/Rzeczpospolita – dobro wspólne

Rzeczpospolita – dobro wspólne


Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli (art.1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej), a więc ani moja, ani twoja, ale nasza.11 listopada 2011 r. w dniu Święta Niepodległości w Warszawie znaleźli się tacy, którzy albo tego nie rozumieją, albo są cynicznymi graczami politycznymi.

 

Skrzyknęli się w dużą grupę i stanęli w poprzek manifestacji prezentującej inne niż ich racje polityczne. Gdyby nie to, że w konsekwencji doszło do przemocy fizycznej całość można by zrecenzować cytatem z filmu Dzień świra: Moja jest tylko racja i to święta racja, bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza, że właśnie moja racja jest racją najmojszą. Żarty, żartami, ale czegoś brakuje polskiej demokracji. Organizatorom pochodów przychodzą  do głowy, pomysły z zadymami, które według nich mają spełniać rolę politycznych narzędzi. Czyżby same wybory do rozstrzygania różnic nie wystarczały?

 

Aż ciarki przechodzą po skórze, gdy pomyśli się, że obłąkanym i nawiedzonym grupom może przyjść do głowy, nawet bez wiedzy szefa partii, że do zwycięstwa konieczne są podpórki szokujących incydentów politycznych. Zdarzenia najbardziej znane w Europie, które w wyborach przewróciły na drugą stronę sondaże przedwyborcze, to ostatnio na Węgrzech podsłuchana rozmowa premiera, który mówił bez ogródek, że oszukuje swoich obywateli, wcześniej  w Hiszpanii w 2004 r., tragiczne zamachy kolejowe na kilka dni przed wyborami i mające już znaczenie historyczne (1933 r. w Niemczech), podpalenie Reichstagu na tydzień przed wyborami. Wówczas NSDAP zdyskontowało ten pożar najlepszym wynikiem wyborczym (44% poparcie i 288 miejsc w 647 osobowym parlamencie). Twarz fürera tygodnik "Time" umieścił nawet na okładce jako człowieka roku, który demokratycznie wygrał. Tak na marginesie, wszystkie te przypadki zdarzyły się w krajach, które stosowały podobne w skutkach do naszego, systemy wyborcze.

 

Jak wykazał w swoich badaniach profesor Oksfordu Pinto-Duschinsky w ciągu 50 lat od II wojny w czterech krajach (Wielka Brytania, Kanada, Indie, Nowa Zelandia) z modelem jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW) rządzący zostali usunięci przez wyborców w 25 na 58 wyborów. Natomiast w czterech innych krajach (Niemcy, Włochy, Japonia, Szwajcaria) z systemem wyborów tzw. proporcjonalnych, podobnych do naszego, główna partia rządząca nigdy nie została odsunięta od władzy przez wyborców w rezultacie 54 wyborów. Warto się nad tym głęboko zastanowić.

 

Jeśli obywatele mają mieć realny wpływ na zmiany polityczne, na dobro wspólne, na Rzeczpospolitą, nie ma wyjścia, po pierwsze należy zmienić system wyborczy do sejmu na obywatelski, jednomandatowy. Natomiast do utrzymania zwykłego porządku na ulicy i bezpieczeństwa ludzi nie potrzeba zaraz zmieniać prawa, co po ostatnich burdach na warszawskich ulicach sugerują niektórzy politycy i komentatorzy polityczni. Znana jest opinia, że dobry sąd potrafi skorzystać ze słabego prawa, a słabemu nie pomoże nawet najlepsze.

 

 

Mariusz Wis – prezes Fundacji im. J. Madisona Centrum Rozwoju Demokracji

 

*Tekst ukazał się gazetach: warszawskiej "Południe" oraz w "Famka" w Kielcach, Bełchatowie, Opocznie Piotrkowie Trybunalskim, Tomaszowie Mazowieckim