Cześć Zbysiu, tu Rysiu, mam do Ciebie sprawę, załatwisz mi k…wa Rysiu tę ustawę? Załatwię, obiecuję, co mogę to zrobię, by się ta ustawa podobała Tobie! Grzesiek z Mirkiem pomogą, wtedy będzie łatwiej, 90 procent k…wa, że załatwię! Ta treść esemesu, jaki otrzymałem od mojego znajomego krakowskiego polityka, streszczała ujawnione przez "Rzeczpospolitą" nagrania Centralnej Agencji Antykorupcyjnej z podsłuchu rozmów w sprawie zmian w ustawie hazardowej, które miały kosztować budżet państwa około pół miliarda złotych strat rocznie. Rozmów między szefem klubu parlamentarnego rządzącej partii Platformy Obywatelskiej "Zbysiem" Zbigniewem Chlebowskim, a biznesmenem branży hazardowej "Rysiem" Ryszardem Sobiesiakiem, w której "Zbysiu" w knajackim języku powołuje się na współdziałanie w sprawie zmian w ustawie z wicepremierem i ministrem spraw wewnętrznych "Grześkiem" Grzegorzem Schetyną i ministrem sportu, a nieformalnie skarbnikiem Platformy "Mirkiem" Mirosławem Drzewieckim. Ujawnienie tych nagrań z początkiem października tego roku wywołało wybuch tzw. afery hazardowej, która była początkiem kilku następnych aferalnych skandali, by wymienić tylko okoliczności nieudanej sprzedaży doprowadzonych do bankructwa przez polskie państwo naszych stoczni.
           

Przez Polskę przetoczyła się i toczy się dalej fala publicznych debat medialnych z kwiatem polskich dziennikarzy, naukowców i polityków w roli głównej. Taka sama fala jak przy okazji "afery Rywina" z 2002 roku za czasów rządu Sojuszu Lewicy Demokratycznej i "afery gruntowej i przeciekowej" z 2007 roku za czasów rządu Prawa i Sprawiedliwości. W tej debacie, podobnie jak i w poprzednich, mówiło się i mówi o wszystkim, z wyjątkiem istoty skorumpowania polskiej klasy politycznej i korupcji w polskim państwie. Intelekt i odwaga cywilna dyskutantów od prawa do lewa zostaje bowiem natychmiast wygaszona, gdy trzeba pójść o jeden krok za daleko i zadać proste pytanie o to, czy korupcja w polskim państwie nie ma czasem charakteru strukturalnego, wynikającego z ustrojowych rozwiązań, a jeśli tak, to jaka jest tego konstytutywna przyczyna. Lider opozycji i były premier z czasów "afery gruntowej i przeciekowej" Jarosław Kaczyński posunął się był odważnie kilka dni temu nawet do stwierdzenia o kryzysie państwa, acz natychmiast dodał, iż ma on przyczyny partyjną, czytaj Platformę Obywatelską, dyskretnie przemilczając kryzys z okresu swojego premierostwa.   
           

To pytanie nie jest zadawane, gdyż odpowiedzi cisną się same, a rozwiązanie zna, sądząc po badaniach opinii publicznej, około 70 procent dorosłych Polaków. Nie da się bowiem już w żaden sposób po 20 latach skorumpowanego istnienia III RP z rozbiorem gospodarczym polskiego przemysłu i bankowości włącznie, dowodzić, że to głębokie skorumpowanie państwa i elit politycznych ma charakter koniunkturalny. Koniunkturalny czyli wynikający ze zbiegu negatywnych cech osobowych i grupowych w rządzących partiach i elitach politycznych. W sposób empirycznie dowiedziony bowiem przez 20 lat, skorumpowanie polskiego państwa i polskich elit politycznych ma charakter strukturalny. Strukturalny to znaczy wynikający z ustrojowych zasad i reguł funkcjonowania państwa i partii politycznych, niezależnie od tego jakie partie aktualnie rządzą i jakie elity na ich czele stoją. Oczywiście koniunktury w postaci rozkładu negatywnych cech w poszczególnych partiach i elitach politycznych też mają swój wpływ zaostrzający albo łagodzący i są ważne, ale drugorzędne.
           

Skorumpowane państwo III Rzeczypospolitej jest, używając określenia szwedzkiego ekonomisty i socjologa Gunnara Myrdala miękkim państwem (G. Myrdal, Przeciw nędzy w świecie, Warszawa 1975, s. 271 – 314). Jest europejską wersją państwa o cechach zbliżonych, choć nie tożsamych, do cech państw nazywanych ongiś państwami III Świata. Mówiąc bardziej precyzyjnie jest zoligarchizowanym państwem semiperyferyjnego kapitalizmu zależnego. Jest to państwo zoligarchizowane, w którym panowanie polityczne i faktyczna władza panowania ukrywana jest za mniej lub bardziej fasadowymi procedurami demokratycznymi i znajduje się w większym lub mniejszym stopniu w rękach sieci ekskluzywnych i zamkniętych społecznie elit oligarchicznych, dysponujących niemożliwymi do osiągnięcia przez pozostałe zbiorowości kapitałami i aktywami ekonomicznymi, politycznymi i społecznymi. Jest to państwo kapitalizmu zależnego, gdyż ma gospodarkę kapitalistyczną, w której rozwój strukturalny jest pochodną zapotrzebowania zgłaszanego przez gospodarki wysoko rozwiniętych krajów kapitalistycznych. Jest to przy tym kapitalizm półperyferyjny, gdyż jego gospodarka jest peryferyjna wobec światowych centrów rozwoju gospodarczego i centralna wobec światowych peryferii niedorozwoju gospodarczego.

