/Przełomowy rok 2011 czyli możliwość końca postkomunizmu III RP

Przełomowy rok 2011 czyli możliwość końca postkomunizmu III RP


Miniony rok 2011 wydaje się być rokiem przełomowym w trwającej już ponad 22 lata historii postkomunizmu III Rzeczypospolitej Polskiej. Rozpoczął się proces pierwotnej mobilizacji społecznej o politycznym podłożu i antysystemowym kontekście. To otwiera możliwość powstania masowego ruchu społecznego o antypostkomunistycznym charakterze.

 

Najważniejszym zaś wydarzeniem politycznym minionego roku, a równocześnie najdobitniejszym przejawem nowej socjopolitycznie sytuacji, była spontaniczna manifestacja „Marszu Niepodległości” w dniu 11 listopada. Wbrew zniechęcającym do udziału w nim manipulacjom politycznym i medialnym, a wyraźnie w antyrządowym, a szerzej antyestablishmentowym kontekście, na ulice Warszawy spontanicznie wyległo i dojechało z kraju 20 – 30 tysięcy ludzi. Co więcej, postkomunistycznym mediom, zarówno publicznym, jak i prywatnym, po raz pierwszy od 22 lat nie udało się narzucić własnej interpretacji przebiegu Marszu 11 Listopada. Po 2 dniach kłamstw i przekłamań zostały one zmuszone do wycofania się z pierwotnie przedstawianego obrazu Marszu jako chuligańskiej zadymy kilku tysięcy młodych ludzi. Zostały zmuszone nade wszystko dzięki społecznościowym portalom internetowym, z Nowym Ekranem na czele. Zostały zmuszone dzięki ostatecznemu ukształtowaniu się w 2011 roku alternatywnego wobec postkomunistycznych mediów, obiegu informacyjnego, a szerzej kulturowego.

 

 

Tragedia smoleńska jako katalizator mobilizacji

 

Katastrofa rządowego samolotu pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku i tragiczna śmierć większości najważniejszych osób w polskim państwie z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele, zapoczątkowała ten proces społecznej mobilizacji. Ta katastrofa była dla części Polaków głębokim i dramatycznym szokiem nie tylko z powodu olbrzymiej tragedii tych 96 śmierci. Była i jest do dzisiaj stale trwającym szokiem z powodu ujawnienia skali i głębokości demoralizacji, wynarodowienia i nieudolności polskich elit polityczno-państwowych. Elit posuwających się aż do zbrodni stanu i układających się w imię własnych koniunkturalnych interesów partyjnych z obcym mocarstwem ponad głową własnego prezydenta i wbrew podstawowym interesom własnego państwa i narodu. Ta katastrofa była i jest do dzisiaj stale trwającym szokiem dzięki ujawnieniu przerażającego stanu rozkładu państwa III RP, czego symbolem stały się do tej pory niezwrócone czarne skrzynki i pocięte przez Rosjan, a niszczejące na smoleńskim lotnisku szczątki rządowego Tu-154.

 

W uroczystościach żałobnych w różnych formach w całej Polsce uczestniczyło około 2 milionów ludzi, którzy nagle zobaczyli się razem i nagle zauważyli, że jest ich aż tylu podobnie przeżywających tragedię smoleńską i podobnie oceniających tragicznie zmarłego prezydenta, mimo wieloletniej kłamliwej kampanii medialnej go dyskredytującej. Postkomunistyczna oligarchia i jej establishment wyraźnie tym przestraszone przystąpiły do kontrataku, starając się zdyskredytować samą żałobę i biorących w nich udział. Punktem kulminacyjnym stała się późnym latem 2010 roku wojna o krzyż przed Pałacem Prezydenckim. Pod ochroną państwowej policji i stołecznej straży miejskiej, grupy i grupki warszawskich lumpów, choć nie wykluczyłbym również udziału rodzimych służb specjalnych, atakowali słownie i fizycznie modlących się pod ustawionym tam krzyżem ludzi. Zaś premier rządu III RP Donald Tusk sceny obsikiwania moczem żałobnych zniczy, przybijania misia zabawki do krzyża i obnoszenia krzyża zrobionego z puszek po piwie marki „Lech”, nazwał publicznie swoistym happeningiem.

