Nie tylko zagorzali wrogowie JOW zrobili wszystko, co było w ich mocy, dla obniżenia frekwencji w referendum przeprowadzonym 6 września 2015 r. Milcząc, kiedy było trzeba i deprecjonując postulat JOW na wszystkie możliwe sposoby. Także opiniotwórcze środowiska biernych beneficjentów partyjnego przywileju układania list wyborczych swoją niekonieczne artykułowaną, ale wymowną postawą wpływały destrukcyjnie na stosunek Polaków do możliwości wyrażenia swojej woli w sprawie JOW. Hasła wolnościowego, niezależnie od wszystkich zastrzeżeń, co do okoliczności zarządzenia samego referendum.

A pomimo bezprecedensowej negatywnej presji, ponad 1,9 miliona świadomie zdeterminowanych obywateli RP skrzyżowało dwie kreski na „tak dla JOW”.

Natomiast do głosowania w wyborach parlamentarnych, przeprowadzanych 25 października 2015, zachęcały wszystkie siły polityczne i media oraz autorytety – także moralne, które przed referendum, jakże gorsząco milczały.

W tych wyborach kandydaci z list KWW Kukiz’15 uzyskali już tylko około 1,3 miliona głosów. Tak więc, co najmniej pół miliona obywateli, popierających JOW w referendum, zdystansowało się od kandydatów z list Komitetu inicjowanego pod hasłem JOW. Ci z nich, którzy zostali posłami, już teraz powinni sobie stawiać pytania o istotę przyczyn hamujących zaufanie wyborców. I zdać sobie sprawę z tego, że wyborcy, którzy im zaufali w przeważającej mierze oczekują naprawy państwa poprzez usunięcie przyczyny jego psucia.

Jako priorytet jest więc oczekiwane usunięcie partyjnego przywileju układania list wyborczych – korzenia zła w polskim życiu publicznym, zapisanego w ordynacji wyborczej tzw. proporcjonalnej. I wprowadzenie w wyborach do Sejmu równej dla wszystkich pełnej swobody indywidualnego kandydowania w 460 Jednomandatowych Okręgach Wyborczych. Dążenia niezbędnego do usunięcia przyczyny, nie zastąpi bowiem usuwanie skutków choroby państwa. Chociaż usunięcie złych skutków też jest konieczne.

Zatem pierwsze pytanie, które powinien sobie zadać każdy poseł wylansowany przez KWW Kukiz’15 brzmi:
Czy azymutem mojego posłowania jest taki priorytet?

27 października 2015

About Jerzy Gieysztor

mgr. inż. miernictwa elektronowego; jak wspomina Jerzy Gieysztor: „Ze wszystkiego się śmieje, ale jest uparty i nie ujawnia swoich poglądów” – użalał się przedstawiciel czerwonych, kiedy w roku 1977 przeciwstawiłem się władzy Uniwersytetu Wrocławskiego, gdzie pracowałem przez kilka dziesięcioleci; uczestnik Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW od 1998 r.

Dyskusja - 25 Komentarzy
  1. bisnetus

    17. Lis 2015,  godz. 21:51

    I jeszcze jedno. W ostatnich tygodniach słuchałem przedstawicieli Kukiza w 3 lub 4 tradycyjnych „dyskusjach” gadających o wszystkim i niczym głów z klucza. Żaden się nawet nie zająknął o konstytucyjnych obywatelskich prawach wyborczych i łamaniu zasad powszechności, równości i wolności wyborów. Prawdopodobnie „prawo śp. prof Przystawy” o wyższości poselskiego stołka nad deklaracjami znowu pokazało swoją siłę.

    Odpowiedz

    • Łukasz Bień

      18. Lis 2015,  godz. 11:11

      Większość z nich to pewnie nie ma pojęcia, że takie sprawy w ogóle istnieją… Nie ma się co łudzić.

      Odpowiedz

      • bisnetus

        18. Lis 2015,  godz. 11:56

        Tak. Tylko to czyni cały ten ruch Kukiza zupełnie bezużytecznym, co już zresztą przewidywałem, gdy próbował startować do Sejmu. Wchodzisz do mafijnego systemu na mafijnych warunkach, to działasz i wsiąkasz na tych warunkach upodobniając się do tych mafii i odgrywając tylko w mediach rozpisane przez resortowe dzieci role pajaców medialnych. I ten proces już teraz widać.

        A tak wcale nie musiałoby być. Gdyby ludzie Kukiza właśnie każdy występ w mediach i w sejmie wykorzystywali na propagowanie podstawowych pojęć z zakresu demokracji, podkreślaliby brak legitymizacji władzy wybranej w niedemokratycznych wyborach, nie pozwalali się nazywać posłami lecz po. posłami (pozorującymi obowiązki posła – bo posłem nie można być, gdy się nie jest wybranym w wolnych wyborach przez wolny naród) itd, itp. – to wtedy byłyby z nich jakiś pożytek, bo zmuszałby ludzi do zastanowienia a może nawet do istotnych publicznych dyskusji.

