Głos w panelu Ogólnopolskiej Konferencji "Poseł z każdego powiatu" zorganizowanej przez Wyższą Szkołę Turystyki i Ekologii, Stowarzyszenie na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego "Jednomandatowe Okręgi Wyborcze" i Starostę Suskiego – Sucha Beskidzka, 5-6 marca 2010

Współczesne polskie państwo można, używając określenia Gunnara Myrdala, określić mianem miękkiego państwa, które ma cechy analogiczne, choć nie tożsame z państwami nazywanymi ongiś Trzecim Światem. Są to cztery cechy strukturalne, a nie koniunkturalne, które czynią z naszego państwa zagrożenie dla przyszłości i bezpieczeństwa jego obywateli. Są one strukturalne, gdyż wynikają ze sposobu funkcjonowania struktur społecznych i politycznych w Polsce, a nie z koniunkturalnych składów polskiego parlamentu czy poszczególnych partii. Po pierwsze jest to państwo silnie skorumpowane. Po drugie znacząco nieskuteczne i nieudolne. Po trzecie istotnie niepraworządne. I po czwarte jest to państwo o ułomnej, mocno fasadowej demokracji.

Te cztery strukturalne cechy są stale reprodukowane dzięki proporcjonalnej ordynacji wyborczej do Sejmu. Ordynacja ta pełni rolę współczesnego ustrojowego liberum veto, które ongiś reprodukowało miękkie państwo I Rzeczypospolitej XVIII wieku. Wyjściowym i niezbywalnym warunkiem reformy polskiej państwowości jest zniesienie partyjnej ordynacji wyborczej i wprowadzenie ordynacji większościowej opartej na jednomandatowych okręgach wyborczych. Otworzy to możliwość budowy twardego państwa narodowego i głębokiej demokracji obywatelskiej. Taka ustrojowa zmiana umożliwi wyłonienie nowych elit politycznych i ich podporządkowanie polityczne wyborcom oraz przetnie zależności między strukturami władzy politycznej w państwie, a węzłami rodzimej sieci oligarchii finansowo-politycznej.

W istocie więc pytanie o polityczne i społeczne uwarunkowania reformy polskiego państwa u progu XXI wieku, to pytanie o polityczne i społeczne uwarunkowania wprowadzenia nowej większościowej ordynacji wyborczej do Sejmu. Główną przeszkodą w zmianie ordynacji wyborczej są elity partii politycznych oraz cała klasa polityczna funkcjonująca na naszej scenie polityczne, a w głębokim tle struktury społecznej również sieć oligarchii finansowo-politycznej z niejawnymi w większości węzłami. Elity, klasa i sieć mają w moim przekonaniu pełną świadomość zagrożenia, jakie stanowi dla nich ordynacja większościowa. Można więc oczekiwać z ich strony stałego przeciwdziałania wszelkim próbom jej wprowadzenia. To przeciwdziałanie będzie realizowane również przez wspierającą tę klasę i sieć media prywatne i podporządkowane elitom i klasie masowe media publiczne, z wyjątkiem koncernu medialnego polskich redemptorystów. Trawersując określenia jednego z amerykańskich dziennikarzy można bowiem powiedzieć, że Czwarta Władza jest Piątą Kolumną polskiej demokracji. Obecne elity polityczne, wsparte mediami masowymi, robią wszystko, aby nie dopuścić nawet do debaty politycznej z ordynacją w roli głównej, nie mówiąc o stanie państwa. Równocześnie mają świadomość narastającego kryzysu politycznego, więc sięgają celowo po zastępcze tematy od zmiany Konstytucji, po parytety płci na listach wyborczych, aby tworzyć szum informacyjny i wprowadzać tematy zastępcze. Najprawdopodobniej przygotowują też wariant rezerwowy w postaci wprowadzenia ordynacji mieszanej, tak aby dać obywatelom pozory biernego prawa wyborczego, a zachować przy tym pakiet kontrolny sceny politycznej.

Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat jedynym podmiotem stale działającym na rzecz ordynacji większościowej był Ruch Obywatelski na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, założony i animowany przez prof. Jerzego Przystawę w 1992 roku we Wrocławiu. Ruch w takcie 18 lat swojego działania dokonał dwóch fundamentalnych rzeczy.

