/Palikot show

Palikot show

Można by postawić dwie koncepcje dla zrozumienia tego teatru politycznego, w jakim gra Janusz Palikot.

 

Pierwsza: Palikot jest prawdziwym demokratą, pragnie zmieniać Polskę na lepszą. PO mu to uniemożliwia, gdyż jest partią fałszywą, stąd jego hasło Stop obłudzie. Na dowód przypomina, że PO nie realizuje swoich celów politycznych, jak choćby jednomandatowe okręgi wyborcze. Musi więc założyć własną partię, aby zasłużyć u potomnych na pomnik.

 

Druga: Palikot realizuje poufne porozumienie z Tuskiem pod hasłem: Podzielić się, aby wygrać, i jest, jakby to powiedział swego czasu towarzysz Wiesław, cynicznym graczem politycznym.

 

Pożyjemy, zobaczymy.

 

Otóż w naszym, partyjnym systemie wyborczym, gdyby jedna partia podzieliła się na dwie, to w efekcie razem uzyskałyby więcej mandatów. Aby się o tym przekonać wystarczyłoby zrobić prostą symulację. W jednym z polskich miast burmistrz stwierdził to namacalnie. W wyborach, zamiast zakładać jeden komitet wyborczy, założył ich dwa. Razem osiągnęły one większość w radzie. System wyborczy: głosowania na partie i przeliczania głosów na mandaty, a nie wybierania bezpośrednio człowieka, pozwala na takie triki. Niestety mało kto o tym wie, gdyż zawodowi politolodzy, zamiast zajmować się istotą demokracji, wolą komentować polityczne emocje.

 

*Tekst ukazał się w "Rzeczpospolitej" 4 października 2010 r.

294 wyświetlen