 

Oddanie Rosjanom śledztwa nad przyczynami katastrofy, co było kolejną zbrodnią stanu rządu D. Tuska, zaowocowało rosyjską tezą o winie polskich pilotów, wywieraniu nacisku dowódcy wojsk lotniczych gen. Andrzeja Błasika na pilotów by jednak lądowali w gęstej mgle, ale nade wszystko tezie, iż bezpośrednią przyczyną katastrofy była brzoza. Kilkudziesięciotonowy samolot miał uderzyć skrzydłem o ową 40. centymetrowej grubości brzozę, która miała mu urwać skrzydło i wywrócić do góry nogami, powodując katastrofę. Co gorsza, tezy te potwierdziła oficjalnie polska komisja rządowa pod przewodnictwem ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Jerzego Millera. Dopiero kilka dni temu po ponownej analizie zapisów czarnych skrzynek okazało się, że piloci błędów nie popełnili, gen. A. Błasika w kokpicie pilotów nie było, a uderzenie skrzydła o brzozę nie zostało zarejestrowane w ogóle. Zaś o brzozie jako bezpośredniej przyczynie katastrofy, amerykański fizyk prof. Kazimierz Nowaczyk z Uniwersytetu Maryland, który wraz z prof. Wiesławem Biniendą z Uniwersytetu w Ohio analizował dane z katastrofy, powiedział w kontekście raportu komisji Millera, że żadnemu studentowi nie zaliczyłby takiej pracy.

 

 

Powstanie alternatywnego obiegu informacyjnego i kulturowego

 

Przestraszona biegiem wydarzeń postkomunistyczna oligarchia i jej establishment nasilała propagandę, aż do poziomu jawnych i dostrzegalnych gołym okiem kłamstw, czego punktem kulminacyjnym była 2 dniowa manipulacja informacjami o Marszu 11 Listopada. Kłamstwa zaś rzecznika rządu Pawła Grasia stały się już śmieszne. Kilka dni temu przeszedł nawet sam siebie, informując po zablokowaniu przez hakerów polskiego Anonymusa internetowych stron rządowych, iż ta blokada jest wynikiem wielkiego zainteresowania obywateli pracami rządu opisywanymi na owych stronach. Równocześnie przestano już nawet ukrywać fakt istnienia nieformalnej cenzury. Telewizja publiczna potrafiła odmówić zgody na płatną reklamę nowej antypostkomunistycznej gazety „Gazeta Polska Codziennie”, a Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji odmówiła przyznania miejsca na platformie cyfrowej Telewizji „Trwam”, pod jawnie kłamliwym zarzutem niewiarygodności finansowej. Poziom i skala kłamstw oraz przekłamań na poziomie centralnych instytucji z rządem na czele jest już jakością porównywalna z okresem późnego Gierka.

 

Ale procesy zmian socjopolitycznych rozpoczęte katastrofą smoleńską zaowocowały ostatecznym ukształtowaniem się w 2011 roku alternatywnego obiegu informacyjnego i kulturowego. Oprócz koncernu medialnego redemptorystów polskich o. ks. Tadeusza Rydzyka w postaci „Naszego Dziennika”, radia „Maryja” i telewizji „Trwam” oraz katolickich tygodników „Niedziela” i „Gość Niedzielny”, a także ogólnopolskiego tygodnika „Gazeta Polska” i gazeta „Gazeta Polska Codziennie”, ten alternatywny obieg tworzy również kilka najważniejszych internetowych portali społecznościowych, od najmodniejszego ostatnio portalu Nowy Ekran poczynając, a na zasłużonym portalu Prawica.net kończąc. Można mówić również o kilku przypadkach neutralności propagandowej, co dotyczy jednak wyłącznie tytułów prasowych. Przykładem jest „Rzeczpospolita”, ale tylko w odniesieniu do obszaru politycznego i społecznego, gdyż w obszarze gospodarki nie odbiega od mediów obiegu postkomunistycznego.