Po pierwsze dokonał intelektualnego i naukowego przełomu wypracowując, m.in. na dziesiątkach konferencji, głęboką analizę stanu polskiej państwowości i formułując diagnozę tej sytuacji i istotę naprawy polskiego państwa. Ruch wypracował również pełną i twardą argumentację przeciw ordynacji proporcjonalnej, a za ordynacją większościową, wbrew stanowisku praktycznie całej akademickiej politologii, socjologii polityki i akademickiego prawa konstytucyjnego. Ruch de facto wykonał pracę naukową dużego instytutu naukowego. O ile jeszcze w latach 90. zdarzały się publiczne wystąpienia polemiczne z argumentacją Ruchu, o tyle od ponad 10 lat jedynym sposobem występowania przeciw argumentom Ruchu jest stosowanie przemilczenia.

Po drugie Ruch dokonał dyskretnego przełomu w świadomości publicznej, gdyż mimo stale istniejącej medialnej i politycznej zmowy publicznego milczenia zdołał wprowadzić do świadomości znaczącej części Polaków kwestię ordynacji większościowej. Dzięki mrówczej pracy na przestrzeni 18 lat działaczy i sympatyków Ruchu, znacząca część Polaków rozpoznaję obecnie problem i znacznie ordynacji większościowej. Z wyrywkowych sondaży wynika, że postulat wprowadzenia ordynacji większościowej popiera około 70% Polaków. Ruch zdobył też sojuszników społecznych w postaci zadeklarowanego poparcia osobistego kilkuset wójtów, burmistrzów i prezydentów, kierownictw związków zawodowych typu lekarze i pielęgniarki czy kilku stowarzyszeń społecznych.

Równocześnie duże poparcie społeczne postulatu zmiany ordynacji wyborczej nie przełożyło się na mobilizację polityczną i społeczną. Akcje polityczne, co było widoczne szczególnie w Marszach na Warszawę, nie wyszły poza aktywistów i sympatyków Ruchu. Jest to jak się wydaje szersze zjawisko dość głębokiej demobilizacji społecznej i politycznej polskiego społeczeństwa, co potwierdzają badania ukazujące niski poziom kapitału społecznego Polaków. Można zaryzykować tezę o silnej atomizacji i atrofii społecznej Polaków, przy ich nadal niskim poziomie samooceny narodowej. Równocześnie charakterystycznym zjawiskiem jest brak darzonych zaufaniem społecznym ośrodków społecznej mobilizacji w postaci poszczególnych instytucji i osób. A bez takich ośrodków przebudowa tego stanu nie jest możliwa.

Jest oczywiste, że w takiej sytuacji społecznej i przy takim układzie sił politycznych i medialnych, nie wspominając o finansowych i organizacyjnych, naprawa polskiego państwa poczynając od zmiany ordynacji wyborczej do Sejmu jest niemożliwa. Aby wszakże móc rozpocząć taką naprawę i wprowadzić ordynację większościową, konieczne jest dokonanie mobilizacji politycznej i społecznej w skali masowej, która wymusi w drodze presji politycznej na klasie politycznej przeprowadzenie takiej zmiany. Bez presji politycznej i to na masową skalę naprawa państwa będzie niemożliwa. W istocie więc możliwości naprawy polskiego państwa leżą w możliwościach przełamania głębokiej demobilizacji społecznej i politycznej polskiego społeczeństwa i odbudowy ośrodków społecznej i politycznej mobilizacji. Tego Ruch nie dokonał i nie dokona. Ruch może jedynie w sytuacji zaistnienia takiej mobilizacji wpłynąć na jej kierunki poprzez polityzację postulatu wprowadzenia systemu większościowego.

Polityzacja postulatu zmiany systemu wyborczego w Polsce i wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych jest kolejnym krokiem jaki można cząstkowo wykonać. Polityzacja postulatu oznacza uczynienie z kwestii stosunku do wprowadzenia ordynacji większościowej istotnego podziału politycznego. Wprowadzenie takiego podziału politycznego wymaga wymuszenia na elitach politycznych zajęcia stanowiska w tej skutecznie przez nie przemilczanej kwestii. Najlepszym czasem dla prób polityzacji są wybory parlamentarne i prezydenckie. Zbliżające się wybory prezydenckie będą pierwszą okazją do wymuszenia publicznego ustosunkowania się przez kandydatów do postulatu wprowadzenia ordynacji większościowej. Nie sposób przewidzieć, czy któryś z kandydatów uczyni z postulatu zmiany ordynacji wyborczej i wprowadzenia ordynacji większościowej kluczową kwestię polityczną w samej kampanii prezydenckiej. Kandydaci z obecnych partii politycznych z pewnością tego nie uczynią, co najwyżej sprowadzając ten postulat do rangi jednej z wielu zmian. Niemniej zaproponowana przez prof. Jerzego Przystawę formuła listu otwartego do wszystkich kandydatów ubiegających się o mandat prezydencki zasługuje na pełne poparcie.

