Przed Konferencją w Suchej Beskidzkiej

Szef Platformy Obywatelskiej, Donald Tusk zaproponował Polsce (grudzień 2009) ordynację mieszaną. Szczegółów na razie nie znamy, ale wiadomo, gdzie tkwi diabeł. Być może PO zechce skorzystać z pomysłu PiS, autorstwa Ludwika Dorna, który przedstawiając ją w Sejmie w 2007 r. odwoływał się do wzoru niemieckiego, czyli ordynacji pół na pół. Polega ona na tym, że połowa posłów wybierana jest w głosowaniu na partie a połowa w okręgach jednomandatowych. Proponując ordynację mieszaną zamiast swej programowej oferty wyborczej, jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW), Platforma próbuje nie wprowadzenia JOW pod pozorem jego wprowadzenia, czyli wykręcanie kota ogonem. Bo, czy taka mieszana ordynacja stworzy nową, obywatelską (zgodną z nazwą partii), jakość demokracji? Absolutnie nie.

Jak ten system reprezentacji działa w Niemczech, w których występuje właśnie ordynacja mieszana? Otóż Niemcy w wyborach dysponują 2 głosami. Głos drugi oddają na partie a pierwszy na kandydata w okręgu jednomandatowym. Z pozoru całkiem do rzeczy: można wybrać partie i dodatkowo człowieka. A jak jest w rzeczywistości? Wyborca niemiecki, przy urnie, w obydwu przypadkach głosuje na partie. W głosie na partie wybiera oczywiście partie, a przy kandydatach w okręgu jednomandatowym szuka symbolu partyjnego i stawia przy nim krzyżyk wyborczy. Partie partie uber alles. Tak czyni (wg badań niemieckich) 90% wyborców (J. Haman, Demoracja, decyzje, wybory, Warszawa, 2003).

Współczesna nauka przedmiotu, ze względu na polityczne skutki wyborcze klasyfikuje ordynacje mieszane do – stricte systemu proporcjonalnego. Ten system jest mieszany tylko dla polityków. Doktor Jacek Haman z Instytutu Socjologii UW tak kończy swoją ocenę niemieckiej ordynacji W praktyce jest to… ordynacja proporcjonalna… Mamy do czynienia z ordynacją znacznie bardziej proporcjonalną, niż na przykład polska ordynacja wyborcza do Sejmu z 1993 r. (…) można tu zatem mówić wręcz o systemie, w który wbudowane są elementy manipulacji wyborcami. Pozorny jest wpływ wyborców na personalną, a nie tylko partyjną obsadę mandatów. Z kolei Robert Newland wybitny znawca systemów wyborczych zarzuca niemieckiemu systemowi wręcz perwersyjność (Comperative Elektoral Systems. London 1982), a jego francuski kolega po fachu Maurice Duverger, określa go jako deviant case – zboczony przypadek (Les partis politique, 1957). Niemiecki autor najpopularniejszego podręcznika o systemach wyborczych i systemach partyjnych (4 wydania) Dieter Nohlen stwierdza autorytatywnie – System wyborczy Republiki Federalnej jest systemem wyborów proporcjonalnych, zarówno pod względem swojej konstrukcji, jak i wyników. Pojęcie „personalizowane” wybory proporcjonalne dobrze je określa. To są wybory proporcjonalne. Wmontowanie elementów wyborów personalnych nie zmienia tu niczego. (Prawo wyborcze i system partyjny, Warszawa 2004). Badacz ordynacji wyborczych z Instytutu Studiów Politycznych PAN prof. Radosław Markowski stwierdza, współczesne ordynacje mieszane klasyfikuje się w politologii jako odmianę proporcjonalnych („Rzeczpospolita”, 2.08.2004 r. Ordynacyjny Fetysz).

Czy my Polacy, po wprowadzeniu systemu wyborczego pół na pół zachowywalibyśmy się inaczej niż Niemcy? Nic z tych rzeczy. Podczas wyborów 2005 r. czy 2007 r. wybieraliśmy według podobnego mechanizmu. W pierwszym głosie – do Sejmu – wybieraliśmy partie, a w drugim głosie, personalnym – do Senatu – również partie. Szukaliśmy szyldu partyjnego przy nazwisku kandydata (PiS lub PO) i stawialiśmy krzyżyk. Zawodowi znawcy, przedmiotu, wiedzą o tym bardzo dobrze i chcąc utrwalić partyjne przełożenia wyborcze proponują niby nową ordynację wyborczą.