        Póki co rzucają się na każdy ochłap, który im resortowe dzieci do szarpania podrzucą stając się reprezentantami i pionkami Frontu Jedności UBekistanu.

        Odpowiedz

        • Krzysztof

          12. Gru 2015,  godz. 21:37

          Witam
          Generalnie to co napisałeś to oczywiście oczywista oczywistość. Idzie chyba jednak o to aby teraz zostawić spory i zdobyć się na SOLIDARNOŚĆ w obronie demokracji podług jej pierwotnego helleńskiego znaczenia

          Odpowiedz

  2. bisnetus

    13. Lis 2015,  godz. 12:44

    Nieźle się zaczyna. 42 osobowy klub Kukiza przetrwał 1 dzień kadencji sejmu. Teraz już jest 41-osobowy a odszedł sam współtwórca Sanocki. Pewnie za dużo wodzów na tak mały klub. Ciekawe co jest grane.

    Odpowiedz

      • bisnetus

        17. Lis 2015,  godz. 21:43

        To fakt, ale traktowałem to jako niuans. Województwo Opolskie ma jako jedyne posłów niezależnych, a mówią, że w Polsce nie mogą kandydować bezpartyjni. Województwo ma ich nawet dwóch. Jeden reprezentuje mniejszość niemiecką, a drugi reprezentuje mniejszość jowowską. Chociaż nie wiem, czy akurat Ruch JOW czuje się aktualnie reprezentowany przez posła Sanockiego.

        W mafijnej mętnej demokracji i tak nie wiadomo kto skąd i po co przychodzi. I odchodzi.

        Odpowiedz

  3. Łukasz Bień

    04. Lis 2015,  godz. 17:32

    @bisnetus
    Tak jak zgadzam się z większości Pana tez pod tym tekstem, tak zupełnie nie zgadzam się z przykładem UKIP jako „wydmuszki” i „atrapy” politycznej. Faktem jest, że ich reprezentacja w Izbie Gmin jest marginalna, ale trudno nazwać atrapą partię, która po raz pierwszy od prawie 100 lat pokonała Partię Konserwatywną i Partię Pracy w jakichkolwiek wyborach powszechnych. Chodzi oczywiście o Parlament Europejski – tam mają sukcesy, bo ich działalność dotyczy głównie walki z Brukselą. UKIP nawet liczbą swoich członków wciąga nosem PiS i PO, a pupilkiem mediów też bynajmniej nie jest…
    Teza zatem pewnie słuszna, tylko przykład nie bardzo.

    Odpowiedz

    • bisnetus

      04. Lis 2015,  godz. 22:00

      Takie przykłady należy rozpatrywać relatywnie. Sam kiedyś twierdziłem, że UIKP jest partią marginalną w WB chociaż z 50.000 członkami (według niej) ma ich więcej niże PO i PiS razem (licząc tych żywych) czy nawet 2 lub 3 razy więcej (licząc tych żywych i płacących składki).

      Nie mniej jednak przykład tej partii jest doskonałą ilustracją wycinania partii monotematyczny lub partii jednego aktora w systemie oddolnej demokracji. Masz jeden temat i jednego pajaca efektownie wypadającego w telewizji, to masz również w parlamencie jednego posła. A nie tyle ile każą sondażownie. Gdyby Hans Kloss i Czterej Pancerni razem z Rudim wystąpili w wyborach proporcjonalnych to dostaliby ze 30% mandatów, bo są medialnie bardzo popularni. Te same postacie w wyborach większościowych dostałyby 3-4 mandaty, bo z całą swą popularnością tyle są warci jako potencjalni przedstawiciele narodu.

      Akurat wybory do PE są w WB tylko plebiscytem. Ludzie pewnie głosują na UKIP z samego wkurzenia, że muszą w wyborach na nie wiadomo co wychodzić z domu. Akurat w ich kulturze politycznej wybory do PE to jest zupełny odlot, chociaż należy podkreślić, że w WB nawet w wyborach proporcjonalnych zadbano, by równe prawa kandydowania mieli kandydaci indywidualni. Pisałem o tym tu: https://bisnetus.wordpress.com/2014/07/31/wybory-proporcjonalne-do-pe-w-wielkiej-brytanii/

