/Ordynacja mieszana dobra dla polityków

Ordynacja mieszana dobra dla polityków

Proponując ordynację mieszaną zamiast całkowicie jednomandatowej, Platforma próbuje wykręcać kota ogonem. Bo, czy taka zmiana stworzy nową, obywatelską, niepartyjną, jakość demokracji? Nie. Współczesna nauka przedmiotu ze względu na polityczne skutki wyborcze klasyfikuje ordynacje mieszane do systemu proporcjonalnego. Ten system jest mieszany tylko dla polityków.

Gdyby, taka ordynacja została u nas uchwalona, wszystkie złe cechy demokracji partyjnej zostałyby zachowane. Pozostałyby koalicje, przesilenia, haki, grupy trzymające władzę. Można by dalej, w niby nowym politycznym świecie, kręcić, przekręcać, wpływać, dzielić – czyli rządzić po staremu. Godząc się na wybory w systemie proporcjonalnym (bez względu na to jak nim zamieszamy, czy jakie zastosujemy metody przeliczania głosów na mandaty), aprobujemy oddanie całej władzy partiom. Rezygnujemy z możliwości wyłaniania trwałej większości rządowej w drodze wyborów, co sprawić może tylko i wyłącznie system wyborczy, całkowicie jednomandatowy (patrz laburzyści i konserwatyści w Wielkiej Brytanii, czy demokraci i republikanie w USA). Akceptujemy koalicyjność rządzenia jako polityczną zasadę sprawowania władzy.

Jeżeli chcemy budować uczciwe i praworządne państwo, musimy odrzucić pomysł ordynacji mieszanej. Dla dobra demokracji nad politykami musi cały czas wisieć bicz wyborców, aby nigdy nie zapominali komu służą. Jeżeli będziemy używać ordynacji wyborczej proporcjonalnej lub jej dowolnej mutacji, choćby i mieszanej, politycy będą w pierwszej kolejności zależeć od partii. Jeżeli zastosujemy jednomandatowe okręgi wyborcze w 100 procentach, wybrani posłowie będą służebni wobec swojego elektoratu. Tak dzieje się na świecie. Mieszając oba systemy wyborcze, partyjny – tzw. proporcjonalny i obywatelski – jednomandatowy, zachowamy się jak przysłowiowy stryjek zmieniający siekierkę na kijek. Gdy słyszę "ordynacja mieszana" to wiem, że chodzi o mieszanie ludziom w głowach, aby oprócz nazwy nic się nie zmieniło na lepsze.

*Tekst ukazał się w "Rzeczpospolitej" dnia 8 grudnia 2009 r.