 

Zupełnie nowym zjawiskiem stał się alternatywny obieg filmów dokumentalnych, których nieformalna cenzura nie dopuszcza do emisji w telewizjach. Są one nagrywane na nośnikach cyfrowych CD, a odtwarzane na ekranach komputerów.  Rozprowadza się je zarówno poprzez dołączanie do „Gazety Polskiej”, jak na przeróżnych spotkaniach autorskich i politycznych. I to jest już skala idąca w setki tysięcy egzemplarzy. I oczywiście umieszcza się je w Internecie. Dziś właśnie „Gazeta Polska” rozpowszechniła kolejny film Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego „Krzyż”, o wydarzeniach pod krzyżem pamięci przed Pałacem Prezydenckim w 2010 roku.

 

Jakościową zmianę sytuacji odzwierciedla również silny spadek oglądalności głównej audycji informacyjnej „Wiadomości” w telewizji publicznej i to rzędu 1 mln telewidzów. Równocześnie sygnalizowany jest silny wzrost roli Internetu jako źródła informacji politycznych i społecznych. Innym przejawem tej nowej sytuacji medialnej jest fakt, iż jak wynika z badań socjologicznych przeprowadzonych 4 miesiące temu, największy odsetek słuchaczy z wyższym wykształceniem wśród stacji radiowych ma radio „Maryja”. I są to w większości ludzie, którzy słuchają tego radia przede wszystkim w poszukiwaniu rzetelności informacyjnej, a nie samego katolickiego przekazu religijnego.

 

 

Pierwotna mobilizacja społeczna

 

Wszystko to doprowadziło do procesów wstępnej mobilizacji społecznej w postaci rozpoczęcia przełamywania stanu silnej atomizacji i atrofii społecznej oraz narastaniu elementarnej aktywności socjopolitycznej, choć rozproszonej i mozaikowej. Pojawiły się również symptomy tworzenia nowej tożsamości społecznej wśród licznych środowisk i zbiorowości. Dumne określenie poety i pisarza Jarosława Marka Rymkiewicza „Wolni Polacy”, zaczyna być samodefiniowaniem tej nowej tożsamości, jako podkreślanie przywiązania do suwerenności narodowej, niepodległości i patriotyzmu, a także wolności i demokracji. Jednocześnie weszło już wręcz do publicystycznego obiegu pogardliwe określenie lemingi na określenie dużych zbiorowości i środowisk społecznych pozwalających się manipulować przez układ postkomunistyczny, a równocześnie nie wykazujących zainteresowania stanem państwa, a skoncentrowanych wyłącznie na bieżącej konsumpcji. Sądzę wszakże, iż nie jest to podział na dwie społeczności czy dwa światy socjopolityczne i zimnej wojny domowej nie będzie. W istocie bowiem jest to podział na będącą w trakcie tworzenia społeczność obywatelską z silną tożsamością narodową i samoświadomością socjopolityczną, a zatomizowaną masą społeczną, istotnie zróżnicowaną politycznie i kulturowo, acz pozbawionej takiej samoświadomości. Jeśli proces mobilizacji społecznej nie zostanie przerwany, to ta masa społeczna będzie przyciągana i wciągana coraz silniej przez społeczności obywatelskie.

 

