/Odpowiedzialność za stan polskiego państwa

Odpowiedzialność za stan polskiego państwa

 

Pytania o odpowiedzialność za katastrofę samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem postawił wreszcie publicznie w połowie lipca tego roku Jarosław Kaczyński. Tydzień później klub parlamentarny jego partii Prawa i Sprawiedliwości powołał pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza komisję parlamentarną, która ma na to pytanie odpowiedzieć.

Przez trzy miesiące od czasu tragicznej śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki oraz kluczowych osób polskiego państwa, od prezesa banku centralnego po wszystkich najważniejszych dowódców polskiej armii, nikt nie podał się do dymisji, nikogo nie odwołano, nie zawieszono, nie oskarżono ani nawet nie upomniano. A przecież to polskie państwo wysłało w jednym samolocie, wycofanym kilkanaście lat wcześniej z eksploatacji lotnictwa cywilnego ze względu na przestarzałą konstrukcję i już wielokrotnie ulegającym awarii, na zapasowe lotnisko wojskowe nie posiadające bezpiecznego systemu nawigacyjnego w ciężkich warunkach pogodowych, obcego, a przy tym niezbyt przyjaznego państwa, bez osłony wywiadowczej i kontrwywiadowczej oraz bez zabezpieczenia lotnisk zapasowych. Na dodatek w do dziś niejasnych okolicznościach przekazano dochodzenie stronie rosyjskiej i to bez zagwarantowania sobie bezpośredniego wglądu nawet w treść zapisu „czarnych skrzynek”. I wszyscy za tę sytuację odpowiedzialni nie mają sobie nic do zarzucania.

 

 

Pytania o odpowiedzialność moralną, polityczną i administracyjną tragedii smoleńskiej trudne, przynajmniej dla mnie, nie są. Zobaczymy jednak, co ustali sama komisja i jak przebiegnie publiczna debata na ten temat. Mnie wszakże bardziej przy okazji oceny tragedii smoleńskiej interesuje odpowiedź na pytanie, którego nikt publicznie nie stawia od lat. Nie tylko odpowiedź na samo pytanie, ale i odpowiedź na pytanie, czemu takiego pytania publicznie się nie stawia.

 

 

Jest to pytanie o odpowiedzialność za obecny stan polskiego państwa, które jako instytucja jest winne tragedii smoleńskiej, jaka nie zdarzyła się w historii jako tako cywilizowanych krajów. Kto jest odpowiedzialny za obecny stan państwa, w którym aparaty władzy są stale strukturalnie nieudolne, niewydolne i bezmyślne, w którym aparaty władzy są proceduralnie stale niedoorganizowane aż po zanarchizowanie i niski poziom praworządności, a wreszcie w którym te aparaty są znacząco stale skorumpowane nie tylko politycznie, ale i finansowo. Przecież w jako tako cywilizowanym i sprawnym państwie tragedia smoleńska zdarzyć by się nie mogła. Stan tego państwa jest więc dramatyczny, a trzymiesięczny brak odpowiedzialnych świadczy, że następna tragedia, może na jeszcze większą skalę, już czeka na dogodny zbieg przypadkowych okoliczności.

 

 

Żeby jednak odpowiedzieć na pytanie o odpowiedzialność za stan państwa, trzeba wpierw znać odpowiedź na pytanie o przyczyny tego stanu. Problem w tym, że nie istnieje i nie istniała publiczna debata na ten temat. Nie pyta się publicznie i nie debatuje się publicznie o przyczynach stanu polskiego państwa. Jakie są przyczyny niskiej skuteczności, niskiej służebności i wysokiej korupcji stale panującej w polskim państwie? Gdzie leżą błędne rozwiązania ustrojowe, że przez 20 lat musimy żyć w stale niebezpiecznym dla naszej przyszłości i teraźniejszości państwie? Nie pyta o to polska politologia i polska socjologia polityki, o polskiej nauce prawa konstytucyjnego już nie wspominając. Nie pytają o to nawet tacy znakomici intelektualiści jak prof. Jadwiga Staniszkis czy prof. Zdzisław Krasnodębski. Nie pytają o to wybitni polscy publicyści polityczni i dziennikarze, niezależnie od swoich medialnych przynależności. Nie pytają o to polscy politycy parlamentarni i pozaparlamentarni, tak prawicowi, centrowi jak i lewicowi. Nie pyta o to także Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz. Dlaczego nie pytają? Przecież te pytania nasuwają się same po 20 już latach tej samej większej lub mniejszej nieudolności, zanarchizowania i korupcji stale obecnych w funkcjonowaniu władzy państwa na wszystkich jego szczeblach.

