/SN: wyrzucić protest do kosza!

SN: wyrzucić protest do kosza!

 

W odpowiedzi na protest wyborczy dot. ważności wyborów do Sejmu AD 2011, 24 listopada otrzymałem postanowienie Sądu Najwyższego z 25 października 2011 r., sygn. III SW 83/11.

 

Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że SN zmieni swoją linię orzeczniczą i uzna, że protest jest uzasadniony, a tym bardziej, że zarzucane naruszenie miało wpływ na wynik wyborów. Jednak, z zainteresowaniem oczekiwałem jak konkretnie sąd uzasadni oddalenie protestu (wydanie opinii, że protest nie jest zasadny).


Okazało się, że byłem zbyt wielkim optymistą i nie doceniłem kreatywności Sądu Najwyższego, ponieważ Sąd… pozostawił protest bez dalszego biegu! Mówiąc potocznie, wyrzucił go do kosza wydając kuriozalne postanowienie.


Jakkolwiek, obecnie analizowanie tego postanowienia do dyskusja czysto akademicka, to w kilku słowach przedstawię, co można mu zarzucić.


 

Zarzuty formalne


Kodeks wyborczy wymienia sytuacje, w których istotnie protest można pozostawić bez dalszego biegu:


            Art. 243 § 1: Sąd Najwyższy pozostawia bez dalszego biegu protest wniesiony przez osobę do tego nieuprawnioną lub niespełniający warunków określonych w art. 241 (m.in., protest przeciwko ważności wyborów do Sejmu wnosi się na piśmie do Sądu Najwyższego w terminie 7 dni od dnia ogłoszenia wyników wyborów przez Państwową Komisję Wyborczą w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej. Nadanie w tym terminie protestu w polskiej placówce pocztowej operatora publicznego jest równoznaczne z wniesieniem go do Sądu Najwyższego).


– W moim przypadku sąd bynajmniej nie twierdził, że nie dotrzymałem tych warunków.


            Art. 243. § 2: Sąd Najwyższy pozostawia bez dalszego biegu protest dotyczący sprawy, co do której w kodeksie przewiduje się możliwość wniesienia przed dniem głosowania skargi lub odwołania do sądu, lub do Państwowej Komisji Wyborczej.


– Podobnie, moje zarzuty nie mogły być zgłoszone w powyższych postępowaniach.


Nawet jeśli sąd stwierdził, że protest należy pozostawić bez dalszego biegu, to wystarczyło to uzasadnić, bez wdawania się w merytoryczną ocenę jego zasadności. (Pozostawienie bez dalszego biegu oznacza, że dane postanowienie nie będzie brane pod uwagę przy wydawaniu przez SN w składzie całej Izby Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych, rozstrzygnięciao ważności wyboru posła, zgodnie z art. 244. § 1.)


W tym miejscu dygresja. Uważny czytelnik zwróci również uwagę na daty: protest wysłałem listem poleconym 18 października. Zakładając, że doręczenie listu poleconego zajmuje w Warszawie zwykle pięć do siedmiu dni, mógł on dotrzeć do kancelarii powiedzmy 21 października (piątek). W poniedziałek (24 października) postanowienie przygotował sędzia sprawozdawca, we wtorek (25 października) – podpisał skład trzech sędziów. Dosłownie błyskawiczne wydanie tego postanowienia! Wychodzi na to, że zapowiadane ostatnio przez premiera skrócenie czasu postępowań sądowych nie jest w ogóle konieczne, gdyż już nastąpiło! A ich dalsze skrócenie tylko pogorszy jakość orzecznictwa. Nie wiem tylko po co ten pośpiech, skoro sąd zwlekał aż do 21 listopada z nadaniem listu?


Tymczasem, sąd w uzasadnieniu zawarł ocenę merytoryczną – nadal uważam, że błędną.


W sytuacji, gdy nie zachodziła podstawa do pozostawienia bez dalszego biegu, SN powinien rozpatrzyć protest w składzie 3 sędziów w postępowaniu nieprocesowym i wydać, w formie postanowienia, opinię w sprawie protestu. Opinia powinna zawierać ustalenia co do zasadności zarzutów protestu, a w razie potwierdzenia zasadności zarzutów – ocenę, czy przestępstwo przeciwko wyborom lub naruszenie przepisów kodeksu miało wpływ na wynik wyborów (art. 242 § 1 i 2).


Innymi słowy – jeśli sąd pozostawia protest bez dalszego biegu, to uzasadnia tylko dlaczego tak postanowił, a jeśli merytorycznie ocenia protest, to winien wydać opinię: zasadna lub nie. Sąd jednak postanowił prawą ręką do lewego ucha.


 

Zarzut merytoryczny


Odrzucenie argumentacji protestu sprowadziło się do powtarzania jak mantra, że nie jest tak, jak podnosi wnoszący protest, tylko tak, jak uważa SN (i PKW), przy czym nie odniesiono się do moich zarzutów i nie wykazano na czym polegała moja błędna interpretacja art. 227 § 5. Stwierdzono jedynie, że jest tak jak twierdzi SN w postanowieniu z 2007 r., nie odnosząc się żadnym słowem do mojej merytorycznej krytyki tego postanowienia.


Całe postępowanie sprowadza się do dialogu: Dlaczego zarzut jest niezasadny? Ponieważ nie jest! I koniec, kropka.


Natomiast, jeśli coś przeoczyłem w swojej argumentacji, to czy mogę prosić kogoś z Państwa o wyprowadzenie mnie z błędu? SN nawet nie podjął próby, aby to uczynić. Uważam, że omawiane postanowienie po prostu obraża poczucie odpowiedzialności za słowo i powagę wymiaru sprawiedliwości, podkreślam – nie dlatego, że protest nie został uwzględniony, tylko dlatego w jaki sposób został potraktowany. Albo Sędziowie Sądu Najwyższego nie rozumieją zagadnienia (ani procesowo, ani merytorycznie), albo rozumieją, lecz kierują się zupełnie innymi względami. Jakimi? Nie wiem, cynizmem, konformizmem? Czy ktoś zna odpowiedź na te pytania?


Wiem natomiast jedno. Postanowienie to podważa i tak znikome zaufanie do wymiaru sprawiedliwości i jest kolejną cegiełką w rosnącym murze oddzielającym obywateli (suwerena) od tzw. elit. Oby wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych ten mur obaliło.

 

 

 

 

 

 

 

About Paweł Kawarski

prawnik, działacz Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW od 2003 r., członek Stowarzyszenia na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego "Jednomandatowe Okręgi Wyborcze", ekspert Fundacji im. Jamesa Madisona