miękkości tego państwa decydują cztery jego strukturalne cechy. Po pierwsze jest to państwo skorumpowane, a cechujące się wysokim stopniem korupcji finansowej i politycznej aparatu państwowego, aż po kryminogenność i kryminalność poszczególnych praktyk tego aparatu. Jeszcze w 1999 roku potwierdzał to w pełni raport Banku Światowego, mówiący o praktykach kupowania ustaw w Sejmie III RP za 3 mln dolarów, a blokowanie ustaw za 0,5 mln dolarów ("Rzeczpospolita", 10.11. 2000 r.). Po drugie jest to państwo nieefektywne, cechujące się niskim stopniem skuteczności i efektywności działania aparatu państwowego, aż po niemożność trwałego rozwiązania szczególnie trudnych kwestii społecznych. Sposób ratowania polskich stoczni, i to na przestrzeni kilkunastu lat kolejnych koalicji rządowych, jest tego jaskrawym wskaźnikiem. Po trzecie jest to państwo niepraworządne, charakteryzujące się niskim stopniem praworządności i służebności publicznej władzy państwowej, aż po samowolę i anarchię w poszczególnych korpusach cywilnych aparatu państwa. Ostatnie bezprawne i bezkarne, bo tolerowane przez premiera Donalda Tuska, samowole w wykorzystywaniu podsłuchów dziennikarzy przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego i prokuraturę, są tylko drobnym potwierdzeniem tego, co się tak naprawdę dzieje i działo w polskim państwie lat 1989 – 2009. Po czwarte wreszcie i najważniejsze jest to państwo ułomnej demokracji, gdzie demokratyczne procedury podejmowania najważniejszych decyzji dotyczących polskiego państwa i gospodarki były i są w stopniu znaczącym fasadą dla rzeczywistych ośrodków władzy i rzeczywistych nieformalnych oraz nielegalnych sposobów podejmowania kluczowych decyzji. Polski parlament z jego demokratycznymi procedurami był i jest w silnym stopniu atrapą demokratycznej i parlamentarnej władzy, za którą kryją się nielegalne i niewidzialne ośrodki decyzyjne. 

Same zaś partie i partyjne biurokracje polityczne traktują państwo jako wyborczy "łup" polityczny, dzieląc i obsadzając stanowiska państwowe i publiczne zgodnie z logiką nieformalnych powiązań polityczno-towarzyskich. Te biurokracje partyjne tworzą się przy tym i odtwarzają swe istnienie w sposób samokooptacyjny i to na przestrzeni już blisko 20 lat, a ich rdzeniem osobowym jest dobrana zarówno z części środowisk postsolidarnościowej opozycji, jak i peerelowskiego obozu rządzącego grupa kilkuset osób, jeszcze w ramach tzw. Okrągłego Stołu. A rządzące partie mają czy tylko mogą mieć bezpośredni wpływ na obsadę około 50 tysięcy kluczowych stanowisk państwowych i publicznych (T. Urban, Owoce nepotyzmu, "Sueddeutsche Zeitung", 2.09.2007, za: "Forum", nr 36 (3 – 9.09.2007). I to jest zasadniczą przyczyną degradacji procesów rządzenia, administrowania i zarządzania publicznego, w postaci zarówno korupcji, jak i nieudolności, niekompetencji i nieodpowiedzialności na skalę całego państwa. Kto panuje nad Sejmem panuje bowiem nad państwem, a kto panuje nad państwem panuje nad krajem z wszystkimi dla tego kraju konsekwencjami.

Odpowiedź na pytanie o konstytutywną przyczynę tych strukturalnych cech naszego miękkiego państwa III Rzeczypospolitej, choć nie w takiej merytorycznie ostrej formule, zna około 70% dorosłych Polaków dzięki mrówczej i mozolnej pracy przez ostatnie kilkanaście lat działaczy, aktywistów i sympatyków Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Po raz pierwszy zaś odpowiedź tę sformułował prof. Jerzy Przystawa, tworząc w 1993 roku we Wrocławiu ten właśnie Ruch Obywatelski (R. Lazarowicz, J. Przystawa (red.), Otwarta księga. O jednomandatowe okręgi wyborcze, Wrocław 1999). Rozwiązanie ustrojowe, które decyduje o miękkim państwie III RP tkwi w sposobie wyłaniania elit państwa oraz charakterze odpowiedzialności tych elit wobec obywateli. Ten sposób i ten charakter nazywa się ordynacją wyborczą do Sejmu.