 

 

Odpowiedź na wyjściowe pytanie o przyczyny obecnego stanu polskiego państwa, o konstytutywną przyczynę istnienia „miękkiego” państwa III Rzeczypospolitej z jej trzema strukturalnymi wadami niskiej skuteczności, niskiej służebności i wysokiej korupcji, udzielana już wielokrotnie brzmi: przyczyną bezpośrednią jest niska jakość intelektualna, ideowa i osobowościowa polskich elit politycznych i państwowych, które wyłonione pierwotnie drogą niejasnych kooptacji politycznych Okrągłego Stołu, podlegają przez ponad już 20 lata samokooptacji i samoreprodukcji politycznej. Ta samokooptacja i samoreprodukcja jest zagwarantowana partyjną ordynacją wyborczą do Sejmu, która pozbawia obywateli biernego prawa wyborczego, a czynne prawo wyborcze sprowadza do wyboru spośród już wybranych na listy partyjne przez kierownictwa partii. Jest to łamanie konstytucyjnej zasady suwerenności narodu, które czyni polską demokrację istotnie fasadową, mimo istnienia, przynajmniej na razie, wolności politycznej. Ta ordynacja wyborcza uniemożliwia demokratyczne wyłonienie autentycznych liderów politycznych i elit politycznych o wysokich walorach intelektualnych, ideowych i osobowościowych, a podporządkowanych wyborcom. Ordynacja ta pełni rolę współczesnego ustrojowego liberum veto, które ongiś reprodukowało „miękkie” państwo I Rzeczypospolitej XVIII wieku.

 

 

Wyjściowym i niezbywalnym warunkiem odbudowy polskiej państwowości i stworzenia Rzeczypospolitej nowej generacji jest zniesienie partyjnej ordynacji wyborczej i wprowadzenie ordynacji większościowej opartej na jednomandatowych okręgach wyborczych. Jednomandatowe okręgi wyborcze umożliwiają bowiem nieskrępowane konkurowanie o mandat posła każdemu obywatelowi. Otworzy to możliwość budowy „twardego” państwa narodowego i głębokiej demokracji obywatelskiej. Taka ustrojowa zmiana umożliwi wyłonienie nowych elit politycznych i ich podporządkowanie polityczne wyborcom oraz przetnie zależności między strukturami władzy politycznej w państwie, a węzłami rodzimej sieci oligarchii finansowo-politycznej.

 

 

Dlaczego temat ordynacji wyborczej do Sejmu od 20 już lat nie istnieje w publicznej debacie medialnej? Dlaczego nie jest przedmiotem naukowych dociekań politologicznych, socjologicznych i prawnych? Dlaczego nie stał się argumentem w politycznych sporach parlamentarnych i pozaparlamentarnych? Dlaczego jak ognia unikają go w publicznych wypowiedziach uważani za znakomitych i takież mający o sobie mniemanie publicyści i dziennikarze? Dlaczego milczy o nim tak obnosząca się ze swoją niezależnością Rzeczpospolita, czy podkreślająca nieustannie swój patriotyzm Gazeta Polska?

 

 

Przyczyną braku od 20 lat debaty publicznej o ordynacji wyborczej w Polsce jest celowa i zorganizowana w skali kraju ukryta manipulacja opinią publiczną stosowana w skali całego polskiego systemu medialnego i politycznego, podobnie jak choćby w przypadku tematów tzw. prywatyzacji majątku państwowego, „drugiego dna” afery FOZZ czy okoliczności śmierci Michała Falzmanna i Waleriana Pańki. Tej manipulacji dokonuje rodzima sieć oligarchii finansowo-politycznej, która wyrosła w trakcie transformacji głównie na bazie sieci powiązań komunistycznych i postkomunistycznych służb specjalnych. Acz dowód naukowy tej hipotezy będzie można przeprowadzić dopiero za wiele lat po naukowych badaniach archiwów IPN o roli komunistycznych służb specjalnych, w szczególności wojskowych, w procesie transformacji PRL-u. Jeśli oczywiście do takich badań, po ostatnich zmianach w ustawie o IPN, w ogóle dojdzie. Według mojej hipotezy polska transformacja została zasadniczo przeprowadzona według scenariusza „Montażu” Władimira Wołkowa, w której rodzime komunistyczne służby specjalne potraktowały własne społeczeństwo jak wrogie społeczeństwo wrogiego kraju, dokonując na niebywałą skalę ukrytego „montażu” transformacyjnych zmian. Masowa skala tej ogólnospołecznej manipulacji była możliwa dzięki wykorzystaniu na ogólnokrajową skalę agentury wpływu utworzonej z przekształconej w tym celu policyjnej agentury służb cywilnych i wojskowych. Wojna polityczna o lustrację w Polsce i o panowanie nad IPN była i jest tego twardym choć pośrednim dowodem. To krajowe agentury wpływu w systemie politycznym i medialnym, acz myślę że we wszystkich węzłowych punktach władzy państwowej, decydują o panowaniu społecznym tej rodzimej sieci oligarchii, niewidocznej dla opinii publicznej. I to kluczowe węzły tej sieci decydują o zablokowaniu jakiejkolwiek debaty na temat wady ustrojowej polskiego państwa, gdyż ta wada gwarantuje im panowanie nad Sejmem, a więc ostatecznie nad polskim państwem. To panowanie nad Sejmem jest zagwarantowane równolegle panowaniem nad systemem medialnym, zdominowanym prywatnymi koncernami medialnymi na czele z koncernem Agory, który dzięki ordynacji wyborczej stał się sam elementem systemu politycznego, istotnie wpływając na wyniki wyborów parlamentarnych. I najważniejszym podziałem politycznym w dzisiejszej Polsce jest podział na polityczne siły antyoligarchiczne i prooligarchiczne, a nie prawicę i lewicę, liberałów i konserwatystów, „ciemnogród” i „jasnogród”. PiS i Jarosław Kaczyński jest zwalczany przez układ oligarchiczny poprzez system medialny nie dlatego, że jest prawicowy czy „nieeuropejski” lecz dlatego, że nie jest prooligarchiczny jak Platforma Obywatelska czy Sojusz Lewicy Demokratycznej i Polskie Stronnictwo Ludowe, a rozwiązania zawarte w pomyśle IV RP zagrażały jego panowaniu. PiS równie dobrze mógłby być lewicowy i zmiana polegałaby tylko na innym doborze propagandowych środków walki politycznej. A prawicowość, lewicowość i ludowość to tylko kostiumy polityczne partii dla pozyskiwania manipulowanych wyborców w fasadowym spektaklu demokratycznych wyborów.

