Wydaje się, że decyzją o usunięciu z PiS Joanny Kluzik-Rostkowskiej i Elżbiety Jakubik, Jarosław Kaczyński strzelił swojej partii w stopę. Czy, aby na pewno? Szefostwo Platformy w swoim czasie, też wycięło wewnętrzną konkurencję (Płażyńskiego, Olechowskiego, Rokitę czy Gilowską). To nic nadzwyczajnego w partiach typu leninowskiego opartych na hierarchii struktur zarządzania na podobieństwo przedsiębiorstwa, gdzie prezes (ewentualnie zarząd), decyduje o wszystkim.


Być może, szef PiS czerpie wzory z PO, gdzie podobne czystki nie zmniejszyły słupków poparcia, natomiast zdecydowanie uprościły władzę nad partyjnym wojskiem. Jeżeli nowa partia powstanie, to na rynku politycznym, obok PSL i SLD, będą ścigały się jeszcze cztery ugrupowania: z jednej strony, łagodne PO i ekstremistyczny, jeszcze ciepła Partia Poparcia (Palikota), a z drugiej – bezkompromisowe PiS i gołębiego serca np. Nowa Partia z gigantycznie medialnymi paniami. Znając konsekwencje partyjnej ordynacji wyborczej, wiemy, że większość rządowa jednej partii jest praktycznie nie do osiągnięcia. Niestety, te partyjne zabawy nie mają jakiegokolwiek przełożenia pro publico bono.


Prawdziwe zainteresowanie obywatelem nastąpi wówczas, gdy los polityka będzie zależał nie od szefa partii a od wyborcy. Sprawić to może zmiana ordynacji wyborczej i ustanowienie jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW), w których wybrany polityk będzie zawdzięczał mandat obywatelom a nie partii. Nie potrzeba politologów, aby zauważyć komu będzie służył polityk, wybrany w JOW: partii czy ludziom.


*Tekst opublikowany w "Rzeczpospolitej" 16 listopada 2010 r. 

Dyskusja - 1 komentarz
  1. Tadeusz Browarek

    09. Gru 2010,  godz. 00:19

    Mariuszu, nikt lepiej niż Ty nie wytłumaczył nam na tych łamach, jak działa paradoks dra Ciesielskiego – dwie podpartie wynikłe z podziału partii-matki, uzyskując nadal w sumie tyle samo głosów, zgarniają więcej mandatów, por. http://archiwum.wiz.pl/1997/97081800.asp.

    Politycy więc, nawet jeżeli nie znają prawa Ciesielskiego, to podświadomie się doń stosują – na rok przed wyborami partie dzielą się na podpartie – nie sądzisz, że to rozsądne?

    Zarówno Palikot, jak i Kluzik-Rostkowska nikogo nie reprezentują , zostali posłami z poręki swoich partyjnych mocodawców i nadal robią to, co do nich należy. O żadnym strzelaniu w stopę nie ma mowy.

    Straci na tym PSL, który w tym sezonie nie może się już podzielić (bo zniknąłby z pola widzenia mikroskou), więc przestanie być potrzebny jako koalicjant usprawiedliwiający niemoc władzy. Straci na tym również SLD, jeżeli na fali zadufania zapomni się podzielić.

    Modzie na konkurowanie z samym sobą z powodzeniem hołduje Volkswagen, który dzielnie konkuruje ze Skodą, Seatem i Audi. Zaprowadzili ją chyba w latach dwudziestych ubiegłego wieku niemieccy bracia Dassler, gdzie Adolf pod firmą Adidas ostro konkurował z bratem Rudolfem pod firmą Ruda, obecnie Puma.

    Pamiętasz definicję „Życia Warszawy” – to była „Trybuna Ludu” dla tych, którzy nie czytali „Trybuny Ludu”.

    Vivat Ciesielski, vivat konkurujące stany!

    Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.