W polskich warunkach to właśnie obecna ordynacja partyjna nazywana "proporcjonalną", jest zasadniczym mechanizmem odtwarzania i tworzenia na nowo miękkiego państwa III RP. To ta ordynacja bowiem (1) stale i na nowo reprodukuje personalnie i grupowo ten sam układ polityczny i instytucjonalny, który wyrósł z Okrągłego Stołu, na czele z decydująca rolą ukrytej oligarchicznej sieci, (2) uniemożliwia wyłonienie autentycznych reprezentantów środowisk społecznych i politycznych poprzez start w wyborach środowiskowych liderów, a w ostateczności uformowanie się zdolnej do kreatywności politycznej i działania w kategoriach polskiej racji stanu elit politycznych kraju, (3) tworzy ułomność polskiej demokracji i strukturalnie korupcjogenną sytuację, dzięki odebraniu wyborcom kontroli nad posłami i przesunięciu tejże w ręce bossów i kierownictw partyjnych oraz dzięki koncentracji kontroli nad życiem politycznym w rękach wielkich mediów, przy ograniczaniu przestrzeni politycznego dyskursu.

A już jako szczegół można dodać, iż łamie ona Konstytucję, gdyż odbiera obywatelom faktycznie bierne prawo wyborcze. Obywatel może co najwyżej za przyzwoleniem bossów partyjnych znaleźć się na liście wyborczej.

Zasadniczą konsekwencją ordynacji proporcjonalnej jest sformułowany po raz pierwszy przez Fredericka Forsytha związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy bezpośrednią zależnością posła od wyborcy a skłonnością posła, a w moim przekonaniu każdego przedstawiciela władzy politycznej w państwie, do korupcji. Bez takiej bezpośredniej zależności czyli permanentnej i ścisłej odpowiedzialności wobec wyborców, tworzy się poczucie bezkarności i arogancja władzy, która prowadzi do korupcji. A nie ma jej w ordynacji proporcjonalnej, gdzie obowiązuje lojalność wobec kierownictwa swej partii. Kierownictwo partyjne zaś – pisał F. Forsyth – raczej nie wysunie kogoś, kto nie będzie bezwarunkowo posłuszny partii i lojalny wobec partii bez najmniejszych wątpliwości. W grę wchodzi tu zresztą także lojalność wobec własnej kariery, gdyż posłuszeństwo jest kluczem do otrzymania dobrze rokującego miejsca na liście. W ten sposób wodzowie zawłaszczyli sobie aparat partyjny, który przeszedł na ich osobisty użytek. Mamy więc władzę trwałą i absolutną. A władza trwała i absolutna prowadzi do przekazywania sobie pieniędzy w Szwajcarii.

Ordynacja proporcjonalna bowiem, jak twierdził z kolei Karl Popper, podporządkowuje posłów liderom partyjnym, a odbiera kontrolę wyborcom. W gruncie rzeczy system wyborczy reprezentacji proporcjonalnej – pisał K. Popper – odziera posła z odpowiedzialności osobistej. Czyni zeń maszynę do głosowania, a nie myślącego i czującego człowieka. Według mnie jest to dostateczny argument przeciwko reprezentacji proporcjonalnej. Albowiem to czego w polityce potrzebujemy, to jednostki zdolne do własnego sądu i przygotowane do ponoszenia osobistej odpowiedzialności.

Jak dowodził tego F. Forsyth komentując w 2000 roku tzw. aferę Kohla w Niemczech, to właśnie brak bezpośredniej zależności polityka od wyborcy rodzi poczucie wyższości, a w konsekwencji również arogancję i poczucie bezkarności, aż wreszcie skutkuje korupcją. Sądzę, iż ta teza F. Forsytha daje się uogólnić i ma wymiar ogólnosocjologiczny, będąc podstawą opisu prawidłowości społecznej, którą nazywam "prawem Fredericka Forsytha"; brak bezpośredniej zależności polityka od wyborcy, a szerzej osób sprawujących władzę od obywateli i otoczenia społecznego, rodzi poczucie wyższości w stosunku do tychże obywateli i tego otoczenia, a w konsekwencji i całego społeczeństwa. Poczucie wyższości utrzymywane przez dłuższy okres czasu rodzi arogancję i poczucie bezkarności osób sprawujących władzę – od parlamentu po sądownictwo. Długotrwałe i potwierdzane codzienną praktyką sprawowania władzy poczucie bezkarności prowadzi do korupcji jako stałego elementu praktyki sprawowania władzy. I tak też działa prawo Fredericka Forsytha w Polsce, tworząc i odtwarzając dzięki proporcjonalnej ordynacji wyborczej skorumpowane państwo III RP.

Tylko dlaczego o tym nie można się dowiedzieć od polskich naukowców, dziennikarzy i polityków w polskich mediach? Ale to już inny temat i na inną okazję.

Dąbrowa Górnicza, 28 października 2009

*Tekst dla "Nowy Kurier. Polish-Canadian Independent Courier"

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.