Chylę czoło przed Pawłem Kawarskim, który dogłębnie i profesjonalnie, w oparciu o źródła, opracował swoje stanowisko, aby w projekcie zmian Kodeksu wyborczego, ustanawiającego JOW, posła nie odwoływać. Mam nadzieję, że zwolennicy odwoływania potraktują ten, jakże istotny problem, równie wnikliwie, nie tylko opierając się na swojej intuicji. Dołożę 3 grosze do tego tematu.


Swego czasu, Donald Tusk, argumentując koncepcję zmniejszenia liczby posłów do 360 powiedział, że patrząc na jakość obecnych posłów, to i liczba 100 byłaby za duża.

 

To, oczywiście emocjonalna krytyka liczby posłów, nie mająca nic wspólnego z merytoryczną oceną, uzasadniającą zmniejszenie liczebności Sejmu. Gdyby przyjąć podobne premierowi uzasadnienie dla odwoływania posłów, to powinno się zaproponować zapis ustawowy umożliwiający szybkie i proste odwoływanie posła, jak tylko coś przeskrobie (za szybko będzie jeździł samochodem, nie spodoba się części wyborców jakaś jego wypowiedź, czy też delikwent zagłosuje niezgodnie z oczekiwaniami grupy konkurentów politycznych ect., ect.). Ale demokracja, a właściwie republikanizm, to powierzanie przez obywateli swojemu reprezentantowi prerogatyw występowania w ich imieniu. W systemie JOW jest to szczególnie widoczne i jednoznaczne, gdyż posyła się do Sejmu tylko jednego posła. Z racji techniki wyboru jest on de facto odpowiedzialny przed tymi, którzy mu zaufali i uznali za najlepszego do reprezentowania w polityce.

 

Gdyby istniała możliwość odwoływania tak powołanego posła, byłoby to dezawuowanie wyboru. Byłoby to okazywanie braku szacunku dla większości wyborców, którzy desygnowali posła do Sejmu. Nigdy nie ma tak, że właśnie ta większość jest przeciwko sobie samym, jest przeciwko swojemu wyborowi. Ta większość musiałaby po raz drugi udowadniać przed mniejszością, organizującą odwołanie, że nie jest wielbłądem, który podczas wyborów popełnił wielki błąd.

 

Możliwość odwoływania, to sygnał, że podczas wyborów nie musimy, tak do końca przypatrywać się kandydatowi, gdyż w razie czego, odwołamy. Zwalnia to wyborców, czyli nas samych z procesu głębokiego zastanowienia, komu dać głos. Ten stan sprzyja powierzchowności obywatelskiej decyzji. Brak możliwości odwoływania to mechanizm większego wysiłku wyborczego. Podczas wyborów trzeba zdawać sobie sprawę, że dopiero za 4 lata będziemy mogli posła odwołać. MY wyborcy, musimy też ponosić odpowiedzialność za wybór, nie tylko wybrany przed wyborcami. Wyborcy i wybrany jadą na wspólnym koniu, który nazywa się obopólna odpowiedzialność. Mówiąc kolokwialnie, widziały gały co brały.

 

Proponując zapis o odwoływalności myślimy w kategoriach obecnej ordynacji wyborczej, która jest sprawcą nędzy personalnej obecnego Sejmu. Pamiętajmy o tym i nie idźmy drogą myślową Tuska. To błędna droga. W JOW pojawia się zupełnie inny garnitur personalny w Sejmie. Trzeba to sobie dobrze uzmysłowić.

 

W Wielkiej Brytanii (GB) odwoływanie MP w ogóle nie istnieje. Praktyka stosowania JOW nie wytworzyła takiej potrzeby. Zmieniając Kodeks wyborczy wzorowaliśmy się właśnie na Wielkiej Brytanii, korzystając z jej wieloletnich doświadczeń stosowania JOW. Wytropienie w GB nadużycia czy sprzeniewierzenia się uczciwej reprezentacji przez MP, skutkuje samoistną rezygnacją z mandatu. Wymuszają to swoim ostracyzmem wyborcy, bez potrzeby ustawowej możliwości odwoływania, które uchybiałoby po prostu wyborcom. Wiedzą o tym zarówno wybrani, jak i wybierający.