 

 

Tyle, że owa sieć oligarchii finansowo-politycznej panuje tylko pośrednio i nieformalnie, a siły i środki oddziaływania się po prostu biologicznie i fizycznie mocno zestarzały. I gdyby nie małość polskich elit publicznych (naukowych, kulturalnych, politycznych, medialnych), tę sytuacje już lata temu można by przełamać. I wysłać murszejące węzły sieci oligarchicznej na śmietnik historii budując nowoczesne państwo polskie nowej generacji.

 

 

Kto jest więc odpowiedzialny za aktualny stan polskiego państwa? Moim zdaniem wszyscy ci, którzy od lat utrudniają postawienie problemu zmiany ordynacji wyborczej jako podstawowego warunku budowy państwa nowej generacji. Moralnie odpowiedzialne są za to przede wszystkim polskie nauki politologii, socjologii polityki i prawa konstytucyjnego, a więc głównie samodzielni pracownicy nauki z tych dziedzin. W ich ramach zadań zawodowych leży bowiem stała analiza stanu polskiej państwowości oraz ich przyczyn. A nic takiego poza co najwyżej banałami i frazesami nie znajdziemy w podręcznikach i periodykach naukowych. Ale na szczęście od 1993 roku funkcjonuje założony przez prof. Jerzego Przystawę, nota bene fizyka teorii ciała stałego, Ruch Obywatelski na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Ruch ten dokonał w zastępstwie polskich nauk społecznych przewrotu intelektualnego i naukowego, wypracowując na przestrzeni lat swej działalności dogłębną analizę sytuacji polskiej państwowości i formułując twardą argumentację na rzecz jej fundamentalnej poprawy. I na przestrzeni kilkunastu lat udało mu się mrówcza pracą i to przy medialnej blokadzie wprowadzić do świadomości opinii publicznej problem zmiany ordynacji wyborczej.

 

 

Dlatego politycznie odpowiedzialnymi za stan polskiego państwa są przede wszystkim liderzy polityczni i elity polityczne, którzy i które doskonale znają zagadnienie. Wszyscy liderzy partii politycznych mają pełną świadomość konsekwencji obecnej ordynacji wyborczej oraz konsekwencje jej zmiany. Ci którzy są powiązani i zależni od węzłów oligarchicznych blokują możliwości zmian dla „być lub nie być” rodzimej oligarchii. Ci zaś którzy nie są zależni, a nawet są nastawieni antyoligarchicznie, blokują takie możliwości, gdyż po zmianie ordynacji przestaliby być najprawdopodobniej liderami i członkami elit partyjnych, albo lądując na śmietniku polskiej historii współczesnej, albo będąc sprowadzonymi do właściwych sobie i dużo mniejszych wymiarów politycznych. W tym wypadku to ich małość przesądza o ich politycznej odpowiedzialności.

 

 

Obywatelska zaś odpowiedzialność za obecny stan polskiego państwa spada przede wszystkim na liderów i elity życia publicznego, przede wszystkim kulturalnego i medialnego. Ich nieodpowiedzialność obywatelska wyraża się w tym, że mając obiektywnie możliwości mobilizacji opinii publicznej na rzecz wprowadzenia zmiany ordynacji, faktycznie pełnią rolę demobilizującą i legitymizującą partyjno-państwowe status quo. Dotyczy to oczywiście również hierarchii Kościoła katolickiego, która nie tylko milczy w tej sprawie, lecz co wybory parlamentarne ustami Episkopatu wręcz apeluje o udział w tym de facto oszustwie wyborczym i to jeszcze przywołując obywatelski obowiązek.

 

 

I jeśli nie rozpoczniemy jak najszybciej publicznej debaty o przyczynach stanu polskiego państwa, po to by to państwo wreszcie zacząć zmieniać, to jest tylko kwestią czasu, gdy trzeba będzie powoływać kolejne komisje parlamentarne do wyjaśnienia kolejnych tragedii i dramatów, o aferach nie wspominając.

 

 

 

Dąbrowa Górnicza, 22 lipca 2010

 

 

*Tekst dla: „Nowy Kurier. Polish – Canadian Independent Courier”