Podczas spotkania wyborczego w lubelskim klubie Graffiti pytany zarówno przez dziennikarzy, jak i swoich sympatyków Kukiz mówił głównie o planie wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych.

Zapytany przez jednego z uczestników spotkania, czy poprze protest przeciwko budowie spalarni odpadów w Lublinie, odpowiedział: – Przyjechałem tu mówić o samochodzie, w którym nie chodzi silnik. A ty chcesz, żebym zajął się lusterkiem, a nawet odłamkiem szkła. Z całym szacunkiem, ale są ważniejsze rzeczy. Najpierw musimy zmienić ustrój, aby żaden Kukiz nie był potrzebny, żeby sprawy obywatelskie były załatwiane po myśli obywateli.

Czytaj dalej: „Kukiz w Lublinie: Jako partia skończylibyśmy jak Ruch Palikota albo Samoobrona” – www.dziennikwschodni.pl, 24 kwietnia 2015

Dyskusja - 1 komentarz
  1. bisnetus

    25. Kwi 2015,  godz. 10:32

    Problem polega na tym, że i Platforma Obywatelska, i Samoobrona, czy w końcu i Ruch Palikota rozpoczynały jako „Ruchy” obywatelskie, anty-systemowe i jakie tam jeszcze. Przysięgając, że z partiami politycznymi nie chcą mieć nic wspólnego. Wchodząc do systemu stawały się zaraz tym czym właśnie zostawały. Wąskimi „bandami” kolesi pajacujących w telewizji. No i partiami, bo to nieco ułatwia grabienie państwowej kasy. Ten system jest straszliwie korupcyjny. Jak już wejdziesz do systemu to skaczesz w nim jak ci zagrają w telewizji.

    Tak więc czy to się nazywa ruch, czy partia polityczna to dla mnie jest jeden pies. Chociaż to drugie wzbudza w Polsce odruchową odrazę, więc trochę start w życie polityczne może utrudniać. Więc trzeba mataczyć, udawać, oszukiwać ludzi, grać w słówka.

    Ja osobiście wolę szczerość i jak ktoś idzie ruchem do polityki to powinien się od początku nazwać „partia polityczna”. Problem nie tkwi w nazwie lecz w filozofii, strukturze i organizacji takiej partii. To w statucie już musi być w sposób żelazny zagwarantowany oddolny, obywatelski i demokratyczny charakter organizacji.

    Ja jak się pojawia jakiś nowy podmiot polityczny to zawsze jako pierwsze biorę ich statut do ręki i studiuję. Jak zobaczę, że jakiś „zarząd” może sobie bezkarnie wywalić szeregowego członka, albo jakiś „zarząd” w centrum zatwierdza listy w terenie, to od razu wyrzucam ten status wraz z całą tą organizacją do kosza traktując jako kolejny klon tych psudo-partyjek.

    W demokratycznej partii to szeregowy członek jest postacią centralną tak jaką ma być szeregowy obywatel w państwie. To jego prawa mają być w pierwszej linie chronione a nie jakiś zarządów. W demokratycznej organizacji listy powstają w wyniku wewnętrznych prawyborów według wzorów oddolnej demokracji. I są to decyzje wiążące. Żaden wodzuniu czy zarządzik z centrali nie ma się prawa w to wtrącać.

    Oczywiście jakieś zasady spójności i zasady w ogóle muszą być i każdy musi ich przestrzegać. Muszą być też wewnętrzne instytucje dyscyplinujące przestrzegania tych zasad pilnujące. Ale w demokratycznej organizacji nikt nie ma swego szefa. Tego pojęcia w ogóle nie ma. Każdy członek jest podporządkowany tylko wspólnie przyjętym celom i zasadom, ale nigdy innemu członkowi. Wybiera się tylko delegatów do konkretnej roboty.

    Kiedyś nawet napisałem tekst, w którym nieco idealistycznie zarysowałem jak taka organizacja ma wyglądać. Jak kogoś interesuje, to jest on tutaj: https://bisnetus.wordpress.com/2014/11/06/wlasciwosci-organizacji-obywatelskich-i-demokratycznych/

    Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.