23 października 2013 r., minęła pierwsza rocznica rozpoczęcia akcji referendalnej Zmieleni.pl. Jej rozpoczęcie również było przedmiotem relacji na tym blogu.

Jak sama nazwa wskazuje, jest to dobra okazja, aby podsumować przebieg akcji i zastanowić się nad jej dalszymi losami.

Wszystko wskazuje na to, że po entuzjastycznym początku, po około dwóch, trzech miesiącach akcja referendalna została zarzucona. Od dłuższego czasu nie są prowadzone działania animujące zbieranie podpisów. Po roku zbierania podpisów pod wnioskiem referendalnym licznik wskazuje 26 775 podpisów. Jest to wynik dosyć skromny w zestawieniu z liczbą 750 000 podpisów zmielonych, które w toku tej akcji miały być odtworzone, czy liczbą 950 000 podpisów zebranych w ramach akcji Ratuj Maluchy, której wniosek referendalny będzie przedstawiany na posiedzeniu Sejmu w dniu 24 października br. Zebranie przez zmielonych porównywalnej liczby podpisów, nie mówiąc o symbolicznym milionie, przy impecie jaki akcja ma obecnie, wydaje się nie tylko czasochłonne, lecz wręcz niemożliwe. Symptomatyczny dla dynamiki akcji referendalnej jest również fakt, że z trzech osób biorących udział w jej rozpoczęciu podczas konferencji prasowej w siedzibie Stowarzyszenia JOW, uwagę referendum w sprawie JOW w dniu dzisiejszym poświęca tylko jedna.

Działacze Ruchu JOW i Zmieleni.pl powinni obecnie rozważyć czy rozpoczęcie zbierania podpisów popierających wniosek referendalny, a następnie jego efektywne porzucenie, zadziałało na korzyść postulatu JOW, czy rozbudziło świadomość JOW wśród społeczeństwa, czy raczej przeciwnie. Należałoby odpowiedzieć na pytanie czy możliwe są podobne, mniej lub bardziej masowe akcje i mobilizacja zwolenników JOW w przyszłości w miarę potrzeb, czy też akcja referendalna spowodowała zmarnowanie entuzjazmu sympatyków. Sformułowanie odpowiedzi na te pytania jest wskazane ze względów praktycznych, przynajmniej po to, aby wiedzieć jakich błędów unikać, co należy docenić jako sukces i na co możemy liczyć w przyszłości.

About Paweł Kawarski

prawnik, działacz Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW od 2003 r., członek Stowarzyszenia na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego „Jednomandatowe Okręgi Wyborcze”, ekspert Fundacji im. Jamesa Madisona

Dyskusja - 1 komentarz
  1. bisnetus

    24. Paź 2013,  godz. 19:25

    Słuszne pytania w odpowiednim czasie. Mnie się wydaje, że akcja referendum jest już spalona. Niestety akcja nie rozwinęła się za pierwszym ciosem i już się chyba nie rozwinie.

    Moim zdaniem, każda próba jest godna poparcia i szacunku, ale trzeba też trzeźwo ocenić skutki próby i ją zamknąć, gdy okazała się nieudana.

    Jako człowiek, który patrzy na wydarzenia niestety bardziej z zewnątrz, mam takie uwagi wobec ruchu.

    1. Patrząc z zewnątrz zarówno Zmielieni jak i JOW nie ma praktycznie szerszych i aktywnych struktur. Oczywiście jakieś struktury są, ale nie są one z zewnątrz rozpoznawalne. Działają bardziej spontanicznie zdobywając się na krótkotrwałe zrywy. Człowiek się pyta, kto tam jest, ilu tam ludzi jest? 5-ciu, 100-u, 1000? Jakby było chociaż te 1000 średnio zorganizowanych w jakieś sieci, ale rozumiejących się wzajemnie ludzi, to efekty i widoczność społecznych akcji byłyby całkowicie inne. Tak mi się przynajmniej wydaje. Patrząc na to wszystko kompletnie nie wiem ile te inicjatywny mają ludzi.

    2. Jako człowiekowi stojącemu nieco z zewnątrz, ale myślę, że dotyczy to ludzi również wewnątrz bardzo brakuje mi:
    a) lepszej informacji na temat aktualnych działań, stanu akcji i projektów (brakujący PR i marketing polityczny się kłania)
    b) Możliwości włączenia się do działań Ruchu w trybie zdalnym i za pomocą nowoczesnych narzędzi internetowych. Ja osobiście mógłbym poświęcić systematycznie 1-2 godziny w tygodniu, w porywach nawet więcej dla wspólnotowych działań, ale nie mam takich technicznych możliwości.
    Myślę, że brak tych płaszczyzn technicznych i organizacyjnych bardzo ogranicza możliwości działania i rozwoju Ruchu jak również uaktywniania innych. Gdyby nie moja wielka sympatia dla Ruchu JOW, to już dawno bym nie zaglądał w strony Zmieleni i JOW. Tam się dosłownie prawie nic nie dzieje.

    3. No i trzecia sprawa, którą woJOWnicy zapewne bardzo niechętnie wysłuchają i przyjmą do wiadomości. Osobiście uważam, że niesienie idei JOW na pierwszych sztandarach to jest taktyczny błąd. Ostatnio woJOWnicy bardzo podkreślają znaczenie prawa wyborczego i to jest bardzo słuszne, ale ja myślę, że właśnie ta kwestia, niekonstytucyjność, niedemokratyczność aktualnego prawa wyborczego oraz wypływająca z tego delegitymizacja władzy powinna być taranem, który popycha sprawy do przodu. Ordynacje wyborcze, nie tylko JOW-owskie powinny być przygotowywane i prezentowane w drugiej i trzeciej linii frontu. Ja już tutaj na tych stronach wspominałem, że należałoby rozważyć akcję bojkotu niedemokratycznych wyborów do Sejmu nie dla samego bojkotu, lecz by uwypuklić oszustwo wyborcze polegające na nadaniu monopolu partyjniackiemu kartelowi i pozbawieniu obywateli ich praw podmiotowych.

    Same JOW-y są tak już wprasowane w mity i sztuczki propagandowe, że przeciwnikom zmian zadanie ułatwiają a nie utrudniają. Każdy ma już gotowe zagrywki, by reagować na sprawę JOW-ów. Trzeba ich podejść z innej strony. Ze strony złamania partyjniackiego monopolu. WoJOWnicy podchodzą do swej sprawy zbyt dogmatycznie i walą ciągle głową w mur w najbardziej zabetonowanym miejscu. Z tego długookresowo nic chyba nie wyjdzie. Chociaż przyznaję, że lepiej walić, nic niż nie robić.

    Odpowiedz

Skomentuj