Sposób wybierania posłów ma bezpośredni wpływ na gospodarkę.

Kierownicza rola monopartii nieodpowiedzialnej przed społeczeństwem, jawną przemocą utrzymywana w komunizmie, po transformacji ustrojowej legitymuje się pluralizmem pozorującym demokrację. Cyniczne deptanie praw boskich i ludzkich oraz deprawacja sumień, w komunizmie naturalne, po transformacji usprawiedliwiane jest, jako cena demokracji, rzekomo nieunikniona. Zanik komunistycznego terroru uśpił czujność w zakresie wpływu rozwiązań ustrojowych na moralność w polityce. Teraz bezkarne zło pleni się podstępnie także wśród uczciwych, ignorujących wpływ na moralność ordynacji wyborczej tzw. proporcjonalnej, praktykowanej w Polsce od początku transformacji. Narzuca ona głosowanie w Wielomandatowych Okręgach Wyborczych. Eliminuje swobodę indywidualnego kandydowania obywateli, a partiom politycznym nadaje kluczowy przywilej – możliwość układania list wyborczych. Chętniej od prawdy przyjmowane jest zwodnicze kłamstwo beneficjentów ordynacji proporcjonalnej: „rodzaj ordynacji był nieważny i wystarczy, aby uczciwi głosowali na uczciwych, a wszystko będzie dobrze”.

Spór o rodzaj ordynacji wyborczej sprowadza się do wyboru pomiędzy partyjnym przywilejem układania list wyborczych (system redystrybucji), a otwartym konkursem na posłów, czym skutkuje ordynacja większościowa z równym dla wszystkich prawem do kandydowania w okręgach jednomandatowych (wolny rynek). Kryterium rozstrzygające ten spór zawiera następujący wywód:

Jeżeli ordynacja wyborcza ma służyć wyłanianiu przedstawicieli narodu do rozsądnego działania należy uznać, że skutkowanie odpowiedzialnością wybieranych przed wyborcami jest najważniejszą miarą oceny.

Praktykowana dotychczas ordynacja tzw. proporcjonalna wymusza odpowiedzialność posłów. Ale nie przed wyborcami, a przed układaczami list wyborczych. A ponieważ nie można dobrze służyć dwóm panom posiadającym różne interesy, odpowiedzialność posłów przed wyborcami jest zredukowana. Inaczej jest w przypadku ordynacji większościowej JOW. W nim kandydować może każdy, ale żeby uzyskać poselski mandat kandydat musi zdobyć osobiste uznanie większości wyborców niewielkiego okręgu wyborczego. A dla utrzymania przewagi nad konkurentem depczącym mu po piętach, musi zacieśniać więź z wyborcami przez całą kadencję. Być dostępnym dla wyborców, gdy Sejm nie obraduje i wrażliwym na ich opinie. Być przed nimi odpowiedzialnym. Tak działa wolny rynek.

Obecnie, przy nieodpowiedzialności posłów przed wyborcami, klasa polityczna zapomniała, że jej nadrzędnym powołaniem jest służenie interesom narodu. Stąd jej zdziwienie, gdy obywatele którzy zebrali setki tysięcy podpisów wymagają, aby ich inicjatywy były procedowane. Cechą charakterystyczną kolejnych ekip rządzących jest brak długofalowej strategii rozwoju państwa. Liczy się tylko walka z przeciwnikami politycznymi. Po wygranych wyborach, każda kolejna ekipa odstępuje od dokończenia tego co nieraz słusznie rozpoczęli poprzednicy. Obywatele zamiast służby, otrzymują opresję. Przedsiębiorczość jest duszona fiskalnie i narażona na arbitralne decyzje urzędników. Skoro ich zwierzchnicy nie odpowiadają przed obywatelami, to dlaczego mieliby odpowiadać oni. Lepiej skupić się na bronieniu swoich grupowych interesów i zwiększania swojej liczebności. Urzędnicza armia wraz z rodzinami jest zapleczem wyborczym partyjnych elit, za cenę bezkarności, gwarancji zatrudnienia, zarobków znacząco przewyższających zarobki pracujących w sferze produkcyjnej. To ewenement w Europie.

Polityka nie znosi próżni. Brak bezpośredniego oparcia w społeczeństwie skłania władzę do szukania tego oparcia na zewnątrz; w krajach ościennych lub w strukturach UE. Poczucie słabości rządzących powoduje uległość i podejmowanie działań pozorowanych. Gospodarka przy niskiej produkcyjności pobudzana jest pieniądzem spekulacyjnym. Że taka kombinacja jest zabójcza, widzimy obecnie. Zagraniczne koncerny korzystają z podatkowych przywilejów, wypychając narodowe przedsiębiorstwa z rynku oraz wyprowadzają wielomiliardowe kwoty poza polski obszar gospodarczy. Nieinnowacyjna gospodarka marnuje ludzki kapitał, pozbawia pracy specjalistów wykształconych na koszt polskiego społeczeństwa i zmusza do emigracji. Tym samym wspierają gospodarki ościenne – np. Wielką Brytanię, gdzie JOW-y się świetnie sprawdzają. Destrukcyjne przekonanie, że od obywateli nic nie zależy, zdejmuje odpowiedzialność za dobro wspólne.

Największe potęgi gospodarcze powstały dzięki odpowiedzialności władzy przed społeczeństwem. Dlatego np. Brytyjczycy wybierający posłów  w JOW, szczycą się powiedzeniem, „nie mamy przyjaciół, mamy tylko interesy”. Mogą sobie na to pozwolić, mając oparcie w narodzie, któremu pozwolono zbudować silną gospodarkę. Szerzenie świadomości, że pierwszą przyczyną choroby nieodpowiedzialności władzy, jest tzw. proporcjonalna ordynacja wyborcza jest polską racją stanu. Leczenie należy rozpocząć od wybierania posłów na zasadzie otwartego konkursu przeprowadzanego w JOW, opartego na selekcji pozytywnej. Dopiero wtedy posłowie zamiast marionetkami partii, będą wyrazicielami opinii wyborców. I chociaż sama zmiana ordynacji nie uzdrowi wszystkiego od razu, to bez wprowadzenia JOW w wyborach do Sejmu nie jest możliwe rozpoczęcie procesu skutecznego przezwyciężania zła w polskiej polityce, a odpowiedzialność za dobro wspólne pozostanie postulatem.

*Artykuł ukazał się w Tygodniku „Uważam Rze” www.uwazamrze.pl

About Jerzy Gieysztor

mgr. inż. miernictwa elektronowego; jak wspomina Jerzy Gieysztor: „Ze wszystkiego się śmieje, ale jest uparty i nie ujawnia swoich poglądów” – użalał się przedstawiciel czerwonych, kiedy w roku 1977 przeciwstawiłem się władzy Uniwersytetu Wrocławskiego, gdzie pracowałem przez kilka dziesięcioleci; uczestnik Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW od 1998 r.

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.