      Odpowiedz

  4. Mirad

    04. Lis 2015,  godz. 09:23

    Bisnetus : ” …Myślę, że nie zrozumiałeś trochę wagi i roli „zakorzenienia” społecznego partii politycznych w normalnej demokracji. …..”. To akurat rozumiem, bo uważam, że czegoś takiego prawie nie ma w PL. Nie mamy normalnej demokracji, nie mamy „normalnych” wyborców albowiem przeszliśmy z systemu opartego na obcych bagnetach do atrapy demokracji. I nic w tym dziwnego skoro chyba sam o tym mówiłeś, że w Australii systemu wyborczego /nie najprostszego/ uczą się dzieci w samorządach szkolnych. A poziom rzetelnej wiedzy obywateli o systemie wyborczym w PL jest znikomy. Nie ma też świadomości przyczynowo skutkowej w tej materii. Stąd adekwatnie działania partii – rura propagandowa. Nie ma co wyrzucać kasy na wykwintne argumenty trzeba brutalnie prac mózgi wykorzystując wszystkie możliwe kanały tzn. media, trybuny, ambony, autobusy, lasery, cekiny i co się tylko da z rynsztokiem włącznie. Taka jest rzeczywistość i nie ma co się na nią obrażać. Tego oczekuje masa wyborcza i trzeba się w tym znaleźć. Te korzenie świadomości politycznej, o których piszesz są, ale wśród prawdziwej inteligencji, którą sam oceniam na może 8% wyborców, dziwnie pokrywa się to z wynikiem referendum, ale to chyba przypadek. Nie jestem przekonany, że w rozsądnym czasie uda się ruchowi JOW spowodować znaczącą zmianę w „ukorzenianiu”. Myślę, że docieranie wszelkimi kanałami z prostym / nie prostackim! / przekazem do obywateli jest skuteczną drogą / jedną z? / do celu. Ciągnę ten temat dlatego, że czuję nutę zawodu i twórczego buntu. Ja uważam, że ruch JOW w 2015 roku dokonał ważnego skoku w świadomości społecznej. Liczenie na efekt docelowy było raczej na wyrost. Jestem również przekonany, że najbliższy czas pokaże kolejne przykłady niemocy rządzących bo w obecnych realiach gospodarczych pudrowanie systemu lewą czy prawą ręką nic nie pomoże, a strategii gospodarczej nie ma w PL od 1989 roku. Pomalowanie zebry na brązowo nie uczyni z niej konia, więc nie należy liczyć na liczące się zmiany na lepsze. Co do Kukiza też trochę się czuję, że wybierałem się do filharmonii a trafiłem do cyrku, z całym szacunkiem dla obu instytucji, ale cyrku bez zwierząt. Co z tego wyniknie, jeszcze nie wiemy. Pozdrawiam.

    Odpowiedz

    • Jerzy Gieysztor

      04. Lis 2015,  godz. 10:06

      RE; mirad I bisnetus. Dzięki za cenne myśli. Skłaniające do kontaktu bezpośredniego, a przynajmniej telefonicznego. Tymczasem zachęcam do ogłoszonego na tutejszym portalu Webinaru CO DALEJ ? – JAN JAGIELSKI czwartek 05.11.2015 godz 20.00

      Odpowiedz

      • Mirad

        04. Lis 2015,  godz. 11:34

        Tak jest. Było mi niezmiernie miło wymienić kilka uwag na istotne tematy związane z JOW. Może los sprawi, że kiedyś porozmawiamy bezpośrednio. Pozdrawiam.

        Odpowiedz

        • bisnetus

          04. Lis 2015,  godz. 14:23

          Ja również pozdrawiam i dziękuję za ciekawą wymianę zdań. Co do uwagi wyżej, że czuje się „nutę zawodu i twórczego buntu”, to o tyle zaprzeczę, że taka „nuta samooceny i twórczej inwencji” powinna być stałym objawem żywotności wspólnoty i organizacji, powinna być częścią zinstytucjonalizowanego, iteratywnego i twórczego procesu ciągłego ulepszania i animowania działań. Podkreślam, że powinien być to proces stały, cykliczny, otwarty i zinstytucjonalizowany, a po zdarzeniach takich jak referendum powinien mieć charakter szczególny i wymiary tsunami (oczywiście w konstruktywnym sensie).

          Odpowiedz

  5. Jerzy Gieysztor

    03. Lis 2015,  godz. 14:03

    RE, bisnetus 31. paź 2015, godz. 16:19. – Wykorzystywanie możliwości środowiska Ruchu JOW, zależy od dobrej woli dostrzegania dorobku i aktualnego potencjału intelektualnego jego uczestników. Korzystać mógłby każdy, zwłaszcza ci, dla których ważniejsza jest deklarowana ideowa wspólnota z JOW-owcami, od przeświadczenia o nadrzędności doraźnych korzyści politycznych. Jednak pamiętajmy, że okres PRL wytworzył w życiu politycznym i dyskursie medialnym, zwyczaje wyrosłe na gruncie trwania kierowniczej roli partii (w okresie ostatniego ćwierćwiecza na gruncie kierowniczej roli partyj). A pielęgnowaniu tych zwyczajów służą niezmiennie reguły gry wyborczej ordynacji tzw. proporcjonalnej. Dlatego nie budzą zdziwienia zachowania liderów także nowo powstałych ruchów politycznych, ciągle z tych reguł korzystających. I nie budzi zdziwienia, że deklarując anty systemowość, nie wykazują oni zainteresowania otwartością dyskusji. Być może czas przyniesie dowody przeczące. Tymczasem, ich postawa to ilustracja hasła „transmisji partii do mas”. Ale nie odwrotnie. W tej sytuacji, braku nie tylko ssania, ale nawet zainteresowania wykorzystywaniem aktualnych możliwości Ruchu, należy przygotowywać takie projekty, które we właściwym momencie mogą posłużyć, posiadającemu przynajmniej zadatki na męża stanu. Przypuszczam, że z tym Bisnetus się zgadza.

