/Partie, partie über alles

Partie, partie über alles

Wydaje się, że decyzją o usunięciu z PiS Joanny Kluzik-Rostkowskiej i Elżbiety Jakubik, Jarosław Kaczyński strzelił swojej partii w stopę. Czy, aby na pewno? Szefostwo Platformy w swoim czasie, też wycięło wewnętrzną konkurencję (Płażyńskiego, Olechowskiego, Rokitę czy Gilowską). To nic nadzwyczajnego w partiach typu leninowskiego opartych na hierarchii struktur zarządzania na podobieństwo przedsiębiorstwa, gdzie prezes (ewentualnie zarząd), decyduje o wszystkim.


Być może, szef PiS czerpie wzory z PO, gdzie podobne czystki nie zmniejszyły słupków poparcia, natomiast zdecydowanie uprościły władzę nad partyjnym wojskiem. Jeżeli nowa partia powstanie, to na rynku politycznym, obok PSL i SLD, będą ścigały się jeszcze cztery ugrupowania: z jednej strony, łagodne PO i ekstremistyczny, jeszcze ciepła Partia Poparcia (Palikota), a z drugiej – bezkompromisowe PiS i gołębiego serca np. Nowa Partia z gigantycznie medialnymi paniami. Znając konsekwencje partyjnej ordynacji wyborczej, wiemy, że większość rządowa jednej partii jest praktycznie nie do osiągnięcia. Niestety, te partyjne zabawy nie mają jakiegokolwiek przełożenia pro publico bono.


Prawdziwe zainteresowanie obywatelem nastąpi wówczas, gdy los polityka będzie zależał nie od szefa partii a od wyborcy. Sprawić to może zmiana ordynacji wyborczej i ustanowienie jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW), w których wybrany polityk będzie zawdzięczał mandat obywatelom a nie partii. Nie potrzeba politologów, aby zauważyć komu będzie służył polityk, wybrany w JOW: partii czy ludziom.


*Tekst opublikowany w "Rzeczpospolitej" 16 listopada 2010 r.