W prastarej Bochni uczestniczyłem wiosną w uroczystościach poświęconych pamięci tutejszych ofiar Katynia. Jest tam piękny pomnik Armii Krajowej wraz z tekstem ostatniego rozkazu generała Okulickiego do żołnierzy AK, odlanym w brązie. Od tej chwili w służbie dla Polski macie wszyscy być oficerami – przytaczam z pamięci. Rozumiem, że jest to nakaz przejawiania energii, inicjatywy i dumy.

 

Dbałość o miasto Królowej Kingi i Heleny Modrzejewskiej, a także skala i piękno tych uroczystości mówią, że Obywatele Bochni wzięli sobie ten rozkaz do serca. Oddając z powagą cześć swym Synom, zamordowanym przez bolszewicką dzicz, nie ograniczają się do rozważań nad dramatem, lecz budują wizerunek i dobrobyt swego miasta z energią i wyobraźnią. To miasto wydało mi się znacznie mocniejsze i bardziej zabezpieczone na przyszłość niż nasze państwo, pogrążone od lat i od miesięcy w partyjnych sporach i w martyrologicznej obsesji.

 

A przecież, mimo traktatu lizbońskiego nadal jesteśmy u siebie. A raczej – jesteśmy w takim stopniu, w jakim jest w nas wola i czujność. Mamy wolność osobistą i wolność słowa. Trzeba nam działać, nie reagować na prowokacje. Państwo, to jest zjawisko wielowymiarowe, wektorowe – tracąc jedne składowe bytu państwowego, można jednak nadrabiać straty, rozwijając inne składowe. Trzeba o tym pamiętać, zwłaszcza gdy jesteśmy w Unii Europejskiej. Nadal możemy sami wiele zrobić dla siebie, nie zlecając tego zadania mocom niebieskim. Mówi wszak stare przysłowie: Pomagaj sobie, Bóg ci dopomoże.

 

Nie wolno nam wciąż się żalić na niezawinioną tragedię Polski w dziejach, wypominać arogancję Rosji wobec katastrofy smoleńskiej, przejawiać pretensje do Niemiec o dominację w Unii Europejskiej. Czy chcemy tym kogoś zawstydzić, zachęcić kogoś, aby nas wziął w obronę? Tego żadna siła zewnętrzna za nas nie zrobi. Chyba, że zechce nas w ten sposób podpuścić, abyśmy dla niej podjęli jakieś polityczne ryzyko.

 

Obcy mają prawo próbować, ile mogą naszym kosztem uzyskać. Nie oszukujmy się – polityka to nie państwo boże, lecz gra sił. Naszym, polskim zadaniem jest nabrać tych sił na tyle, aby próbujących móc bić po łapach. Mamy wszelkie dane, aby to osiągnąć, jeśli nie będziemy się lenić, jeśli okażemy właśnie czujność i energię.

 

Nie wolno nam nagłaśniać naszych niedoli i kłopotów. To nas nie tylko kompromituje w oczach świata. To wręcz prowokuje sąsiadów do lekceważenia i politycznych nadużyć, do uznania naszego państwa za twór nieporadny, nadstawiający nie tyle policzek ile plecy do bicia. Potrzebna nam zaradność, wyobraźnia, dyscyplina w służbie własnego państwa, potrzebna też hardość i rycerska buta.

 

A tymczasem – o jakie sukcesy walczy dziś Polak w świecie? O wyższe dopłaty unijne dla rolników, o prawo jazdy do Ameryki bez wizy, o to by Unia Europejska lub USA przejęli kontrolę nad śledztwem smoleńskim. Niech coś dla nas zrobią, bo tego wymaga sprawiedliwość. Niski to poziom ambicji narodowej, Bracie Polaku.

 

A w sprawach wewnętrznych – czego chcą demonstranci przed Sejmem lub Pałacem Prezydenckim? By wysoki urzędnik zechciał może ich przyjąć i wysłuchać żądań. Dlaczego dopuściliśmy do tego, że reprezentantem obywatelskich wymagań względem rządu nie jest już poseł do Sejmu?