    Odpowiedz

    • bisnetus

      04. Lis 2015,  godz. 00:49

      Zgadzam się z konkluzją. Natomiast mam pewne zastrzeżenia do wstępu wyrażonego w skrócie tezą: „Wykorzystywanie … zależy od dobrej woli dostrzegania dorobku i aktualnego potencjału intelektualnego jego uczestników.” Myślę, że takiego podejścia Ruch JOW powinien się w dzisiejszych czasach wystrzegać. Żeby korzystać z niewątpliwego dorobku Ruchu potrzeba nie tylko ogromu dobrej woli, ale również ogromu „detektywistycznego” i badawczego wysiłku. I to jest właśnie problem Ruchu, na który staram się tutaj zwracać uwagę wskazując na potrzebę pewnego upakowania, dopracowania i wypromowania „ideowego produktu” jakim jest idea i rozwiązanie JOW. To jest pewne spojrzenie marketingowe, ale myślę, że takiego spojrzenia właśnie nieco brakuje. Możliwość korzystania z dorobku Ruchu nie powinna być uwarunkowana dobrą wolą i wysiłkiem jego dostrzegana i rekonstruowania, lecz przeciwnie powinna się niemal sama narzucać, być niejako łatwo dostępna pod ręką i być w różnych formatach zawsze gotowa do natychmiastowego użycia.

      Ten problem był przecież widoczny podczas Referendum w którym niemal cały materiał promocyjny musiał się tworzyć niemal od zera a niewątpliwy dorobek Ruchu często się w kampanii niedostatecznie przebijał. Mam tu na myśli choćby Regułę JOW, którą obaj próbowaliśmy przecież usilnie lansować, i która dopiero w finiszu kampanii się śladowo w czołówkach przebiła. Czy też rozwiązanie ustawowe, w które włożono ogrom pracy, i które powinno być jednym ze sztandarów kampanii, a które niemal w ogóle nie zostało wspomniane leżąc bezużytecznie gdzieś w zapomnianych mrokach portalu Fundacji Madisona. A jak mówiłem, ustawa ta powinna zarówno merytorycznie jak i „marketingowo” dopracowana i na tyle dojrzała, by mogła być przedłożona w Sejmie na przykład przez Ruch Kukiza.

      Co do Kukiza, to Ruch JOW nie powinien się od niego „odwracać” lecz go otwarcie „nękać i testować dokumentując wszystkie interakcje z Ruchem Kukiza. Chociażby apelami o coroczne przedkładanie Kodeksu Wyborczego pod Sejmowe obrady, poprzez wypracowanie dojrzałej skargi konstytucyjnej na obecną ordynację i zlecanie Klubowi Kukiza jej przedłożenia przed trybunałem (do dzisiaj było to przez wszystkie instytucje torpedowane, a obywatel nie mają prawnej możliwości złożenia takiej skargi – niech się Kukiz wykaże próbując poselskiej drogi). Takich pomysłów są dziesiątki i można dla nich Kukiza wykorzystać. A jak zacznie się mizgać i bronić tego mafijnego systemu ignorując inicjatywy tego typu, to przynajmniej będziemy mieli jasność i to na piśmie, co powinno być na tym portalu udokumentowane. W co zresztą nie wierzę, bo Kukiz wyrósł przecież trochę z Waszego Ruchu i nie sądzę, aby aż tak się swoim korzeniom sprzeniewierzył.

      Tyle, że warunkiem wymagań wobec Kukiza jest dojrzałość własnej pracy i roszczeń. Ustawę należy przedkładać w porządnym, społecznie skonsultowanym i legislacyjnie zweryfikowanym stanie z doskonale dopracowanym uzasadnieniem. To samo dotyczy skarg konstytucyjnych, które powinny być produktem solidnie dopracowanym prawnie i merytorycznie w większym zespole ludzi a jeszcze lepiej w sposób publicznie otwarty.