 

I jeszcze jeden aspekt przemawiający za stabilnością mandatu przez całą kadencję. JOW wprowadzamy, między innymi po to, aby nasze państwo stało się silne. Silne będzie wówczas, kiedy ludzie desygnowani do rządzenia będą stabilni i nie będą podlegali łatwej zmianie. To wręcz paradygmat silnego państwa. Silny Sejm jest niezbędny Polsce jak powietrze. Ja nie godzę się na to, aby posłowie byli na samym końcu zaufania społecznego. Przecież oni ustanawiają nam prawa i dzielą publiczne pieniądze. Nie można premiować konformizmu, czyli postawy bezkrytycznego podporzadkowania. Będę siedział cicho przez 4 lata, na pewno nikt mnie nie odwoła. Nie tędy droga do silnego państwa. Taką postawę  BMW ( bierny, mierny, ale wierny) znamy aż nadto z obecnego świata politycznego. Aby Sejm był silny i wiarygodny, każdy poseł musi być silny, siłą swojego wyboru. Suma silnych w Sejmie, tworzy silne państwo. Możliwość odwołania posła stworzy mechanizm pasywności poselskiej, który nie służy budowaniu pozycji silnego posła. Z zapisu o odwoływalności posła, będzie więcej strat niż pożytku. Jestem o tym przekonany.   

 

I to by było na tyle w kwestii odwoływania, której osobiście jestem przeciwny.

 

Mariusz Wis – współautor, wraz z Pawłem Kawarskim i profesorem Andrzejem Czachorem, projektu zmiany Kodeksu wyborczego w kierunku ustanowienia JOW. Projekt, niebawem zostanie opublikowany i poddany pod publiczną dyskusję.



Dyskusja - 2 Komentarzy
  1. Łukasz Bień

    16. Mar 2013,  godz. 10:40

    Z niecierpliwością oczekuję projektu zmian w Kodeksie wyborczym. Czy będzie dodany do niego załącznik zawierający wykaz proponowanych okręgów? Jestem też ciekawy, czy kształt okręgów będzie ustalony na podstawie liczby wyborców (jak w Wielkiej Brytanii) czy mieszkańców (jak w Polsce)?

    Odpowiedz

  2. Paweł Kawarski

    12. Mar 2013,  godz. 13:31

    Dziękuję Mariuszowi za uzupełnienie mojego opracowania dotyczącego odwoływania posłów. Kieruje ono naszą uwagę na zagadnienie już poruszane – immunitet(!), lecz jednocześnie wskazuje, że musimy poświęcać mu więcej uwagi.
    Postuluję, aby zwolennicy odwoływania posłów nie forsowali nowej, skomplikowanej instytucji w sytuacji gdy cel, który chcieliby oni osiągnąć, można osiągnąć w prostszy sposób, tj., przez zniesienie immunitetu za określone przestępstwa. Innymi słowy, w sytuacji wyborcy mieliby odwołać posła z powodu podejrzenia popełnienia przez niego przestępstwa, poseł odpowiadałby za to w procesie i należy oczekiwać, że zrezygnuje z mandatu po ujawnieniu czynu lub straci go w wyniku skazania.
    A jak ważną sprawą jest uczciwość nawet w tak pozornie błahych sprawach jak przekraczanie przez posłów dozwolonej prędkości, niech zilustruje zdarzenie, które zbiegło się z publikacją naszych tekstów.
    Dokładnie wczoraj, 11 marca 2013 r. były minister energii rządu W.Brytanii, Chris Huhne wraz z Vicky Pryce, obecnie byłą małżonką, zostali skazani na kary po 8 miesięcy pozbawienia wolności za … przyjęcie przez Vicky Pryce, wtedy jego żonę, punktów karnych za przekroczenie przez niego limitu prędkości w 2003 r. Precyzuję: to sformułowanie to celowe uproszczenie, gdyż w rzeczywistości kara dotyczy utrudniania sprawowania wymiaru sprawiedliwości na tle przyjęcia tych punktów. Jednakże, ilustruje ono powagę z jaką traktuje się w WB przestrzeganie prawa nawet przez najwyższych urzędników. O sprawie pisze od dawna brytyjska prasa, vide najnowsze relacje Daily Telegraph oraz Daily Mail.
    Ilu posłów w Polsce zostało ukaranych za uporczywe przekraczanie dozwolonej prędkości? Sprawa angielskiego ministra i posła ta jest dobrym przykładem jak objęcie immunitetem polskich posłów wykracza poza zakres niezbędny do zapewnienia niezakłóconego sprawowania mandatu.

    Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.