Kolejnym momentem politycznym będą przyszłoroczne wybory parlamentarne, co do których należy przygotować również taktykę polityzacji, a być może trzeba by pójść dalej i zastosować taktykę delegitymizacji wyborów i całego systemu wyborczego, ze względu na łamanie przez ordynację wyborczą polskiej Konstytucji.

Możliwości polityzacji postulatu zmiany systemu wyborczego jako klucza ustrojowego do naprawy polskiego państwa oraz możliwości mobilizacji społecznej i politycznej szerokich kręgów polskiego społeczeństwa nie są do przewidzenia. Można wszakże przewidywać podstawowe procesy, w ramach których będą one rozgrywane.

Pierwszą prawidłowością czy tylko znaczącą tendencją będzie pogłębianie się negatywnych cech miękkiego państwa. W mojej ocenie wchodzimy w fazę trwałego już politycznego kryzysu polskiego państwa. W tak ustrukturyzowanej ordynacją, progiem i sposobem finansowania partii oraz manipulacyjną i antydemokratyczną rolą Czwartej Władzy, żadne nowe wybory parlamentarne w ramach istniejącego systemu wyborczego nic na trwałe nie zmienią. Równocześnie ewentualne nowe partie niewiele będą mogły zdziałać. Nasilenie się czterech negatywnych cech miękkiego państwa wynikać będzie z negatywnych skutków samokooptacji elit i klasy politycznej w ramach swoistego działania prawa Greshama-Kopernika w polskiej polityce, gdzie polityk gorszy wypiera polityka lepszego. Ale wynikać będzie w jeszcze chyba większym stopniu z tego, co nazywam prawem Fredericka Forsytha w postaci zjawisk korupcji, arogancji i buty oraz nieudolności władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej w sytuacji braku podporządkowania bezpośredniego i pośredniego wyborcom. Każda władza korumpuje dlatego, że posiadanie władzy, tak wykonawczej, jak i ustawodawczej, ale też i sądowniczej, w sytuacji braku bezpośredniego podporządkowania i zależności od wyborców, obywateli a najszerzej społeczeństwa, rodzi sytuację poczucia wyższości i bezkarności, co prowadzi do korupcji, bezprawia, nieudolności i łamania demokracji.

Drugim procesem będzie stopniowo narastający głęboki kryzys gospodarczy i socjalny na przestrzeni najbliższych nawet kilkunastu lat. W moim przekonaniu wybuch kryzysu finansowego we wrześniu 2008 roku rozpoczął II. po latach30. Wielką Depresję Gospodarczą, która w najlepszym przypadku po kolejnym silnym skurczeniu się gospodarki światowej przejdzie w długofalową stagnację. Nie można wykluczyć przynajmniej jeszcze jednego silnego tąpnięcia finansowego ze względu na olbrzymią ilość w instytucjach finansowych świata tzw. toksycznych aktywów, które są w istocie długami stworzonymi trzema dekadami globalnej spekulacji finansowej. Ta kilkunastoletnia stagnacja podepresyjna uderzy socjalnie w większość polskiego społeczeństwa. Ta depresja i stagnacja zaostrzy także międzynarodowe stosunki również w Unii Europejskiej. A polska klasa polityczna jest mentalnie i intelektualnie niezdolna do stworzenia twardego państwa, będąc niezdolna do koniecznej kreatywności i skuteczności w radzeniu sobie w o wiele trudniejszych niż dziś warunkach. To jak polskie państwo rozwiązało wraz z Komisją Europejską problem polskich stoczni morskich jest tylko zapowiedzią co jeszcze może się zdarzyć. Efektem społecznym i ekonomicznym II Wielkiej Depresji w takich politycznych warunkach polskiej państwowości będzie narastająca latynoamerykanizacja życia społecznego, gdyż polskie państwo jest miękkie dla silnych, ale twarde dla własnych obywateli, zwłaszcza jego najsłabszych klas i warstw.

Można w perspektywie kilku lat przewidywać raczej narastanie ostrych konfliktów społecznych i politycznych, niż narastanie społecznej apatii i to w sytuacji coraz bardziej widocznych strukturalnych, a nie koniunkturalny słabości polskiego państwa. Powinno to sprzyjać wyłonieniu się nowej generacji liderów opinii publicznej i przywódców politycznych nieobciążonych resentymentami do solidarnościowej opozycji okresu PRL-u, które zamazują ostrość widzenia politycznego i społecznego współczesnej Polski.

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.