      Dlatego radziłbym się Ruchowi JOW nad taką koncepcją zastanowić, którą nazwę żartobliwie „Przetestujmy Kukiza”. Przy czym nie „test Kukiza” jest tu istotą sprawy, lecz dopracowanie dorobku Ruch JOW pod względem wdrożeniowo-marketingowym. Efektem powinno być portfolio „gotowych” rozwiązań (rozwiązania w zasadzie nigdy nie są gotowe i powinny być w iteratywnym i stabilnym procesie stale ulepszane), modeli argumentacyjnych, zespoły robocze od spraw merytorycznych i inicjatywnych oraz co bardzo ważne dokumentacja i monitoring działań i zdarzeń.

      Odpowiedz

  6. Karol Maluchnik

    03. Lis 2015,  godz. 13:41

    40 na 42 posłów zasiadających w Sejmie RP z KWW Kukiz’15 to jedynki. Świetny artykuł Panie Jerzy.

    Odpowiedz

  7. marian

    30. Paź 2015,  godz. 13:27

    Z tego co sie orientuję to wszyscy wybrani z KWW Kukiz to jedynki, jeżeli się mylę proszę mnie poprawić. Uważam że jest to wynik bardzo dobry biorąc pod uwagę mega wtopę Kukiza. Nie jest dla mnie też większym zaskoczeniem samodzielne rządy PiS o czym pisałem na tym forum w okolicach bodajże kwietnia po słynnych dymisjach w PO.
    Niestety w międzyczasie nie zmieniła sie retoryka zwolenników JOW, którzy nadal w JOW widzą cel a nie środek do osiągnięcia celu. Pouczanie przywódców partyjnych jak mają typować kandydatów to tak jak uczyć Rockefellera jak robić pieniądze 🙂

    Odpowiedz

    • Łukasz Bień

      02. Lis 2015,  godz. 01:49

      @marian
      Z komitetu Kukiz’15 dostały się do Sejmu dwie osoby spoza „jedynek” – Jacek Wilk (nr 4 w Warszawie, pociągnięty przez Kukiza z kompromitującą liczbą 2420 głosów, czyli drugą od końca wśród posłów VIII kadencji) i Paweł Grabowski (nr 6 w Opolu, pociągnięty przez p. Sanockiego).

      Odpowiedz

      • marian

        03. Lis 2015,  godz. 19:28

        Dzięki 🙂

        Odpowiedz

  8. Łukasz Bień

    30. Paź 2015,  godz. 08:16

    Porównywanie wyborów i referendum jest moim zdaniem nieuprawnione. Uzasadnienie jest proste. W referendum szło tak naprawdę o jedną, jedyną sprawę – jednomandatowe okręgi wyborcze. Czyli tak, jak przyjął dawno temu Ruch na rzecz JOW – idziemy za jedną sprawą i tylko jedną, czyli JOW do Sejmu.
    A Kukiz’15 nie ma przecież jednego tylko postulatu. Więcej, znaczna część tej egzotycznej dość formacji w ogóle ma postulat JOW zupełnie gdzieś, może na czwartym planie, część też w ogóle z nim się nie zgadza.
    Kukiz’15 to konglomerat przeróżnych środowisk nurtów, a nie wszystkie wszystkim mogą odpowiadać, nawet jeśli są za JOW. Gdybym był np. z okręgu, w którym liście Kukiza był p. Winnicki, którego wizji Polski i świata, łagodnie mówiąc, nie podzielam, w życiu nie głosowałbym nie tylko na niego, ale i na kogokolwiek z całej listy, bo zbyt dobrze znam mechanizm systemu proporcjonalnego z listami otwartymi, gdzie szeroka grupa nikomu „niepotrzebnych” kandydatów pracuje niemal zawsze na „jedynkę”. Na szczęście u mnie takich postaci nie było, ale warto chyba zauważyć ten czynnik.

    Odpowiedz

  9. bisnetus

    29. Paź 2015,  godz. 12:25

    Większość – w tym ja – jest zdziwiona, że Kukiz’15 odniósł i tak nadspodziewany sukces w ostatnich „wyborach”. Porównania referendum i plebiscytu parlamentarnego są moim zdaniem nieuzasadnione. Odpowiedź na jedno konkretne pytanie a udział w sondażu poparcia na medialne kreatury, to jednak zbyt różne mechanizmy, by móc wyciągać porównawcze wnioski.

    Sprawa JOW-ów jest praktycznie zamknięta w odbiorze społecznym, a ad hoc zebrana partyjka celebrycko-wodzowska jaką jest Kukiz’15 to jest raczej tylko kolejna kreatura medialna niż siła, która cokolwiek reprezentuje. A już z pewnością nie ideę JOW-ów.

