/Kilka słów o jałowej debacie o JOW-ach i obrońcach obecnej ordynacji wyborczej

Kilka słów o jałowej debacie o JOW-ach i obrońcach obecnej ordynacji wyborczej

Wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich wyniosły JOW-y na kluczowy temat kampanii wyborczej przed drugą turą tych wyborów, ale spowodowały ponadto, że debata o zmianie ordynacji wyborczej będzie nas zajmować przynajmniej przez cały okres poprzedzający jesienne wybory parlamentarne.

Już teraz rysuje się nam wyraźny podział sceny politycznej na zwolenników i przeciwników zmiany sposobu wybierania reprezentacji społecznej. Wśród przeciwników znajdziemy systemowy PiS, PSL, SLD i antysystemowy KORWIN. Natomiast za zmianą ordynacji wyborczej jest PO i Nowy Ruch Społeczny Pawła Kukiza. Choć co do PO można czy należy mieć ograniczone zaufanie, bo głosili oni potrzebę reformy od zarania swojego istnienia, a mając władzę nie zrobili prawie nic w tym kierunku. Należy także podkreślić, że PO jest za rozwiązaniem połowicznym, czyli za wprowadzeniem ordynacji mieszanej na wzór niemiecki, a nie za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych na wzór brytyjski jak chce Nowy Ruch Kukiza.

Można wysnuć błędne spostrzeżenie, że jakoby temat ordynacji wyborczej to rzecz bardzo zawiła i większość Polaków głosujących w referendum nie miałoby świadomości za czym głosuje. Z mediów docierają do społeczeństwa fałszywe sygnały, których ukryty cel jest jeden – namieszać ludziom w głowach. Większość „publicystów” na usługach partii politycznych zamiast ułatwiać i wyjaśniać, gmatwa i dezinformuje.

Osobną kwestią jest, że prezydent elekt Andrzej Duda dołączył już do forsowanej przez establishment PiS narracji o „niekonstytucyjności” referendum: „Referendum prawdopodobnie nie będzie, bo większość konstytucjonalistów mówi, że wniosek Komorowskiego jest sprzeczny z konstytucją”. Oczywiście stanowisko to jest co najmniej pochopne, gdyż art. 125 ust. 1 Konstytucji stanowi, że „w sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa może być przeprowadzone referendum ogólnokrajowe” (jak twierdzi prof. Marek Chmaj oraz Biuro Legislacyjne Kancelarii Senatu). Nie ulega wątpliwości, że sprawa systemu wyborczego jest sprawą „o szczególnym znaczeniu dla państwa”.

Ordynacja proporcjonalna, jaką mamy w tej chwili, tworzy poddańską relację pomiędzy posłem a jego wojewódzkim „baronem” i naczelnym wodzem. Żywot polityczny tego posła zależy całkowicie od widzimisię tej dwójki – od tego, czy baron i prezes zechcą go umieścić na liście, czy nie zechcą. Kandydat na posła musi cały czas zabiegać o względy swoich bossów, ciągle się im podlizując i to w odniesieniu do nich rozgrywane są wszystkie wewnątrzpartyjne gry. Teraz mamy do czynienia z patologiczną sytuacją, gdzie partie polityczne przypominają bardziej instytucje administracji państwowej, a nie organizacje społeczne, jakimi podobno mają być. Są to mocno zbiurokratyzowane i zhierarchizowane instytucje skupione na obronie własnych interesów i przywilejów, a nie wartości i postulatów. Nic dziwnego, że obecnie posłowie stoją częściej za stanowiskiem kierownictwa partii, a nie wyborców swojego okręgu – wolą podwyższać podatki, od których zależy ich pensja, niż stać w obronie obywateli błagających o niższe obciążenia fiskalne.

Partia strachu przed JOW-ami (KORWIN, PiS, LSD i PSL) utrzymują, że JOW-y faworyzują wielkie partie. Nie mówią jednak, że JOW-y służą wybraniu rządu. Dwupartyjność jest więc zaletą – zwycięska partia powołuje rząd i odpowiada za realizację programu. Nie mogłaby po zawaleniu tego czy tamtego usprawiedliwiać się, jak to słyszymy od 8 lat, że koalicjant jej nie pozwolił, że chciała, ale nie mogła itd., itp. Dla ordynacji proporcjonalnej typowe są gabinety koalicyjne, co oznacza, że program rządu może mieć mało wspólnego z tym, co obiecywano wyborcom i stąd później takie zdarzenia – https://www.youtube.com/watch?v=jmeKm2VkW4I. PiS głośno domaga się, że chce rządów proporcjonalnych i sprawiedliwych, a nie większościowych, czyli skutecznych i odpowiedzialnych. Czy rządy nieskuteczne i nieodpowiedzialne mogą być sprawiedliwe?

Kapitalną sprawą jest, że dzięki największemu zwycięzcy minionych wyborów prezydenckich, czyli dzięki Pawłowi Kukizowi pojawiła się możliwość, by o tej zmianie zacząć rozmawiać. Najważniejsze jest to, żeby rozmowy przekuć w zmianę i to nie jakaś tam połowiczną, lecz zmianę w pełnej krasie.