 

Dopuściliśmy do tego, że polityczni hochsztaplerzy ujęli Polskę w system polityczny, w którym obywatele są pozbawieni obywatelskich praw. Nie możemy legalnie, na drodze inicjatywy obywatelskiej, doprowadzić do referendum. Polak nawet nie zauważa, że nie ma prawa kandydować do Sejmu. Cała władza w rękach partii. Partiokracja zatruła nas jadem bierności.

 

A tymczasem to Naród jest i ma być we własnym państwie Suwerenem. Wybór partii rządzącej nie daje jej prawa do deformowania umysłów, do przekształcania świadomości  obywateli, do manipulowania w historii, tradycji i zasadach moralności, do kierowania pieniędzy budżetowych na ten cel. Rząd i jego instytucje mają obowiązek służyć Narodowi takiemu, jaki on jest.

 

Wiemy, jaki jest program współczesnego, europejskiego i  światowego socjalizmu, neo-marksistowskiego marszu przez instytucjezniszczyć rodzinę, skompromitować patriotyzm, odrzucić chrześcijaństwo. Zamiast tego – zaspokoić potrzeby człowieka tanim telewizyjnym humorkiem, bezrefleksyjnym seksem, zdobywaniem punktów w pieniężnych konkursach, emocjami zawodów sportowych, wywoływaniem rynkowych histerii, konsumpcją ciepłych bułek z mięsem i zimnych musujących napojów, podziwem dla tupetu cwanych celebrytów. Wytresować go, aby to lubił, do takiego właśnie sukcesu życiowego zmierzał i nie szukał niczego więcej. Taki ma być człowiek Unii Europejskiej w szponach cynicznej neo-marksistowskiej ideologii – człowiek neo-szczęśliwy, o przewidywalnych reakcjach, łatwy do zarządzania.  

 

Efekt tej propagandy jest samobójczy – Polska i inne kraje Zachodu umierają. Po prostu – nie ma dzieci. Kobiety i mężczyźni zachowują się jak półgłówki – jako program na życie wybierają karierę i zabawę. Jeśli dzietność kobiety wynosi teraz średnio 1,2 to za dwadzieścia lat liczebność pokolenia wyniesie 60% obecnego, że 40 lat – 60% z tych 60% czyli 36%, za lat 60 już tylko 1/5, i tak dalej. I w tej tragicznej sytuacji nadal nie brak filozofów – wrogów życia – którzy głoszą potrzebę dalszego ułatwiania aborcji W sposób oczywisty lukę w populacji zajmą tu wkrótce ludzie obcy – innego języka, religii, obyczaju, koloru skóry. Nasze wnuki będą we własnym kraju mniejszością, być może pogardzaną i poniewieraną. Ten proces trwa, to nie jest literacka fikcja. Jak pisze Patrick Buchanan, to są może ostatnie lata, aby próbować ten proces światowy zatrzymać.

 

Czas zawrócić ten zawstydzający marsz nieodpowiedzialności i prostactwa przynajmniej u nas, w Polsce. Jesteśmy potomkami ludzi Grunwaldu, Chocimia, Wiednia, Bitwy Warszawskiej, Bitwy o Londyn. Potomkami twórców Unii Litewskiej, zasad demokracji szlacheckiej, systemu heliocentrycznego, złotego wieku wolności i kultury, wielkiej poezji i sztuki narodowej, Konstytucji 3 maja, odzyskania państwa po rozbiorach, budowy Gdyni i gospodarki morskiej, fenomenu Armii Krajowej, odbudowy kraju po wojnie, zrywu „Solidarności”. Mamy w sobie potencjał – trzeba tylko chcieć!