    Odpowiedz

    • Mirad

      31. Paź 2015,  godz. 06:07

      Zgadzam się, że z Kukizem nie wyszło tak jak trzeba, czyli wg mnie nie powinno się rozbijać ruchu poparcia JOW. Nie znam kulisów sprawy więc się nie wypowiadam. Skład jego ekipy też wydaje mi się wątpliwy, bo nie takich niektórych ludzi / z całym szacunkiem / oczekuję w parlamencie. Jednakże nie zgadzam się z tezą, że sprawa JOW w odbiorze społecznym jest zamknięta. Wystarczy pokazać ludziom wyniki wyborów, w których do parlamentu wszedł kandydat z poparciem 0,3% głosów. (!) Nie wspominając o reszcie z dorobkiem poniżej 5%. To tylko jeden aspekt obecnej ordynacji. Mam jeszcze jedną ważną uwagę. W życiu bywa jak przy stoliku karcianym. Gra się takimi kartami jakie przyniósł los i nie ma na to rady. Trudno mi ocenić szansę powodzenia, ale w parlamencie jest tylko jedno ugrupowanie, które deklaruje jako cel zmianę systemową. Nie można na to zamykać oczu bo przez to nie zmieni się sytuacji. W ich składzie są ludzie o nieco „nieuczesanej” osobowości, ale to może właśnie oni będą walić prawdę między oczy reszcie posłów bez oglądania się na etykietę. Tego do końca nie wiemy, czas pokaże. Jeśli chodzi o ruch JOW to w tej chwili myślę, że powinien celować w ludzi wszystkich ugrupowań z pominięciem ich liderów. Jak patrzę na mizdrzenie się i przewrotność niektórych wodzów – zawodowych opozycjonistów to robi mi się niedobrze. Chodzi im wyłącznie o gonienie króliczka. Nie wiem jak to zręcznie ująć, ale przesłanie do aktywistów różnych partii i partyjek powinno być w rodzaju: czy chcesz być tylko mięsem armatnim swego ugrupowania czy może chcesz mieć bezpośredni wpływ na losy tego kraju zgodnie z twoimi poglądami? Trzeba im uzmysłowić, że w obecnym stanie rzeczy skazani są na wieczne groteskowe mikro parady ze sztandarami i hasłami, z których nic nie wynika poza biciem piany. Za to stają się mimowolnymi pożytecznymi idiotami legitymizując beton, który będzie pokazywał ich działalność jako wyraz najlepszej demokracji na tym globie. Tyle, że działalności bezpłodnej i bez szans. Mając pewne poczucie niedosytu uważam, że ruch JOW dokonał dużego skoku w świadomości obywateli. Nawet jeśli jest to tylko uświadomienie, że jest takie zwierzę jak jednomandatowe okręgi wyborcze, które funkcjonuje np w GB, dokąd jednak Polacy wyjeżdżają i będą wyjeżdżać. Temu nie da się zaprzeczyć nawet mediach reżimowych.

      Odpowiedz

      • bisnetus

        31. Paź 2015,  godz. 16:19

        Mi tutaj nie chodzi nawet o skład, chociaż ten ustalony w całkowicie improwizowanej, krótkiej akcji niejako siłą rzeczy musi być w dużej mierze przypadkowy i niepewny. Można nawet robić zakłady, czy klub parlamentarny dotrwa w całości do pierwszej sesji sejmu.

        Problem ruchu Kukiza jest organiczny i systemowy i polega na braku bazy. System, który ja nazywam „dyktaturą kreatur medialnych” faworyzuje takie twory i w zasadzie je całkowicie kontroluje. I decyduje o ich losie. Będzie ich przedstawiał jak mu się spodoba, bądź nie będzie przedstawiał ich w ogóle.

        Pytanie jest, kogo Ruch Kukiza oprócz siebie tak naprawdę reprezentuje. A dotyczy to w zasadzie wszystkich polskich tak zwanych partii (pewnym wyjątkiem jest tutaj PSL).

        Inaczej mówiąc należy pytać jakie zaplecze obywatelskie ma ruch Kukiza, czyli ilu obywateli jest w strukturach nie licząc działaczy chętnych do koryta i celebrytów pajacujących w telewizji. Dla większości „partii” ten czynnik obywatelski jest równy zeru. A tylko taka baza obywatelska daje rękojmię społecznej kontroli i rozliczania tych co na górze. Bez tej bazy ci celebryci są jedynie pod kontrolą Rady Starszych Kelnerów i Resortowych Dzieci.

        Z bazą obywatelską wiąże się również zaplecze intelektualne dla ruchu. Te można sobie kupić (w sensie eksperckim jak się ma pieniądze), ale w zasadzie należy sobie również zorganizować na bazie obywatelskiej. Bez tej bazy można sobie tylko „pieprzyć farmazony” w tej telewizji w rodzaju „tak musi być, powinniśmy, jak się dorwiemy to zrobimy”, ale nie można żadnych konkretów proponować i poddawać pod poważne dyskusje. W praktyce jest się tylko maszynką do zatwierdzania lub niezatwierdzania milionów przepisów produkowanych przez resortowych urzędników. Czyli jest się klasyczną atrapą partyjna w dyktaturze kreatur medialnych, jak wszystkie te niby „wielkie partie”.

