tamtejszych mediów i ich siłę sprawczą . Macron jawnie został prezydentem jako kreatura tamtejszych mediów. Podejrzewam (raczej jestem pewien) że reprezentanci partii Macrona wygrali wybory dzięki medialnej kampanii nienawiści i czarnego piaru w stosunku do FN. Obawiam się że obecna większość w parlamencie Francji zechce zmienić ordynację na ,,sprawiedliwą i proporcjonalną”.

    Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.