 

Zbliżają się kolejne wybory parlamentarne . Pisałem jakiś czas temu („Nasza Polska”, 38 (673), 16 XI 2008):

 

Jesteśmy w UE, a więc Sejm jest tym ważniejszy. Tylko silny i mądry Sejm może nam zapewnić trwanie, rozwój i bezpieczeństwo. Tylko Sejm może być przeciwwagą dla antynarodowych tendencji obecnych elit unijnych. Należy więc usilnie dążyć do tego, aby Sejm składał się z ludzi służby, talentu i zasad, zdolnych udźwignąć obowiązek obrony interesów Polski w świecie wielkich konkurujących ze sobą sił. Trzeba przyjąć takie reguły wyboru posłów, aby znaleźli się w Sejmie ludzie o silnej motywacji patriotycznej, mądrzy, sprawdzeni dotychczasowym życiem, kompetentni. Przygotowani do korzystania z ofert  rozwojowych Unii Europejskiej, ale także zdolni do przeciwstawienia się nadmiernym tendencjom centralizacyjnym europejskich elit.

 

Na początku roku partia rządząca, jako rodzaj alibi za zignorowanie żądania referendum na temat ordynacji wyborczej (750 tys. głosów  obywatelskich), nader łatwo doprowadziła do wyborów jednomandatowych do Senatu. Dobrze, że choć tyle. Być może doprowadzi to do wzrostu roli Senatu jako Izby Samorządowej. Niestety, wybory jednomandatowe do władzy najwyższej – do  Sejmu – o które walczy od lat Ruch Obywatelski JOW i niektóre inne ugrupowania patriotyczne, nadal budzą strach i niechęć głównych partii politycznych. To przecież horror – wybory JOW oddałyby inicjatywę obywatelom, odbierając ją liderom partyjnym Zbliżające się wybory będą więc nadal głosowaniem na listy partyjne, napisane przez tych liderów. Zwykły Obywatel nie ma możności nawet w nich tylko – kandydować.

 

Mimo to należy wziąć udział w wyborach. Ordynacja wyborcza jest taka, że dominują partię u władzy, które mają pieniądze z budżetu, a więc poparcie mediów. Debaty nad traktatem lizbońskim w 2009 r. pokazały jednak, że nawet w głosowaniu na listy partyjne mogli dostać się do Sejmu szczerzy patrioci i ludzie z charakterem. To, co możemy teraz, to szukać takich osób na listach, jakie partie nam przedstawią w nadchodzących wyborach. Liderzy muszą tam bowiem umieszczać nie tylko swoich biernych, miernych ale wiernych (BMW), ale także, bodaj na wabia, ludzi znanych w okręgach wyborczych, cieszących się reputacją mądrości, przyzwoitości i wytrwałości. Takich szukajmy! Oto pozapartyjne rady Andrzeja Czachora:

 

  1. Eliminacja kłamców – nie głosuj na kandydatów, którzy jako posłowie VI kadencji Sejmu poparli ratyfikację traktatu lizbońskiego.
  2. Nagroda dla mężnych – warto poprzeć tych byłych posłów, którzy się temu sprzeciwili – to wymagało charakteru. Jeśli, co wątpliwe, znajdą się na listach partyjnych ponownie
  3. Twoja oficerska racja – spróbuj sam, lub z gronem politycznych przyjaciół, przeprowadzić wywiad środowiskowy co do rozumu, patriotyzmu i uczciwości poszczególnych kandydatów i wybierz najlepszego. Ogłoście wasz wybór w okręgu wyborczym. Podpisz tę rekomendacje własnym imieniem i nazwiskiem. Wskaż właściwych kandydatów, nie obrażaj pozostałych.
  4. Dość słodkiej naiwności – w żadnym razie nie głosuj na pierwszych i na ostatnich na listach partyjnych – to są najczęściej kandydaci BMW.
  5. Rycerska buta – szukaj tych, którzy zadeklarowali działanie:
  • na rzecz utrzymania własnej polskiej waluty,
  • na rzecz wzmocnienia armii polskiej,
  • na rzecz wprowadzenia ordynacji wyborczej JOW.

 

Zła całkiem uniknąć nie sposób, ale próbujmy. Przerastając samych siebie, poznamy niekiedy, co jest iluminacją.

 


About Andrzej Czachor

fizyk, prof. dr hab. w NCFJ w Świerku, publicysta; od 1995 roku uczestnik Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.