        Wyżej podane okoliczności powodują, że przedstawiona przez Ciebie propozycja nie ma większego sensu. Miałaby sens, gdyby się zwracała do obywateli w partiach politycznych. Grunt w tym, że tam nie ma żadnych obywateli, są tylko działacze i celebryci, którzy istnieją dzięki tej perwersji. Do nich można sobie gadać przez 500 lat. Bez skutku.

        Czy to znaczy, że należy Ruch Kukiza skazywać na straty? Nie. Nie chcę tego powiedzieć. Ale wszystko zależy od tego – moim zdaniem – czy Ruch Kukiza i Kukiz skorzysta z pewnej PR-wej szansy i nie ograniczając się do pajacowania małych grupek w reżimowych mediach niemal całą parę skieruje na próbę stworzenia takiej obywatelskiej bazy oraz zapleczy intelektualnych. Nawiasem mówiąc, to że Ruch Kukiza jako jedyny nie sięga po publiczne pieniądze z jednej strony się chwali, ale z drugiej strony jest pożałowania godne, gdy się pomyśli, że na tworzenie takiej bazy przydałyby się właśnie pieniądze. Zresztą te tak zwane partie dostają właśnie na to pieniądze (taki jest sens konstytucyjny finansowania partii politycznych), lecz w praktyce bazy obywatelskiej w tej dyktaturze nie potrzebują, więc je na inne cele defraudują.

        W świetle powyższego można się zastanowić nad rolą Ruch JOW w tej sytuacji. Myślę, że Ruch JOW powinien się zaoferować Ruchowi Kukiza oraz wszystkim prodemokratycznym ruchom w Polsce jako swego rodzaju autonomiczne zaplecze intelektualne. Nie powinien stawiać warunków wstępnych, ale powinien w sposób otwarty przedstawiać konkretne propozycje rozwiązań ustrojowych nie tylko w formie postulatywnej, lecz w formie eksperckiej o legislacyjnej. W tym celu sam Ruch JOW musiałby się nieco przetasować w kierunku, który już tutaj kilka razy opisywałem. Powinien podjąć na nowo i otworzyć w sensie publicznym pracę nad projektami ustaw oczywiście dotyczącej głównie ordynacji wyborczej, ale również innych równie ważnych (reforma prawa referendalnego, ucywilizowanie systemu partii politycznych, porządek medialny w kraju) Osobiście uważam, że aktualnie znana ustawa o JOW nie jest dojrzała i wymaga dopracowania, a przede wszystkim uzupełnienia o rozwiązania kontekstowe dla procedur demokratycznych, jak na przykład obowiązki mediów. Ustawa powinna mieć również kilka wariantów na róże okazje (zmiana aktualnej ustawy, projekt całkowicie nowej ustawy) oraz dużo lepsze podparcie argumentacyjne.

        To jest tylko jeden z przykładów. Ruch JOW powinien również opracowywać w otwartym procesie modele argumentacyjne, projekty zapytań poselskich, listów do innych środowisk a nawet przygotowywać skargi konstytucyjne na aktualny system łamiący Konstytucję w zakresie powszechności, równości i wolności wyborów. Lista jest otwarta, ale powinna się ograniczać do pracy merytorycznej, celowej i promocyjnej.

        Aktualna polityka Ruch JOW, która z zewnątrz może fałszywie, ale jednak, wygląda trochę z zewnątrz na politykę pisania roszczeniowych felietonów przez kilku niezłych felietonistów, nie jest efektywna i nie jest przydatna na dłużą metę ani obywatelom, ani obywatelskim ruchom.

        To tyle uwag na dzisiaj.

