Na stan publicznych mediów narzekają wszyscy od wielu lat, bez względu na to jaka ekipa jest obecnie u władzy…

 

Proszę zauważyć, że od 1989 zasadą jest, iż wraz ze zmianą opcji politycznych u władzy zmienia się automatycznie obsada stanowisk kierowniczych w mediach.  Media publiczne stały się częścią systemu politycznego, a tak być nie powinno. Powinny być "publiczne"– czyli nas  wszystkich – a w rzeczywistości służą partii rządzącej w danym momencie jako tuby propagandowe. Żeby to zmienić oraz usunąć wiele innych patologii trzeba po prostu zmienić cały system polityczny.



W jaki sposób?

 

Trzeba zmienić konstytucję Kwaśniewskiego z 1991 roku i wzmocnić pozycję prezydenta, tak by posiadał instrumenty umożliwiające mu nie tylko reprezentowanie Narodu, ale przede wszystkim realne sprawowanie władzy. Powinien posiadać np. możliwości tworzenia dekretów z mocą ustawy. Jednak przede wszystkim należy koniecznie wprowadzić jednomandatowe okręgi wyborcze. Jeżeli tego nie zrobimy, to możemy być na mapie, zachowywać pozory wolności, ale będziemy państwem słabym. Będziemy niczym innym jak eksporterem taniej siły roboczej do zachodnich krajów Unii Europejskiej, które posiadają od dawna system o jakim mówię.

 


Dlaczego jednomandatowe okręgi wyborcze są tak ważne​?

 

To co stało się po '89 roku nie było niczym innym, jak tylko przesunięciem się komunistycznej ekipy o parę miejsc i dopuszczeniem elity opozycji do partycypowania we władzy. Komuniści podzielili się częściowo władzą, ale zachowali strefy wpływów.  Problem polega na tym, że do dzisiaj mamy do czynienia z przedłużeniem PZPR-owskiego systemu klanowego. W tym systemie nie ma reprezentatywnych partii, tylko klany, które sprawują władzę nie w interesie obywatela, ale wyłącznie w interesie własnego klanu. I nie ważne czy to jest klan PO, SLD czy PiS. W wielkim uproszczeniu różnica między obecnym systemem a poprzednim polega na tym, że kiedyś był jeden PZPR i jeden pierwszy sekretarz, a teraz mamy pięć PZPR-ów i pięciu pierwszych sekretarzy.

 


Ale o tym, kto będzie rządził decydujemy przecież w wolnych wyborach?

 

To tylko złudzenie. Przed '89 rokiem pierwszy sekretarz wspólnie z biurem politycznym dobierał sobie żołnierzy, czyli tzw. posłów wedle własnego uznania, a wybory były fikcją. Dzisiaj mamy bardzo podobna sytuację. Posłowie to nie są nasi reprezentanci. To są ludzie, którzy zostali wybrani przez partyjnych wodzów i wpisani na listy wyborcze zanim poszliśmy do urn. Więc co to za wolny wybór? W każdej partii są oczywiście ludzie, dla których ważne jest dobro publiczne, ale system generalnie promuje miernoty i koniunkturalistów. BMW (śmiech) im ktoś jest bardziej bierny wobec wodza, tym wyższą dostaje pozycję na liście. Ja się śmieję, bo określenie "wybory proporcjonalne" oznaczają u nas sytuację, gdzie wódz umieszcza "posłów" (czytaj – swoich żołnierzy) na listach wyborczych w kolejności pierszeństwa wprost proporcjonalnej do stopnia ich wierności względem niego. Okręgi jednomandatowe sprawiłyby, że moglibyśmy głosować na konkretnych ludzi i wtedy najnormalniej w świecie szlag by trafił partyjną klanowość z ich partykularnymi interesami.  

 


Za kilka dni będziemy obchodzić rocznicę podpisania porozumień sierpniowych i powstania NSZZ Solidarność. Jak Pan wspomina tamte wydarzenia sprzed 32 lat?

 

Pamiętam etos i potężny duch nadziei. W sierpniu 1980 roku byłem na wybrzeżu. W powietrzu czuło się wolność, której jeszcze nie było, ale było wiadomo, że się spełni.


 

Co było potem?

 

Potem był marazm lat osiemdziesiątych, a jeszcze później znowu nadzieja i wielki zawód w roku 1989. 32 lata temu Solidarność zrobiła kapitalną rzecz. Natomiast w '89 roku czy to przez głupotę, czy przez koniunkturalizm, a być może dzięki manipulacji komunistycznych służb ówczesne elity Solidarności wszystko zaprzepaściły. 

 


A jak postrzega pan związek dzisiaj? Czego Pan od niego oczekuje?

 

Ja bardzo liczę na Solidarność i przewodniczącego Piotra Dudę. Solidarność ma dzisiaj szansę dać Polakom taką samą nadzieję, jaką dawała w '80 roku. Ma także szansę naprawić to, co zostało zepsute w '89 roku. W kraju dzieje się źle i związek powinien tak, jak 32 lata temu wystąpić z postulatami, gdzie najważniejszym żądaniem byłaby zmiana systemu politycznego. Jeżeli by to zrobił, to ja poświęcam się Solidarności w stu procentach i pomagam ze wszystkich sił. Solidarność musi być ponadpartyjnym ruchem społecznym, prawdziwym ludowym trybunem i ja bardzo wierzę, że tak się stanie. Powtarzam ona musi stać ponad partiami. Ma być sędzią, głosem całego Ludu. Nie może ta moja, Święta "Solidarność" skupiać się obecnie nad "łataniem dziur" – komu zabrać, a komu dać sto złotych. Solidarność jest od czynów, które zaskutkują nie tylko teraz, ale i na przyszłości naszych wnuków, Polski. W innym wypadku, w obecnym systemie związek czeka marginalizacja i rola przybudówki którejś z partii politycznych. Stanie się po prostu kolejnym klanem.

 


 

* fragment wywiadu z Pawełem Kukizem dla "Tygodnika Śląsko-Dąbrowskiego" NSZZ Solidarność

 

Dyskusja - 1 komentarz
  1. Tadeusz Browarek

    27. Sie 2012,  godz. 21:57

    Brawa dla Pana Pawła Kukiza. Potrzebujemy więcej takich zwolenników.

    Odpowiedz

Skomentuj