W stosowanych u nas wyborach partyjnych, tzw. proporcjonalnych, pierwszą preferencją wyborczą jest oczywiście partia, dopiero drugą człowiek, wybrany zresztą wcześniej również przez partię. Natomiast w systemie jednomandatowym preferencje dla głosujących odwracają się o 180 stopni. Pierwszą jest człowiek, a wynik partyjny jest następstwem i sumą zwycięstw indywidualnych. Reprezentanci wybrani w jednomandatowych okręgach wyborczych odpowiadają realnie przed wyborcami, przyjmują służebną wobec nich rolę w sposób naturalny i oczywisty. Natomiast wybrani w systemie partyjnym stają się z tytułu pragmatyki wyborczej zakładnikami partii szantażowani przez jej władze umieszczeniem lub nie, na listach wyborczych. Strach przed wyeliminowaniem z możliwości reelekcji tworzy z tak wybranych polityków bezwolnych żołnierzy partyjnych, dla których interes publiczny jest daleko za interesem partyjnym. Przywołując dziadka Marksa – byt polityczny określa świadomość polityka.

I tu jesteśmy w domu. Ordynacja mieszana, to jest właśnie to, o co zabiegają cyniczni gracze polityczni, bo mają w tym swój partyjny interes. To nie jest interes Polski i Polaków. Gdyby, taka ordynacja została u nas uchwalona, wszystkie złe cechy demokracji partyjnej zostałyby zachowane. Pozostałyby koalicje, przesilenia, haki, afery i grupy trzymające władzę. Można by dalej, w niby nowym politycznym świecie, kręcić, przekręcać, wpływać, dzielić – czyli rządzić po staremu. Godząc się na wybory w systemie proporcjonalnym (bez względu na to jak nim zamieszamy, czy jakie zastosujemy metody przeliczania głosów na mandaty), aprobujemy oddanie całej władzy partiom. Rezygnujemy z możliwości wyłaniania trwałej większości rządowej w drodze wyborów, co sprawić może tylko i wyłącznie system wyborczy, całkowicie jednomandatowy (patrz laburzyści i konserwatyści w Wielkiej Brytanii, czy demokraci i republikanie w USA). Akceptujemy zgniłą koalicyjność rządzenia jako polityczną zasadę sprawowania władzy.

Pół wieku temu daliśmy się złapać na komunizm – nie dajmy się złapać na niby dobre, bo niemieckie, pół na pół. Jeżeli chcemy budować uczciwe i praworządne państwo, musimy odrzucić pomysł ordynacji mieszanej. Dla dobra demokracji nad politykiem, aby nigdy nie zapominał komu służy, musi cały czas wisieć bicz wyborców. Jeżeli będziemy używać ordynacji wyborczej proporcjonalnej lub jej dowolnej mutacji, choćby i mieszanej, politycy będą w pierwszej kolejności zależeć od partii. Jeżeli zastosujemy jednomandatowe okręgi wyborcze w 100 procentach, wybrani posłowie będą służebni wobec swojego elektoratu. Tak dzieje się na świecie. Po zastosowaniu ordynacji wyborczej pół na pół politycy przed ludem pozostaną nadal bezkarni. Mieszając oba systemy wyborcze, partyjny – tzw. proporcjonalny i obywatelski – jednomandatowy, zachowamy się jak przysłowiowy stryjek zmieniający siekierkę na kijek. Gdy słyszę ordynacja mieszana to wiem, że chodzi o mieszanie ludziom w głowach, aby oprócz nazwy nic się nie zmieniło na lepsze.

*Mariusz Wis

Fundacja im. J. Madisona Centrum Rozwoju Demokracji

Jednomandatowe Okręgi Wyborcze

 

 KRS 0000208835

jedyna w Polsce Organizacja Pożytku Publicznego wspomagająca Ruch Obywatelski na rzecz JOW, której można przekazać 1% podatku dochodowego w zeznaniu podatkowym PIT

About Mariusz Wis

Mariusz Wis (1951 – 2013) – przedsiębiorca, publicysta, prezes Fundacji im. J. Madisona – Centrum Rozwoju Demokracji – JOW, uczestnik Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW od 2000 r.

Skomentuj