Te procesy wstępnej mobilizacji są na razie rozproszone i mozaikowe. Jest to zjawisko zbliżone do tego, co w swoich badaniach socjologicznych nad społecznym ruchem pracowniczym „Solidarności” nazwałem fazą wstępną krystalizacji struktury ruchu masowego (W. Błasiak, Centra i peryferie masowego ruchu pracowniczego w Polsce 1980 – 1981, w: Studia nad ruchami społecznymi, pod red. W. Lewickiej-Banaszak, P. Marciniaka i W. Modzelewskiego, Uniwersytet Warszawski, Instytut Socjologii, 1987). Tę fazę, trwającą od 1 lipca do 15 sierpnia 1980 roku, charakteryzowała mobilizacja społeczna w postaci strajków i groźby strajków o krótkotrwałym przebiegu, o niskim poziomie wewnętrznej organizacji, lokalnych i ograniczonych do poszczególnych przedsiębiorstw, a nawet tylko poszczególnych wydziałów, o żądaniach głownie płacowo-socjalnych. Była to wszakże wstępna mobilizacja społeczna, która w fazie następnej, trwającej od 16 sierpnia do 3 września 1980 roku, a nazwanej przeze mnie fazą krystalizacji centrów ruchu masowego, przeszła w strukturę policentryczną o silnej i złożonej wewnętrznej organizacji i więzach społecznych oraz spolityzowanym charakterze i politycznych już żądaniach. Trzecią i ostatnia fazę trwającą od początku września do początków października 1980 roku, nazwałem fazą aktywizacji peryferii ruchu masowego, a polegała ona na procesie przyłączania się, w formie rozlewającej się fali strajków, do już ukształtowanej policentrycznej struktury ruchu masowego „Solidarności”, zbiorowości pracowniczych o cechach marginalności społecznej i społeczno-przestrzennej.

 

Te trzy fazy tworzenia masowego ruchu społecznego wydają mi się po latach uniwersalne dla wszystkich masowych ruchów społecznych. Tyle, że wejście w fazę pierwszą nie oznacza konieczności wejścia w następne, a tylko tworzy taką możliwość.

 

 

Czy będzie kolejna faza ruchu społecznego „Wolnych Polaków”?

 

W swoim tekście dla „Nowego Kuriera” z 7 marca 2011 roku pt. Czy Polacy wyjdą na ulice? sformułowałem tezę, iż oprócz pogarszającej się sytuacji ekonomicznej, czynnikiem wypychającym Polaków na przysłowiową ulicę polityczną będzie narastająca w strukturach państwa codzienna arogancja władzy wobec obywateli, aż po praktyki politycznego łupiestwa. Twierdziłem, że będzie to wynikiem działania odkrytej przeze mnie prawidłowości społecznej, a nazwanej prawem Fredericka Forsytha, gdyż to on pierwszy zauważył związek przyczynowo-skutkowy między brakiem bezpośredniej zależności polityka od wyborcy, a arogancją i korupcją władzy politycznej. Sformułowane przeze mnie prawo Forsytha mówi, że słabość zależności bezpośredniej, aż po jej brak u osób i instytucji sprawujących władzę w państwie od obywateli i społeczeństwa, tworzy poczucie wyższości w stosunku do tychże obywateli i całego społeczeństwa, a w konsekwencji rodzi arogancję i poczucie bezkarności prowadzące do korupcji, osłabiania praworządności i pogarszania sprawności działania osób i instytucji sprawujących władzę.

 

W Polsce działanie tego prawa od 1 stycznia 2012 roku boleśnie odczuły miliony Polaków w związku z wejściem nowej ustawy refundującej leki, przede wszystkim dzięki gigantycznemu bałaganowi z finansową refundacją. I sądzę, że na ten rok nie będzie to ostatnie słowo władzy państwowej. To fasadowa demokracja polskiego postkomunizmu rodzi nieustanną korupcję, łamanie praworządności i systemową nieudolność całych aparatów państwa. W polskim ustroju wyborczej oligarchii ustrukturyzowanej proporcjonalną ordynacją wyborczą, a wzmacnianą 5% progiem i sposobem finansowania partii politycznych z budżetu państwa, w którym system medialny jest częścią systemu polityczno-partyjnego, wszelki aparaty władzy nie tylko nie są bezpośrednio zależne od obywateli i społeczeństwa, ale stoją ponad nimi.

 

W przełomowym 2011 roku rozpadła się fasada wolności słowa w postkomunizmie III RP i do milionów Polaków dotarła ostatecznie prawda o zasadniczym braku tej wolności. Fasada demokracji w postaci proporcjonalnej ordynacji wyborczej ciągle zasłania milionom Polaków rzeczywisty obraz postkomunistycznej oligarchii wyborczej.

 

 

Dąbrowa Górnicza, 25 stycznia 2012

 

*Tekst dla: „Nowy Kurier. Polish – Canadian Independent Courier”

 

858 wyświetlen