        Odpowiedz

        • Mirad

          02. Lis 2015,  godz. 11:45

          Z tym zapleczem obywatelskim też mam problem, również z PSL, bo jak gdzieś wyczytałem ma poparcie na wsi rzędu 9%, to jakie ono ludowe? Racja, że aktywiści to grupa, z którą może być kłopot jeśli wódz dobrze będzie pogrywał. Zważywszy, że aktywiści to w dużej mierze ludzie relatywnie młodzi nie jest wielką sztuką zaczadzić ich płytką propagandą dodając uniwersalne narzędzie z grupy kij/marchewka. Ale sądzę, że o zwycięstwie PO czy PiS decyduje duża grupa nie związana z tymi partiami i tylko po prostu próbuje kolejny raz dokonać zmiany bo ma chwilowo dość. Tam nie ma związku ideologicznego tylko sprzeciw przeciwko takim czy innym praktykom rządzących. To jakie to zaplecze obywatelskie? Pewnie jest grupa zwana żelaznym elektoratem, ale wydaje mi się, że nie jest taż aż liczna, żeby decydować o wyniku wyborów. Masz rację, że za Kukizem nie ma zdefiniowanego poparcia obywatelskiego, chociażby z powodu warunków w jakich powstawało to ugrupowanie. Jednak jest to 1,3 mln głosów! Dla porównania PiS 5,7; PO 3,7, a PSL 0,78 mln. Te liczby mają swoją wymowę. Można powiedzieć mogłoby być lepiej, ale nie jest beznadziejnie, tylko żeby teraz tego nie sp…rzyć. Czy ktoś spodziewał się jeszcze parę miesięcy temu takiego wyniku Kukiza, zwłaszcza po kilku niefortunnych zdarzeniach? Uważam jednak, że to jest więcej niż but w drzwiach do zmian. Sądzę, że na taki wynik miał wpływ tylko jeden czynnik: na kogo głosować jeśli ma się świadomość, że nie ma istotnych różnic pomiędzy PiS a PO w systemie sprawowania władzy ? Potencjalna radykalna zmiana doraźnie głoszona na transparentach wyborczych nie zadziała w środowisku o określonej mentalności i mocy intelektualnej. Absolutnie zgadzam się, że ruch JOW powinien być zapleczem intelektualnym dla zwolenników zmiany ordynacji wyborczej wraz z przyległościami. Grupa Kukiza stanie niebawem przed zadaniem co i jak postulować w parlamencie. Będą potrzebne konkrety, a nie tylko deklaracje. Żeby się nie ośmieszyć ktoś będzie musiał nad tym popracować. Nie wiem czy są tam ludzie przygotowani do takiej pracy. Byłoby oczywistą niedorzecznością nie sięgnąć do doświadczeń i wiedzy ruchu JOW. Pożyjemy zobaczymy. Nie mogę wypowiadać się na temat wewnętrznych spraw jądra ruchu JOW, ale jego rola powinna wzrastać i powinien być tym czym np. Instytut im. A.Smitha dla gospodarki. Bankiem informacji oraz gotowych rozwiązań systemowych dla wszystkich poglądów uwzględniających konieczność oddania państwa obywatelom. Pozdrawiam.

          Odpowiedz

          • bisnetus

            02. Lis 2015,  godz. 21:00

            Myślę, że nie zrozumiałeś trochę wagi i roli „zakorzenienia” społecznego partii politycznych w normalnej demokracji. W Polsce nie mamy normalnej demokracji, lecz mamy dyktaturę nomenklatur partyjno-medialnych, w której faktycznie nie ma większego znaczenia co tam sobie lansują w telewizji. Mogą sprzedawać partię 3 osobową jako „wielką partię” a partię 100.000 mogą nie przedstawiać w ogóle, albo jako równie wielką jak ta 3 osobowa. Równie mało warte są te głosy tak zwanych „wyborców” w tej dyktaturze, którzy w rzeczywistości nie są wyborcami, bo nie mają wyboru. Gdyby w telewizji lansowano tylko Bolka i Lolka to jeden z nich też by miał z 5 milionów głosów a inny może z 3 miliony głosów. W tej dyktaturze baza partii i jej organiczna struktura się w ogóle nie liczy, i dlatego w Polsce obywatel się w ogóle nie liczy. Ważna jest tylko koncesja na występowanie w telewizji, no i trochę jakość użytej narracji. Do tego Sejmu weszły dwie inicjatywy utworzone ad hoc w tym roku, a trzecia podobna (Razem) najbardziej w tych „wyborach” namieszała.

            W normalnej demokracji partie bez bazy obywatelskiej i zakorzenienia w społeczeństwie w zasadzie nie mają szans zaistnieć. Taki PiS., PO, SLD, Korwin, Kukiz, Nowoczesna dawno podzieliłyby los Faragea w Wielkiej Brytanii. Szybko by się okazało, że to nie są normalne partie polityczne, lecz tylko wydmuszki i atrapy polityczne.

            W tym sensie Ruch Kukiza się od tych wydmuszek w zasadzie niczym nie różni. Jest to „banda pajaców” od pajacowania w telewizji, która oprócz pajacowania nic w zasadzie zdziałać nie może. I na to w swoim komentarzu zwracałem uwagę. A jedyną szansę zmiany takiej sytuacji widzę w tym, żeby wbrew całemu systemowi podjąć próbę tworzenia takiej obywatelskiej bazy oraz puszczenia korzeni korzeni w społeczeństwie. Tylko takie działanie może trwale zmienić sytuację i zamienić Ruch Kukiza z wydmuszki w normalną obywatelską partię lub w obywatelski ruch polityczny, który może coś merytorycznie zdziałać. I o to mi chodziło.

            PS. Z tymi psudo-wyborcami proszę mnie nie rozśmieszać. Według badań największa część „wyborców” Palikota z 2011 roku przeszła w 2015 na … Kukiza i Kowina. To są klasyczne głosy rozpaczy, które przechodzą na pierwszego niezużytego ekscentryka lub dziwaka, który się pojawi na horyzoncie.

Skomentuj